Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

NOWE KSIĄŻKI


♦ W nowym, V tomie Kresowej Atlantydy profesor Stanisław S. Nicieja omawia siedem miejscowości leżących we Wschodniej Małopolsce, w jej środkowej i południowej części, a zarazem zgrupowanych w 2 województwach (dla nas zawsze „po staremu!). W woj. lwowskim leżą powiatowy Sambor oraz Rudki z Fredrowską Beńkową Wisznią. W woj. stanisławowskim na pierwszym planie powiatowa Nadwórna oraz Bitków, Delatyn i Rafajłowa. Bogactwo treści opisywanych miejscowości – jak we wszystkich tomach prof. Niciei – jest przeogromne, tak od strony geografii, zagospodarowania i historii, jak i społecznej, aż po życiorysy niezliczonych mieszkańców, głównie z pierwszego czterdziestolecia XX wieku, sięgając jednak wstecz – po średniowiecze, oraz w przód – po czasy dzisiejsze.

Pierwszym, najważniejszym przykładem jest średniowieczny Sambor, o bogatej historii. Z tego miasta wywodzili się dwaj prezydenci Krakowa: Józef Dietl i Mikołaj Zyblikiewicz, a spod Sambora bracia Walery i Władysław Łozińscy, wspaniali pisarze, autorzy książek czytanych przez wiele pokoleń. A dalej: Artur Sandauer i – Jan Cajmer, twórca słynnej orkiestry tanecznej. Kolejny pisarz to Andrzej Kuśniewicz, rzeźbiarka Maria Jarema i twórca polskiego kodeksu karnego Juliusz Makarewicz. A dalej dziesiątki innych osób i rodzin, których oczywiście znać już nie możemy.

Następne miejscowości to Rudki i Beńkowa Wisznia. Ta druga to rezydencja hrabiów Fredrów, gdzie mieszkał i pisał (jeśli nie we Lwowie na Chorążczyźnie) nasz wielki komediopisarz Aleksander. Ale stolicą majętności było miasteczko Rudki z kościołem, w którym Aleksander został pochowany. Pamiętamy z lat powojennych dramat, gdy odkryto profanację jego nagrobka przez sowieckich okupantów.

Przenosząc się na południe – na Pokucie – trafiamy do stolicy powiatu, miasta Nadwórnej – autor nazywa ją bramą Gorganów, a samo miasteczko powstało w cieniu potężnego zamku w Pniowie – od XVI w. w rękach możnych rodów Kuropatwów i Cetnerów. W naszych czasach Nadwórna i jej bliskie okolice zasłynęły wieloma niezwykłymi atrakcjami. Cechą tamtych stron są rozległe lasy, ponadto odkryto bogate złoża ropy naftowej w Pasiecznej, Bitkowie i okolicy. Jedne i drugie były eksploatowane w oparciu o linię kolejową ze Stanisławowa przez Kołomyję, Delatyn po Worochtę. Równocześnie rozwinął się tam masowy ruch turystyczny w górzystych stronach Gorganów i Czarnohory.

Poza lasami i ropą naftową opisuje prof. Nicieja archeologiczną sensację, jaka miała miejsce między Nadwórną a Bohorodczanami – w Staruni. W 1907 r. w oleistej ziemi na głębokości kilku metrów znaleziono doskonale zachowane korpusy dwóch zwierząt: mamuta i nosorożca, których miękkie narządy zakonserwowały się w ropie i solance. Unikalne znaleziska wzbogaciły muzea we Lwowie i Krakowie, wchodząc zarazem do nauki światowej.

Opisane atrakcje Nadwórnej i Bitkowa – naftowego zaplecza Nadwórnej, a potem również Delatyna, robią miejsce szerokiej galerii rodzin i postaci, związanych z tymi miejscowościami. Przy Delatynie wymienia prof. Nicieja m.in. nazwisko prof. Gębarowicza, który stamtąd się wywodził.

Ale czy to wszystko o Nadwórnej i Delatynie? Tu muszę zwrócić uwagę Profesora na bardzo rozrodzoną rodzinę związaną z Nadwórną. Józef Czerny był dyrektorem tamtejszych lasów (pozostał po nim nagrobek w kształcie kamiennego krzyża na nadwórniańskim cmentarzu), a kiedy omawia się tamtejsze rodziny, trudno pominąć 6 córek Czernego, które dały początek rozgałęzionym, znanym w czasach międzywojennych rodzinom. Byli to Noworytowie, Gałażewscy, Pompejnowie, Hauserowie, Chlipalscy i Szyszkowscy. Z tych rodzin poszły kolejne liczne nazwiska starostów, wicewojewody, dyrektora lasów Galicji, właścicieli lasów i pensjonatów, architektów, rzeźbiarki, profesora Politechniki i inżynierów różnych dyscyplin, a także znakomitego narciarza, który zginął w lawinie pod Howerlą.

Wypada wymienić jeszcze jedno znane nazwisko związane z Delatynem. Był to w XIX w. nadleśniczy Pautsch, który miał syna świetnego malarza Fryderyka. Ten działał we Lwowie, we Wrocławiu (jeszcze niemieckim), a w końcu zaproponowano mu profesurę na krakowskiej ASP. Tu zbudował sobie stylową willę na Łobzowie, jednak dziś jest ona na skraju ruiny.                            (AC)

 

♦ Pan mecenas, dr nauk prawnych Tomasz J. Kotliński jest dobrze znany naszym Czytelnikom, ponieważ już wielokrotnie przysyłał nam artykuły do publikacji w kwartalniku „Cracovia–Leopolis”, związane tematycznie z sądownictwem – ściślej z adwokaturą, której jest przedstawicielem. Dr T. Kotliński jest pracownikiem naukowym Państwowej Szkoły Techniczno-Ekonomicznej w Jarosławiu, ponadto jest autorem kilkudziesięciu prac naukowych.

Całkiem ostatnio otrzymaliśmy najnowszą książkę T. Kotlińskiego: Galicyjskie mowy obrończe (wyd. Okręgowa Rada Adwokacka w Krakowie, 2014), zawierająca jedenaście wybranych przez Autora ciekawych mów adwokackich z lat 1880–1913, wygłoszonych na różnych – nie mniej interesujących – rozprawach sądowych. Tu musimy wyjaśnić, że z owych 11 mów – 3 dotyczą procesów toczących się we Lwowie, 2 w Przemyślu, pozostałe 6 w Krakowie*.

Przedstawione mowy obrończe poprzedza Wprowadzenie, w którym autor książki omawia tło spraw, procesów i rozpraw, a które stały się podstawami owych wystąpień adwokackich. Obok realiów interesują go sylwetki adwokatów, ich doświadczenie, zdolność wypowiadania się i odpowiedzialność.

Przedmowę do pracy mec. Kotlińskiego napisał mec. Adam Redzik, od którego również otrzymaliśmy swego czasu ciekawe artykuły.

Z powodów całkiem pozamerytorycznych zwróciliśmy uwagę na opisany proces nazwany kukizowskim, który toczył się we Lwowie w 1889 roku, a przytoczono z niego dwie mowy obrończe z obu zainteresowanych stron. Proces ten stał się podobno jednym z najgłośniejszych, jakie były prowadzone w Galicji.

O co chodziło? Zdarzenie, które proces wywołało, miało miejsce w Kukizowie – ok. 22 km od Lwowa – majątku rodziny S. Proboszczem był tam ks. T., który uchodził za dziwaka i skąpca. Był oszczędny, zebrał spory majątek – także ze spadków – i stale się obawiał, że zostanie okradziony. Rzeczywiście stało się tak parokrotnie, skutkiem czego zrezygnował on w końcu z probostwa, ale pozostał w Kukizowie przy zaprzyjaźnionej rodzinie S., otrzymując skromne locum.

I właśnie tam nastąpiło wydarzenie, którego skutkiem było skomplikowane i długotrwałe dochodzenie: pewnej nocy miał miejsce napad, w którym wykradziono księdzu gotówkę i papiery wartościowe, część spalono, a on sam został dotkliwie poraniony. Sprawa została podjęta przez prokuraturę, komisję sądową i lekarzy. Jako sprawców podejrzewano członków rodziny S., były jednak mocne argumenty przeciw. W sprawę zaangażowało się wielu znanych prawników, dla których to wydarzenie stało się etapem w drodze do kariery zawodowej.

Autor nie opisuje do końca procesu, interesują go przede wszystkim oba przemówienia obrończe i zawarta w nich argumentacja prawnicza.                                              (AC)

 

*    Dziś dokumenty spraw lwowskich są zapewne trudniej osiągalne niż krakowskich, a nie oznacza to wcale, by we Lwowie toczyło się wtedy mniej ciekawych i ważnych spraw sądowych.

 

♦ Sławomir Koper wydał w Wydawnictwie Bellona (Warszawa 2011–2014) książkę: Ukraina – przewodnik historyczny – tragiczne dzieje – polskie ślady. Ciekawa książka, od której trudno się oderwać, składa się z 10 rozdziałów, których tytuły i śródtytuły są rozszerzeniem tytułu głównego:

1. Najbardziej polskie z miast

 2. Sześć wieków wspólnej historii

 3. Śladami bohaterów „Ogniem i mieczem”

 4. W kręgu Brunona Schulza

 5. Szlakami Wołynia

 6. Apokalipsa na Wołyniu

 7. Podole

 8. Mickiewicz, Eisenstein i Machulski (Odessa)

 9. Kijów i okolice

10. Sonety krymskie

Autor w swojej pracy wykorzystał wiadomości z około dwustu pozycji książkowych, opracowań naukowych i artykułów prasowych. Na końcu przytacza tę źródłową bibliografię. W poszczególnych rozdziałach znajdujemy bardzo ciekawe charakterystyki miast i miasteczek kresowych, sylwetki wybitnych ludzi mieszkających na tych terenach, opisy zabytków architektury i pamiątek narodowych, przeważnie zdewastowanych i ograbionych. Książka zawiera opisy wojen i bitew, które przez wieki prawie nieustannie toczyły się na terenach kresowych. Z książki poznajemy losy magnackich rodzin, takich jak: Radziwiłłowie, Wiśniowieccy, Potoccy, Mniszchowie, Sapiehowie, a także pasjonującą historię życia wielkiego artysty, jakim był Brunon Schulz. Okropne są opisy mordów ukraińskich nacjonalistów popełnianych na polskiej ludności na Wołyniu. Szczególnie cenne są wiadomości o odwecie ze strony oddziałów Armii Krajowej w obronie ludności polskiej.

Należy również wspomnieć o opisie Krymu i pobycie Adama Mickiewicza w Odessie. Wiedza zaczerpnięta przez autora z publikacji podanych w bibliografii została wzbogacona jego własnymi obserwacjami i doświadczeniami z podróży po Kresach RP. Dzięki temu lektura omawianego przewodnika może być przydatna każdemu, kto wybierze się w dłuższą podróż krajoznawczo-historyczną na teren dzisiejszego państwa ukraińskiego i kto będzie szukał śladów polskości i ludzkich losów.

Książka liczy wraz z fotografiami 442 strony.                          (DTS)

 

♦ Profesor dr hab. Klementyna Żurowska jest nestorką krakowskiej szkoły historii sztuki. Jej zainteresowania badawcze skupiają się na problematyce polskiej architektury przedromańskiej i romańskiej, czyli budowli z początków państwa polskiego. W historii architektury polskiej zapisała się jako badaczka i autorka fundamentalnych prac o rotundzie Panny Marii (Świętych Feliksa i Adaukta) na Wawelu, o romańskim kościele w Tyńcu, o kaplicy chrzcielnej i palatium na Ostrowie Lednickim, gdzie odkryła baseny chrzcielne datowane na trzecią ćwierć X wieku. Jest emerytowanym profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, wychowawcą wielu roczników historyków sztuki, członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności.

Prof. Klementyna Żurowska urodziła się w 1924 roku w Perespie (powiat sokalski), w majątku swoich dziadków. Dzieciństwo spędziła w Leszczkowie, który należał do jej rodziców, Karoliny z Kraińskich i Romana Żurowskiego. W grudniu 1942 roku wraz z rodzicami i dwiema siostrami została aresztowana w Warszawie i osadzona na Pawiaku. Następnie wraz z matką i siostrami wysłana do obozu na Majdanku, gdzie zmarła jedna z jej sióstr. Później została przewieziona do Ravensbrück. Po wyzwoleniu zdała maturę w Szkole ss. Niepokalanek w Szymanowie i podjęła studia historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1952 roku uzyskała magisterium z historii sztuki na podstawie pracy napisanej pod kierunkiem profesora Wojsława Molego i rozpoczęła pracę w Państwowych Zbiorach Sztuki na Wawelu. Następnie, po trzyletnim pobycie za granicą i studiach w Poitiers we Francji, podjęła pracę w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego.

W roku 1964 doktoryzowała się na podstawie dysertacji Rotunda Panny Marii na Wawelu, a w roku 1971 uzyskała habilitację, której podstawą była rozprawa Romański kościół benedyktynów w Tyńcu.

W latach 1961–1965 brała udział w pracach wykopaliskowo-architektonicznych w opactwie benedyktynów w Tyńcu, a w latach 1987–1991 kierowała pracami badawczymi na Ostrowie Lednickim, zwieńczonymi doniosłymi odkryciami. Wyniki badań na Ostrowie Lednickim zostały opublikowane w tomie U progu chrześcijaństwa w Polsce. Ostrów Lednicki, t. 1–2, Kraków 1993.

Mimo zaawansowanego wieku profesor Żurowska jest nadal aktywna naukowo.

Książka Profesor Klementyny Żurowskiej Z Leszczkowa w świat jest tomem wspomnień i należy do gatunku „książek mówionych”, gdyż została w całości nagrana na dyktafon. Jest to nie tylko autobiografia, ale również saga rodzinna. Książka ta spełnia także kryteria epopei, ukazując losy pewnej generacji na tle dramatycznych wypadków dziejowych. Dzieje Profesor Żurowskiej i jej rodziny to przykład losów całej rzeszy Polaków.

Swoistym symbolem tych losów jest pled, który wykorzystano w projekcie okładki. Został on wyprodukowany w fabryce założonej w Leszczkowie przez ojca Profesor Żurowskiej, Romana Żurowskiego, według projektu jej matki Karoliny z Kraińskich Żurowskiej. Profesor Żurowska znalazła go w szpitalu obozowym w Ravensbrück, gdzie leżał rozłożony na podłodze. Z tym pledem pieszo wróciła do Polski i przechowuje go do dziś.

Wspomnienia Profesor Żurowskiej to równocześnie publikacja z historii polskiej historii sztuki, odsłaniająca szczegóły doniosłych odkryć naukowych. Dla historyków sztuki to także wzór kształtowania warsztatu naukowego poprzez podróże, dzieła sztuki, lektury.

 

Andrzej Włodarek

 


Taki smutny zbieg okoliczności: właśnie wtedy, gdy przygotowywaliśmy niniejszy numer CL z artykułem A. Włodarka o znakomitej historyczce sztuki, mediewistce, profesorze UJ – Klementynie Żurowskiej, nadeszła wiadomość o Jej śmierci. Stało się to 8 maja 2015 r.

Pani Klima – tak ją nazywano w rodzinie i wśród przyjaciół – miała 91 lat. Mieliśmy nadzieję, że któregoś wtorkowego wieczoru spotkamy się „Pod Gruszką” na Jej prelekcji wspomnieniowej. Nie zdążyliśmy. Jej odejście to wielka strata dla nauki polskiej, to wielka szkoda dla naszego wschodniomałopolskiego środowiska.

Na marginesie: Podobnie stało się nieco wcześniej ze śp. Marią Dayczak-Domanasiewicz (w tym numerze pisze wspomnienie o niej prof. Paweł Pencakowski).

 

♦ We Wrocławiu w 2014 r. ukazała się książka pt. Z Podola w świat Krystyny Kołodziejczyk z domu Kurzej. Są to szkice do historii rodziny Kurzejów, opracowane na podstawie pamiętnika Kazimierza Kurzeja przez córkę Krystynę, wzbogacone przez jej siostrę Irenę Pytel oraz tzw. przyszywaną siostrę Wandę Sułkowską-Myśliwiec. Krystyna po znalezieniu pamiętnika ojca uznała, że opisane w nim zdarzenia wraz z tłem historycznym nie mogą ulec zapomnieniu*.

Ojciec autorki Kazimierz Kurzej urodził się w 1895 r. w Płoskirowie jako najstarszy syn w wielodzietnej rodzinie. Dzieciństwo spędził na Podolu w kilku miejscowościach, gdzie jego ojciec był dzierżawcą i zarządcą majątków ziemskich. W pamiętniku znajdują się szczegółowe opisy prac gospodarskich, przyrody, dziecięcych zabaw oraz polowań. Kazimierz najpierw uczęszczał do wiejskich szkół o niskim poziomie nauczania, a potem do średniej szkoły w Płoskirowie i Kamieńcu Podolskim, w którym zdał maturę w 1915 roku. Zapisał się na Politechnikę Warszawską. W związku z działaniami I wojny światowej po oddaniu Warszawy Niemcom rząd carski wszystkie wyższe uczelnie ewakuował w głąb Rosji. Politechnikę Warszawską przeniesiono do Moskwy. Przyjemne wspomnienia młodego studenta z Moskwy dotyczą zaledwie roku. Wiosną 1916 wydany został carski dekret poboru studentów do wojska rosyjskiego. Kazimierza wysłano na szkolenie na Syberię do Irkucka. Podróż z postojami trwała 2 tygodnie i była całkiem miła. Zachwycał się przyrodą, klimatem, jeziorem Bajkał i rzeką Angarą. Po ukończeniu szkoły oficerskiej dostał przydział do pułku w Tiumeniu. W 1917 następuje wyjazd na front. Nastroje w wojsku coraz bardziej niebezpieczne, rewolucyjne – wiece, pochody. Pociąg zatrzymał się na stacji Smyga pod Krzemieńcem i tu podjął Kazimierz decyzję o usunięciu się z wojska przez fikcyjne leczenie w szpitalu. Nawiązał kontakt z rodziną. Dowiedział się o zamordowaniu ojca po stronie rosyjskiej.

Wstąpił do Wojska Polskiego. Brał udział w walkach, w czasie których został ranny. Rodzina przedostała się do Polski – poprzez Lwów do Krzemieńca. Kazimierz Kurzej jako osadnik wojskowy zakłada gospodarstwo w Podhajcach koło Krzemieńca. Następuje stabilizacja życiowa, ale tylko do 1939 roku. Gospodarstwo jest zasobne, wzorcowe, ze specjalnością hodowli ryb. Dzieci uczą się w Krzemieńcu i we Lwowie. Dom jest gościnny. Kwitnie życie towarzyskie.

Po 17 września 1939 rodzina przenosi się pospiesznie z Podhajec do Krzemieńca, a potem na stronę niemiecką, do Krakowa. Dzięki temu uniknęła represji ze strony sowieckiej.

W czasie II wojny i po niej Kazimierz Kurzej pracował w kilku miejscowościach, wykorzystywał swoje doświadczenie w zakresie hodowli ryb. Zmarł w Warszawie w 1966 roku.

W książce znajdują się dodatkowe rozdziały autorstwa Ireny Pytlowej, Krystyny Kołodziejczyk i Wandy Myśliwiec, które uzupełniają obraz życia w okresie międzywojennym oraz dziejów rodziny.

Ilustracją do tego jest około 140 fotografii rodzinnych.                                          (DTS)

 

*    Pracami redakcyjnymi i wydawniczymi zajął się Zdzisław Nosowski z Warszawy.

 

♦ W 2013 roku w Warszawie, nakładem członków Koła Krzemieńczan w Towarzystwie Przyjaciół Warszawy oraz krzemieńczan rozsianych w różnych częściach Polski, ukazała się książka-album pt. My Krzemieńczanie jako zbiór krzemienieckich wspomnień pod redakcją Wiesława Nosowskiego.

Jest to wybór artykułów drukowanych wcześniej w „Życiu Krzemienieckim”*. Redaktor dokonał wyboru 22 tekstów drukowanych w latach 2006–2011 i podzielił je na trzy grupy: 1. dotyczące Liceum Krzemienieckiego („Liceum” – 5 tekstów); 2. dotyczące ludzi związanych w różny sposób z Krzemieńcem („Ludzie” – 10 tekstów); 3. dotyczące życia w Krzemieńcu i jego wołyńskim otoczeniu („Miasto na Wołyniu” – 7 tekstów).

Wymienione teksty są osobistymi wspomnieniami autorów, którzy żyli na tamtej ziemi, pracowali tam, uczyli się, uczestniczyli lub animowali życie społeczne, albo też są narracjami z drugiej ręki na podstawie opowiadań przodków i nagrań dźwiękowych. Wszystkie teksty są przyczynkami do historii miasta i regionu, z powołaniem się na unikalne dokumenty i zdjęcia z rodzinnych archiwów – głównie przedwojennych, ale też współczesnych.

We wstępie do książki red. W. Nosowski poinformował, że sam nie jest krzemieńczaninem, ale od 1997 roku po poznaniu środowiska stał się jego sympatykiem. I dalej napisał: Przez cały ten okres obserwowałem, że ludzie do niego [środowiska] należący z dumą eksponują swoje związki z tym miastem. Robią to nawet potomkowie krzemieńczan, którzy mimo odejścia co najmniej jednego pokolenia czują się z Krzemieńcem i Wołyniem emocjonalnie związani.

Tytuł publikacji My Krzemieńczanie wskazuje na to, że treść dotyczy przede wszystkim ludzi pochodzących z Krzemieńca, ich najrozmaitszych losów i dróg życiowych, ale mających wspólny pierwiastek wyniesiony z Wołynia i Liceum Krzemienieckiego.

Na końcu wydawnictwa – jako dowód mrówczej pracy redaktora – znajduje się indeks osób zawierający ponad 800 pozycji oraz indeks miejscowości i nazw geograficznych z ok. 500 pozycjami.

Osobisty stosunek niżej podpisanej do publikacji wynika z tego, że ponad połowę autorów znałam lub znam, a wiele relacji o opisanych wydarzeniach znałam z przekazów rodzinnych.

Danuta Trylska-Siekańska

 

 

 

*    „Życie Krzemienieckie” wychodzi od 1991 co pół roku w Poznaniu jako organ Polskiego Towarzystwa Miłośników Krzemieńca i Ziemi Krzemienieckiej im. Juliusza Słowackiego i jest współczesną kontynuacją miesięcznika społecznego pod tym samym tytułem, który wychodził w Krzemieńcu w latach 1931–1939.