Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Kazimierz Schleyen, GAWĘDY LWOWSKIE

MIEJSKIE RZĄDY

Lwów był naprawdę inny niż inne miasta. Nie istniały dlań utarte autorytety lub inne uprzedzenia.

Niczemu się nie dziwił, wszystkim interesował i klasyfikował po swojemu, inaczej, prościej i bez uprzedzeń.

Stanisław CiuchcińskiMoże gdzie indziej socjeta uważała rzemieślników za ludzi pośledniejszego gatunku, ale nie we Lwowie, gdzie od lat, a nawet od wieków rządzili rzemieślnicy, majstry szewskie, kowalskie, blacharskie, kominiarskie, i rządzili dobrze. Chodzili strojni w kontusze na uroczystości, z łańcuchami prezydenckimi, biorąc krok przed tymi, którym gdzie indziej urodzenie, majątek czy tytuły prym dawały.

Po wielce cenionym doktorze Małachowskim na fotelu prezydenckim zasiadł mistrz kowalski Michał Michalski, ożeniony z Michaliną i mieszkający na ulicy św. Michała. Po nim zaś mistrz blacharski Stanisław Ciuchciński, a następnie mistrz drukarski Józef Neuman. W czasie inwazji rosyjskiej rządy sprawował mecenas sztuki, szlachetny demokrata dr Tadeusz Rutowski, reprezentując godnie polskość Lwowa. Po wojnie ponownie wybrano Józefa Neumana. Po okresie rządów komisarycznych znów powołano na prezydenta lwowiaka, lekarza i obrońcę Lwowa, dr. Stanisława Ostrowskiego, który rządził aż do wojny. Wywieziony w głąb Rosji, uratował się i przeżył.

Rządy spoczywały w rękach stronnictwa mieszczańskiego. Była to tradycja przez wszystkich uznawana i szanowana. Trzon stronnictwa stanowiły cechy, stan kupiecki, zorganizowani w Bractwie Kurkowym, zwanym „Strzelnica”. Posiadłość ich mieściła się przy ulicy Kurkowej na terenie starego, olbrzymiego parku, dostępnego dla wszystkich. Było to ulubione miejsce uczącej się młodzieży.

W żadnym innym parku lwowskim nie widziało się tylu kujących przed egzaminem z książką lub skryptem w ręku co na ławkach Strzelnicy. Cicho tu było, gwar nie dochodził z betonowych kortów ani z placów zabaw dziecięcych. Na terenie parku stał obszerny pałac z mnóstwem sal i gdzie w sali balowej odbywały się zabawy, zebrania, przyjęcia, odczyty. Tu witał Lwów Józefa Piłsudskiego, gdy gościł jako naczelnik Państwa.

„Strzelnica” brała swą nazwę od położonej opodal pałacu strzelnicy, na której odbywały się zawody o godność Króla Kurkowego. Raz do roku strzelano do kurka, a Król chodził przez rok w glorii, występując na uroczystościach w polskim stroju, ze złotym łańcuchem na piersiach, na którym zawieszony był złoty kur, dar królewski.

dr Tadeusz RutowskiRządy miastem sprawowano na Ratuszu. Stary lwowski wielki Rynek z zabytkowymi kamienicami z XVI, XVII i XVIII wieku tworzy kwadrat, a z jego rogów wybiegają po dwie ulice. Ratusz zajmuje swym wielkim pudłem środek rynku. Na miejscu tego austriackiego brzydala paliły się kolejne lwowskie średniowieczne i renesansowe ratusze. Na wieży zegar z tarczami z czterech stron i ganek u wierzchołka dla wypatrywania pożarów. Wejścia do ratusza strzegą dwa lwy, stare kamienne rzeźby, obserwujące co dzieje się w mieście i na rynku. A rynek wypełniony straganami i przekupkami. Przekupka lwowska to najbardziej pyskata sprzedawczyni na świecie.

A w ratuszu na piętrze sala dla stu ojców miasta, ozdobiona malowidłami i obrazami oraz portretami wszystkich prezydentów. Pozostałe setki pokojów, biegnących dookoła obszernego dziedzińca, mieściły biura świetnego lwowskiego Magistratu. Bo taki był do ostatnich czasów tytuł tradycyjny: „Świetny Magistrat królewskiego stołecznego Miasta Lwowa”.

Najpopularniejszą postacią ratusza był pan Muzyka, naczelny woźny magistracki. Przeżył on wielu prezydentów, znał wszystkich i wszyscy go ­znali. Postać wielce reprezentacyjna o pięknej twarzy, z sumiastym wąsem. Przy rzadkich okazjach wdziewał strojną czamarę z orderami. Stał się raz powodem kłopotliwej sytuacji w czasie defilady, którą przed ratuszem przyjmował w roku 1921 Naczelnik Państwa Józef Piłsudski. W defiladzie wzięły też udział malutkie dzieci i przechodząc panu Muzyce rzuciły pod nogi kwiaty, wołając: „Cześć!” – podczas gdy opodal stał Naczelnik w szarej bluzie strzeleckiej i szarej maciejówce.

 

LWOWSKIE BARWY

Przez sześć wieków dziejów Lwowa wiła się wstęga biało-czerwona jako symbol.

Drugie barwy to błękitno-amarantowe barwy Lwowa, kolory godła. Lwowskie kolory, które przewijać się będą poprzez wszystkie obrazki. Tym barwom wierny, Lwów ani przez chwilę nie uderzył w nutę pokory w okresie blisko 150-letniej niewoli.

Pierwszy z wielkich miast Polski znalazł się w szponach zaborcy. Rada miasta Lwowa odmówiła udziału w instalacji rządów austriackich. Zmuszona przemocą, zaprotestowała uroczyście pismem do Kanclerza Koronnego w Warszawie: „Królewskie miasto Lwów, które zawsze niezachwianie zachowało wobec Królów Polskich, a także wobec szczęśliwie nam teraz panującego Stanisława Augusta wierność, otrzymawszy onegdaj rozporządzenie gen. Hadika, aby wziąć udział przy instalacji cesarskiego ministra, wszelkimi sposobami starało się od tego uwolnić, niestety bezskutecznie.

Tak więc dnia jutrzejszego to miasto od wszystkich opuszczone, nie bez ciężkiego umysłu przygnębienia, w nakazanym akcie obecnością swoją będzie musiało uczestniczyć. Jednakże czyn ten, samą tylko podyktowany przemocą, stałość miasta tego w zachowaniu nieskazitelnej wiary Najjaśniejszemu Królowi Polskiemu, Panu swemu Miłościwemu, w niczym na przyszłość zachwiać nie potrafi”.

Nie ugięło się pod obuchem stuletniego ucisku. Zubożałe, znękane szykanami, podatkami, więzieniem najlepszych swych synów, rosło w potęgę ducha w aureoli męczeństwa za polskość swej ziemi. Nasłano najbardziej bezwzględnych urzędników, którzy mieli miastu odebrać jego rodzinną mowę i zgermanizować je. Wielu synów urzędników germanizatorów uciekło do polskich szeregów powstańczych. Taka była potęga ducha we Lwowie. W chwilach zwątpienia i rozpaczy niech stanie się nadzieją i pociechą wiara w potęgę tego ducha wbrew matematyce armat i karabinów. Nie ugięło się miasto pod armatnimi kulami gen. Hammersteina w roku 1848 i dalej polonizowało nasłanych germanizatorów. Tu pan Pohl zamieniał się w Wincentego Pola.

Barwy lwowskie i polskie pozostały nieskażone w swych kolorach. W tej grze kolorów buntowała się barwa niebiesko-żółta. Były to barwy ruskie, czy też ukraińskie, jak je Rusini zwać woleli. W tym buncie barw zakrwawiły się purpurą karty Lwowa w listo­pa­dzie 1918 roku, w finale sporu polsko-ukraińskiego, wyreżyserowanym przez schodzącą z areny dziejowej dynastię habsburską. W roku 1928 w czasie uroczystości dziesięciolecia Obrony Lwowa ks. arcybiskup Teodorowicz powiedział: „Oto święto naprawdę rzadkie, gdyż święcić je winien i zwycięzca, i pokonany. Bo gdyby pokonany ostał się zwycięzcą, ulec by musiał innej mocy i wyrzec się wszystkiego, nawet swojej wiary”.

Były to prorocze słowa. Nie rozumieli ich wtedy walczący z polskością Ukraińcy. Zrozumieli je później. Zrozumiał to bojowy przywódca UNDA poseł Celewicz, gdy w drodze na zsyłkę do Rosji publiczną czynił spowiedź z grzechów polityki ukraińskiej. Głowa ukrainizmu, sędziwy metropolita grecko­katolicki, Szeptycki, konając w czasie wojny miał zwołać do łoża śmierci najwyższych dostojników kościelnych i powiedzieć: „Tylko z Polską! Pamiętajcie i przekażcie: tylko z Polską!” Znamienne, że metropolita umierał nie w swej rezydencji na św. Jurze, lecz w pałacu arcybiskupstwa rzymsko­katolickiego, gdzie znalazł przytułek i opiekę.

Mali ludzie uważają niemal za problem lokalny to, co jest w istocie najżywotniejszym problemem Europy. Handlarze wolnością i kapitulanci jałtańscy nie rozumieją słów wypowiedzianych w ubiegłym wieku w Sejmie galicyjskim: „Galicja jest częścią organiczną dawnej Rzeczypospolitej Polskiej. Jestem przekonany, że Polska musi być, że musi być wznowione owo przedmurze, bez którego Europa do równowagi i swobodnego oddania się sprawom pokoju przyjść nie może i nie przyjdzie”.

Powiedział te słowa Franciszek Smolka, były więzień austriacki za to, że był „buntownikiem polskim”.Tenże sam, który był później prezydentem austriackiego parlamentu. Siwobrody olbrzym Franciszek Smolka, inicjator usypania Kopca Unii Lubelskiej, na dzieło to nie tylko wydał cały swój majątek, lecz wraz z innymi woził taczki z ziemią w czasie wolnym od posiedzeń parlamentu.

Kopiec usypany rękami lwowskimi jest symbolem unii ziem polskich, unii Polski z kulturą Zachodu.

Snując myśl za słowami Smolki, Europa przyjdzie do równowagi, gdy wróci w jej granice ten widomy znak łączności z Zachodem.