Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

NOWE KSIĄŻKI


• Wspaniałą uczelnię polską, którą – wobec jej historycznego znaczenia – wypada postawić obok Uniwersytetów Jagiellońskiego i Jana Kazimierza, choć odmiennej specjalności, jest Politechnika Lwowska. Dziś nie ma jej wśród żywych struktur polskich nauk technicznych, jednak jej serce nadal bije
w kilkunastu innych krajowych szkołach wyższych, którym dała zastrzyk życiodajnej krwi, nie wyłączając najbardziej renomowanych uczelni tych kierunków. Lwowska uczelnia techniczna w pełni zasłużyła na obdarzenie jej mianem Macierzy Polskich Politechnik.

Na temat Politechniki Lwowskiej wydano już sporo prac naukowych czy wspomnieniowych, a wśród nich trzeba wymienić przede wszystkim dwie: dzieło prof. Zbysława Popławskiego (1992) oraz drugie, zbiorowe, poszerzone, pod kierownictwem prof. Roberta Szewalskiego (1993). Dalsze liczne opracowania książkowe omawiają sprawy bardziej wycinkowe – o organizacji PLw. i jej obiektach, o jej zasługach
i dziedzictwie, o profesorach i organizacjach studenckich, ale również o historycznym dramacie, jaki stał się jej udziałem po stu latach istnienia.

Obecnie otrzymujemy nowe, potrójne dzieło pt. Politechnika Lwowska, jako tom XI Historii szkolnictwa, oświaty i wychowania na ziemiach odłączonych II Rzeczypospolitej, opracowane przez prof. Jerzego Kowalczuka (Kraków 2013). Każda z trzech części (praktycznie – tomów) liczy 500–640 stron (format B5). Praca ta ma inny charakter niż wyżej wzmiankowane.


Podejmując przestudiowanie omawianych trzech ksiąg, natrafiamy na pewien problem organizacyjno-czasowy. Wszystkie dotychczasowe dokumenty i opracowania przyjmują jako rok powstania pierwszej uczelni technicznej we Lwowie – rok 1844. Na bazie istniejącej wówczas od 1817 r. tzw. Szkoły Realnej powstał 2-letni oddział techniczny (obok 1-rocznego handlowego). W 1844 r. oddział ten odłączono od szkoły realnej, tworząc ck Akademię Techniczną – i to jest początek prawdziwej, samodzielnej uczelni technicznej we Lwowie. Nie był to naturalnie koniec licznych reorganizacji i doskonalenia. W roku 1871 zaczęło się stopniowe wprowadzanie języka polskiego jako wykładowego. Na czele AT stał dotąd dyrektor, w r. 1872 wybrano zaś pierwszego rektora (prof. Feliksa Strzeleckiego). Odtąd datuje się znakomity rozwój uczelni: powiększyła się liczba specjalności i katedr, zaczęto myśleć o własnym gmachu.

Dalsze zmiany nastąpiły w 1877 roku. Zmieniono nazwę uczelni, na ck Szkołę Politechniczną. Powstał już nowy, dobrze nam znany budynek główny przy ul. Leona Sapiehy. Ostatnie zmiany nastąpiły po
 1918 r., z nastaniem Polski Niepodległej. Uczelnia zwała się odtąd Politechniką Lwowską. Przystąpiono do naprawy zniszczeń po działaniach wojennych. Powstały nowe wydziały, pozyskano nowe obiekty. Zarazem były to jednak trudne lata, ale wychodzono z nich zwycięsko.

Politechnika Lwowska przestała być wspaniałą polską uczelnią po wybuchu II wojny światowej. Nastąpiły kolejne, niekończące się okupacje, ekspatriacja, nadanie obelżywego patronatu…

Praca prof. J. Kowalczuka pomija w zasadzie tekstowe opracowanie historii Politechniki, ale – w jakimś sensie – uzupełnia dotychczasowe. Wczytując się w przedmowę, otrzymujemy wyjaśnienie, że praca dotyczy programów nauczania, zawartych w dokumentach archiwalnych, znalezionych w kilku archiwach. Są to więc kopie bogatego zasobu papierów i dobranej literatury* dotyczących – rok po roku – programów sensu stricto, spisów przedmiotów, wykładów i wykładowców, statystyk dotyczących studentów, regulaminów itd.

W celu opanowania ogromnej ilości zadrukowanych papierów, a także lepszej czytelności całego opracowania, dokonał autor podziału na 3 osobne części – tomy. Pierwsza część zawiera sprawy ogólne,
a następnie przedstawia materiały z lat od 1872/73 do 1918/19; część druga od1919/20 do 1933/34, trzecia od 1934/35 do 1938/39 oraz aneksy i suplementy. Tomy uzupełniono ilustracjami, przy czym
w części 1. są to głównie zdjęcia portretowe profesorów (ksero, niestety w większości bardzo złej jakości). Wydaje się, że gdyby zdjęcia te miały mniejsze formaty, byłyby wyraźniejsze, a również objętość tomów mogłaby ulec pewnemu zmniejszeniu, co w obu wypadkach wyszłoby na dobre.

Reasumując, praca prof. Jerzego Kowalczuka jest niezwykle potrzebnym materiałem, choćby i z tego powodu, że ratuje pozostałe dokumenty od dalszego unicestwienia, jakie stało się w kilku fazach dramatem dorobku Lwowa w ostatnich ¾ wieku. Ale przede wszystkim jest materiałem do prac historycznych w wielu miastach dzisiejszej Polski, a może i poza nią. A dla naszego pokolenia zwykłych ludzi staje się pamiętnikiem o ludziach, wydarzeniach i sprawach.

Piszący to omówienie, niegdyś student Politechniki, niestety już nie Lwowskiej – ale wśród lwowskich profesorów i asystentów – mieszkający niegdyś we Lwowie i uczęszczający do lwowskiej szkoły, doznaje szczególnego wzruszenia. Moimi profesorami w Krakowie (lata 1950.) byli jeszcze wtedy żyjący A. Plamitzer, A. Mściwujewski i grono awansujących asystentów lwowskich. Ojcami moich szkolnych kolegów byli profesorowie Z. Ciechanowski, W. Mozer, A. Joszt. Naprzeciw mojego miejsca zamieszkania we Lwowie stała willa prof. K. Bartla – pamiętam nocne awantury z udziałem policji, gdy profesor był premierem.

I tak można nieskończenie…

 

*    W tym nawet parę numerów kwartalnika „Cracovia–Leopolis”.

 

• Autor książki, którą tu omawiamy, zaczyna tak:

Miasto LwówMówiąc o Lwowie, należy mówić o cywilizacji lwowskiej, jako że rola
i osobliwość tego miasta daleko wykraczają poza miano centrum kulturalnego, naukowego czy handlowego. To są miasta takie jak Rzym, Paryż, Nowy Jork czy San Francisco, i Lwów do takich się zaliczał, daleko w tyle pozostawiając sąsiednie metropolie, nie mówiąc już o mniejszych miastach. Lwów nie był stolicą państwa, nie miał więc tego politycznego filara, tej nogi, która podtrzymuje i kreuje potęgę – to sami lwowianie wznieśli ten filar. Ale Lwów ma też coś, czego nie ma żadna z okolicznych stolic – ma legendę. Bo Lwów to legenda, i nie ma jak Lwów. Tylko wielcy ludzie, wielkie czyny i epoki mają swoją legendę – legenda jest świadectwem spraw wielkich.

A Lwów jest wielką sprawą.

Lwów ma tę legendę ściśle związaną z Polską, te dwa słowa, które wszystko mówią – semper fidelis, i nie ma historii Lwowa bez Polski, i historii Polski bez Lwowa. I ta historia, choćby nie wiem jak ją zakłamywano, ona wróci do Lwowa, gdzie na straży pamięci stoją lwy, bo to przecież miasto lwów.

Książkę tę napisał Wiesław Budzyński pod tytułem Miasto Lwów (wyd. „Świat Książki”, Warszawa 2012). Książka zawiera 14 rozdziałów i na końcu obszerne przypisy, ma prawie 370 stron druku (format A5) oraz kilkadziesiąt doskonałych zdjęć ludzi
i obiektów, głównie z czasów przedwojennych. Każdy rozdział jest poświęcony innemu tematowi, związanemu z historią i kulturą Miasta, ale przede wszystkim z II wojną światową i jej skutkami.

Rozdział 1. Cywilizacja Lwowa omawia wielonarodową ludność Lwowa, kładąc jednak główny akcent na polski charakter miasta. Mowa też oczywiście o Rusinach i Żydach oraz szczególnie zżytych ze społeczeństwem polskim Ormianach, o licznych osadnikach niemieckich, o ich polonizacji, przytaczając znane nazwiska*. Rozdział 2. Królestwo z bajki to opowieść o trzech niezwykłych postaciach, które przybyły do Lwowa i tu odcisnęły szczególne piętno w dziejach, każda w innym czasie i w inny sposób.
To najpierw Ignacy Łukasiewicz, twórca pierwszej na świecie lampy naftowej, którą skonstruował
w lwowskiej aptece Mikolascha; dalej Artur Grottger, malarz patriotycznych obrazów, oraz trzeci, równie wybitny malarz, Jan Rosen, twórca słynnych symbolicznych fresków w Katedrze Ormiańskiej we Lwowie. Rozdział 3. to Całe złoto Lwowa, który prezentuje potencjał intelektualny i duchowy Lwowa, a więc jego uczelnie, Ossolineum, Teatr Wielki, bogate muzea, trzy katedry i liczne świątynie różnych wyznań.
Ale to nie wszystko: mowa o stabilizacji i rozwoju miasta po zażegnaniu niebezpieczeństw ukraińskich
i bolszewickich, o ludziach epoki międzywojennej. Posługuje się tu autor m.in. wspomnieniami Kazimierza Żygulskiego.

Rozdział 4. to Najazd Azjatów: ponure, ale i humorystyczne wydarzenia z samego początku pierwszej okupacji sowieckiej. Temat tej okupacji rozwija rozdział 5. Ludobójstwo we Lwowie, omawiając złowrogie wypadki, jednak nie rozwijając tematu deportacji.

Długi rozdział 6. Rasa Panów przedstawia główne wydarzenia okupacji niemieckiej: mord Profesorów na Wulce i holokaust Żydów lwowskich. Rozdział 7. Akcja lwowska rozwija temat mordu Profesorów. Osobą szeroko omawianą jest tu Menten, grabieżca lwowskich zbiorów sztuki. Kolejny rozdział 8. Zniknięcie Eugeniusza Bodo opowiada o dramatach ludzi, którzy ani jednych, ani drugich okupantów nie potrafili docenić.

Rozdział 9. Z wyroku Armii Krajowej: Lwów był drugim po Warszawie ośrodkiem tajnych wydawnictw. Dowiadujemy się, że najsłynniejsze podziemne salony literackie były u pp. Ostrowskich przy
ul. Supińskiego oraz u Juliusza Petry. Autor wymienia licznych działaczy, którzy zostali zdemaskowani przez SS, a w zamian wykonano wyroki śmierci na zbrodniarzach niemieckich. Rozdziały 10. Bohaterowie lwowskiej konspiracji i 11. Z lwowskiego archiwum AK – oba cytują dotąd nieznane, niezwykle ciekawe raporty
i relacje, publikowane tu po raz pierwszy. Dotyczą one różnych wydarzeń i działań polskich bojowników
w walce o wolność. Podzielone są na kilka tematycznych podrozdziałów: Raporty AK Lwów, Rok 1943, Grypsy z więzienia, Rok 1944 oraz Polacy – Żydzi, Polacy – Ukraińcy oraz Polacy – Niemcy.

Rozdział 12. Ostatni dzień Lwowa – wybija się tu nazwisko najbardziej bestialskiego Martensa. Czytamy
o pierwszej połowie 1944 r. – Niemcy przygotowują się do powstrzymania nadchodzących sowietów, traktując brutalnie więźniów, żołnierzy AK. Wzmagają się naloty sowieckie – apogeum w Wielkanoc.
Do akcji niemieckich dołącza się ukraińska policja. W natarciu sowieckim zniszczeniu ulega Tarnopol, zamieniony przez Niemców w twierdzę. Liczni mieszkańcy Lwowa zaczynają uciekać na zachód. 22 lipca AK przypuszcza zmasowany szturm na pozycje Niemców i obejmuje miasto. Po wejściu sowietów następuje dość niejasna sytuacja, dowództwo polskie zostaje aresztowane i wywiezione. Dzień 28 lipca staje się ostatnim dniem polskiego Lwowa. Autor cytuje relacje z pierwszego, dramatycznego okresu władzy sowieckiej we Lwowie.

Rozdział 13. Za sowiecką miedzą opowiada o dramatycznej sytuacji lwowskiej kultury, przede wszystkim zbiorów muzealnych. Ukazują się dwie całkowicie przeciwstawne postacie: prof. Mieczysława Gębarowicza, który nieprawdopodobnym wysiłkiem – nie tylko ducha – ratował dobra Miasta: sztuki, nauki, literatury, Miasta, którego nigdy nie opuścił. Na drugim biegunie jawi się nienawistna postać Wandy Wasilewskiej, której celem życia było zniszczenie we Lwowie – i nie tylko – wszystkiego co polskie.

Rozdział 14. Ziemia z podwórka – rozdział ostatni, najsmutniejszy – opowiada o wracających z Rosji
w 1955 roku zesłańcach, którzy przejeżdżają przez Lwów. I tu następuje konfrontacja z rzeczywistością. Mijając nową granicę, ludzie witają polską ziemię i Lwów okrzykami radości, polską pieśnią. Przychodzi jednak refleksja wobec dramatycznych wspomnień.

 

*    Autor pisze, że z osadników saksońskich pochodzili Baczyńscy, przodkowie poety Krzysztofa Kamila, nie wyjaśnia jednak bliżej, skąd ich polskie nazwisko.

 

Wołyński Słownik Biograficzny• Wraz z numerem (1/2013) „Wołania z Wołynia”, przysłano nam nową książkę wydaną przez Instytut Badań Kościelnych
w Łucku jako tom 78 Biblioteki WzW. Są to materiały do Wołyńskiego Słownika Biograficznego, opracowane pod redakcją ks. Witolda J. Kowalowa (Biały Dunajec – Ostróg 2012).

Tomik obejmuje ok. 130 nazwisk osób – co ciekawe – nie tylko Polaków i rzymskich katolików, lecz także Rusinów i Żydów. Redaktor tego nie wyjaśnia, ale można się domyślać, że chodzi w zasadzie o osoby, które urodziły się lub odegrały jakąś rolę na terenie Wołynia od okresu I Rzeczypospolitej po współczesne czasy. Trzeba jednak stwierdzić, że nie wszystkie wymienione osoby odpowiadają tym kryteriom, ponieważ wśród zamieszczonych haseł nie zawsze znajdujemy związki, o których mowa wyżej.

Żadnych natomiast wątpliwości – jak zwykle – wobec treści arcyciekawego numeru 1/2013 „Wołania z Wołynia”. Znajdujemy teksty ks. abpa M. Mokrzyckiego o papieżu Benedykcie XVI, s. Teresy Kalskiej
o biskupie Szelążku, J.A. Paszkiewicza o bohaterze wołyńskim Zygmuncie Rumlu, o św. Szczęsnym Felińskim, i jeszcze kilka innych.

 

• Diecezja Legnicka (Dolny Śląsk) wydała książeczkę pt. Skarbiec piśmiennictwa Diecezji Legnickiej (2012), a dotycząca tamtejszych dwóch bibliotek: im. Jana Pawła II Wyższego Seminarium Duchownego w Legnicy oraz Opactwa Sióstr Benedyktynek w Krzeszowie. Książeczka – a raczej informator – zawiera niedługi tekst wyjaśniający (dość niejasno napisany) oraz ok. 80 stron ilustracji. Redaktorem książeczki jest Wacław W. Szetelnicki.

Powodem naszego zainteresowania stał się fakt, iż w obecnym księgozbiorze ss. Benedyktynek znajduje się pewna ilość materiałów archiwalnych i bibliotecznych przywiezionych przez Siostry ekspatriowane w 1946 r. ze Lwowa do przydzielonego im poniemieckiego klasztoru oo. Benedyktynów (wcześniej Cystersów). Zbiory krzeszowskie ss. Benedyktynek liczą dziś ponad 28 tys. woluminów
i składają się z dwóch części: – zgromadzone przez niemieckich Cystersów i Benedyktynów, i tu pozostawione, oraz – przywiezione przez Siostry ze Lwowa. Dowiadujemy się, że nie jest to kompletny dawny stan posiadania lwowskich Benedyktynek, ponieważ część (prawdopodobnie cenna) została we Lwowie, część po drodze uległa kradzieży. Rozrzucony księgozbiór znajduje się więc – poza Krzeszowem – w bibliotece Akademii Nauk państwa ukraińskiego, w polskich bibliotekach: Jagiellońskiej, Narodowej
w Warszawie, Ossolineum, KUL oraz w rękach prywatnych (!). W Krzeszowie znalazły się rękopisy, starodruki, inkunabuły, publikacje sprzed 1945 r. mapy, zdjęcia i pocztówki.

Zamieszczonych w książeczce ilustracji nie można traktować jako poważnej informacji, są to bowiem graficzne układanki stron tytułowych, wybranych obrazków, mapek itp., co robi wrażenie raczej graficznej reklamy, bez rzeczowych wyjaśnień.

Zbiory podlegają obecnie digitalizacji, co ma ułatwić ich wykorzystywanie. Ta problematyka stała się zapewne powodem wydania książeczki, która jednak – w naszej opinii – nie robi poważnego wrażenia, tym bardziej że wydano ją ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego UE.

 

• Nie mieliśmy tej książki w rękach – wiemy o niej jedynie z omówienia zamieszczonego w piśmie „Niedziela” nr 14/2012. Chodzi o pracę ks. bpa Mariusza Leszczyńskiego z Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej, zatytułowaną: Archidiecezja Lwowska Obrządku Łacińskiego w granicach Polski 1944–
–1992
(wyd. Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 2011).

Obszerne to dzieło dotyczy skrawka przedwojennej Archidiecezji Lwowskiej, który po aneksji naszych Ziem Wschodnich przez sowietów pozostał w granicach PRL i stał się namiastką archidiecezji, a jego stolica Lubaczów – zastępczą stolicą archi­diecezji.

Nowa Archidiecezja w Lubaczowie*, jak ją pierwotnie nazwano, objęła zaledwie 5,5% dotychczasowego obszaru, tzn. niespełna 2300 km2. Ale w 1951 r., kiedy doszło do tzw. akcji HT, gdy sowieci zagarnęli dodatkowe obszary Polski w powiatach hrubieszowskim i tomaszowskim – dając
w zamian podobny obszar we wschodniej części woj. rzeszowskiego – omawiana „Archidiecezja
w Lubaczowie” zmniejszyła się o dalsze 480 km2, co ostatecznie ustaliło ją na 1810 km2. W Lubaczowie osiadł abp. Eugeniusz Baziak i zarządzał do śmierci w 1962 r.

Mimo zaistniałej sytuacji w Lubaczowie kontynuowano tradycje Kościoła lwowskiego. W swej książce
ks. bp. Leszczyński przed­stawił sylwetki wszystkich rządców archidiecezji (od Baziaka do Jaworskiego), przedstawił zgromadzenia i instytuty, stowarzyszenia i organizacje kościelne tam działające, akcje
i wydarzenia – m.in. 600-lecie Metropolii Lwowskiej i wizytę Jana Pawła II w Lubaczowie. Ponadto omówił autor sylwetki nowych świętych i błogosławionych związanych z Archidiecezją: św. Józefa Bilczewskieo
i św. Zygmunta Gorazdowskiego, św. Brata Alberta Chmielowskiego, bł. Bernardynę Martę Jabłońską.

W dziele ks. bpa M. Leszczyńskiego znalazło się 170 unikalnych fotografii, 7 map, obszerna bibliografia. Wydanie omawianej pracy zbiegło się z 600. rocznicą przeniesienia stolicy archidiecezji
z Halicza do Lwowa.

Trzeba na koniec dodać, że po reformie struktury Kościoła w Polsce Lubaczów stał się współstolicą Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej.

 

• Nadeszła książka od prof. Oskara Stanisława Czarnika pt. Powstanie Styczniowe. Uczestnicy, instytucje, wybrane zdarzenia, z podtytułem Obchody
i pamiątki
w powiecie
wołomińskim (wyd. Towarzystwo Przyjaciół Miasta Kobyłka, Kobyłka 2013). Zespół autorski to cztery osoby, ale redaktorem i autorem dwóch z pięciu rozdziałów jest osobiście Profesor Czarnik, lwowianin
z urodzenia i korzeni po mieczu, od lat mieszkaniec Kobyłki koło Warszawy.

Po pierwszym więc zaskoczeniu – co mają wydarzenia styczniowe w powiecie wołomińskim do naszych wschodniomałopolskich stron? – przyszło olśnienie. Wszak Profesor (przez babkę Teresę z Żulińskich Czarnikową) pochodzi z rodu Żulińskich
z Mazowsza, wspaniałych patriotów i uczestników Powstania 1863 roku, którzy w sposób niezwykły związali się ze Lwowem. Któż więc może być bardziej upoważniony do przedstawienia związków walk powstańczych niż ten, którego przodkowie stąd pochodzą, a dziś sam tam zamieszkuje?

W numerze 3 z 2008 r. prezentowaliśmy curriculum vitae Profesora O.S. Czarnika, przypomnijmy jednak najciekawsze styczniowe fakty. Oto w owym Powstaniu brali udział: Józef, Kazimierz (ksiądz), Tadeusz
i Roman Żulińscy, z których trzej – poza Romanem – spoczywają na Cmentarzu Łyczakowskim. We Lwowie znaleźli się, jak wielu powstańców z Królestwa (zaboru rosyjskiego), uchodząc przed prześladowaniem ze strony caratu. Józef Ż. został dyrektorem szkoły żeńskiej we Lwowie, założonej przez siostry Benedyktynki ormiańskie – i dlatego pod podcieniem przy Katedrze Ormiańskiej znajduje się jego tablica pamiątkowa. Na pewno pamiętają ją lwowianie i zwiedzający Lwów turyści. Na Łyczakowie spoczywają Józef Ż., ksiądz Kazimierz Ż. oraz lekarz Tadeusz Ż. (senior), członek Rady Miasta Lwowa – ma tablicę w kościele
oo. Dominikanów. Brak tu Romana Ż., nauczyciela matematyki, który był dyrektorem tajnej poczty powstaniowej. Zginął na szubienicy na stokach Cytadeli Warszawskiej jako członek Rządu Narodowego wraz z Romualdem Trauguttem i paroma innymi. We Lwowie uczczono ich pomnikiem na Górce Powstańczej*.

Treścią omawianej książki są więc wydarzenia związane z Powstaniem Styczniowym, a które w tej wołomińskiej okolicy przebiegały dość intensywnie z racji bliskości stolicy ówczesnego Królestwa Polskiego – Warszawy. Upamiętnienia tych wydarzeń podjęło się Towarzystwo Przyjaciół Miasta Kobyłka, położonego tuż koło Wołomina. Wydanie książki szło w parze z wystawą zorganizowaną w Kobyłce
pt. Prasa podziemna okresu 1861–1864.

Trudno tu opisywać dramatyczne wydarzenia powstańcze, jakie się działy w powiecie wołomińskim, ciekawie opisane przez grono autorów, warto jednak przypomnieć, że wielu uczestników Powstania po jego zakończeniu przechodziło przez granicę – tak jak Żulińscy – do ówczesnej Galicji, głównie do Lwowa.
We Lwowie byli niezwykle ciepło przyjmowani i póki żyli – nawet do wczesnych lat XX-lecia międzywojennego – przez Miasto Lwów utrzymywani. Najważniejszą pamiątką tamtego czasu i tamtych ludzi jest Górka Powstańcza na Cmentarzu Łyczakowskim. Niestety groby tam umieszczone – przez długie lata braku opieki w czasie kolejnych okupacji – uległy daleko idącemu zniszczeniu. Dopiero teraz podejmowane są przez Państwo Polskie próby ich odnowienia.

 

*    Żulińscy odznaczyli się nie tylko w Powstaniu Styczniowym. W następnym pokoleniu Tadeusz Ż. był adiutantem Józefa Piłsudskiego, a zginął na Wołyniu w walkach z Rosjanami w 1916 r.

• W wydawnictwie BOSZ w serii „Stara fotografia” powstał album pt. Kresy w starej fotografii, który zawiera zbiory Muzeum Historii Fotografii im. Walerego RzewusKresykiego w Krakowie. Koncepcja, wybór fotografii i opracowanie wykonane zostały przez Magdalenę Skrejko i Andrzeja Rybickiego, pracowników ww muzeum. Ciekawy i refleksyjny wstęp pt. Siła mitu napisał reżyser Janusz Majewski. Fotografie ułożone są wg przedwojennego podziału administracyjnego, tj. najpierw Lwów, potem Wołyń, aż do Wilna
i województw północnych. Dodatkowego wyrazu koncepcji albumu dodaje umieszczenie na początku fotografii zatytułowanych Dzieciństwo i młodość, a na końcu – Cmentarze i schyłek życia. Reprodukowane fotografie wykonane są w technice czarno-białej lub sepii. Wiele z nich jest anonimowych, ale wśród podpisanych najczęściej powtarzają się nazwiska: Jana Bułhaka, Adama Lenkiewicza, Wojciecha Buyki, Michała Affanasowicza i in. Para autorska na zakończenie dała podsumowanie zawierające trochę historii o początkach i rozwoju fotografiki oraz o powstaniu koncepcji albumu i przebiegu prac nad nim. Podsumowaniem niech będą słowa z zakończenia: Ludzki los – zdeterminowany geografią
i historią – zbudował ten album. Obrazem opisano tak ważną w naszych dziejach krainę, która swój wyrazisty ślad odcisnęła na polskiej kulturze i tradycji.
Przeglądając strony albumu Kresy w starej fotografii odbywa się podróż po ziemiach dzieciństwa i młodości. 
                      (DTS)

 

• W tegoroczne obchody 70. rocznicy zbrodni wołyńskiej bardzo dobrze wpisuje się książka Henryka Kirschnera pt. Notatki wołyńskie (wyd. Arcana, Kraków 2010) serii Pamiętniki, wspomnienia, biografie. Autor urodził się
w 1929 r. i wychował w rodzinie nauczycielskiej w południowej części Wołynia w rejonie Beresteczka w powiecie horochowskim. Rodzice pochodzili ze Lwowa. Ojciec Karol Kirschner po seminarium nauczycielskim podjął pracę we wsi Dzikowiny, a później w Łobaczówce. W tych miejscowościach autor spędził dzieciństwo i wczesną młodość. Rodzina znajdowała się
w mieszanym środowisku ukraińsko-polsko-żydowskim, które stopniowo zmieniało się w związku z wydarzeniami politycznymi. Zmieniały się proporcje w liczebności poszczególnych nacji: najpierw ubyło Polaków
z powodu wywózek w 1940 roku, potem zlikwidowana została przez Niemców ludność żydowska, następnie Ukraińcy przystąpili do eksterminacji ludności polskiej. Przy narastającym zagrożeniu rodzina autora zwlekała z ucieczką niemal do ostatniej chwili. Ostateczna decyzja zapadła po ostrzeżeniu ze strony sąsiadów. Autor jest z zawodu lekarzem – autorem szeregu prac naukowych z dziedziny medycyny społecznej. Do napisania omawianej książki przystąpił na emeryturze. Oparta jest na osobistych wspomnieniach wydarzeń, których był naocznym świadkiem, skonfrontowanych z późniejszą wiedzą o tle historycznym. Dodał także opis wcześniejszych dziejów Wołynia i jego mieszkańców. O chronologicznym uporządkowaniu treści książki świadczą tytuły rozdziałów. Pierwsze cztery pt. Mój Wołyń, Dzikowiny, Beresteczko, Łobaczówka zawierają wspomnienia
z dzieciństwa i wczesnych lat szkolnych w okresie międzywojennym. Kolejne trzy rozdziały pt. Przyjście Sowietów, Okupacja niemiecka, Smert Lacham – to przeżycia ze zmiennych lat wojennych aż do ucieczki do Lwowa w 1943 r. Ostatnie trzy rozdziały pt. Wczoraj i dziś, Kilka refleksji końcowych i Post scriptum – to szukanie po kilkudziesięciu latach od wyjazdu śladów dzieciństwa. Kilkakrotne odwiedziny Wołynia po 2000 roku, odszukanie nielicznych dawnych mieszkańców, rozmowy z nimi i szukanie odpowiedzi na pytanie, dlaczego doszło do morderczej nienawiści Ukraińców do Polaków i innych nacji. Mimo dobrych stosunków
i poszanowania ojca nauczyciela przez miejscową ludność, autor przez cały czas narracji odnotowuje najpierw drobne, a potem coraz wyraźniejsze oznaki nacjonalizmu ukraińskiego i zagrożenia dla Polaków. Tytuł Notatki wołyńskie jest zbyt skromny w stosunku do zawartej treści, bo autor z rzetelnością naukowca podszedł do historii Wołynia. A na końcu ocenia sytuację współczesną.          (DTS)

 

• Doktora Przemysława Włodka znają chyba wszyscy (i to w całej Polsce), którzy w jakikolwiek sposób zajmują się czy interesują Lwowem. Nawet turyści wybierający się do tego pięknego miasta sięgają po przewodnik po Lwowie, który napisany został przez Włodka wspólnie z A. Kulewskim (Wydawnictwo Rewasz). Od wielu lat P. Włodek zbierał informacje na temat mieszkańców Lwowa – tych żyjących tam przed ekspatriacją. Jeździł po Polsce, spotykając się z lwowiakami, rekonstruował dawny Lwów ulica po ulicy, kamienica po kamienicy, mieszkanie po mieszkaniu. Badacz dojrzał już do tego, by opublikować zebrane materiały. W pierwotnym zamyśle miał to być opasły tom liczący około 1500 stron!



Jednak wciąż napływające nowe informacje i koszty związane z drukiem spowodowały, że autor postanowił udostępnić zebrane materiały w 18 tomikach. Dotychczas ukazało się pięć: I – Stare Miasto, II – Wokół Starego Miasta, XIII – Janowskie, XVII – Żółkiewskie, XVIII – Wysoki Zamek. Odrzucając względy ekonomiczne całego przedsięwzięcia, wydawanie książki w wielu odrębnych częściach spowoduje napływ nowych materiałów i pozwoli na zweryfikowanie opublikowanych wiadomości. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że autor w dużej mierze opiera się na pamięci ludzkiej, która bywa przecież zawodna. Wprawdzie zebrał informacje pochodzące zazwyczaj od osób, które w chwili wypędzenia ze Lwowa były już świadomymi młodymi ludźmi, to dzisiaj są to osoby w wieku ponad 70 lat! Drugim źródłem, na którym opiera się Włodek, są wspomnienia i przekazy opublikowane w różnych źródłach. W dotychczas wydanych tomach autor nie podaje jednak źródeł publikowanych, nie zaopatruje też swej publikacji
w indeks nazwisk – ani informatorów, ani osób wzmiankowanych w opowieściach (tu wskazane byłoby zróżnicowanie i wyróżnienie w indeksie osób-informatorów). Mam nadzieję, że po opublikowaniu całości otrzymamy tom XIX, który będzie zawierał bibliografię i indeks nazwisk.



Podsumowując pracę Włodka, można stwierdzić, że na stronach jego książek dokonuje się rzecz niemożliwa – jakby wirtualne (choć w papierowej oprawie) ożywienie nieistniejącego Lwowa! Oczywiście nie ma takiej możliwości, by w taki sposób w pełnej krasie zaprezentował się Lwów – historyczny, prawdziwy Lwów. Jesteśmy jednak świadkami powstawania wielkiej księgi pamięci Lwowa! Będzie to dla badaczy dziejów tego miasta i kresowych pasjonatów bardzo ważna pozycja bibliograficzna, po znanych już książkach Agnieszki Biedrzyckiej Kalendarium Lwowa 1918–1939 i Kronika 2350 dni wojny i okupacji Lwowa Grzegorza Mazura, Jerzego Skwary i Jerzego Węgierskiego. Nie chciałbym tak do końca wychwalać Przemysława Włodka, w myśl zasady: nie chwal dnia przed zachodem słońca. Jednak już teraz polecam
i zachęcam do kupna i lektury książek Przemysława Włodka (można je zamawiać internetowo pod adresem autora: pwlod@interia.pl lub telefonicznie 506-411-539). Czekamy na następne tomiki!

Janusz M. Paluch

 

• Towarzystwo Naukowo-Społeczno-Kulturalne POLONIA-KRESY
z Opola przysłało nam bardzo cenną książkę Kresowianie na świecie pod redakcją naukową Marii Kalczyńskiej, Krystyny Rostockiej i Adama Wiercińskiego – wydaną w 2013 r. przez Wydawnictwo Instytut Śląski w Opolu. Autorzy książkę tę dedykują Rodakom, którzy musieli opuścić swoje ukochane strony rodzinne na Kresach II Rzeczypospolitej, rozproszyli się po świecie, stale tęskniąc i marząc o powrocie…

Po II wojnie światowej poza granicami Polski pozostały setki tysięcy Polaków. Powrót groził więzieniem, a nawet śmiercią. Zresztą dokąd mieli wracać? Publikacja ta przybliża wiedzę
o Polakach z Kresów, którzy na wielu kontynentach wyraźnie zaznaczyli swoją obecność zarówno wybitnymi dokonaniami, jak
i wyróżniającym się stylem życia.

Całość została podzielona na dwie części. W pierwszej – Historia Kresów wpisana w dzieje emigracji – przedstawiono kolejne etapy przesiedleń i miejsc osiedlania. Przedstawiono także środowiska emigracji powojennej, miejsca pielęgnowania
i rozwoju polskiej kultury i myśli politycznej, a na ich tle wybitne osobistości w różny sposób związane
z Kresami, podkreślając ich rolę i znaczenie w rozwoju gospodarczym, społecznym i kulturalnym miejsc osiedlenia. Spotykamy więc takie znane postacie,
jak Renatę Andersową w Londynie, ­Reyów w Montresor.
I polskie sieroty z Sybiru – w Nowej Zelandii, deportowanych spod Lwowa – w Brazylii i Ameryce Północnej…

W drugiej części książki – Kresowianie w kulturze świata – zamieszczono biografie osób wywodzących się
z Kresów – wybitnych ludzi nauki, kultury i sztuki, działających i tworzących w różnych krajach na różnych kontynentach – m.in. urodzona we Lwowie malarka Janina Bogucka-Wolff; pisarka, absolwentka UJK Hermina Naglerowa; twórca książki i drukarstwa, urodzony w Kamieńcu Podolskim Czesław Bednarczyk, urodzona we Lwowie znana dziennikarka Stefania Kossowska; profesor slawistyki na Uniwersytecie w Nancy Zygmunt Markiewicz; galerzysta paryski, urodzony w Lemieszówce k. Kamieńca Podolskiego Kazimierz Romanowicz. Oczywiście Marian Hemar i Włada Majewska, Beata Obertyńska, drohobyczanie Tadeusz Chciuk i Andrzej Chciuk, urodzony we Lwowie artysta, malarz i pisarz Marian Hełm-Pirgo, Władysław Płoński – profesor Politechniki Lwowskiej, urodzona we Lwowie Wanda Stachiewicz, założycielka i kustosz Polskiej Biblioteki w Montrealu, a także wybitni przedstawiciele techniki urodzeni
w Stanisławowie (oraz wielu innych).

Mając na względzie uchronienie od niepamięci losów Kresowian rozsianych po świecie, należy wyrazić uznanie dla twórców recenzowanej monografii – tak prof. Danuta Kisielewicz z Uniwersytetu Opolskiego ocenia tę książkę. Warto tę monografię przeczytać!

Barbara Szumska