Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

POEZJA

W ubiegłym i bieżącym roku przeżywamy dwie rocznice związane z życiem Kornela Makuszyńskiego: w tym roku mija 130 rocznica Jego urodzin (1884 – w Stryju), w ubiegłym 60 lat od Jego śmierci (1953 – w Zakopanem).

 

 

Kornel Makuszyński

DO KOBIETY POLSKIEJ

Bohaterskim matkom – bohaterskich dzieci lwowskich

 

 

z głębi serca ofiarowane

Śmierć dała hasło, a na to wezwanie

Drży ponad światem wyciągnięta ręka,

Zaś wszystkie matki, co już śpią w kurhanie

Nagle się budzą i każda przyklęka

I szepce: Dziecko jakieś ratuj Panie!

A żywe słyszą i serce im pęka.

Najświętsze serce, jakie jest na świecie:

Matki, co polskie wychowała dziecię.

O Matko Polko! Coże jest królowa

Co głowę stroi w blask i dyjamenty,

Kiedy się twoja biedna, droga głowa

W siwizny swojej blask przystroi święty.

I kiedy czytasz: Matko ma, bądź zdrowa!

W liście, co cały krwią jest przesiąknięty,

A pieczęć na nim krwawi się jedyna:

Ostatni odcisk warg twojego syna?

O, Matko lwowska! – czy ci łez wystarczy,

Kiedy ten zastęp przypomnisz młodzieńczy,

Co jako orły lecą, a grom warczy,

I wzrok kieruje na nich potępieńczy?

Oto ci syna przyniosą na tarczy,

I ktoś mu głowę wawrzynem uwieńczy,

A Bóg łez twoich perły zebrać każe

I orły niemi wyszyć na sztandarze.

Do kolan Twoich, święta polska Pani,

Do kolan Twoich i do stóp się chylę,

O łaskę żebrząc. Bo w gwiezdnej otchłani

Serce się moje w złotym błąka pyle,

A ziemi mojej to przyniosłem w dani

Żem gonił słowa piękne jak motyle.

I ja i owi, strojni w złotogłowie

Siwych swych matek nieszczęśni synowie.

Kiedy Cię widzę, taką boleściwą,

Z twarzą od bólu, jak Jej twarz sczerniałą

Z mieczami w sercu, nad cmentarną niwą

Patrzącą, czy też dziecko jej nie wstało,

Aby je posłać znów na śmierć szczęśliwą.

Gdyby tych skonów jeszcze było mało...

Kiedy Cię widzę, w bólu twego dumie

Płaczę, jak dziecko tylko płakać umie.

Kajam się!... moja wina, wina wielka

Że ślepe były moje młode lata…

Co śmiechem żyły, zaś pustota wszelka

Kędyś po chmurach krąży, krańcem świata

A w dole matka ziemia rodzicielka

Łka wód rzekami, płacze rosą w kwiatach,

Że syn jej, mając słów skarbnicę,

Najjadowitsze w blade ciska lice.

Wierz mi, kobiety polskiej czyste serce,

lżem nie wiedział, żeś Ty jest na ziemi,

Przeto anielstwo miałem w poniewierce,

Co się oczyma patrzy niebieskiemi

I na Ezopy złe i na szyderce...

Że jest Ruth jasna i słodka Noemi,

I takie matki, co serca kawałem

Karmią swe dzieci – tego nie wiedziałem!

Żem to dziś poznał, Tobie cześć i chwała!

Całem mem sercem, całą duszą moją,

O Polko jasna, czysta, święta, biała,

Któraś tej ziemi słońcem jest i zbroją

Krzakiem płonącym, co w bezdrożu pała,

Nadzieją owych, co się bardzo znoją,

Matką bezdomnych i chorych pociechą

Co brzmi jak świergot jaskółczy pod strzechą.

O jakżeś piękna i jakżeś dostojna!

Oto Ty sercem znajdziesz owe ślady,

Gdzie polskie chaty zaorała wojna,

Ty będziesz świętym słowem rady,

Aby się Polska znowu stała rojna

I aby skonał smęt i głód i zwady.

I Ty zasiejesz nowe polskie zboże,

A Matka Siewna niech Ci dopomoże!

Kobieto polska! Te są w Tobie moce

Co kłos z dzikiego ugoru wywiodą,

Gwiazdy rozpalą w smutne polskie noce

A uschłe drzewo obsypią jagodą.

O zjawo jasna, w czarnych dni pomroce,

Niech Ci Bóg duszę da wieczyście młodą

I niech anielstwo twe pomnoży w dzielność

Byś z lnu wyprzędła Polsce Nieśmiertelność.

 

15 stycznia 1919