Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

ks. Rafał Zborowski, WOLNOŚĆ I POKÓJ TO WIELKIE WARTOŚCI

 

Homilia wygłoszona 22 listopada 2014 r. przez ks. Rafała Zborowskiego, wikarego z katedry lwowskiej – w Bazylice Mariackiej w Krakowie w czasie dorocznej mszy św. dla Towarzystwa ­Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich

 

Drodzy Bracia i Siostry!

Dzisiaj, w tym jakże ważnym dniu, gdy gromadzimy się przy ołtarzu Pana na Eucharystii w 96. rocznicę oswobodzenia Lwowa spod władz wojsk ukraińskich, pragniemy ogarnąć swoimi modlitwami szczególnie Obrońców Lwowa, przede wszystkim tych, którzy oddali swoje – jakże często młode – życie po to, by Lwów był polski. Ale chcemy również pamiętać o niezliczonych rzeszach rannych, o rzeszach represjonowanych, zastraszanych, poniżanych czy wreszcie zmuszanych do ucieczki tylko dlatego, że byli Polakami. Takie sytuacje miały miejsce nie tylko w czasie wojny polsko-ukraińskiej, ale faktycznie w różnym stopniu i nasileniu trwały do końca komunizmu, a niektóre formy pozostają do dnia dzisiejszego. Wspominając tych wszystkich bohaterów, chcemy uczyć się patriotyzmu, chcemy budować świadomość odpowiedzialności każdego za los naszego narodu, szczególnie wśród ludzi młodych, którzy dopiero kształtują swój światopogląd. Dlatego ogromnie się cieszę, że dzisiaj gromadzimy się w tak szerokim gronie zarówno tych, którzy bardzo wiele pamiętają z tamtych czasów, jak i tych, którzy urodzili się już w wolnej Polsce. Jest to wyraz naszego zaangażowania nie tylko w historyczną pamięć o dziejach naszego narodu, ale i troska o przyszłość. Bo jakże kruchy jest pokój, to doskonale widać na przestrzeni minionych wieków. Chociażby wspominane dzisiaj losy Polski i Polaków, którzy jeszcze nie zdążyli się nacieszyć zbliżającym końcem I wojny światowej i upragnioną wolnością, gdy zupełnie niespodziewanie 1 listopada 1918 roku Ukraińcy zawłaszczyli sobie Lwów i Południowo-Wschodnie Ziemie. Ale i ukazują nam to obecne czasy, gdy jesteśmy naocznymi świadkami wydarzeń zza naszej wschodniej granicy, mimo że wydaje się nam to niemal niemożliwe w dzisiejszych czasach, w tej jakże rozwiniętej i cywilizowanej Europie. A jednak! Wolność i pokój to wielkie wartości, wartości, które niesiemy w glinianych naczyniach. Chwila nieuwagi, chwila beztroski lub, co gorsza, bezmyślności może spowodować ich uszczerbek, a nawet utratę, za które najwyższą cenę płacą nieraz całe pokolenia.

 

Jak już na wstępie wspomniał Ksiądz Profesor, przyjechałem ze Lwowa, gdzie od pięciu lat pełnię posługę duszpasterską w lwowskiej katedrze. Przybyłem ze Lwowa, chociaż sam pochodzę z tej części Małopolski, z Łącka koło Nowego Sącza. Dzisiaj pragnę podzielić się z wami swoimi spostrzeżeniami
i doświadczeniami związanymi ze Lwowem i Kresami Wschodnimi. Mam świadomość, że należę do pokolenia przejściowego, które wchodziło w dorosłe życie już w wolnej Polsce i niewiele pamięta
z tamtych czasów, a okres wojenny znamy tylko z lekcji historii i rodzinnych opowieści. Moja rodzina
w jakimś stopniu uczestniczyła w wojnie polsko-ukraińskiej, mój dziadek został ranny pod Lwowem, ale szczęśliwie wrócił do domu. Natomiast brat mojej babci razem z drugim żołnierzem jako pierwsi zawiesili biało-czerwoną flagę na Ratuszu lwowskiego Rynku. Mój wujek, pochodzący z podlwowskiej miejscowości Wartaki, w wieku 9 lat wraz z rodzicami i rodzeństwem został zesłany na Syberię. Udało im się przetrwać i przyjechać na Ziemie Odzyskane. Osiedlili się w Jeleniej Górze, jednak do dzisiaj wujek nie potrafi się przełamać, by opowiedzieć, co przeżyli podczas zesłania. Gdy postanowiłem wyjechać do Lwowa, poszedłem pożegnać się z mieszkańcami domu opieki w Tarnowie, w którym sprawowałem opiekę duszpasterską. Wtedy wiele ze starszych osób tam przebywających ze łzami w oczach błagało mnie, abym nie wyjeżdżał na Ukrainę, bo, jak mówili, tam mnie zabiją. Oni jeszcze jako dzieci uciekli wraz
z rodzicami z tej ziemi w obawie przed bandami UPA. Już we Lwowie byłem i jestem otwarty na ludzi i ich dole. Często o nich opowiadają. Spotkałem się bardzo często z wieloma ludzkimi historiami, które dzisiaj wydają się na pierwszy rzut oka jakby niezauważalne, a tak naprawdę niemal każdy Polak mieszkający we Lwowie czy na Kresach Wschodnich i mający przynajmniej 60–70 lat mógłby napisać osobną książkę o swoim życiu i swojej rodziny, której wiele z rozdziałów to głębokie rany, które może
i zasklepia upływający czas, ale w pamięci pozostają świeże na zawsze. Wspomniany wujek, który przetrwał zsyłkę na Syberię, poprosił mnie, abym pojechał do jego rodzinnej wioski i poszukał śladów jego rodzinnego domu. Pamiętał również rodzinne mogiły z drewnianymi krzyżami. Mogiły znalazłem. Duże drewniane krzyże też są. Ale po rodzinnym domu pozostały tylko drzewa owocowe, które rosły w pobliżu. Taki sam los spotkał przecież tysiące innych polskich rodzin. Zrobiłem zdjęcia tych miejsc i dałem wujkowi. Powiedział, że nigdy nie zdobędzie się na to, aby tam pojechać i zobaczyć to wszystko na własne oczy. To jest ponad jego siły!

 

Jedna z parafianek również opowiedziała mi tragiczną historię swojej rodziny. Gdy była małą dziewczynką, dostali informację, że bandy składające się z okolicznych Ukraińców chcą napaść na ich wioskę. Jej mama zebrała dzieci i powiedziała, że muszą wszyscy uciekać, ale wtedy najstarszy jej syn, który miał już około 16 lat, powiedział, że on zostaje, bo nie ma się kogo bać, bo przecież zna się ze wszystkimi w okolicy, zarówno z Polakami, jak i Ukraińcami. I został. Reszta rodziny uciekła. Wrócili za dwa tygodnie, gdy wszystko przycichło. Widok był przerażający. Ciało 16-letniego chłopca rozczłonkowane znajdowało się dosłownie wszędzie, w całym domu. Jego matka ścierała krew ze ścian, podłogi i sufitu przez cały dzień. Tylko tyle z niego zostało, bo uwierzył, że z rąk sąsiadów nic mu nie zagraża. Minęły lata, siostra tego chłopaka wyszła za mąż za pilota, który na początku lat 80. zginął w katastrofie lotniczej. Pochowała go na cmentarzu Janowskim we Lwowie. Wystarała się o przyzwoity nagrobek. W latach 90., gdy nastała wolność, przychodzi jak zawsze na cmentarz na grób męża. Patrzy, a tam wszystko zrównane z ziemią. Po grobowcu nie ma śladu. Dowiaduje się, że teraz w tym miejscu będzie pomnik bohaterów ukraińskich. Nie pomogły interwencje, nie pomogły wyjazdy nawet do Kijowa. „Wolna Ukraina” odebrała jej nawet grobowiec męża. Czy tak wygląda prawdziwa wolność? Ile takich jeszcze podobnych historii skrywają serca tysięcy Polaków mieszkających na Kresach Wschodnich, czy tych, którzy musieli szukać gdzie indziej swojego miejsca na ziemi? A dzisiaj? Jak wygląda życie dzisiaj? Jakie są relacje między Polakami i Ukraińcami na tamtych terenach? Mówiąc krótko – te relacje są bardzo różne. Czasem zwyczajne, normalne, sąsiedzkie, a czasem i skrajne. Widać wyraźnie co najmniej niechęć miejscowych władz do wszystkiego co polskie. Również i do kościoła rzymskokatolickiego, który do dzisiaj potocznie jest nazywany polskim. Wydawać by się mogło, że w ostatnich miesiącach, po tylu życzliwych gestach i solidarności wyrażonej przez władze w Polsce i przez wielu ludzi organizujących pomoc i wsparcie dla Ukraińców, te relacje na Ukrainie nareszcie się poprawią. Jednak zupełnie tego nie widać, nawet na szczeblach władzy zarówno świeckiej, jak i kościelnej. I nie odczuwa się jakichkolwiek oznak wdzięczności dla Polski czy Polaków. I myślę, że wielu Polaków mieszkających na Ukrainie taka sytuacja boli i to bardzo mocno. Oni nadal pozostawieni są samym sobie tylko przez to, że są i czują się Polakami.

 

Drodzy Bracia i Siostry, niech dzisiejsza uroczystość uwrażliwi nas na sprawy społeczne i narodowe, niech ożywi pamięć, która ogarnie dzieje zrywów i powstań, klęsk i zwycięstw wielu pokoleń Polaków. Niech nam uświadomi, jak z wielkiego dorobku przeszłości korzystać. Nie zmarnujmy tego ogromnego dziedzictwa. Podejmujmy wciąż trud odpowiedzialności za przyszłość naszego narodu. Niech Bóg błogosławi naszym szlachetnym wysiłkom. Niech błogosławi naszą Ojczyznę, bo gdzie przelana choćby jedna kropla polskiej krwi, tam jest Polska. Gdzie mieszka choćby jeden Polak, tam jest Polska. Gdzie wisi polska choćby jedna najmniejsza biało-czerwona flaga, tam jest Polska. Gdzie bije choćby jedno polskie serce, tam jest Polska. Amen.