Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Jan Forowicz, OCHRONKA W SKOLEM

 

Wszystko zaczęło się od pomysłu pani Marii Srokowskiej, żony starosty skolskiego, osoby wrażliwej na powojenną niedolę ludzką, i współpracy z panem o nazwisku Kochański, pełniącego funkcję komisarza ustanowionego na czas pozaborowy, prawdopodobnie przez Lwowski Komitet Zarządzający. Kończyła się I wojna światowa. W domach i na ulicach wciąż wiele biedy. Mąż pani Marii, dr Józef Nowina-Srokowski, w 1917 roku sprawujący w Skolem funkcję administracyjną, miał masę swoich zajęć. Organizował skolskie ogniwa władzy odrodzonego państwa polskiego. Ale chociaż mocno sprzyjał i tej inicjatywie, jego małżonka sama wybrała się do Lwowa, do siedziby sióstr Zgromadzenia Bożej Opatrzności i poprosiła o pomoc w urządzeniu „Bezpłatnej Kuchni” dla ubogich.

Dlaczego do tego właśnie Zgromadzenia? Państwo Srokowscy byli rodziną jednej z sióstr. Zapewne pokrewieństwo skłoniło Srokowskich do skierowania swej prośby właśnie do Zgromadzenia Sióstr Opatrzności Bożej. Pełniejszą odpowiedź daje lektura powołania Zgromadzenia Sióstr Opatrzności Bożej. Powstało we Lwowie w 1857 roku, a więc w omawianym czasie, po 60 latach zdążyło już okrzepnąć organizacyjnie.

Za cel stawiano sobie wychowanie i kształcenie dzieci i młodzieży żeńskiej osieroconej oraz zaniedbanej wychowawczo i moralnie, prowadzenie szkół, przed­szkoli, domów dziecka, internatów i zakładów naukowo-wychowawczych. Siostry służyły też pomocą rodzinom wielodzietnym, niepełnym, rozbitym i potrzebującym wsparcia.

 

Pierwsze trzy siostry

Odpowiadając na prośbę, przełożona generalna matka Monika Różańska deleguje do Skolego kilka sióstr zakonnych. Magistrat przydziela im dom. I tak w Skolem zaczyna zakorzeniać się prowadzona przez siostry zakonne nowa instytucja pomagająca tym, którzy sami jeszcze sobie radzić nie ­potrafili. Instytucja stopniowo rozbudowywana. W pierwszym okresie pomocy udzielano nie pytając, kim są potrzebujący. Następne inicjatywy skierowane były już do dzieci polskich wyznania rzymskokatolickiego.

We Lwowie na przełożoną w Skolem wyznaczono s. Wincentę Schongut. W celu pomocy przybyły z nią siostry Bonawentura Kaźmierczak i Feliksa Spaleniak. Trzy siostry stworzyły jadłodajnię i – jak wynika z kroniki – do marca 1918 roku codziennie wydawały po 120–150 obiadów.

Ta początkowo tylko „Bezpłatna Kuchnia” obrosła potem w kilka innych, dużo chyba ważniejszych dzieł. Zakonnice okazały się zdolnymi organizatorkami. Powstała jeszcze Ochronka, czyli coś więcej, niż się po dzisiejszemu rozumie dom dziecka czy przedszkole. Wkrótce dobroczynność sióstr staje się powszechnie znana. W miasteczku wieści krążą szybko.

O pomoc, oprócz osób dorosłych, zaczyna prosić dzieciarnia. Miały je nie tylko wykarmić, ale także zastąpić ognisko domowe. Ochronka zaczyna działać już we wrześniu 1917. W tym roku zaopiekowano się szesnaściorgiem maleństw. Za dwa czy trzy lata w placówce jest ich już 27. W okresie dwudziestolecia wojennego wokół zakonnic skupiało się 40–50 wychowanków.

 

Skromne początki

Skąd czerpią środki na rozwijanie tej działalności? – od pierwszej chwili siostry wspiera grupa skolskich Polaków. Część z nich zadeklarowała nawet stałą składkę. Ale wciąż nie było dość pieniędzy. Przypomnijmy, że – na domiar złego – w tych pierwszych latach zaczyna się coś psuć w gospodarce, są już pierwsze oznaki hiperinflacji opanowanej dopiero w 1924 roku. Z pomocą spieszy zatem Zarząd Dóbr barona Groedla, posiadacza wielkiego gospodarstwa leśnego w tej okolicy. Dostarczał drewna na opał, paszy dla krów i odstąpił kawałek ziemi pod uprawę ziemniaków.

Od 1919 roku z Krakowskiego Funduszu Biskupiego środki na zakup żywności przydzielał ksiądz Jan Jasiński, proboszcz skolski. Sytuacja materialna poprawiła się radykalnie, gdy do placówki zaczęły z Ameryki napływać dary Polonii. Przypomnijmy, do udzielenia pomocy charytatywnej z Ameryki wezwał sam Ignacy Paderewski. Oprócz jedzenia dzieciarnia miała wtedy dość ubrań i bielizny. Niedługo potem, gdy siostry przyjęły kolejne dzieci….

 

Pożar

W październiku 1920 Ochronkę i całe Skole spotkało nieszczęście. W nocy wybuchł pożar, który mimo pośpiesznego ratunku pochłonął połowę domu. Dzięki Bogu dziatwa nie doznała szwanku na zdrowiu. Niestety jedna z sióstr, Bonawentura, tak się tej nocy przeziębiła, że zapadłszy na zdrowiu, po kilkutygodniowej chorobie zmarła.

Zdewastowana siedziba nie może stanowić dachu nad głową. Kuria Metropolitalna stwierdza fakt: Skole, mimo natychmiast udzielonego siostrom wsparcia starostwa zapewniającego tymczasowe schronienie i wykonanie odbudowy, nie ma odpowiednich warunków mieszkaniowych. W kwietniu 1921 roku poleca powrót sióstr do macierzystego klasztoru we Lwowie. Ale mieszkańcy Skolego proszą o zmianę decyzji. Nie dopuścili do ich wyjazdu motywując swoje stanowisko słowami: z obawy, że siostry już nie wrócą.

I znowu daje o sobie znać polski zmysł organizacyjny. Odbudową zajmuje się ksiądz proboszcz Edward Szczepanek. Ówczesny starosta Emil Golczewski rozwija w całej Małopolsce akcję pozyskiwania potrzebnych funduszy. Rozpisuje tzw. listy składkowe. Wnet zaczęły napływać datki. Baron Groedl zadeklarował wsparcie w postaci kolejnych dostaw wszelkich materiałów drzewnych. Budowa ruszyła wiosną 1921. Szybko powstał drewniany dom z sześcioma salami i kaplicą. Wkrótce siostry mogły w dobrych warunkach kontynuować swe zadania.

 

Komitet Ochronki

Gdy ustała pomoc amerykańska, w Skolem powołano do życia komitet dla przysporzenia funduszu. Prezesem został pan Karol Dudra. Komitet przyjął nazwę Stowarzyszenie „Polska Ochronka w Skolem”. W statucie czytamy, że pozostaje ono pod szczególnym patronatem rzymskokatolickiego Ordynariatu Metropolitalnego we Lwowie. Oczywiście zarówno w dokumentach założeniowych, jak i w praktyce zawsze eksponowany był cel placówki w postaci takich działań wobec dzieci, aby kiedyś wyrosły na mądrych obywateli, czuły potrzebę jedności w państwie polskim, z poszanowaniem zasad religii katolickiej. W zapisie statutowym prowadzenie powierzone zostało kwalifikowanym siłom sióstr Zgromadzenia Bożej Opatrzności. Do sposobów działania, oprócz sprawowanej opieki bytowo-wychowawczej, zaliczano wtedy m.in. urządzanie przedstawień i wykładów. Prowadzi się też szwalnię, czyli – jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli – działalność gospodarczą na małą skalę. Samo Stowarzyszenie zobowiązuje się do rzetelnego przestrzegania ustawodawstwa Rzeczypospolitej.

Czym wtedy gospodarowali? Majątek Stowarzyszenia stanowiła działka nr hipoteczny 901 w Skolem, budynek oraz inwentarz ruchomy: żywy i martwy. Dbając o dobro finansowe placówki członkowie Stowarzyszenia zobowiązali się do składki stałej lub wniesienia jednorazowej znacznej wpłaty rocznej. Statut był napisany wg najlepszych wzorców. Przewidywał różne sytuacje, a nie był przegadany w treści. Jak czytamy w statucie, spory pomiędzy członkami rozstrzygał „superarbiter” wyłoniony z sądu polubownego.

 

Regulamin

Siostry pracowały przy dziatwie w sposób ustalony powołaniem. Potrzebne było ustabilizowanie zasad działania. Całe przyjazne otoczenie starało się je wspomagać także regulacjami prawno-organizacyjnymi. To świadczy o działalności obywatelskiej. Po rejestracji statutu sporządzony został m.in. Regulamin Polskiej Ochronki dla Dzieci w Skolem. Przewidywał czytelny tryb przyjmowania do placówki. Dotyczyło to sierot zupełnych i – w miarę możliwości – półsierot. W Ochronce można było pozostawać najdalej do 18 roku życia. O przyjęciu na pełne utrzymanie z zapewnieniem wyżywienia i odzieży decydował odpowiedni wydział Stowarzyszenia. Zapisane zostały również dość nowatorskie na owe czasy zadania, a m.in. szczególnie ważne utrzymanie higieny. Personel – czytamy – stanowią siostry jako wychowawczynie i instruktorki przysłane przez Generalną Przełożoną na prośbę Stowarzyszenia. Pełnią codzienne dyżury. Są też nauczycielkami. Ich wysiłek nie jest wynagradzany.

Dzieci dzielono wg grup wiekowych. Te od 2 do 7 lat traktowane były jak przedszkolaki i wychowywane metodą freblowską, czyli w dbałości o równomierny rozwój fizyczny i umysłowy. Dzieci w wieku od 7 do 14 lat posyłano do miejscowej szkoły podstawowej.

Z biegiem lat działalność sióstr cieszy się coraz większym uznaniem Skolaków. Zgłaszane są nowe inicjatywy zmierzające do poprawy warunków działania. Z dokumentów z 1934 r. dowiadujemy się, że wspomniana realność nr hip. 901 przy ul. Marszałka J. Piłsudskiego nr 1 w Skolem zostaje przekazana formalnie jako darowizna na rzecz Stowarzyszenia Sióstr Zgromadzenia Bożej Opatrzności we Lwowie. Równocześnie nakłada się na obdarowane obowiązek postawienia w przedniej części ogrodu dwupiętrowego, murowanego gmachu odpowiedniego na pomieszczenie 40 wychowanków względnie sierot bez różnicy płci. Budowa musi się zakończyć jesienią 1935 roku. Umów dotrzymano.

 

Zasłużone, a za mało znane

Co wiemy o siostrach tam pracujących? Trudno o pełne dane, zwłaszcza po siedemdziesięciu kilku latach. Ks. Łukasz Walawski, obecny proboszcz odrestaurowanego przez jednego z poprzedników, ks. Jana Nikla, kościoła parafialnego pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Siedmiu Boleści w Skolem, gromadził materiały do opracowania tego artykułu. Jest wśród nich kilka informacji o siostrach działających w Skolem.

 

s. Albina Maria Nespał, ur. 1900 we Lwowie, c. Franciszka i Michaliny Kaczorskiej. Do Zgromadzenia wstąpiła w 1925 r. Pierwszą profesję złożyła w 1928, a wieczystą w 1936 roku. W Skolem pracowała jako wychowawczyni w l. 1928–1931. Zmarła w 1999 w Łące k. Rzeszowa.

s. Bronisława Katarzyna Walkowiak, ur. 1889 w miejscowości Maciejowa, parafia Czerwona Wieś, Poznańskie, c. Mikołaja i Marianny Mieśkiewicz. Do Zgromadzenia wstąpiła w 1910, pierwszą profesję złożyła w 1913, a profesję wieczystą w 1919 r. W Skolem pracowała w kuchni w l. 1928–1933. Zmarła w 1962 w Łące k. Rzeszowa.

s. Paula Pelagia Dyga, ur. w 1871 w Chorzowie, c. Franciszka I Doroty Ellgott. Do Zgromadzenia wstąpiła w 1883 we Lwowie; pierwsza profesja w 1897 r., profesja wieczysta w 1904 r. W latach 1929–1932 była w Skolem przełożoną. Zmarła w 1962 r. w Bytomiu.

s. Władysława Waleria Babicz, ur. w 1899 r. na Jamajce, c. Jana i Marii Dragon. Do Zgromadzenia wstąpiła w 1926; pierwszą profesję złożyła w 1929 r., a wieczystą w 1935 roku. W Skolem była wychowawczynią w latach 1929–1934. Zmarła w Przemyślu w 1985 r.

s. Germana Stefania Narojkowska, ur. w 1884 r. w Warszawie, c. Józefa i Emilii Siedleckiej. Do Zgromadzenia wstąpiła w 1906 r. Pierwszą profesję złożyła w 1909, wieczystą w 1916 r. W Skolem była przełożoną w latach 1926–1929. Zmarła w 1956 r. w Jodłowniku (obecnie Wodziław Śląski).

s. Małgorzata Maria Fila, ur. w 1889 r. w Sanoku, c. Szymona i Katarzyny z Solonów. Do Zgromadzenia wstąpiła w 1913 r. we Lwowie. Pierwszą profesję złożyła w 1916 r. we Lwowie, a wieczystą w 1922 także we Lwowie. Zmarła w 1956 w Międzyrzeczu Podlaskim.

s. Paula Helena Pawlak, ur. w 1906 w Łodzi, c. Jana i Marii Piechockiej. Do Zgromadzenia przyjęta w 1924 r., pierwszą profesję złożyła w 1927, a wieczystą w 1933. Zmarła w 1987 r. w Wielkiej Wsi.

W innym dokumencie pojawiają się jeszcze trzy nazwiska: s. Zygmunta Pieta, s. Bogusława Stefańska, s. Justyna Kiernoz. Wcześniej, korzystając z fragmentu napisanej w 1936 r. Kroniki Zakładu SS. Opatrzności w Skolem autorstwa ks. dra Alojzego Jougana, profesora Uniwersytetu im. Jana Kazimierza, przeczytaliśmy o pierwszej trójce sióstr delegowanych do Skolego w 1917 r. Były to wspomniane już s. Wincenta Schongut, przełożona s. Bonawentura Kazimierczak i siostra Feliksa Spaleniak.

Te wszystkie osoby wymieniam, ponieważ pojawiły się w dostępnych mi materiałach, trzeba przyznać, dość fragmentarycznych. Z kwerendy dokumentów archiwalnych Zgromadzenia, którą przeprowadziła siostra Wenancja Marta Jednac wynika, że w Skolem przez cały okres działalności placówki pracowały 34 siostry Zgromadzenia. Wielkie dzięki, Siostro, za pomoc! Dopiero ta liczba ukazuje skalę pracy wykonanej przez Zgromadzenie na rzecz skolskiego przedsięwzięcia charytatywno-wychowawczego. Zgodnie wspomnimy te wspaniałe zakonnice. Czytelniku, racz zwrócić uwagę, z ilu miast przybyły one do Skolego!

 

Kres kładą wspólnie obaj agresorzy

Po wybuchu II wojny światowej we wrześniu 1939 do Skolego wkraczają najeźdźcy rosyjscy. Sztab okupacyjny działający zgodnie z wytycznymi NKWD usiłuje przerobić całe Skole na sowiecką modłę. Za chwilę popsują wszystko, co zbudowała II RP. Ochronka zostaje rozwiązana, bo przecież okupant już obwieszcza, że w jej miejsce Kraj Rad da miasteczku namiastkę tzw. „sadeczek dietiej”. W takim „sadeczku” – jak zapowiadają – będą po wsze czasy czcić Lenina i Stalina. Na czas zmian organizacyjnych szefem mianują dobranego gościa, z zawodu szewca.

Nie tak dawno wzniesiony budynek Ochronki użytkuje teraz Armia Czerwona. Siostrom nakazano wyprowadzenie się i zdjęcie szat zakonnych. Wolno im w cywilnych ubraniach pracować u bardziej majętnych ludzi. Wśród wychowanków narasta poczucie niepewności losu. Część musi wrócić do rodzin.

 

Sowietów wypierają Niemcy

Latem 1941 do Skolego wchodzi Wehr­macht. Niemieckie władze okupacyjne zwracają siostrom bardzo już zniszczony przez Rosjan budynek Ochronki. Czyżby byli bardziej ludzcy od Moskali? Nie chwal dnia przed zachodem słońca. Po wznowieniu działalności spokój nie nastał na długo.

W krótkim czasie pod okupacją niemiecką siostry skutecznie odtwarzają dzieło po sowieckiej destrukcji. Trzeba nawiązać kontakt z rozproszonymi wychowankami. Małą grupką dzieci opiekują się siostra przełożona Małgorzata Filak i s. Paula Pawlak jako kucharka. A siostry Zygmunta Pięta, Bogusława Stefańska i Justyna Kiernoz – nadal w świeckim przebraniu – wynajmują się do pracy u ludzi lepiej sytuowanych. Bardzo pomaga ówczesny proboszcz.

Jest to jednak czas wojny. Wtedy co chwila dochodzi do sytuacji ekstremalnych. Mamy przykład cywilnej odwagi. Siostra Filak podejmuje szczególne ryzyko. Na poddaszu udziela schronienia rodzinie żydowskiej. W spisanych wspomnieniach jednej z wychowanek czytamy, że dla „braci starszych w wierze” narażała własne życie. Po latach autorka napisze: Wyobrażam sobie, jak truchlała, kiedy my małe głuptasy dowiedziałyśmy się o istnieniu Żydów i że w każdej chwili może się coś stać wskutek możliwego niezachowania tajemnicy przez dzieci, że mogą wpaść Niemcy. Gestapo mieściło się w bliskim sąsiedztwie Ochronki. Pan Bóg miał nas w swojej opiece od początku do końca.

W sierpniu 1944 w całej dolinie Oporu i po wzgórzach otaczających Skole rozlega się kanonada artyleryjska, słychać wybuchy bomb. We wspomnieniach czytamy: W budynku zastukały podkute buty Niemca. Za chwilę walenie w drzwi. Po otwarciu s. Filak usłyszała: Brać tylko tyle, ile się samemu uniesie, i marsz na dworzec kolejowy.

 

Roboty przymusowe i poniewierka

Niemcy wywieźli część osób do Reichu. Transportowali towarowymi (wtedy mówiło się bydlęcymi) wagonami. Wśród wywiezionych Skolaków dwie siostry i kilka wychowanic. Podróż trwa 9 tygodni.

Po drodze rozdzieliły się. Z przytaczanych już wspomnień wynika, że siostra Filak i dwie dziewczynki z wagonu towarowego wysiadły w Austrii. Potem oddano je niegodziwemu Niemcowi do prac przy zbiorach rolnych prowadzonych od świtu do nocy. Dziewczynkom – trzynastolatce Zosi Sacher-Metropolit i pięciolatce Jance Sobolewskiej, siostra dla bezpieczeństwa każe tytułować się mamą.

Razem trafiły następnie do obozu pracy przymusowej. Przeszły gehennę.

Na kim się tak znęcano? Kilkunastoletnia wtedy Zofia Sacher-Metropolit była praktycznie sierotą. Gdy przyjmowano ją do Ochronki liczyła dwa lata. Wprawdzie żył jeszcze ojciec, zwykły robotnik, ale bez szans na zapewnienie czwórce dziatwy nawet skromnych warunków życia. Oddana więc została pod opiekę s. Małgorzaty Filak, przełożonej, i wychowawczyń: s. Zygmunty Piety i s. Bogusławy Stefańskiej. Kucharzyła im s. Justyna Kiernoz. Pod ich okiem zaczęła dorastać. Pamiętam tamte dni, pisze Zosia. Czułam się kochana. Może dlatego, że byłam taka mała.

W chwilach najcięższych myślały o czymś przyjemnym, o skolskiej Ochronce. Przypominały sobie, że zajęcia dziewcząt obejmowały naukę kroju i szycia, haftu i robót artystycznych. Że urządzano wycieczki do Lwowa. Bardziej uzdolnione wychowanki po ukończeniu szkoły siedmioklasowej posyłano do nieodległego Stryja. Mieszkały wtedy u sióstr serafitek. Wspominały, że znane Zosi starsze koleżanki zostały tam przygotowane m.in. do prowadzenia prac biurowych i następnie znalazły zatrudnienie w Skolem. Że niektóre pojechały uczyć się w Warszawie.

 

Koniec wojny, a w Skolem już nie będzie Ochronki

W rezultacie haniebnych postanowień układu jałtańskiego Skole znalazło się poza granicami państwa polskiego. Moskwa zaczyna instalować w miasteczku komunizm, pacyfikuje banderowców, stawia swoje pomniki. W działaniu instytucji kościelnych oznacza to odcięcie kontaktów Polski ze Skolakami i demontaż wielu cennych, przedwojennych inicjatyw.

Rozproszone siostry tak pięknie zapisane w historii Skolego odnajdują drogę powrotną, ale już nie do tego miasteczka. Dachu nad głową udzielają im ośrodki zakonne w Polsce. Po zakończeniu II wojny światowej wraca siostra Filak, a z nią dwie dziewczyny Janka i Zosia, której pamiętnik cytowałem. Wróciła również siostra Paula z Węgier. Zakonnice zamieszkały w Międzyrzecu Podlaskim. Obie wychowanice skierowane zostały do placówek zakonnych w Przemyślu, gdzie otrzymały opiekę i wykształcenie.

 

Nastał nowy wiek XXI. Już nie ma wielu wymienionych w artykule osób duchownych i świeckich. Tym bardziej warto zachować w pamięci ich zasługi położone w II Rzeczypospolitej dla małego miasteczka Skole.