Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Adam Aleksandrowicz, STANISŁAW ALEXANDROWICZ

Wieloletni dyrektor Miejskich Zakładów Wodociągowych we Lwowie.

Ze wspomnień o rodzinach lwowskich

 

Najstarszym synem mego dziadka Adolfa Alexandrowicza i jego pierwszej żony był mój stryj Stanisław, który urodził się w 1870 roku we Lwowie. Tu ukończył szkoły i studia na Politechnice Lwowskiej. W latach 1891–92 brał udział w konspiracyjnej młodzieżowej organizacji „Biały Orzeł”. Studia na Wydziale Inżynierii ukończył w 1893 r. i rozpoczął pracę jako urzędnik Miejskiego Urzędu Budowlanego. W latach 1895–1896, po odbyciu służby wojskowej w armii austriackiej, pracował w biurze techniczno-drogowym Wydziału Krajowego, później jako asystent techniczny Magistratu. W tym czasie był zajęty projektowaniem drogi do Brzuchowic oraz regulacją struktur miejskich, między innymi budową nowej rzeźni miejskiej. W r. 1898 gmina m. Lwowa wysłała go na zapoznanie się z budową nowoczesnych wodociągów do Niemiec, Szwajcarii i Austrii, co pozwoliło mu zwiedzić szereg zakładów wodociągowych, głównie w Niemczech. W Mannheim n. Renem pracował pod kierunkiem wybitnego fachowca inż. Oskara Smrekera w jego biurze projektowym przy budowie wodociągu dla m. Rheinau k. Mann­heim. Tenże inż. Smreker w 1899 r. na zaproszenie Magistratu m. Lwowa rozpoczął budowę lwowskich wodociągów z pierwszym ujęciem wody w Woli Dobrostańskiej. Inżynier Alexandrowicz w tej pracy uczestniczył, a później sam ją kontynuował. W lipcu 1900 r. został mianowany „kierownikiem ruchu Miejskich Zakładów Wodociągowych”. Na tym, później dyrektorskim (od 1904 r.) stanowisku pozostał już do śmierci. W latach 1906–1914 jego zasługą był rozwój urządzeń wodociągowych w Woli Dobrostańskiej oraz opracowanie nowego ujścia w Szkle. Lata 1914–1918 to okres ogromnych wysiłków inż. Alexandrowicza. Tocząca się wojna i zajęcie miasta w okresie 1914–1915 przez wojska rosyjskie na prawie 10 miesięcy nie spowodowały zaprzestania działalności Zakładów Wodociągowych i woda była dostarczana mieszkańcom mimo wielkich trudności w utrzymaniu w ruchu stacji pomp. Dopiero gdy w okresie 1918–1919 toczyła się wojna domowa pomiędzy narodowymi wojskami ukraińskimi i polskimi obrońcami miasta, żołnierze ukraińscy zajęli Wolę Dobrostańską i przerwali dopływ wody do miasta, urządzenia zaś stacji wo­do­ciągowej znacznie zdewastowali. Wówczas stryj mój mimo ogromnych trudności zdołał zorganizować wybudowanie we Lwowie kilkudziesięciu studzien wierconych, z których przez miesiące oblężenia ukraińskiego mieszkańcy miasta zaopatrywali się w wodę. Po ustąpieniu wojsk ukraińskich z Woli Dobrostańskiej w ciągu dwóch miesięcy pracownicy Zakładów Wodociągowych zdołali ponownie uruchomić tę stację i przywrócić zaopatrzenie miasta w wodę. Lwowskie Zakłady Wodociągowe, które stryj mój obejmował w zaczątkach rozwoju, były sensem całego jego życia. Trzydzieści cztery lata spędzone w służbie komunalnej miasta to rzadkość.

Po ustaniu działań wojennych w latach 1922–25 inż. Alexandrowicz uzyskał kredyty na rozbudowę wodociągów i zbudował nowe ujęcie w Szkle, w 1927 r. zaś – przepompownię w Karaczynowie, a w 1929 r. – nowe ujęcie w Wielopolu. Jego niewątpliwą zasługą był rozwój Lwowskich Zakładów Wodociągowych. Woda dostarczana przez te zakłady przewyższała jakością wodę w innych miastach polskich, gdyż ujęcia w Woli Dobrostańskiej, Wielopolu i Szkle pobierały wodę w pobliżu źródeł rzek (m.in. Wereszycy), co pozwalało uzyskiwać jej wysoką jakość jeszcze przed filtracją. Nie miały tego miasta, które pobierały wodę z rzek zanieczyszczonych ściekami (Warszawa, Kraków, Poznań). Dzięki tym inwestycjom w dniu śmierci stryja w 1934 r. Lwowskie Zakłady Wodociągowe przygotowywały się do zaopatrywania miasta 450-tysięcznego, czyli o połowę większego od ówczesnego Lwowa. Tragiczna śmierć stryja nie pozwoliła na realizację osobistą planowanych inwestycji.

Jak doszło do tej śmierci? Stryj Stanisław, człowiek już wówczas 64-letni, pojechał do Jastarni na urlop. Od wielu lat spędzał urlopy nad morzem. Przed I wojną światową jeździł z moim ojcem do plaż nad austriackim fragmentem Adriatyku, ale po odzyskaniu niepodległości odwiedzał polski Bałtyk. Pływał podobno dobrze, jednak wiek i lata pracy urzędniczo-biurowej oraz cukrzyca zapewne nie sprzyjały dobrej kondycji. 22 lipca 1934 r., jak wynika z opisu świadków wypadku, dzień był dość pogodny i nie było ograniczeń ką­pieli. Ale chwilami zrywały się podmuchy silnego wiatru tworzące dość wysokie fale. Fale te, czy też wiatr, znosiły pływających na morze. Stryj uchronił od tego jakiegoś chłopczyka, którego, jak zeznawała później p. Zofia Cybulska, taka fala unosiła w morze. Ale nieco później usłyszała ona krzyk kogoś wołającego o pomoc. Usłyszała też, że stryj zawołał do plażowiczów: „Panowie, zróbmy łańcuch i płyńmy na pomoc”. Jednak nikt z pomocą taką nie pospieszył. W tej sytuacji stryj, człowiek wielkiej prawości, uznał zapewne za konieczne ratowanie tonącej i nie licząc się ze swymi możliwościami, popłynął w jej stronę. Jak się później okazało, była to nauczycielka gimnazjum z Borysławia, panna Ewa Huppert. Niestety sam w walce z nasilającymi się falami nie podołał. Dopłynął wprawdzie do tonącej, ktoś widział, jak podaje jej rękę, ale kolejna fala zatopiła ich oboje. Ratownicy, którzy nieco później podpłynęli łodzią i wydobyli stryja i ratowaną przez niego p. Huppert, dłuższy czas starali się reanimować ich, jednak było to już bez powodzenia. Uroczystości pogrzebowe odbyły się we Lwowie. Przemawiający nad grobem prezydent Lwowa W. Drojanowski oraz przedstawiciele wodociągowców innych miast mówili o zasługach zmarłego dla Zakładów Wodociągowych Lwowa, którymi stryj kierował, jak już wspomniałem, przez 34 lata.

Granitowy grobowiec na 78­. polu Cmentarza Łyczakowskiego to dziś jedyna pamiątka po dyrektorze, twórcy nowoczesnych wodociągów lwowskich. Kiedy odwiedzałem Lwów pierwszy raz po wojnie – w 1997 roku – grobowiec był częściowo zarośnięty krzakiem jakimś i zielskiem różnorodnym, z którymi niełatwo było się uporać. Prawie milionowy Lwów, „stolica” Zachodniej Ukrainy, miał znaczne trudności z zaopatrzeniem mieszkańców w wodę. Mój znicz pozostawiony na grobowcu stryja płakał roztopioną parafiną…

 

Stryj Stanisław nie był żonaty. Ale kiedy w 1914 roku w czasie ofensywy wojska rosyjskie zajęły przejściowo Lwów, obie jego starsze siostry mieszkające z nim w jego mieszkaniu służbowym, Aniela i Michalina, były ewakuowane i przez ok. roku były u dalszych krewnych w Ostrawie Morawskiej. Stryj pozostał we Lwowie i nawet rosyjskie władze okupacyjne pozostawiły go na stanowisku dyrektorskim. Gdy ciotki po ponad rocznej nieobecności powróciły do Lwowa do mieszkania stryja przy ul Zielonej 62, były mocno zdziwione, że służąca stryja opiekuje się noworodkiem. Tym noworodkiem okazała się córka jej i stryja, po ojcu nazwana Stasia. Małżeństwo dyrektora poważnej instytucji komunalnej ze służącą było w tych czasach nie do pomyślenia i prawdopodobnie byłoby równoznaczne z utratą stanowiska. Pozycja stryja zapewniała wówczas egzystencję sióstr i młodszego brata i stryj musiał się też z tym liczyć. Jak wspominałem, był to czas wojny i trudnych warunków życia. Stryj dał jednak córce swoje nazwisko, zapewnił matce i dziecku odpowiednie warunki bytu, a następnie środki pozwalające na zdobycie pełnego wyższego wykształcenia. Stanisława po ukończeniu szkoły pedagogicznej była nauczycielką. W latach trzydziestych wyszła za mąż za pana Zdąbłasza, także nauczyciela, i mieszkała we własnym domu, zbudowanym staraniem stryja, we Lwowie. Ja w dzieciństwie nie znałem ich; jako „smarkacz” nie byłem dopuszczony do tego rodzaju tajemnicy rodzinnej. Dopiero, kiedy miałem 18 lat, powiedziano mi, że mam kuzynkę. Do spotkania doszło jednak dopiero w 1947 r. we Wrocławiu. Poznałem wówczas Stasię, jej matkę, męża i troje dzieci. Obecnie żyje ich córka lekarka Maria Osińska. O synu i drugiej córce Zdąbłaszów nic nie wiem, ale matka moja do ostatnich lat życia utrzymywała ze Stasią korespondencję.

 

Tragiczna śmierć Stryja miała również społeczny wydźwięk. Jego wyrazem była ochronka, zbudowana częściowo z funduszów uzyskanych z ubezpieczenia wypłaconego po śmierci stryja przez towarzystwo ubezpieczeniowe „Florianka” siostrze stryja, a mojej ciotce Michalinie, i nazwana Jego imieniem. Fundacją tą zajęła się ciotka Aniela Alexandrowicz będąca wówczas emerytowaną nauczycielką, od lat czynna działaczka Towarzystwa Szkoły Ludowej (TSL), powstałego głównie z inicjatywy Adama Asnyka. Podjęła ona starania stworzenia fundacji, w której partycypowały między innymi panie z koła TSL, pracownicy wodociągów oraz gmina miasta Lwowa. Budowę ochronki ukończono w 1937 roku. 21 września tegoż roku arcybiskup lwowski dr Bolesław Twardowski dokonał uroczystego poświęcenia tej ochronki. Ja, 11-letni wówczas smarkacz, brałem udział w tej uroczystości jako członek rodziny ofiarodawców. Siedziałem z głupią miną w pierwszym rzędzie uczestników uroczystości wraz z biskupem i innymi oficjalnymi osobistościami, no i na moje szczęście z rodzicami.

Aniela Alexandrowiczówna

 


Opracowałem na podstawie posiadanych dokumentów rodzinnych, gazety z sierpnia 1934 r. „Gaz i Woda’’ nr 8, „Kuriera Lwowskiego” z 1 sierpnia 1934 r., zachowanych wycinków z innych gazet lwowskich z ostatnich dni lipca 1934 r. oraz ze wspomnień własnych.