Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

W KRAKOWIE I DALEJ

ODSZEDŁ TARNOPOLANIN

 

21 marca 2015 r. po długim (97 lat) i nietuzinkowym życiu odszedł na wieczną wartę „cichy strażnik” Tarnopola – mjr Czesław E. Blicharski. Pożegnaliśmy tego niezłomnego i wielkiego Syna Ziemi Tarnopolskiej 26 marca na cmentarzu w Zabrzu-Biskupicach z honorami wojskowymi, z pocztami sztandarowymi, przy dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego, pieśni legionowych i salwie honorowej.

Jego życie było tak bogate i niezwykłe, że mógłby powstać niejeden film o jego losach. Opisał to wszystko w swojej książce Tarnopolanina żywot niepokorny, a także w W służbie mojej Małej Ojczyźnie Tarnopolem zwanej. I nie dla nagród czy zasług to robił, ale traktował to rzeczywiście jako służbę, jako powinność wobec miasta utraconego, które żegnał w marcu 1940 r., aby już nigdy go nie zobaczyć.

Pochodził z rodziny kolejarskiej. Miał trzech braci i siostrę. Ukończył II Gimnazjum im. J. Słowackiego w Tarnopolu i w 1936 r. rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, przerwane wybuchem wojny. W kwietniu 1940 r. przy próbie przekroczenia granicy z Węgrami, aby dotrzeć do polskiego wojska, razem z trzema braćmi zostaje aresztowany przez NKWD i osadzony w więzieniu w Stanisławowie, skąd poprzez Kijów, Moskwę wywieziony zostaje do łagru w okolicach Workuty. Jego łagierne życie – podobne do losów jakże wielu rodaków zesłanych na nieludzką ziemię: ciężka praca, poniżanie i ciągły głód. Na mocy układu Sikorski–Majski, w październiku 1941 r. dociera do Buzułuku, w Tocku spotyka dwóch swoich braci, o losie trzeciego nic nie wiadomo. Na wiosnę 1942 r. jest już w Szkocji, gdzie przechodzi szkolenie dla załóg powietrznych, a następnie w 1943 w Kanadzie. Tu kończy kurs bombardierów i ze stopniem sierżanta Royal Air Force wraca w 1944 r. do Anglii, gdzie zostaje wcielony do 300 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Mazowieckiej”. Bierze udział w bombardowaniach Bochum, Bremy, Drezna, Dortmundu, Hanoweru, Norymbergi i Kilonii, a także alpejskiej kwatery Hitlera. O swoim bombardowaniu Drezna powiedział w 2010 r.: Byliśmy żołnierzami. Wykonywaliśmy rozkazy, walcząc z wrogiem, jakim były hitlerowskie Niemcy. To była wojna, a ja wcześniej widziałem Coventry zbombardowane przez Niemców. Wtedy nie miałem wątpliwości.

Czesław Blicharski pozostał w Dywizjonie 300 do jego rozwiązania w 1947 r. W tym też czasie skończył studia prawnicze na uniwersytecie w Oksfordzie. Nie wiedział, jaką podjąć decyzję. Powrót do powojennej Polski budził obawy. Za namową braci popłynął do Argentyny, i oczywiście nie znając jeszcze hiszpańskiego, musiał zaczynać od pracy fizycznej, ale w 1950 r. trafił do biura amerykańskiej firmy Sudamtex, a wkrótce wyjechał do jej urugwajskiego oddziału. Miałem forda i umeblowane mieszkanie w Montevideo. Nieźle zarabiałem i szykowała mi się naprawdę niezła kariera.

Cały czas miał kontakt listowy ze swoją tarnopolską ukochaną, którą nazywał Kaziurą i której na ostatniej randce przed próbą przekroczenia granicy powiedział: Do zobaczenia w niebie. Gdy Kazimiera, która po ekspatriacji zamieszkała na Śląsku, napisała mu, że będą musieli ułożyć sobie życie bez siebie, zostawił wszystko braciom i wrócił w 1956 r. do ukochanej. Pisze o tym, cytując wiersz Konstantina Simonowa:

 

Czekaj mnie, a wrócę zdrów,

Śmierci mej na złość,

Ten zaklaszcze, tamten znów

Krzyknie: „Co za gość!

Jak doprawdy pojąć im,

Że we krwawej mgle

Ty czekaniem cichym swym

Ocaliłaś mnie.

 

Ot i sekret, ot i znak,

Co w sekrecie tkwi,

Że umiałaś czekać tak,

Jak nie umiał nikt.

 

Życie w PRL-u nie było usłane różami, prawnik władający kilkoma językami nie mógł znaleźć pracy, w końcu został referentem na kopalni. Dopiero za Gierka doceniono jego umiejętności (potrzebni byli specjaliści od zagranicznych kontraktów) i trochę poprawiła się sytuacja materialna rodziny, ale w 1978 r. Czesław Blicharski postanowił przejść na wcześniejszą emeryturę i razem z Kaziurą i córką Bożeną zająć się służbą Tarnopolowi. Zaczęły się kwerendy po bibliotekach krakowskich i śląskich na tematy tarnopolskie. W 1987 r. odbył się w Kozienicach pierwszy oficjalny Zjazd Tarnopolan (patrz nr 1 Cracovia-Leopolis z 2004 r.). Oczywiście była to w głównej mierze inicjatywa Czesława Blicharskiego. Na tym i następnych zjazdach apelował do tarnopolan o przekazywanie mu wszelkich dokumentów, pamiątek i zdjęć. Owocem tego było dziesięć publikacji na temat Tarnopola, jego historii, kultury i ludzi, a o ogromie jego zbiorów świadczy fakt, że gdy w 2002 r. zdecydował się przekazać zbiory Bibliotece Jagiellońskiej, zajęły one dwie pełne ciężarówki. Obecnie Archiwum Rodziny Blicharskich jest przechowywane, porządkowane i opracowywane przez Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego w Krakowie.

Z inicjatywy tegoż Centrum i red. Macieja Wojciechowskiego w czerwcu 2011 r. odbyło się w Bibliotece Jagiellońskiej (w ramach Stanicy Kresowej) spotkanie, którego bohaterem był sam twórca Archiwum i na którym to udekorowano go odznaczeniem Zasłużony Kulturze Gloria Artis, przyznanym mu przez Wojewodę Małopolskiego (patrz nr 3 Cracovia–Leopolis z 2011 r.). To odznaczenie poprzedzone było przyznaniem mu przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego w 2008 r. Krzyża Oficerskiego Orderu Polonia Restituta, a w 2014 r. temu „cichemu strażnikowi” Instytut Pamięci Narodowej przyznał oficjalny już tytuł Kustosza Pamięci Narodowej.

Przez wiele lat redakcja Cracovia–Leo­polis zwracała się do Czesława Blicharskiego o przeprowadzenie z nim rozmowy. Uparcie odmawiał, mając swoje niewypowiedziane powody. W grudniu 2014 r. zadzwonił do piszącej te słowa, mówiąc, że przemyślał sprawę i zgadza się na rozmowę. Redaktor J. Paluch umówił się z nim na rozmowę na 3 lutego. W tym dniu Czesław Blicharski znalazł się jednak niespodziewanie w szpitalu i rozmowa niestety już nie mogła mieć miejsca…

Czesławie! Niech Pani Nasza Tarnopolska, do której miałeś specjalne nabożeństwo, wyjedna Ci wieczny odpoczynek po trudach życia i pozwoli lotem orlim lub sokolim unosić się nad Podolem – tak przez Ciebie ukochanym.

Anna Madej

 


Z kroniki żałobnej

n Nadeszła smutna wiadomość o śmierci wieloletniego, bardzo aktywnego prezesa Oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa i KPW w Warszawie, Ryszarda Orzechowskiego. Tak się złożyło, że w otrzymanym przed paroma dniami (październik ’14) warszawskim Biuletynie Informacyjnym TMLiKPW, przeczytaliśmy dwa artykuły jego pióra: o rocznicy Akcji „Burza” we Lwowie i o X rocznicy powrotu do Polski pamiątek po Marszałku Piłsudskim.

Kto po Nim? Coraz trudniej będzie znaleźć ludzi, u których przedwojenny Lwów i cała Polska pozostaną we własnej pamięci!

Cześć Jego pamięci.

 

• W Częstochowie zmarł WACŁAW BACZYŃSKI (1935–2014). Aktywny i zasłużony działacz TMLiKPW, prezes Oddziału Częstochowskiego.

Do RP przyjechał dość późno, bo dopiero w latach 80. We Lwowie ukończył polską Szkołę nr 30 (dziś nieistniejącą), potem Akademię Wychowania Fizycznego, pracował w swoim zawodzie aż do wyjazdu. Ale owe skrócone lata działalności po tej stronie jałtańskiego kordonu umiał wykorzystać, jak mało kto. Dzięki niemu powstał w Częstochowie pomnik Orląt Lwowskich, przez wiele lat zajmował się akcją charytatywną na rzecz Polaków tam żyjących, organizował kolonie dla polskich dzieci ze Lwowa, Tarnopola i innych miejscowości. Ostatnio rozpoczął organizowanie zbioru pamiątek, przywiezionych do RP z Ziemi rodzinnej, oraz literatury. Cześć Jego pamięci!

Na marginesie: kto zajmie się zbiorami Pana Wacława? Kiedyś pisałem do Niego na ten temat, ale nie odpowiedział. Ta i podobne, to sprawy całego Towarzystwa. Co dalej? Uczulamy – nie po raz pierwszy – Zarząd Główny.

 

• Z wielką przykrością przyjęliśmy wiadomość o śmierci ANTONIEGO CHOJCANA, działacza Waszego Ogniska Bukaczowskiego, redaktora Biuletynu, inżyniera i oficera lotnictwa.

To dzięki Wam wszystkim, w tym śp. Tadeuszowi Tomkiewiczowi i śp. Antoniemu Chojcanowi, z wielkim zaciekawieniem zapoznajemy się z Waszymi stronami i historią, z działalnością Waszego środowiska rodem z Bukaczowiec. Wasze wspomnienia zawarte w Biuletynie, spotkania i wycieczki budzą zawsze zainteresowanie i sympatię.

Całemu Ognisku Bukaczowskiemu zasyłamy słowa żalu z powodu odejścia znakomitego Człowieka, a zarazem zasyłamy wiele serdecznych pozdrowień.

Redakcja Kwartalnika
„Cracovia-Leopolis”

 

• W lutym br. zmarł kolejny wybitny artysta naszego czasu: Zbigniew Kurtycz – piosenkarz, gitarzysta, kompozytor. Miał 96 lat. Był jednym z pierwszych muzyków propagujących jazz i rock-and-roll. W czasie II wojny znalazł się w ZSRR (wywieziony? tego nie doczytaliśmy się), a następnie wraz z Armią Andersa dotarł do Palestyny. W 1948 r. wrócił do kraju, odtąd występował w Krakowie i Warszawie, i tak rozpoczął karierę piosenkarza (jego głównym szlagierem była Cicha woda, tekst napisał Ludwik Jerzy Kern). W Krakowie poznał Barbarę Dunin (prawdziwe nazwisko Nowina-Konopka). Jako małżeństwo występowali razem w różnych zespołach przez 40 lat.

Nasi Czytelnicy nie wątpią, że Kurtycza wspominamy tu głównie dlatego, że urodził się we Lwowie (1919), a jego ojciec prowadził tam orkiestrę mandolinistów. Sam Zbyszek był w młodości piłkarzem „Pogoni” Lwów. Córką lwowian była również jego żona Barbara Dunin.

Los zabrał ich ze Lwowa…

 

 

NIE MA JUŻ BASI CZAŁCZYŃSKIEJ


Z prawdziwym smutkiem zawiadamiamy o odejściu po latach cierpień śp. Barbary Czałczyńskiej, pisarki, tłumaczki, działaczki katolickiej. Urodziła się we Lwowie w 1929 r., a po II wojnie ukończyła studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Jako prozaik debiutowała w 1947 r., publikowała w czasopismach kulturalnych. W latach 1965–1980 wydała tomy opowiadań: Pierwszy zakręt, Wielka cisza, Rozmowy z babką; powieści: Próba życia, Magdalena, Przesilenie wiosenne; przekłady w edycjach książkowych, wykorzystywane również w audycjach radiowych.
Była członkiem PEN-Clubu i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz kolejno wiceprezesem i prezesem Klubu Inteligencji Katolickiej w Krakowie, a także członkiem Oddziału Krakowskiego Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów PW oraz Redakcji „Cracovia-Leopolis”. Napisała dla nas kilkadziesiąt wstępnych felietonów, które obecnie wydajemy.
Zmarła 14 marca 2015 r. Żegnamy Drogą Basię.

 


 

ODESZŁA PANI ROMA


W poprzednim numerze (CL 1/15) zamieściliśmy krótkie wspomnienie o śmierci pana dr. Zdzisława Machowskiego. Znalazło się tam ładne zdjęcie sprzed lat, na którym widać m.in. Pana Zdzicha i jego Małżonkę, Panią Romę.
I oto znowu smutna wiadomość: w dwa miesiące później odeszła Pani Romana, z domu Link, rodem z Przemyślan koło Lwowa. Po wojnie znalazła się w Krakowie i tu na AGH ukończyła geodezję (z doktoratem) – idąc w ślady swego ojca, przed wojną geodety w Przemyślanach.
Poza pracą zawodową na uczelniach w Krakowie, Pani Roma dość wcześnie włączyła się do aktywnej działalności w Krakowskim Oddziale Towarzystwa Miłośników Lwowa i KPW, a zarazem w Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska”. We wczesnym okresie, od 1998 r., szczególnie intensywnie oddawała się pomocy dla Rodaków za jałtańskim kordonem – czy to w ramach transportów z żywnością i odzieżą, książkami dla młodzieży itd., czy rozwożąc zapomogi pieniężne dla osób starych i chorych w wielu miejscowościach Małopolski Wschodniej. Relacje z tej działalności opisała w czasie spotkania ogólnopolskiego w Krakowie w 2001 roku, co opublikowaliśmy w kwartalniku CL 4/01 pt. Dla opuszczonych.
Pani Roma kilkakrotnie pisała na łamach „Cracovia-Leopolis”, przedstawiając też historię rodziny, z której pochodziła (CL 1 i 2/11).
Po Pani Romie Machowskiej pozostanie serdeczna pamięć po obu stronach kordonu.