Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

WERTUJĄC WYDAWNICTWA

♦ Redaktor dr Krzysztof Szczur przysłał nam na nowy numer swoich „Zeszytów Szczecińskich”.
To już kolejny, 15. numer. Wcześniej omawialiśmy to pismo w 2010 roku (CL 3/10). Nie wszystkie następne do nas dotarły, a szkoda, bo to ciekawe pismo.

W nowym numerze pierwszą część poświęcono 70. rocznicy ludobójstwa ukraińskiego na Wołyniu
i w Małopolsce Wschodniej. Oglądamy przerażające zdjęcia i reprodukcje obrazów z tamtych wydarzeń oraz – zdjęcia pustkowi, na których do tamtego czasu toczyło się życie…

Dalsze materiały zostały ujęte w kilku kolejnych działach. W dziale Kresowianie czytamy o Towarzystwie Przyrodników im. M. Kopernika, powstałym we Lwowie w 1875 r. i dziś kontynuowanym w Szczecinie. Wymieniono kilka czołowych nazwisk ówczesnych profesorów lwowskich, o których warto wiedzieć: Feliks Kreutz – pierwszy prezes, Bronisław Radziszewski, Julian Niedźwiecki, Emil Godlewski senior, Marceli Nencki, Marian Łomnicki, Józef Rostafiński, Szymon Syrski, Teofil Ciesielski, Eugeniusz Janota, Tomasz Stanecki, Henryk Strzelecki, Edward Tangl, Władysław Tyniecki – podając ich życiorysy i dokonania. Omówiono również aktualną działalność Towarzystwa w Szczecinie.

Osobno przedstawiono życiorys Aleksandra Czołowskiego, historyka i archiwisty lwowskiego, który
w czasie dwóch wojen ratował zbiory archiwalne i muzealne. W 20-leciu był twórcą i dyrektorem lwowskiego Muzeum Historycznego w Czarnej Kamienicy na Rynku.

Poza Redaktorem naczelnym omawianego pisma zwraca uwagę nazwisko Stanisława Fudalego, autora kilku artykułów w dziale Kresowe medytacje. Jego teksty zawierają wiele wartościowych przemyśleń, związanych ze wspomnieniami z rodzinnego Stanisławowa, deportacjami, zesłaniem w Kazachstanie, repatriacją i ekspatriacją, a wreszcie życiem od nowa w Szczecinie.

W numerze mieści się jeszcze rozmowa z Redaktorem, w której kreśli on sprawozdanie z dotychczasowej działalności oraz aktualny program prac oddziału szczecińskiego TMLiKPW – który nb. przyjął jako swego patrona imię śp. Andrzeja Przewoźnika.

Do numeru „Zeszytów Szczecińskich” dołączono informator wystawy pt. Kresy Południowo-Wschodnie Rzeczypospolitej. Ziemia i Ludzie. Wystawa miała miejsce w Szczecinie w listopadzie 2012 r. i objęła eksponaty różnej treści. Poczynając od map historycznych i aktualnych, materiały uporządkowano wedle województw: lwowskiego, wołyńskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego, a następnie przedstawiono dział pt. Utrata polskich kresów wschodnich i w nim tematy: Ludobójstwo na ziemiach kresowych, Katolog ludobójstwa, Jałta 1945 r. oraz Trasy exodusu – ekspatriacja na zachód. Zebrano wiele obrazów, zdjęć, pocztówek, reprodukcji, ilustracji i przedmiotów dotyczących historii, literatury, sztuki.

 

♦ Biuletyn Ormiańskiego Towarzystwa Kulturalnego”, ukazujący się w Krakowie od 1993 r., omawialiśmy już na naszych łamach przed piętnastu laty (w CL 1/98), ale był to sam początek. Teraz jest już numer 72/73, który się ostatnio ukazał i który dotarł do naszych rąk po kilkuletniej przerwie.

Otrzymany obecnie numer prezentuje się pod względem objętości okazale – ma prawie 100 stron (format A5), ale wielkie uznanie budzi oczywiście szeroki zakres tematyczny. Numer otwierają aż cztery wspomnienia i wiersz poświęcone zmarłemu niedawno profesorowi Markowi Eminowiczowi (pisaliśmy
o nim w CL 2/13).

Poza wspomnianymi pierwszym w kolejności jest artykuł-opowieść pióra R. Król-Mazur pt. Z życia salonowego Ormian lwowskich w XIX i XX wieku. Oczywiście nie tylko o życiu salonowym tam mowa – to raczej przekrój dziejów społeczności ormiańskiej we Lwowie i Małopolsce Wschodniej. Na samym wstępie autorka wyjaśnia, iż Ormianie, głównie kupcy, od czasów średniowiecznych osiedlali się w polskich miastach – była to wszak jedna z dróg ku Europie – ulegając stopniowo coraz większej akulturacji,
a nawet od XVIII wieku asymilacji. W 1820 r. pewien Ormianin z Wenecji odbywając podróż m.in. do Polski ze zdziwieniem i smutkiem stwierdził, że Ormianie we Lwowie porzucili swoje sklepy i coraz więcej przebywają na wsi. Wielu Ormian bowiem, dzięki wrodzonej tej nacji przedsiębiorczości, dorobiło się wielkich fortun, skutkiem czego wykształciła się spora warstwa spolonizowanych już właścicieli ziemskich na Pokuciu i Bukowinie. Po tym wstępie autorka przedstawia wielu wybitnych Ormian aż do XX wieku oraz styl życia ormiańskiej społeczności ziemiańskiej i urzędniczo-inteligenckiej.

Z ww. tekstem koresponduje – na zasadzie kontrastu – artykuł G. Pełczyńskiego Ormianie w PRL.
To chyba najciekawszy tekst o charakterze historyczno-społecznym w tym numerze.

Artykuł B.S. Kasprowicza Piśmiennictwo ormiańskie w dawnej Rzeczypospolitej. Symeon Lewacy. Tu wybijają się dwa wątki: skrótowo potraktowana twórczość Ormian w Polsce oraz sylwetka XVI-wiecznego pisarza, zwanego Lehacy, co oznacza Polak. Był to syn Ormianina ściągniętego na budowę nowego miasta-siedziby Zamoyskich – Zamościa.

Poza tymi trzema tekstami znajdujemy artykuł Belli Barseghian (z Armenii), która przywołuje ormiańską część krwi Juliusza Słowackiego; życiorys o. Władysława Bohosiewicza, redemptorysty (XIX/XX w.), napisany przez A. Bohosiewicza; M. Bernackiej o rodzinie Łukaszewiczów de Harandon; oraz P. Grzesika o Grzegorzu Axentowiczu, działaczu społecznym na Pokuciu.

Na koniec redaktor naczelny pisma prof. Andrzej Pisowicz zamieszcza 13. lekcję języka ormiańskiego.

Pismo ormiańskie jest niezwykle ciekawe – dla nas z dwóch powodów. Historia polskich Ormian towarzyszy nam od tysiąca lat i obiektywnie wnosi wiele do polskich dziejów gospodarczych, społecznych, kulturalnych. Po drugie: Ormianie polscy żyli głównie na naszych ziemiach południowo-wschodnich, trudno więc pominąć ich udział w życiu społeczności Lwowa i wszystkich niemal miast i miasteczek wschodniej Małopolski, życia rodzinnego nie wyłączając.

 

♦ W „Dzienniku Polskim” (Kraków) z 13 VIII ’13 znaleźliśmy krótką rozmowę M. Mrowiec z dyrektorem Wydziału Kultury
i Dziedzictwa Narodowego UM Krakowa S. Dziedzicem
na temat tegorocznej Nocy Cracovia Sacra. Impreza ta – w tym roku były to noce 14 i 15 sierpnia – odbywa się od szeregu lat i stanowi okazję do obejrzenia rzadko wystawianych albo nigdy dotąd nieudostępnianych zabytkowych dzieł sztuki i rzemiosła artystycznego oraz wybitnych pamiątek, przechowywanych
w muzeach i klasztornych skarbcach. W tym roku pokazano
m.in. alabastrową figurę tzw. Matki Boskiej Jackowej z XIV wieku, przywiezionej ze Lwowa*, a przechowywanej dziś u krakowskich Dominikanów.

Zwiedzanie odbywa się w wielu obiekta0ch posiadających owe dzieła sztuki i pamiątki – rozpoczyna się wieczorem i trwa do późnych godzin nocnych. Zainteresowanie jest ogromne, przyjeżdżają na to nawet ludzie z zagranicy.

 

A propos – sądzimy, że w Krakowie jest sporo takich skarbów ze Lwowa i innych miejsc z Mało­polski Wschodniej. Są to zarówno przedmioty zdeponowane w krakowskich muzeach i klasztorach zaraz po II wojnie, jak i takie, które w późniejszych okresach zostały darowane przez właścicieli – w szczególności dary Karoliny Lanckorońskiej ofiarowane Wawelowi.

Przed kilkunastu laty dowiedzieliśmy się, że na strychach klasztoru oo. Karmelitów przy ul. Karmelickiej w Krakowie znajdują się paki ze strojami liturgicznymi od lwowskich Karmelitów, zalegające tam – już wtedy – przez parędziesiąt lat. Usiłowaliśmy wtedy zdobyć jakieś wiadomości na ten temat, ale niestety nie udzielono nam informacji. Jaki jest ich dalszy los?

Na koniec przypomnijmy, że dyr. Stanisław Dziedzic już kilkakrotnie zamieścił na naszych łamach swoje artykuły**, a w numerze 1/98 znalazła się rozmowa z Nim. A co najważniejsze, dzięki życzliwości Dyrektora, animatora działań kulturalnych w Krakowie, nasz kwartalnik może się nadal ukazywać.

 

*    z lwowskiego kościoła oo. Dominikanów

**  Artykuły, pisane często przez oboje pp. Stanisława i Małgorzatę Dziedziców, ukazały się w CL 1/96, 2/03, 2/09, 2/12.

 

♦ Nie od dziś uważamy, że wydawany od kilku lat w Stanisławowie dwu- czy trzytygodnik „Kurier Galicyjski” należy do czołowych czasopism poświęconych problematyce kresowej, zarówno po tamtej czy tej stronie jałtańskiej granicy. Redakcja kierowana przez Marcina Romera skupia kilka osób, głównie ze Lwowa, których twórczość publicystyczna budzi uznanie. Zastępcami redaktora naczelnego są Marta Basza i Beata Kost (której artykuły z ciekawością i przyjemnością czytamy). Inni redaktorzy, równie doskonali, to Jurij Smirnow, Konstanty Czawaga, Krzysztof Szymański i parę innych osób. Do „Kuriera” stale pisze dalszych prawie 30 osób, w tym autorzy z tej strony kordonu, np. Michał Piekarski, który zajmuje się muzyką.

Już parokrotnie omawialiśmy artykuły z „Kuriera Galicyjskiego”, nie czynimy jednak tego systematycznie, a szkoda. Dziś proponujemy parę pozycji z numerów 10, 11 i 12 z bieżącego roku.

Stronę tytułową pierwszego z wymienionych zajmują artykuł i zdjęcie budynku przy ul. Janowskiej 3a, który wreszcie został przeznaczony na Dom Polski. Dalej informacja o powstającym niebezpieczeństwie dla Lwowa: 37 Konferencja Generalna UNESCO zagroziła wyłączeniem Starego Miasta z listy Światowego Dziedzictwa. Powodem jest niepanowanie obecnych władz Lwowa nad nad samowolą w stosunku do zabytkowej substancji staromiejskiej.

Kolejny artykuł to wypowiedź prezesa IPN Łukasza Kamińskiego o tragedii wołyńskiej. Beata Kost pisze o lwowskim Kasynie Narodowym (lub Szlacheckim), popularnie nazywanym niegdyś Kasynem Końskim (spotykający się tam ziemianie byli z zamiłowania koniarzami). Dalej jest artykuł muzyczny M. Piekarskiego. S. Gowin pisze o Fredrze. Na końcu sylwetka światowej sławy lekarza-psychiatry i filozofa, prof. Antoniego Kępińskiego, który urodził się w 1918 r. w Dolinie, wykształcił w Edynburgu, a po II wojnie osiadł w Krakowie i tu zmarł w 1972 r. (o Kępińskim pisaliśmy w CL 4/02).

W numerze 11. czytamy artykuł R. Dzięciołowskiego Wołyńskie manowce – mowa o braku porozumienia polsko-ukraińskiego, ponieważ Ukraina nadal nie chce przyznać, że Ukraińcy prowadzili zorganizowaną antypolską, bestialską czystkę poprzez ludobójstwo. Dalej jest wywiad P. Reszke z Mironem Syczem, posłem Platformy Obywatelskiej (!), synem osławionego ubowca. Nie waha się on porównywać UPA do AK, a do ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego ma krytyczny stosunek! I tak dalej…

G. Chajko pisze o Niemcach w Małopolsce Wschodniej, którzy przybywali w te strony jako koloniści po zaborze austriackim (1772 r.), aż do połowy XIX wieku.

O Fredrze – dalszy ciąg z nru 10. I jeszcze o Kałuszu, Bołszowcach i wiele innych tematów historycznych
i współczesnych.

W numerze 12. na stronie tytułowej pokazano rzeźbę Orła polskiego, znalezioną we Lwowie przed kilkunastu laty w cokole rozbieranego wtedy pomnika Lenina. Obok były różne polskie płyty nagrobne
i żydowskie macewy. Z tego wszystkiego, zalewając betonem, zbudowali sowieci ów pomnik. Orzeł pochodził z Cmentarza Orląt, z nagrobka gen. Popowicza, a obecnie znalazł się w kaplicy Cmentarza.

Dalej artykuł o zorganizowanych w lipcu przez Janusza Horoszkiewicza obchodach 70-lecia tragedii wołyńskiej. NB. do działalności i zasług J. Horoszkiewicza wrócimy. Jest też obszerny wywiad
z Arcybiskupem M. Mokrzyckim: Podstawą polsko-ukraińskiego pojednania jest potępienie skrajnego nacjonalizmu.

Mieszkańcy Komarna czynią od dawna starania o zwrócenie im pięknego barokowego kościoła, oddanego na cerkiew. Kościół jest w fatalnym stanie, a tamtejszy dziekan greckokatolicki niezbyt energicznie zabiega o fundusze na rzecz renowacji. Ukraińcy w Komarnie mają poza tym dwie cerkwie,
a owego kościoła używają sporadycznie.

Dmytro Antoniuk zamieścił artykuł Wędrówki po lwowskich klasztorach. We Lwowie jest ich – obiektów zbudowanych przed 1939 rokiem – 39. Nie wszystkie udało mu się osobiście zwiedzić, obecnie czeka na pozwolenie wejścia do Brygidek. Swój artykuł kończy: Co zaś się tyczy Lwowa, to już po raz kolejny przekonuję się, że tego miasta nie można lekceważyć. To miasto jest jak piękna panna – wymaga wzmożonej uwagi. Lwów – to Lwów.

Tylko czy wszyscy tam zdają sobie z tego sprawę?

         

♦ W tygodniku „Uważam Rze” 1/2013, w dziale Kresy znalazły się dwa artykuły szczególnie dla nas interesujące. Pierwszy, obszerny artykuł pióra T. Stańczyka to Bandera, zwykły terrorysta, drugi – tego samego autora – Kresy i Ziemie Zachodnie, gdzie mowa o braku dotąd „Muzeum Kresów” i „Muzeum Ziem Zachodnich”. Na tym tle porusza autor sprawy osiedlania się ekspatriowanych Polaków na „Ziemiach Odzyskanych”, ale również o usuwanych z powojennej południowej Polski Ukraińców. Artykuł kończy się tak:

Z pewnością nie wszyscy Ukraińcy wspierali UPA. Być może nawet większość, zmęczona wojną i pragnąca wreszcie spokojnego życia, była przeciw walce UPA z polskimi władzami. Można się zgodzić, że ukaranych wyrzuceniem z własnych domów i pozbawionych stron ojczystych zostało tysiące Ukraińców niewinnych niczemu.

Kościół w Komarnie

Jednak to nieszczęście sprowadziła na nich Ukraińska Powstańcza Armia. Prowadziła ona walkę zbrojną
w granicach powojennej Polski i nie ma znaczenia, czy nazwiemy ją zaczepną, czy obronną. Dopuszczała się morderstw na polskiej ludności. Dała tym samym władzom w Warszawie idealne preteksty do wywiezienia oraz rozproszenia ludności ukraińskiej. Tak więc to UPA zgotowała Ukraińcom los przesiedleńców.

 

♦ W miesięczniku „Historia – Do rzeczy” (Lisickiego) nr 4/2013 T. Stańczyk omawia w artykule Cień wujka Joe świeżo wydaną książkę Ewy Cytowskiej Siegrist pt. Stany Zjednoczone i Polska 1939–1945 (wyd. Neriton), poświęconą w głównej mierze sprawom sowiecko-polskim. Na czoło wybija się tu problem naszej wschodniej granicy i stanowisko zajęte w tej sprawie przez prezydenta Roosevelta. Tytuły odpowiednich ustępów w artykule Stańczyka brzmią: Granica wschodnia RP, USA oddają połowę Polski.
O sprawie Katynia mówi rozdział Zaginieni oficerowie. Pozwalamy sobie zacytować fragmenty dwóch wspomnianych wyżej ustępów.

 

[…] Polityka amerykańska wyznawała zasadę nieuznawania zmian terytorialnych spowodowanych użyciem siły podczas wojny. Churchill i Roosevelt ogłosili w sierpniu 1941 r. Kartę Atlantycką, również uznającą tę zasadę. Stalin od razu stwierdził, że postanowienia Karty Atlantyckiej nie mogą być wymierzone w Związek Sowiecki. Churchill i Roosevelt wzięli to sobie do serca, milcząc na temat granic Polski.

Gdy w lutym 1942 r. przebywał w Waszyngtonie polski minister spraw zagranicznych Edward Raczyński, podsekretarz stanu Sumner Welles sprzeciwił się wydaniu oświadczenia, że prezydent Stanów Zjednoczonych zapewnia o nieuznawaniu przez jego kraj jakichkolwiek faktów powstałych na skutek wojskowej okupacji lub pod presją siły. A nawet, że przywrócenie niepodległego suwerennego państwa polskiego jest jednym
z najważniejszych celów wojny!

Roosevelt miał w ręku środek nacisku na Stalina, jakim była ogromna pomoc amerykańska w materiałach wojennych dla Rosji sowieckiej. Nie skorzystał z niego, wbrew propozycjom m.in. dyplomaty Williama Bullitta, który proponował, by za tę pomoc Stalin wyrzekł się roszczeń w Europie oraz Azji i zaakceptował granice Polski
z 1939 r.

[…] Podczas konferencji w Moskwie w październiku 1943 r. Amerykanie odmówili wsparcia brytyjskiemu ministrowi Edenowi, który chciał podnieść sprawę polską. Przy milczącym udziale przedstawiciela amerykańskiego mocarstwa zachodnie uchyliły się od przyjęcia odpowiedzialności za niepodzielność i suwerenność Polski w wypadku wkroczenia na jej terytorium Armii Czerwonej – stwierdza Ewa Cytowska Siegrist.

 

Starsi Czytelnicy pamiętają tamte czasy i tamte sprawy. Może jednak mniej zorientowani młodsi uznają za pożyteczne zapoznanie się z omawianym artykułem w całości, bo w szkołach o tym nie uczą.