Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Franciszek Jaworski, ZEGARY LWOWSKIE

 

Poniższy tekst pochodzi ze znanej dobrze naszym Czytelnikom – bo wielokrotnie z niej korzystaliśmy – arcyciekawej książki Franciszka Jaworskiego Lwów stary i wczorajszy, wydanej we Lwowie w 1910 roku. Ściślej, jest to podrozdział w rozdziale „Zegarmistrze i zegary”. Książka F. Jaworskiego jest niewyczerpanym źródłem wiadomości o historii i kulturze polskiego Lwowa od średniowiecza po przełom XIX/XX wieku.

Zegar ratuszowy. Pierwsza wzmianka o zegarze na lwowskiej wieży ratuszowej pochodzi z roku 1404, od tego też czasu księgi miejskie pilnie notują każdy wydatek na zegarmistrza, którego pieczy powierzony był ów główny miernik czasu lwowskiego. Miasto nie mogło się obyć bez zegara, więc pilnowało go jak oka w głowie, nie szczędząc pieniędzy i starań, a stąd historia lwowskiego zegara ratuszowego da się odtworzyć z całą dokładnością. Zebrane z aktów miejskich szczegóły ogłosiliśmy już w pracy o ratuszu lwowskim i tam też ciekawego czytelnika odsyłamy, podając tu tylko najważniejsze. W czasie przebudowy ratusza i wieży przy końcu XV wieku, za panowania Jana Olbrachta, zawieszono na niej w roku 1491 dzwon zegarowy wagi 11 cetnarów, odlany przez Macieja konwisarza, według formy sporządzonej przez puszkarza Walentego, za pomocą którego ręcznie wybijano godziny, dopóki wspomniany już poprzednio mnich Grzegorz nie zbudował nowego zegara, który też znalazł się na wieży w roku 1504. Zwyczajem średniowiecznym zegar musiał być jak najbardziej ozdobny i dlatego miasto ugodziło się z Janem malarzem, który za cztery czerwone złote podjął się zegar pomalować i odpowiednio, a całkowicie przyozdobić. Olbrzymia na owe czasy suma honorarium dowodzi, że i malowidło musiało być odpowiednio bogate. Ponieważ zaś miasto nie całkiem dowierzało artyście, przeto porękę za pilne, sumienne i punktualne wykonanie roboty przyjął na siebie Jan Gielitowski, obywatel lwowski. Ten to zegar nazywa Zimorowicz w swojej kronice krótko zegarem automatycznym wybijającym godziny.

 

Zegar na wieży bernardyńskiej

 

Po wielkim pożarze, który w roku 1527 obrócił w perzynę prawie cały Lwów, zegar na wieży ratuszowej, jakkolwiek mocno zdezelowany, ocalał. Okazała się jednak potrzeba gruntownej reparacji, tak samo jak i całego szczytu wieży. Tę ostatnią wykonał architekt i rzeźbiarz w jednej osobie, niejaki Łukasz, malowidła zaś na tarczy zegarowej i „palce indeksów” odnowił braciszek z zakonu Dominikanów Aleksy, za wynagrodzeniem 1 fl. 6 gr.

W dwadzieścia lat później znowu restaurowano zegar ratuszowy, dając mu nowe liny, nowe ciężary z kamienia, skrzydła płócienne do mechanizmu itd. Stolarz Szymon zrobił nowe wskazówki oraz tarczę, na której obok cyfr godzinnych wyrysowany był także bieg słońca i księżyca, inne ozdoby w cenie 22 gr wykonał zegarmistrz wraz ze swoim pomocnikiem, a Augustyn malarz, syn Błażeja Porucznika z Kamieńca Podolskiego, otrzymał za malowidła i za posrebrzenie tarczy zegarowej 6 fl. 3 gr.

Nowy pożar w roku 1571 zniszczył doszczętnie z takim trudem i kosztem odnowione dzieło. Przywołany po pożarze z Przemyśla zegarmistrz Baltazar Słowik uznał, że stary zegar jest już kompletnie do niczego. Zdjęto go więc z wieży, osadzając na niej tymczasowo zegar z bramy halickiej, a mistrz Melchior Thyl ze Śląska zabrał się natychmiast do roboty nowego zegara za cenę 220 fl., przy czym wszystkie koszta materiału miało ponieść miasto. Robota trwała przeszło dwa lata, a po jej ukończeniu uznał, znowu z Przemyśla powołany Baltazar Słowik, że wypadła całkiem dobrze, tak że w roku 1574 zegar siedział już na wieży. Dodano jeszcze potem osobno dzwon do wybijania kwadransów za 37 fl., krzyż wielki żelazny, na którym osadzone były wskazówki, nowe ciężary, dwie liny 36 sążni długie, które specjalnie wynajęty chłopak wysmarował łojem i tłuszczem, a potem nastąpiła cała seria artystycznych wydatków: Pawłowi murarzowi za wykonanie tablic zegarowych po wszystkich stronach wieży ratuszowej 30 fl., Wojciechowi malarzowi za wymalowanie tychże czterech tablic 34 fl., za miedź i pozłocenie indeksów 8 fl. itd. Temu to zegarowi poświęci Sebastian Klonowicz wiersze w swojej Roksolanii.

Z początkiem XVII wieku odnową ratusza i zegara zajął się bardzo gorliwie słynny rajca i burmistrz lwowski Marcin Kampian. Reparację tego ostatniego i przyozdobienie wykonał zegarmistrz Sebastian Szwaynowski, robota jego nie była jednak zbyt trwała, bo już w roku 1641 pracowali koło zegara malarze i murarze, ci ostatni restaurowali aniołki gipsowe, otaczające tarczę zegarową.

Odtąd wybijał zegar ratuszowy dla miasta same tylko nieszczęsne godziny lub milknął w czasie wielkich katastrof wojennych, które od poł. XVII wieku nieprzestannie prawie nawiedzały Lwów.

Nowy mechanizm sprawiono w roku 1721, ten zaś ustąpił w roku 1788 miejsca zegarowi kupionemu przez miasto okazyjnie, z wieży kościoła Jezuitów po kasacie tegoż zakonu, który to zegar rozbił się razem z wieżą ratuszową w czasie jej zawalenia się w roku 1826.

Na nowo zbudowanej wieży osadzono zegar sprowadzony z Wiednia, a wykonany w warsztatach tamtejszego instytutu politechnicznego. Urządzenie i mechanizm wieży zegarowej wywołały podziw w ówczesnym lwowskim świecie naukowym. Uregulowaniem jego zajął się profesor Stampfer, a wyczerpujący artykuł w czasopiśmie „Mnemosyne” z roku 1837, pióra profesora matematyki Strasznicky’ego dawał profanom wyobrażenie o tym cudzie współczesnej mechaniki. Funkcjonował on jednak tylko lat jedenaście, to jest do bombardacji Lwowa przez Hammersteina w roku 1848, kiedy to spłonął razem ze szczytem wieży. Po jej odbudowaniu w roku 1851 osadzono na niej nowy zegar z fabryki Wilhelma Stiehle pod Wiedniem, który do dnia dzisiejszego pełni swoją służbę.

Zegar na Bramie Halickiej. W czasach dobrobytu i świetności utrzymywało miasto drugi jeszcze zegar wieżowy, umieszczony na wieży, unoszącej się nad Bramą Halicką. Brama ta cieszyła się zawsze specjalną opieką urzędu radzieckiego, który dbał o jej przyozdobienie, urządzenie, a zarazem praktyczne zastosowanie do potrzeb miejskich. Po wielkim pożarze, który w 1572 roku nawiedził Lwów, akta radzieckie z żalem się wyrażają o spłonięciu wieży nad bramą, bardzo kunsztownie i wielkim kosztem wzniesionej (fabre et sumptuose elevata). Największą zaś jej ozdobą był zegar wieżowy, osadzony na wieży w roku 1549, mniejszą zapewne więzienie miejskie, które się mieściło tuż pod zegarem, a najmniejszą chyba kramy i budy, tak w samej bramie jako też i za bramą w fosie miejskiej się znajdujące.

Zegar na bramie halickiej sporządzony został przez gwardiana Bernardynów, syna mieszczanki lwowskiej Stancel Hazowy. Tak przynajmniej sądzić trzeba ze wzmianki zawartej w tzw. „Kronice Alembekowskiej”, w Archiwum miejskim, gdzie zapisano, że urząd radziecki obdarzył wspomnianego gwardiana dwoma garncami małmazji za staranie i trud (cura et opera) około zegara na wieży halickiej. Równocześnie w tym roku (1549) wyciągnięto dzwon zegarowy na wieżę, zbudowano komorę na pomieszczenie zegara, a zegarmistrzowi miejskiemu, który odtąd miał obowiązek regulować i nakręcać oba zegary, podwyższono płacę do 12 gr na tydzień, a później nawet do gr 15.

W roku 1561 wspomniany już kilkakrotnie przedtem Baltazar Słowik, zegarmistrz z Przemyśla, który przyjął prawo miejskie we Lwowie, zrobił nowy zegar na wieżę halicką, ogólnym kosztem 70 złp.

Miasto wyznaczyło i urządziło mu warsztat w bramie krakowskiej. Po dokonaniu dzieła wrócił Baltazar z powrotem do Przemyśla, a jego zegar przeniesiony został prowizorycznie na wieżę ratuszową, gdzie pozostawał aż do roku 1574, dopóki Melchior Thyl nie skończył budowy nowego zegara ratuszowego.

Większej restauracji, wraz z pewnym przyozdobieniem zegara na bramie halickiej dokonano w latach 1638 i 1639, kiedy to zegarmistrzowi wypłacono za naprawienie 40 złp., „kowalowi od koła indeksowego, które u niego zegarmistrz z czeladzią dwa dni robili 2 złp.” Stolarz sporządził tablicę: „na olej i farbowanie tejże tablicy i indeksów” wydano 1złp. 9 gr., po czym ją murarz wprawił na wieżę, a kowal przybił sześciu hakami i pół kopą gwoździ.

Z tym wszystkim jednakowoż „zegar halicki” rychło poszedł w zaniedbanie. W roku 1644 kontrola gospodarki miejskiej (decem­viri ad audiendas rationes) prosi w „exorbitancji”, ażeby zegarmistrze miejscy „zygar na bramie halickiej rozebrali i naprawili, gdyż wzięli ad kationem 20 złp.”, komisarze zaś, którzy w roku 1666 dokonali rewizji baszt miejskich, nie mogli znaleźć nawet kluczy do komory zegarowej. Czytamy bowiem w sprawozdaniu o stanie wieży halickiej: „Dzwon tamże zegarowy z młotem, a do kół zegarowych o kluczu nie mogliśmy się dowiedzieć, tylko udawali, że lepak jeden ma mieć klucz, a nie wiedzieć który. Koła te widać, iż pordzewiały, a śmiecia tam pełno”. To jest ostatnia wzmianka o zegarze na wieży bramy halickiej.

Zegar wieżowy u Jezuitów. Ulryk Verdum, który podróżował po Polsce w latach 1670–1672 wspomina, że Jezuici na kościele swoim posiadali zegar „niemiecki, jak go tu na miejscu zowią”, który tylko dwanaście godzin bije i wskazuje, podczas gdy wszystkie inne dzwony biją dwadzieścia cztery godziny. Wynika z tego, że Jezuici wprowadzili we Lwowie pierwsi dzisiejszą rachubę czasu. Podczas wielkiej restauracji kościoła w wieku XVIII wprowadzono wieżę wysoką, a na niej w roku 1756 osadzono zegar „z wielką wygodą dla miasta i studentów”. Po kasacie zakonu Jezuitów zegar, który pozostał na opuszczonym kościele, odkupiło miasto w roku 1788 i osadziło go na wieży ratuszowej. W roku 1830 zniesiono i wieże kościoła Jezuitów, z obawy aby ją taki sam los nie spotkał, jak przed kilku laty wieżę ratuszową.

Zegar na kościele Karmelitów Trzewiczkowych. Karmelici Trzewiczkowi, którzy posiadali dawniej swój klasztor i kościół przy ulicy Halickiej, gdzie dziś sąd karny i gimnazjum Franciszka Józefa, otrzymali w połowie XVIII wieku zegar wieżowy, który im zafundowała Joanna z Bethumów Jabłonowska. Zegar ten wraz z wieżą i dzwonami spłonął w roku 1769 w czasie napadu konfederatów barskich na Lwów.

Zegar u Bernardynów powstał za przeoratu ks. Wenantego Tyszkowskiego w roku 1753. W roku 1785, po wypędzeniu Bernardynów z ich siedziby, zegar zniszczał razem z wieżą, która stanowiła mieszkanie dla ptactwa i kryjówkę dla kilku braciszków zakonnych, którzy tam ukrywali się, czekając lepszych czasów dla swego zakonu. W roku 1817 za powrotem Bernardynów został i zegar restaurowany, a po zawaleniu się wieży ratuszowej, był jedynym zegarem wieżowym we Lwowie. Wtedy to „stary i niedołężny” zegar restaurowano na nowo, przy czym powstała kwestia, kto ma utrzymywać zegar, gdyż konwent Bernardynów opierał się, twierdząc, że zegar służy miastu i miasto powinno opłacać zegarmistrza do niego. Według opowiadania zmarłego przed paru laty zegarmistrza śp. Józefa Weisa, był ów zegar bardzo starej konstrukcji, tak że przed laty około 25, gdy się okazała potrzeba zrestaurowania go, żaden z lwowskich zegarmistrzów nie chciał się podjąć tej roboty. Wysłano go więc do Pragi, skąd powrócił tak dobrze zregulowany, że przez długi czas szedł dokładnie, wyprzedzając zegar ratuszowy o pięć minut. Była to po części także zasługa pewnego starego braciszka od Bernardynów, który zegar ów formalnie pokochał do tego stopnia, że nawet strzępami własnego habitu zatykał dziury i szpary na wieży, aby najmniejszy nawet powiew wiatru nie zaszkodził.

Dwa inne istniejące dziś zegary wieżowe są zupełnie nowego pochodzenia. Zegar na kościele św. Anny ustawiono w roku 1862 w czasie restauracji tegoż kościoła, zegar zaś na kościele Marii Magdaleny przed 20 laty.

Zegary domowe. O stopniu wykształcenia sztuki zegarmistrzowskiej w starym Lwowie mogły dać wyobrażenie tylko jej zabytki, gdyby się były dochowały. Niestety, z wyjątkiem nielicznych okazów z końca XVIII wieku, nie mamy żadnych widomych śladów zegarmistrzostwa, z wyjątkiem luźnych wzmianek archiwalnych, zwłaszcza w inwentarzach spadkowych, opisujących co ciekawsze zegary w masie spadkowej pozostałe.

Zresztą obok zegarów mechanicznych przez długie lata były w powszechnym używaniu klepsydry, zegary piaszczyste lub wodne. Jeszcze w XVII wieku inwentarze kramów kupieckich zawierają „zegarki ciekące”, zaliczane do towarów norymberskich. W samym ratuszu godziny urzędowe dla podpisków liczyły się według klepsydry, oprócz zaś mniejszych był także „wielki piaszczysty zegar ratuszowy”, za którego poprawę wyliczono w roku 1590 jakiemuś Bernardynowi 20 gr.

Oprócz jednak i obok tych „zegarków ciekących” używano na ratuszu i zegarków mechanicznych już od połowy XVI wieku. W roku 1551 sprawiono z funduszów miejskich strunę do zegara ręcznego (horologium manuale), który w innem miejscu nazwany jest „zegarkiem spiżowym” (horologiolum aeneum).

Nie ulega wątpliwości, że zegary te robione były we Lwowie, tym bardziej że wielu zegarmistrzów, trzymawszy godność majstrów cechowych, ofiarowywało zegary zrobione przez siebie w dowód uzdolnienia (majstersztyki) na ratusz. Tak uczynił w roku 1580 zegarmistrz Szymon Sokołowski, któremu „za zygar nowy pozłocisty, z półzegarzem i kwadrami, jako za sztukę przezeń zrobiony i panom do izby na ratusz oddany” dano tytułem „kontentaciery” 15 złp. Widocznie był to zegar większej wartości, skoro natychmiast sprawiono mu „skrzynię od prochu”. W roku 1603 znowu we Lwowie, darował do izby radnej zegar, na którego pozłocenie dano mu cztery czerwone złote.

Trudniej już oznaczyć proweniencję zegarów, których opisy trafiają się tu i ówdzie po inwentarzach spadkowych. Co ciekawsze z nich wyliczył już Władysław Łoziński w „Patrycjacie”, np. zegar okrągły płaski, na którym siedem płanet wyrytych wokoło; zegarek w ośmiograniach, na których są główki na kształt koników miedziane, posrebrzane; zegarek czworograniasty, podługowaty, na którym jest piesek, zegarek okrągły, gładki z czterema herbami, piąty herb z krzyżem i rybą; zegarek okrągły pozłocisty, na którym twarze bogiń pogańskich są wyryte; zegar mosiądzowy pozłocisty, wyrabiany w gryfy na nóżkach żelaznych z blachą; zegar okrągły, niewielki, na którego głowie są trzy głowy cesarzów, a na spodku osoba jakaś; zegar na kształt ołtarzyka w hebanie czarnym; zegar w żelaznej blasze, na której namalowane są virtutes; zegar, na którym żyd stojący, pozłocisty, na Talmudzie przez okulary czytający, w pantoflach itp. W ogóle zamiłowanie do zegarów w czasach świetności patrycjatu lwowskiego było znaczne. Po takim na przykład Janie Alembiku pozostało w spadku aż sześć zegarów, a między nimi jeden „na którym koń pozłocisty, a na nim chłop siedzi”. Bartłomiej Zimorowicz posiadał 5 zegarków różnych etc.

Nie wszystkie te zegary były zapewne we Lwowie wyrabiane, tym bardziej że i w okolicy kwitła sztuka zegarmistrzowska, a ustawiczne stosunki handlowe z Gdańskiem pozwalały na sprowadzanie tego rodzaju luksusowych wyrobów. Między innymi także była w Przemyślu kolonia zdolnych zegarmistrzów, z których jeden, wspomniany już Baltazar Słowik, pracował we Lwowie, a drugi, ojciec jego Paweł Słowik, wyjeżdżał aż do Warszawy dla zrobienia zegara na wieży tamtejszego ratusza; w Podhorcach pracował w połowie XVII wieku zegarmistrz Paweł Dobrostański, którego wyrobu zegarek, niepośledniej artystycznej wartości, posiada miejskie muzeum przemysłowe we Lwowie, Paweł zegarmistrz z Krosna osiadł w roku 1460 we Lwowie, toż samo w roku 1580 wspomniany już przedtem Grzegorz Grabiński, Błażej Kozarski z Kamieńca. Wyrabiano też zegary w Bieczu, Jarosławiu i innych miejscowościach.

Nie więcej też wiadomości o lwowskich wyrobach zegarmistrzowskich posiadamy w wieku XVIII.

Obok już wymienionych wyrobów Jana Kamińskiego, jego syna Antoniego, Stanisława Skarzyńskiego, Jana Hacela, z końca XVIII wieku trafiają się jeszcze tu i ówdzie we Lwowie zegary z firmą Ignacego i Jana Kocha, Stanisława Dąbrowskiego, Roberta i innych.