Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Danuta Mielnik-Łopatka, OCZAMI DZIECKA

Urodziłam się na Ziemiach Wschodnich i tam mieszkałam do marca 1945 roku. W chwili wybuchu wojny miałam 10 lat i pamiętam każdą chwilę przeżytą w tych pierwszych, strasznych i smutnych wrześniowych dniach.

 

Był gorący, piękny letni dzień, cisza – sady uginające się od urodzaju kolorowych owoców, pola pełne niezebranych jeszcze upraw. Było to najpiękniejsze miejsce na ziemi – Kosów Huculski, miasteczko letniskowe nad malowniczą, górską rzeką Rybnicą, z pięknymi pensjonatami: Bajka (cała obrośnięta różami), Modrzewiowa, Kresy, Na Skale oraz słynnym w tych latach Zakładem Przyrodoleczniczym dra Tarnawskiego.

Miałam rodziców i dwoje rodzeństwa i pamiętam, jak ojciec wszedłszy rano do naszego pokoju – powiedział: Dziś Niemcy wypowiedziały nam wojnę i wkroczyły do Polski. Zaczął płakać jak dziecko.

Czuję jeszcze teraz ból i żal ojca – był legionistą, patriotą, odznaczonym wielokrotnie medalami i najwyższym krzyżem zasługi – Virtuti Militari za udział w niepodległościowych walkach – Rafajłowa, Nadwórna, Kaniów i wiele innych bitew. Przebywał w więzieniu w Magdeburgu. Przez kilka pierwszych wrześniowych dni rodzice rozpaczali. Ojciec powtarzał: Nie ma już Polski, o którą walczyłem, nie ma Piłsudskiego

Była to połowa września, bawiłam się z dziećmi w sadzie, kiedy w ciszy usłyszeliśmy szum jadących naszą ulicą aut. Podbiegliśmy do parkanu i ze zdumieniem ­zobaczyliśmy piękne limuzyny, a w nich polski rząd. Elegancko ubrani, w pięknych mundurach – Rydz Śmigły ze świtą generalską, Ignacy Mościcki, Józef Beck – znałam ich twarze ze zdjęć w gazetach, które czytał ojciec. Całą kolumnę prowadził nasz starosta, jechali na nocleg do pensjonatów, które mieściły się właśnie przy naszej ulicy. Pamiętam, jak Rydz Śmigły pomachał nam dzieciom i uśmiechnął się do nas. Pięknie wyglądała cała kawalkada – generałów, ­oficerów i ich rodzin w eleganckich ubraniach.

U nas, w naszej willi zamieszkało dwóch panów w cywilu z wywiadu z Dwójki, którzy powiedzieli ojcu, że na drugi dzień udają się do Rumunii, na emigrację. Namawiali go, żeby z całą rodziną wyjeżdżał razem z nimi, że mają wolne miejsca w samochodach. Tłumaczyli, że tu wkroczą wojska sowieckie.

Następnego dnia rano cała kolumna aut z powrotem przejechała koło naszego domu udając się w stronę Kut (10 km do granicy z Rumunią). Dołączyli do nich panowie z wywiadu, którzy serdecznie z nami się pożegnali, mówiąc: Do zobaczenia. Z nimi wyjechali wyżsi urzędnicy naszego miasta z rodzinami, a mianowicie: starosta, burmistrz, komendant policji, sędzia oraz właściciele pensjonatów, w których nocował rząd. W ten oto sposób uratowali swoje życie. Ojciec się nie zdecydował, bał się z trojgiem małych dzieci wyjeżdżać w obce strony.

Zaczęliśmy się przygotowywać do nieznanego; chować cenne rzeczy, obrazy, książki, legionowe pamiątki. Kilka dni później wieczorem zajechał pod dom duży, wojskowy motocykl. Przyjechał mamusi najmłodszy brat, lotnik (późniejszy uczestnik bitwy o Anglię), który ze swoim kolegą jechał do Rumunii po samoloty. I znów w domu odbyły się rozmowy o przejściach młodych lotników walczących w obronie Ojczyzny, i znów na drugi dzień przeżyliśmy kolejne pożegnanie, tym razem na 40 lat.

Z września zapamiętałam jeszcze wkroczenie wojsk sowieckich, zajęcie przez NKWD urzędowych budynków, pierwsze aresztowania inteligencji polskiej, wywóz na Sybir. Pewnego dnia, kiedy wracałam ze szkoły – już rosyjskiej (przywieźli swoich nauczycieli), zobaczyłam nadjeżdżający wóz, zaprzężony w jednego konika, z moją ukochaną wychowawczynią i jej starszą już matką. Eskortowane przez jednego rosyjskiego żołnierza, jechały w nieznane. Przyszłam z płaczem do domu, pytałam rodziców, gdzie ich wiozą? Na Sybir – odpowiedział ojciec. Wywieziono wielu ludzi, u nas zamieszkał politruk, towarzysz Andriej, który nas obserwował…

Zaczęły się smutne, ciężkie czasy okupacji, która szczególnie na tych ziemiach przejawiała się w okrutnych działaniach Niemców, Rosjan i Ukraińców.