Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

POEZJA

Marian Hemar

Elegia Lwowska

 

Niechaj mi język uschnie, niechaj mi ręka uschnięta

Piórem zapomni wodzić i w palcach go nie utrzyma

Jeślibym ciebie zapomniał, o Jeruzalem święta

O miasto nieszczęśliwe. Ty, umarłemi oczyma

Moich rodziców, ojca mego lwowianina,

Matki mojej lwowianki, patrzysz na mnie z daleka,

Z dalekości tak wielkiej, że już tam się zaczyna

Bliskość, obecność, szumiąca za oknem nocy, jak rzeka.

I tam Czas nie przemija. W powietrzu zawisnął, czeka –

Anioł znieruchomiały w zaczarowanym mieście –

Nad Mickiewiczem, lirę biorącym z rąk Anioła.

I obaj tak zastygli w tym posągowym geście.

 

O miasto moje, o Lwowie, twój krzyk mnie po nocy woła.

Słyszę cię coraz bliżej, rozumiem coraz przytomniej;

Wołasz mnie głosem matki. Poznałem jej głos, to ona,

Spoza śmierci pamiętna, ponad śmierć uśmiechnięta,

Powtarza mi: Nie zapomnij. Czy słyszysz? Nie zapomnij.

 

Jakże mi ciebie zapomnieć, o Jeruzalem święta,

O miasto, w żadnym na świecie nie odszukane mieście,

O matko, niczyjem na świecie sercem niezastąpiona.

 

Jak jest gorzki, jak łatwy jest łzawy egotyzm

Ludzi wydziedziczonych i z domu wyzutych

I zapatrzonych w przeszłość, i żalem zatrutych

I skazanych do śmierci na ten patriotyzm

Wspomnień i sentymentów i skargi dziecięcej.

 

Słyszą – przez noc londyńską szumi wiatr podolski –

A on coś ważniejszego szepce im, coś więcej

Niż wróżby o terminie powrotu do Polski.

Wieje przez noc londyńską i w snu półświadomość

Jak chorągiew trzepoce i jak orzeł kwili,

Że tam – w kącie Europy – w tem mieście – w tej chwili

Czas wstrzymał dech.

 

W posągu straszna nieruchomość

Anioł, na skrzydłach ciemnych, z lirą w ręku zlata –

Król poetów twarz podniósł ku anielskiej twarzy

I w tej chwili, w tem mieście zdradzonym, się waży

Los ziemi i los nieba. Los ludzi i świata.

 

Albo tę lirę polscy odbiorą poeci,

W mieście polskim, jak lira rzewnym, śpiewnostrunem –

Albo Anioł znad Lwowa, znad świata odleci

I drzwi nieba za sobą zatrzaśnie – piorunem!

 

Poezjo, na cóż ciebie na świecie potrzeba?

Na co potrzebne twoje zawiłe meandry?

Na to jedno – byś głową biła o mur nieba!

Abyś płakała krzykiem szalonej Kasandry!

Byś dłonią wiecznie wierną, do hańby niezdolną,

Piórem w krwi umaczanem pisała dokument,

W którym, na wszystkie krzywdy jeden znasz argument;

Zabraniam! Nie ustąpię! Nie wolno! Nie wolno!

Żebyś jak pies się kładła i wyła u proga,

Gdy Bóg zechce go minąć mimo nas i bez nas.

Bo ty jedna poruszyć umiesz serce Boga –

Poety, zdradzonego przez dzieło Swe – przez nas.

 

Niechże mi język uschnie, niechże mi ręka uschnięta

Piórem nie włada. Niech wiersz zgaśnie mi w serca popiele

Jeślibym ciebie zapomniał, o Jeruzalem święta!

O miasto moje! O matko moja! O mój Aniele.