Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

W KRAKOWIE I DALEJ

Sokół Macierz Lwów uratowany!

 

W numerze 3/2014 naszego kwartalnika prezes „Sokoła-Macierzy” Lwów Andrzej Pawłowski zamieścił ważny i ciekawy artykuł historyczny zatytułowany „SOKÓŁ-MACIERZ LWÓW z siedzibą w Krakowie – Zbliżamy się do ćwierćwiecza”. Nic jednak nie wróżyło, że druh Andrzej traktuje ów artykuł jako swego rodzaju pożegnanie z prezesurą, co mogło być równoznaczne z zaprzestaniem działalności tego gniazda.

Uprosiliśmy przeto druha Andrzeja Pawłowskiego o jednoznaczne zajęcie stanowiska w tej dramatycznej sprawie. Oto Jego wypowiedż i informacja.

W dniach 20 marca i 10 kwietnia br. miało miejsce Walne Zgromadzenie Wyborcze członków Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół-Macierz” Lwów. Zebrania te – zgodnie ze statutem – odbywają się co trzy lata i dotychczas nie warte były informowania o nich szerzej. To ostatnie miało jednak dramatyczny przebieg, bowiem dotychczasowy prezes, druh Andrzej Pawłowski poinformował zebranych, że nie będzie już kandydować na stanowisko prezesa Stowarzyszenia.

 

Ponieważ wg Statutu Sokoła Macierzy prezes jest wybierany przez Walne Zgromadzenie, a nikt ze zgromadzonych członków nie wyraził zgody na objęcie stanowiska prezesa, powstała więc sytuacja patowa grożąca rozwiązaniem Stowarzyszenia. Wszyscy zebrani byli zgodni, że istnienie „Sokoła- Macierzy” Lwów jako symbolu Polskiego Sokolstwa jest konieczne ze względów historycznych i patriotycznych.

Barierą dla dalszego istnienia „Sokoła-Macierzy”, jak już wspomniano, był brak kandydata na stanowisko prezesa. I tu zbawienny był wniosek zgłoszony przez prezesa krakowskiego „Sokoła” druha Konrada Firleja, który przewodniczył obradom Walnego Zgromadzenia – aby przerwać obrady Zgromadzenia, wznowić je 10 kwietnia i w przerwie znaleźć kandydata na stanowisko prezesa.

Wniosek druha Firleja przybrał realne kształty, albowiem funkcję prezesa „Sokoła-Macierzy” Lwów podjął się pełnić druh Mariusz Graniczka, dyrektor I Gimnazjum w Krakowie. Walne Zgromadzenie jednogłośnie wybrało druha Mariusza na stanowisko Prezesa „Sokoła-Macierzy” Lwów. Druh Mariusz Graniczka jest znanym pasjonatem Kresów Wschodnich, krzewicielem ich dziejów i – co najważniejsze – tą działalnością obejmuje młodzież.

Na członków Zarządu wybrano:

–    druhnę Teresę Konopkę – jako wiceprezesa Zarządu,

–    druhnę Zdzisławę Stopczyńską – jako sekretarza,

–    Edwarda Adlesa – jako skarbnika,

–    Tadeusza Mossoczego – jako członka Zarządu.

Wybrani członkowie Zarządu pełnili te funkcje dotychczasowo. Walne Zgromadzenie wybrało również członków Komisji Rewizyjnej i Sądu Honorowego. Zaleciło też kontynuowanie wydawania kalendarzyka sokol­skiego.

 

 

Co jest konieczne dla trwania i zdynamizowania działalności „Sokoła-Macierzy” Lwów – mariaż zapału nowego Prezesa z doświadczeniem i wiedzą o działalności Macierzy, jej dokonaniach, jak i niepowodzeniach dotychczasowych członków zarządu. A także z wykorzystaniem przez Prezesa – jako dyrektora gimnazjum – możliwości powiększenia liczby młodych członków Macierzy, „zarażeniem” ich ideologią Sokoła, tak by następne Walne Zgromadzenie Wyborcze mogło wybrać młodych działaczy na członków władz Towarzystwa i dokonać pokoleniowej zmiany warty w „Sokole-Macierzy” Lwów.

Andrzej Pawłowski


 

Helena Niwińska kończy 100 lat
Po co ja jeszcze żyję?

To retoryczne pytanie słyszymy czasem od naszej wyjątkowej przyjaciółki pani Heleny, rocznik 1915! W jej pytaniu nie ma nuty goryczy, płynącej z samotności, ani cienia kokieterii, jest za to głęboka zaduma i szczere zdziwienie.

Doczekanie setnych urodzin to piękny dar i wielkie wyzwanie dla tych, którzy mienią się bliskimi solenizanta. Wszystkie prezenty – kwiaty choćby najpiękniejsze, wykwintne czekoladki i tysiące innych rzeczy – stają się zbyt banalne. Jest jednak coś, co może być źródłem radości: obietnica zachowania, przekazania, pielęgnowania PAMIĘCI o utraconym Lwowie, o piekle Birkenau, o złu, które nie miało ostatniego słowa, i o dobru, które zw

yciężało mimo wszystko.

 

 

Pani Helena przyszła na świat podczas pierwszej wojny światowej. Zanim jej rodzice mogli powrócić do siebie, czyli do Lwowa, miasto doświadczone zostało walkami z Ukraińcami i bolszewikami. W polskim Lwowie upłynęło jej dzieciństwo i wczesna młodość. Wymagający ojciec wysoko ustawiał poprzeczkę córce i jej starszym braciom. Oprócz studiów wszyscy odebrali staranne wykształcenie muzyczne, jej ojciec gdy żartował, mówił o „skrzypcowym trio Duniczów”. Dobre wykształcenie swych dzieci postrzegał jako obowiązek wobec i dla odrodzonej ojczyzny. Kolejna wojna tragicznie doświadczyła tę lwowską rodzinę.

Drobna w postaci, delikatna i cicha w sposobie bycia pani Helena lubi stawiać pytania. Swoje wspomnienia, zatytułowane Drogi mojego życia. Wspomnienia skrzypaczki z Birkenau, które w 2013 roku zostały wydane przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu*, także zaczęła pytaniem: „Dlaczego dopiero teraz, mając 95 lat, zabrałam się do pisania wspomnień?”. Odpowiedź tkwi w Jej skromności i przeświadczeniu wyrażonym w zdaniu: „byłam takim małym trybikiem”. Jednak na tym „małym trybiku” wyryte zostały tragiczne losy Polaków doświadczonych okupacją sowiecką i niemiecką, poddanych terrorowi i upodleniu, którzy ocaliwszy życie stali się WYGNAŃCAMI, TUŁACZAMI tęskniącymi za „krajem lat dziecinnych”.

Najważniejszą więzią, która pozwoliła pani Helenie odbudować powojenne życie bez Lwowa i bez rodziny, były przyjaźnie z dziewczynami z kobiecej kapeli z Birkenau i odnajdywanymi po wojnie lwowianami. Swoje zawodowe życie związała z Polskim Wydawnictwem Muzycznym w Krakowie. Jego wieloletniego dyrektora Tadeusza Ochlewskiego wspomina z największym szacunkiem jako człowieka oddanego muzyce, kulturze polskiej i otaczającego wsparciem WYGNAŃCÓW-TUŁACZY z utraconych po wojnie ZIEM WSCHODNICH.

Spotkania u pani Heleny to także wspominanie wspólnych wyjazdów do Lwowa. Oprowadzała nas po nim swoimi ścieżkami, przystając pod budynkiem gimnazjum Królowej Jadwigi, do którego chodziła, zaglądając do auli na UJK, w której brat Janek miał obronę doktoratu. W 2010 roku zostało udostępnione zwiedzającym więzienie przy Łąckiego i mogliśmy z Nią zobaczyć ponure korytarze i odrażające cele, w których spędziła dziewięć miesięcy. Wyrwana z domu wraz z mamą 19 stycznia 1943 roku nigdy już do niego nie wróciła. Bezpowrotnie przepadł Lwów z rodzinnym gniazdem przy Placu Mariackim. Ojciec Józef Dunicz zmarł jeszcze w czasie okupacji sowieckiej, wycieńczona mama Maria zmarła w obozie Auschwitz-Birkenau, brat Janek – doktor muzykologii, także nie doczekał wolności, po morderczym marszu śmierci z Gross Rosen skonał w obozie Mittelbau-Dora. Drugi z braci, Bolesław, rozpoczęty na UJK doktorat z chemii dokończył w Ameryce, gdzie wiódł życie emigranta, nie widząc dla siebie miejsca w Polsce bez Lwowa i pod rządami komunistów.

 

Helena Niwińska z przyjaciółką Marią Szewczyk

 

Teraz dom pani Heleny – malutkie mieszkanko w Krakowie – jest oczywiście pełne Lwowa na fotografiach, obrazach, wśród książek, w jej oczach, sercu i duszy, w tęsknocie i marzeniu.

Dla nas Ona jest Lwowem:

 

… jeśli miasto padnie a ocaleje jeden

on będzie niósł miasto w sobie po drogach

wygnania

on będzie Miasto*

Dlatego żyjesz, kochana Heleno, dzięki Bogu, że żyjesz. Pożyj jeszcze z nami, bo dobrze nam razem.

Takie właśnie życzenia składamy pani Helenie Niwińskiej z domu Dunicz – lwowiance urodzonej w Wiedniu, ocalonej z Auschwitz, mieszkającej w Krakowie.

Przyjaciele i krewni oraz redakcja
i Czytelnicy „Cracovia-Leopolis”

 


*    Zbigniew Herbert, Raport z oblężonego miasta