Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Kornel Ujejski, NA OBCHODZIE JUBILEUSZOWYM

urządzonym dla poety we Lwowie dnia 18 października 1893 r.

 

W pismach, jakie otrzymałem, i w tych przemówieniach, których tu ze wzruszeniem słuchałem, wszędzie góruje myśl uczczenia we mnie nie tylko poety, ale i dobrego syna ojczyzny – a dla Polaka najwyższy to tytuł i uznanie. I wielką jest mi to radością, że naród rozumiał moją duszę i wie, że poezja nie była dla mnie ukochaną sztuką, ale jednym z narzędzi, którym posługiwałem się najchętniej w pracy narodowej. Więc i teraz będę naprzód mówić o tym, czym pełna polska dusza moja.

Z tej Woli Wszechmocnej, co stworzyła świat z niczego, dany został człowiekowi w udziale jej atom. Drobina tej Woli, w ćwiczeniu i wytężeniu rosnąca, staje się nieraz przerażająco potężna. W świecie materii góry przenosi i zdobywa niebo. Nie ma upadku, nie ma klęski, z których by wolą silną wydobyć się nie można. Szatan, gdyby chciał, stałby się na powrót archaniołem.

Znane są cudowne ocalenia niektórych więźniów. Z ciemnic, otoczeni grubymi murami, wyłamywali się oni na światło i wolność. Czym drążyli, czym przebijali mury? Niczym – zębem, pazurem, znalezionym przypadkowo ćwiekiem. Tego dokonuje obezwładniony, pojedynczy człowiek. Miałażby mniej mocy zbiorowa wola spętanego całego narodu?! Z kajdan wyrwane i rozłamane ogniwa niech zaostrzy na ćwieki, a po latach pracy pękną i rozlecą się mury jego niewoli! Kto dobrze słucha, ten słyszy z grobów i z błękitów odzywające się do nas głosy: Chcecie mieć Polskę? Chcecie mieć ojczyznę wolną, nie tylko wolną, ale miłą Bogu ojczyznę?... Na to jedyna rada: CHCIEJCIE!

Zawiodło mnie życie. Ja tak silnie wierzyłem, że doczekam Polski, albo przynajmniej będę jak żołnierz, co umierając na polu bitwy patrzy na zapał armii zapowiadający bliskie jej zwycięstwo. Na co nie czekałem, przed czym, jak wiadomo, usunąć się chciałem, to mnie spotyka: spadają na mnie chwała i zaszczyty. Chwała, ona mi gorzka, bo mój naród w poniżeniu. Zaszczyty nigdy mnie nie nęciły – lecz przyjmuję je z głęboką wdzięcznością, bo pod ich pokrywą miłość rodaków dla mnie, która mnie rozrzewnia, ta wspaniałomyślna, prawie rozrzutna miłość serc polskich, co przyznając zasługi nie liczy się z wyrazami i nagrodą. Kiedy stanie mój duch przed sądem Boga, powiem: Kochało mnie wielu w moim narodzie, dla tej miłości odpuść mnie, Panie, winy moje człowiecze. I sądzę, że stawiając tę miłość jako orędowniczkę przed Stwórcą moim, uczczę ją tym najlepiej.

Wszystko tu zmienne i znikome, wszystko przemija, i najgłośniejsza sława przemija. I nic nie stosowniejszego jak wyraz „nieśmiertelny” przyczepiony do dzieł ludzkich. To tylko trwa, to tylko ma wieczną wartość, co człowiek na usługach wielkiej idei dla swego ducha zarobi. A ten szczęśliwy i błogosławiony, kto tym dorobkiem z bliźnimi podzielić się może i wzbogaci ich dusze podnosząc je i doskonaląc.

Dzielić się dobrem to zawsze radość, a często i obowiązek. Z radością spełniam go dzisiaj, bo część wieńców, które otrzymałem, odnoszę myślą na cmentarz w Chyrowie i składam na zapomnianym grobie Józefa Nikorowicza, twórcy muzyki Chorału. Tak mało naród wie o nim, a przecież ta muzyka silniej, bo szerzej od słów działa. A trzeba i to wiedzieć, że nie moje słowa natchnęły Nikorowicza, ale jego utwór muzyczny mnie natchnął. W czasie kiedy zacząłem pisać Skargi Jeremiego, i w innej pierwotnie formie, odwiedziłem go, jako miłego przyjaciela w Boiskach pod Lwowem i zagrał mi wtedy świeżo skomponowany swój chorał. Do głębi wzruszony uniosłem tę muzykę w uchu i w duszy, i jeszcze tego samego dnia napisałem do niej słowa. Polecam wdzięcznej pamięci rodaków współtwórcę Chorału.

A teraz chciałbym podziękować. Niechże idzie słowo proste, szczere, nasze, słowo najtreściwsze i najwymowniejsze, co nigdy pustym wyrazem stać się nie może: Bóg zapłać! Bóg zapłać miastu Lwowowi i Radzie Miejskiej, temu miastu, którego prawie jestem dzieckiem, bo w nim się wychowałem; innym miastom i instytucjom; przyjaciołom, którzy zawiązali się w grono, aby – mimo mojej prośby o zaniechanie tego zamiaru – przeprowadzić ten jubileusz; rodakom na naszej i na obcych ziemiach, od których otrzymywałem słowa miłości i uznania; ach, i tym, na ziemi srogiego ucisku, którzy nie cichym jękiem, a głosem pełnym hartu i wiary w odrodzenie ojczyzny także do mnie przemówili – wszystkim za wszystko: Bóg zapłać!

Podziękowałem – a i tak mi to nie wystarcza! Jakże bym chciał, choć w myśli, do gorącej miłością piersi przycisnąć kogo!... A więc wszystkich dobrych Polaków w różnych obozach politycznych, którzy w czystości ducha pracują dla Polski, wolni od niskich ambicji i celów osobistych. Boże, błogosław ich pracy, a co w niej spaczone – prostuj!

Żyj Polsko!

 

CHORAŁ (1 zwrotka)

 

Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej

Do Ciebie Panie bije ten głos,

Skarga to straszna, jęk to ostatni,

Od takich modłów bieleje włos.

My już bez skargi nie znamy śpiewu,

Wieniec cierniowy wrósł w naszą skroń,

Wiecznie jak pomnik Twojego gniewu,

Sterczy ku Tobie błagalna dłoń!

 

 

 

Tekst autora oraz jego Chorału pochodzą z tomiku: Kornel Ujejski, Wybór poezji i prozy, wyd. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1992, w ramach Biblioteki Narodowej – pierwsze wydanie 1921.