Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017

Marian Hemar, POINT OF NO RETURN

 

Niedawno temu, ściślej

We czwartek, w dniu 6 kwietnia

Coś zaszło w moim życiu

Co mnie tak uszlachetnia.

 

A w każdym razie zmienia

Na lepsze, że moralnie

Fizycznie i psychicznie

I intelektualnie

 

Jestem innym człowiekiem.

W dniu 6 kwietnia z rana

Skończyłem lat sześćdziesiąt.

Jest to doniosła zmiana.

 

I w głowę zachodź i dumaj,

I z myślami się poraj,

Już ty nie ten sam Hemar,

Co o tej porze – wczoraj.

 

Za moich lat młokosich,

Pierwolirycznych, lwowskich,

Za moich lat wesołych,

Warszawskich, quiproquowskich,

 

Kiedy ja byłem zdolnym,

Obiecującym wygłupem –

Poeta w podobnym wieku

Właściwie był żywym trupem.

 

Na wyrku zwiędłych laurów,

Na wawrzynowym zgliszczu,

I w najlepszym wypadku

Mówiłem do niego „Mistrzu”.

 

Sędziwy mistrz na świeczniku,

Pośród innych obwiesiąt

Ramolał w oczach. Ja właśnie

Skończyłem lat sześćdziesiąt.

 

* * *

Skończyłem lat sześćdziesiąt

I myślę: Boże złoty,

Toż nie zrobiłem jeszcze

Połowy mojej roboty.

 

Ni jednej trzeciej, ani

Jednej mizernej ćwierci,

Takim wciąż niedorosły,

A tak już blisko śmierci.

 

Kalendarz mi się zepsuł,

Okropnie mnie to peszy,

Że coraz gorzej chodzi,

Coraz bardziej się śpieszy.

 

Coraz bardziej się śpieszy,

Coraz mniej mnie to bawi.

A gdzież ten kalendarmistrz,

Który mi go naprawi?

 

Wiersze nienapisane

Jak kukułcze pisklęta

W głowie – kto je nakarmi?

Kto spisze? Kto spamięta?

 

Tyle wciąż do nauki,

Wciąż jeszcze nic nie umiem,

Jakbym zaczynał umieć,

Jakby przez mgłę rozumiem.

 

Co czuł stuletni Tycjan,

Kiedy westchnął głęboko:

„O, Boże dopiero teraz

Wiem jak malować oko”…

 

* * *

Jeszcze mi trzeba pięciu

Lat… Jeszcze chyba dziesięciu

By się lepiej wyrobić

W poetyckim zajęciu.

W tym rzemiośle tak trudnym

Jeszcze choćby piętnastu

Krótkich lat…Twarz strapioną

Zwracam ku memu miastu.

 

Po gwiazdach jak po kamieniach

W ciemnej rzece, do Lwowa

Brnie moja sentymentalna

Zaduma urodzinowa.

 

* * *

Nie szkoda mi dzieciństwa,

Nie minęło daremnie.

Łzy, strachy, śmiechy, nauki,

Wszystko zostało we mnie.

 

Nie szkoda mi młodości,

Była trudna i chmurna

I melodramatyczna,

I pewna siebie i durna.

 

Lepiej że już mnie nie męczy,

Wawrzynami nie łudzi,

I po nocach nie włóczy

I romansami nie nudzi.

 

I nie żal mi, że minął

I już mi się nie liczy

Mój wiek męski, wiek klęski,

Wiek wiary i goryczy.

 

Już mi żałoby nie ujmie,

Pociechy mi nie doda.

Skończyłem lat sześćdziesiąt.

Jeśli mi czego szkoda –

 

Jeśli czego żałuję,

Jeśli się o co boję –

Czy mi wystarczy czasu

By ujrzeć znów miasto moje?

 

To jedno mam przed sobą

Najważniejsze zadanie

Niedokończone. Czy mi

Życia starczy na nie?

 

Do kogo zwrócić słowa strachu,

Nadziei, protestu?

Ile mi lat jeszcze trzeba?

Dziesięciu? Piętnastu? Dwudziestu?

 

* * *

Wierszyki, jak pajęczynę

Na niebie marzeń rozwlekam.

Jeśli ja nie wrócę,

Jeśli ja nie doczekam –

Może mój wiersz co niektóry,

Może mój wiersz co dziesiąty

Odnajdzie drogę do Lwowa,

Odszuka znajome kąty,

 

Nie zmienione w pamięci,

I wszystkie je pozdrowi

I ode mnie do kolan

Ukłoni się Lwowowi.

 

Może jaka piosenka

Jak ćma między lwowskie latarnie

Poleci w wieczór wiosenny,

A gdy ją Lwów przygarnie

 

I pozna i przytuli

I będzie jak swoją nucił –

To przecież wszystko jedno –

To tak jakbym ja sam wrócił!

 

* * *

Kto leci nad oceanem,

Ten w trakcie swego lotu

Mija punkt w pewnej chwili,

Z którego nie ma powrotu.

 

„Punkt bezpowrotny” – tak to

Technicznie się nazywa

To znaczy, że wszystko jedno

Czy dość, czy nie dość paliwa,

 

Czy stery, silniki, świece

W porządku, czy nie w porządku –

Już jest bliżej do końca

Drogi niż do początku:

 

Nie ma powrotu. Więc nie ma

Paniki, żalu, rozpaczy.

Co to znaczy? Że trzeba

Lecieć dalej, to znaczy

 

Że póki lecisz dalej

Na swoim kursie zwłaszcza,

Dopóty reszta życia

Niezmiernie się upraszcza.

 

* * *

Skończyłem lat sześćdziesiąt

I lecę w jedną stronę,

I całe życie nareszcie

Mam bardzo uproszczone.

 

Chciałbym wszystkich przyjaciół

Zapewnić, że niestety

Starość ma swoje wielkie

Powaby i zalety.

 


„Wiadomości” nr 19 (788), 7.5.1961