Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016

Ks. prałat Dariusz Raś, HOMILIA 22 XI 2015

Przewielebni kapłani, dyrekcje szkół, poczty sztandarowe, lwowiacy, krakowianie, wszyscy, którzy zgromadziliśmy się tutaj, drodzy bracia i siostry, w tym kościele Mariackim.

Dzień dzisiejszy. Wiemy dobrze, że kiedy myślimy o Chrystusie Królu, usiłujemy nakreślić geograficznie i symbolicznie rozmiary królestwa Jezusa Chrystusa, ale dzisiejsza ewangelia mówi wprost: „Królestwo moje nie jest z tego świata”. Królestwo nie jest z tego świata, bo gdyby ono było, to Jezus na tym świecie pewnie nie zostałby wydany. Jego królestwo nie jest stąd.

Moi drodzy, Chrystus Król mówi nam w tym wielkim święcie, gdzie jest Jego królestwo. Ono jest w niebie, ono jest niebieskie, ono jest królestwem Bożym, ale przebłyski tego królestwa możemy rozpoznawać tutaj na ziemi. Po pierwsze one są w naszych sercach, w sercach ludzi ochrzczonych i w sercach wszystkich ludzi dobrej woli. Bóg bowiem naznaczył swoistym DNA każdego człowieka. Każdy jest wezwany do czynienia dobra, do postępowania w świętości, w uczciwości, w prawdzie. l tu jest początek królestwa Chrystusa. Dziękujemy za takiego Króla, który nie jest tyranem, który wzywa nas w wolności do aktu wiary. l który zaprasza nas do siebie jak ojciec czekający na swoje dzieci w progu domu, jakby wzywał z dalekiej podróży z ziemi do siebie. Takie jest nasze przeznaczenie. l tenże Król, który podał swoje ręce na krzyżu, jakże On przez swoją krew uwalniając nas od naszych grzechów nie rozumie, dlaczego tutaj się spotkaliśmy. Może On najbardziej rozumie. Chcemy Bogu dziękować za życie wielu młodych ludzi, którzy przed prawie stu laty hojnie oddali swoje życie za ziemską Ojczyznę. Którzy za swoje miasto, Lwów, za język polski, za kulturę polską oddali młode serca. Kiedy przychodzimy do Chrystusa Króla możemy Mu powiedzieć, a nawet zapytać Go: jak się mają oni teraz, tam w ojczyźnie niebieskiej. Ci wszyscy, którzy przynajmniej w dwóch falach oddawali swoje życie, bo mianem Orląt lwowskich określa się młodych mieszkańców Lwowa, którzy wobec braku we Lwowie regularnych oddziałów wojskowych Wojska Polskiego i w listopadzie 1918 roku ochoczo walczyli o miasto z oddziałami wojsk ukraińskich, ale też jako młodzi ochotnicy walczyli na przedpolu miasta z Armią Czerwoną, z armią Budionnego w czasie wojny polsko-bolszewickiej latem 1920 roku. W skład oddziałów młodych Polaków wchodzili studenci, robotnicy, urzędnicy, uczniowie, harcerze, chłopcy i dziewczęta. Aż 2640 nie przekroczyło 25 roku życia, najmłodszy miał 9 lat. Jeden z nich, trzynastoletni Antoś Petrykiewicz, został najmłodszym w historii kawalerem Orderu Virtuti Militari. Do powstania legendy Orląt Lwowskich przyczyniła się wielce postawa harcerek i harcerzy, zarówno lwowskich, jak i z całego kraju, którzy masowo wzięli udział w obronie Lwowa i granicy wschodniej. Wedle niepełnych danych zginęło wówczas ponad 70 przedstawicieli różnych drużyn harcerskich pochodzących z tak odległych od Lwowa miast jak np. Janek Łączkowski lat 16 z Wielunia. Obrona Lwowa w czasie wojny polsko-bolszewickiej miała miejsce gdy l Armia Konna pod dowództwem Siemiona Budionnego naciskała na Lwów. Bitwa pod Zadwórzem na przedpolu Lwowa, w której 17 sierpnia 1920 r. zginęło 318 z 330 walczących ochotniczo Orląt lwowskich, wzywa nas do specjalnych listopadowych wypominek za każde z tych istnień. Tak jak mówię, przynajmniej dwie fale Orląt lwowskich możemy dzisiaj wspominać. „Żyli, walczyli do rana, do złotych słońca zórz, ale bez Jurka Bitschana, bo Jurek nie żył już” – to jedno z krótkich pięknych wspomnień wierszowanych, które przetrwały do naszych czasów. Trzeba bardzo nam pamiętać, bo pamięć to nie tylko obowiązek, ale przede wszystkim nasz przywilej. Przez wiele lat nie można było w sposób otwarty mówić o tamtych czasach.

Wspominaliśmy tutaj w bazylice, wraz z wielu ludźmi, żołnierzy wyklętych. Tych, którzy walczyli przeciwko armii bolszewickiej, również nie zawsze można było w sposób otwarty i piękny wspominać, a zbliżamy się do setnych rocznic tych wielkich, przynajmniej z dwóch wspominanych pod nazwą Orlęta Lwowskie, pięknych kart historii. l nie wspominamy tego, aby budzić niepokój serca, aby budzić jakąkolwiek niechęć, broń Boże, nienawiść. Chcemy tym bardziej uczyć się patriotyzmu, uczyć się bycia chrześcijaninem, który potrafi bronić swojej Ojczyzny, aby zasłużyć na Ojczyznę Niebieską, aby stanąć kiedyś w przyszłości, po najdłuższym i dobrym życiu, przed swoim Królem. Lwów porównywany był do Rzymu, Kraków też, ale to o Lwowie pisano: „Jak Rzym na siedmiu wzgórzach wznosi się miasto, które ma lwa w herbie i lwa w sercu”. Rzeczywiście ta pamięć o Lwowie, o miejscu wielkiej, ojczyźnianej pięknej miłości zostaje po tej stronie, w Krakowie, w Częstochowie, a zwłaszcza może we Wrocławiu. Kossak również namalował słynny obraz Orlęta­ – obrona cmentarza.

Lwów od XIV wieku należał do Polski, był miastem zamieszkiwanym w większości przez ludność polską. Z danych z roku 1910 wiemy dobrze, że ponad połowę Lwowa stanowili Polacy. Na 206 tysięcy mieszkańców 105 tysięcy stanowili Polacy, 97 tysięcy – byli to Żydzi, a 36 tysięcy to Ukraińcy. W uznaniu bohaterskiej postawy i zasługi mieszkańców Lwowa dla Polski miasto to jako jedyne w Polsce udekorowano przed wojną przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego krzyżem Virtuti Militari. 11 listopada 1920 roku ta uroczystość miała miejsce właśnie we Lwowie przed kolumną Mickiewicza. Pamięć o czynie Orląt Lwowskich, z których jeden nieznany z nazwiska jest pochowany w grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie, jest czczona w Polsce, miejsce zaś ich spoczynku my zawsze będziemy traktować jako Campo Santo – święte miejsce.

Dzisiaj zanosimy modlitwę do Chrystusa Króla i wiemy dobrze, że to On uwalnia nas od nienawiści, uwalnia nas od niechęci do tych, którzy w niesprawiedliwy sposób uczynili krzywdę ludziom walczącym o wolność, broniącym wolności języka i kultury. Chcemy do tego, który jest Alfą i Omegą, wołać za nich i nie chcemy opłakiwać ich beznadziei, że się spotkamy z nimi tam, gdzie nie ma już głodu, gdzie nie ma cierpienia, choroby i gdzie nie sięga zło. Niech Bóg nas prowadzi w tej wielkiej pielgrzymce życia do Jego królestwa, gdzie spotkamy się z wielkimi przyjaciółmi, których dzisiaj wspominamy, z wielkimi Polakami, którzy oddali swoje życie jak młode orlęta.