Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016

Stanisław Starzewski, Z ŻYCIA LWOWSKIEJ MŁODZIEŻY SZKOLNEJ

przed listopadem 1918*

 

Od kiedy zacząłem zajmować się polityką, trudno mi ustalić ściślej, bo zainteresowanie się historią ojczystą, a zwłaszcza walkami o niepodległość, zawdzięczam przede wszystkim atmosferze domu.
Od najmłodszych lat zaczytywałem się w książkach historycznych i wraz z ojcem uczestniczyłem w najrozmaitszych obchodach i manifestacjach patriotycznych. Toteż w przededniu wojny, wbrew zakazom rodziców, jako 14-letni chłopak zapisałem się do Drużyn Bartoszowych, gdzie po kryjomu pełniłem funkcję gońca roznoszącego wezwania do starszych, ćwiczących już karabinem, kolegów.
Później, gdy uzyskałem formalne zezwolenie rodziców, z dumą maszerowałem na ćwiczenia na końcu oddziału udającego się codziennie rano sprzed kwatery komendy Drużyn Bartoszowych na Górę Kortumową. Niestety, młody wiek i słabe zdrowie nie pozwoliły mi osiągnąć zaszczytu ćwiczenia starym wendlem, a gdy nastał dzień wymarszu Legionu Wschodniego ze Lwowa, żegnałem go na Sygniówce za „czerwonym mostem”, skąd odszedł na zachód marszem ubezpieczonym, ja zaś z kwitkiem zostałem odprawiony do domu.
Wojna, ustawiczne przemarsze wojsk przez Lwów, coraz to nowe wieści w sprawie polskiej powiększały zakres moich zainteresowań. Gdy w 1916 r. znalazłem się z powrotem na ławie szkolnej w IV Gimnazjum Głównym, wówczas losy Polski stały się głównym ośrodkiem zainteresowań licznego grona moich przyjaciół. W r. 1916 w 6 klasie zakładam ja i moi koledzy: Adam Chorąży, Adam Richter, Marian Franczuk, Jerzy Rafałowski i Kazimierz Kocowski, tajne koło samokształceniowe, które szybko rozwija się obejmując uczniów młodszych klas IV gimnazjum. Do grona kierowników koła wchodzą uczniowie 5 klasy, a to Stanisław Hornung, Stanisław Maresch i Stanisław Hubert. Układamy statut i wynajmujemy w tajemnicy dwupokojowy lokal w willi przy ul. Potockiego 32, gdzie odbywały się tajne zebrania**.
Założone przez nas w IV Gimnazjum koło nie posiadało żadnych kontaktów z jakąkolwiek organizacją polityczną, nie pozostawało też w żadnym bezpośrednim związku z innymi zakładami szkolnymi we Lwowie. Ten stan rzeczy istniał do czasu wypadków wywołanych zabiciem śp. Mariana Czerkasa 2 lutego 1918 r.
W tym dniu obradował we Lwowie zjazd Kół Pracy Narodowej, na którym miano powziąć uchwały nie całkiem idące po linii uchwał Koła Polskiego z 16 maja 1917 r. Przeciwko temu zjazdowi zorganizowano we Lwowie manifestację, jednakże, jeśli idzie o udział młodzieży, w szczególności zaś młodzieży IV Gimnazjum Głównego, to o organizowaniu tej manifestacji nie była ona poinformowana.
Przypadkowo w dniu tym z kolegą swoim Janem Łuczkiewiczem byłem w mieście i przechodząc koło pomnika Mickiewicza znalazłem się w manifestującym tłumie. Spod pomnika przemawiał do zebranych jakiś młody człowiek. Po przemówieniu uformował się pochód. Szedłem na jego końcu, toteż gdy w połowie ul. Kamiennej (obecnie ul. Kubali) pochód został wstrzymany przez kordon policji, byłem bezpośrednim świadkiem sceny strzelania do tłumu. Rozległy się strzały naraz z kilku stron, tłum rozbiegł się, jezdnią biegł policjant i strzelał z rewolweru. Wypierany z ul. Kamiennej przez policję, tłum cofnął się z powrotem w ul. Batorego. Pod naporem tłumu cofnąłem się parę kroków wstecz i tu przed kamienicą na ulicy Batorego potknąłem się o leżących na ziemi śp. Czerkasa i Wodzickiego.
Wniesiono ich do bramy. Czerkas nie dawał żadnych znaków życia, natomiast Wodzicki, ciężko ranny w głowę, leżał nieprzytomny. Długi czas oczekiwano na pomoc lekarza. Wreszcie zjawiła się policja i pogotowie, zaczęto usuwać publiczność. Wzburzony do głębi wróciłem późnym wieczorem do domu, kolportując po drodze wśród spotkanych studentów wiadomość, że „Prusacy zabili dwóch studentów”.
Wiadomo bowiem już było, że oprócz wspomnianego przeze mnie policjanta strzelano również do tłumu z okien kamienicy znajdującej się przy ul. Batorego, naprzeciw wylotu ul. Kamiennej, w której to kamienicy kwaterowali Niemcy.
Nazajutrz rano, a było to po dniu świątecznym 2 lutego, przed rozpoczęciem nauki zaczęliśmy się w IV Gimnazjum naradzać, co w wytworzonej ostatnimi wypadkami sytuacji zrobić, i postanowiliśmy na pierwszej pauzie zwołać w tej sprawie wiec studentów całego gimnazjum. Zaznaczam, że działaliśmy bez jakiegokolwiek porozumienia z organizatorami manifestacji w dniu 2 lutego i chcieliśmy na własną rękę urządzić demonstrację z powodu zabicia Czerkasa. Zrealizowanie tych zamiarów ułatwiło w wysokim stopniu przybycie pod budynek gimnazjalny uczniów II Szkoły Realnej. Nauka została przerwana, a młodzież – na wezwanie członków tajnego koła – opuściła gimnazjum. Naszej agitacji przypatrywał się dyrektor gimnazjum Wincenty Śmiałek, a gdy po opróżnieniu gimnazjum wraz z dwoma kolegami zakomunikowałem mu przyczyny i motywy naszego postępowania, oświadczył: „Czyńcie tak, jak wam nakazuje sumienie”***.
Opuściwszy budynek szkolny, udaliśmy się w pochodzie wraz z młodzieżą z II Szkoły Realnej pod pomnik Mickiewicza, gdzie odbyła się manifestacja. Wśród zgromadzonej pod pomnikiem młodzieży puszczono wiadomość, że po południu odbędzie się zebranie delegatów młodzieży poszczególnych gimnazjów w budynku VIII Gimnazjum przy ul. Czarnieckiego. Udałem się tam wraz z kilku kolegami.
Zebranie nie wyglądało na przygotowane, toteż ja i Zdzisław Stahl z gimnazjum A. Mickiewicza ujęliśmy inicjatywę w swoje ręce i po zagajeniu przeze mnie zebrania wybrany zostałem jego przewodniczącym. Po rozpoczęciu obrad okazało się, że część delegatów zebrała się w budynku III Gimnazjum przy ul. Batorego, wobec tego postanowiliśmy się tam udać. Później dopiero, gdy zostałem „wtajemniczony” do tajnej Organizacji Młodzieży Narodowej, zorientowałem się, że zebranie w VIII Gimnazjum było zainicjowane przez koła zbliżone do POW, zebranie zaś w III Gimnazjum – przez Organizację Młodzieży Narodowej. Szczęśliwym trafem, a może i dlatego, że inicjatywa przeszła w ręce ludzi nienależących w tym momencie do żadnej organizacji, nastąpiło chwilowe zjednoczenie obu grup.
Zebranie delegatów młodzieży w III Gimnazjum wybrało komitet gimnazjalny, któremu początkowo przewodniczyłem ja, a gdy ta organizacja utrwaliła się, przewodnictwo objął Kazimierz Gluziński, zaawansowany już w tajnej Organizacji Młodzieży Narodowej. Wyłoniono również specjalny komitet dla urządzenia pogrzebu śp. Czerkasa. W skład tego komitetu wszedł prof. Aleksander Medyński, Zdzisław Stahl i podpisany. Komitet Miedzygimnazjalny został ściągnięty na teren Czytelni Akademickiej i tu wkrótce poszczególni członkowie, a m.in. Stahl i ja, wciągnięci zostaliśmy do tajnej Organizacji Młodzieży Narodowej.
Niewątpliwie wypadki lutowe z 1918, tzn. śmierć Czerkasa oraz wielka manifestacja Organizacji Młodzieży Narodowej Lwowa, dały okazję do poważnego rozszerzenia jej wpływów na młodzież tych gimnazjów, w których dotychczas żadnej tajnej politycznej organizacji nie było. Jednakże i po tych wypadkach nie we wszystkich gimnazjach Młodzież Narodowa miała swoje komórki organizacyjne i te braki starano się uzupełnić przez zachowanie organizacji nielegalnego Komitetu Miedzygimnazjalnego.
Oczywiście tajna organizacja IV Gimnazjum Głównego weszła w tym okresie w skład tajnej Organizacji Młodzieży Narodowej. W lokalu przy ul. Potockiego odbywały się odtąd zebrania tajnej organizacji narodowej, w której uczestniczyli przedstawiciele wyższych stopni organizacyjnych w osobach akademików Stefana Mękarskiego i Lecha Gluzińskiego.
Dalszym etapem działalności tajnych organizacji na terenie lwowskich szkół średnich była akcja bojkotu cesarskich galówek. Trwała ona ze zmiennym nasileniem do końca roku szkolnego 1917–18, wywołując niejednokrotnie bardzo poważne konflikty między młodzieżą a profesorami i między samą młodzieżą, wśród której nie brak było gorących wyznawców reżimu austriackiego. Akcja ta została również wznowiona po wakacjach we wrześniu 1918 i jakkolwiek Komitet Miedzygimnazjalny przestał działać, to jednak współdziałanie wszystkich gimnazjów we Lwowie odbywało się dzięki kontaktom między POW a tajną Organizacją Młodzieży Narodowej. W lokalu przy ulicy Potockiego 32 odbywały się wspólne posiedzenia przedstawicieli obu organizacji, na których poruszano nie tylko sprawę usunięcia emblematów austriackich na budynkach szkolnych i zastąpienia ich polskimi orłami, ale zastanawiano się też nad przygotowaniem ewentualnej zbrojnej akcji na wypadek rozpadnięcia się Austrii. Ostatnie takie posiedzenie odbyło się w przeddzień zamachu ukraińskiego we Lwowie.
W zebraniu tym wziął udział śp. Roman Hayder, uczeń 6 klasy VIII Gimnazjum, i – o ile się nie mylę – również uczeń VIII Gimnazjum, Henryk Piątkowski.
Innym charakterystycznym bardzo objawem życia lwowskiej młodzieży szkół średnich było powstanie międzygimnazjalnego chóru lwowskiego pod nazwą „Harfa”. Chór ten powstał w r. 1916, a inicjatorami jego byli: Stanisław Kinalski, Marian Decowski, Gustaw Belohlavek, Józef Sołtysik, Marian Sajkiewicz i ja. Kierownictwo artystyczne spoczywało w rękach Romana Belohlavka. Próby odbywały się początkowo w domu Desowskiego, później w domu Kinalskich. Chór „Harfa” był, obok nielegalnego komitetu międzygimnazjalnego, drugą tego rodzaju międzygimnazjalną placówką, w której stykała się młodzież wszystkich lwowskich gimnazjów. Chór ten stał się wkrótce wielkim i dobrym zespołem śpiewaczym, który brał udział we wszystkich patriotycznych obchodach we Lwowie w ostatnich latach wojny i tuż po powstaniu Państwa Polskiego.
Niezapomniany pozostanie dla członków tego chóru koncert urządzony w Kołomyi przez tamtejsze panie z p. Dwernicką na czele dla rzekomego pomnożenia funduszów miejscowego Koła Pań Towarzystwa św. Wincentego a Paulo, a w rzeczywistości – zebrania funduszów na legionistów uwięzionych w Huszt. W wypełnionej po brzegi sali kołomyjskiej Kasy Oszczędności przeważały mundury oficerów armii niemieckiej i austriackiej, przybył również i generał austriacki Pflantzer Baltin.
Członkowie chóru „Harfa” niemal wszyscy wzięli udział w Obronie Lwowa. W czasie ciężkich przeżyć bojowych Lwowa członkowie „Harfy”, zarówno ci ranni, jak i ci walczący na odcinkach frontu lwowskiego, zbierali się na dorywcze koncerty organizowane w salach szpitala wojskowego Na Technice, gdzie pieśnią polską umilali rannym ciężkie godziny niemocy.
Wiele czynników składało się na wytworzenie tej atmosfery, w której mógł zrodzić się bohaterski czyn Obrony Lwowa i masowy w niej udział młodzieży lwowskich szkół średnich. Dom, szkoła, na którą tak lekkomyślnie nieraz narzekamy, a po tym dopiero organizacje ideowe.
Chwytali za broń i szli do boju ci, których żadna organizacja do tego nie zachęcała ani też nie przygotowywała.
Szli, bo ich tak przede wszystkim wychowały matki****.




*    Niniejszą relację napisałem celem uzupełnienia relacji Mieczysława Smereka pt. Z życia młodzieży lwowskiej szkolnej w latach 1917–1918 (Rocznik T-wa Bad. Hist. Obr. Lwowa, I, s. 24 sq.). Jestem bowiem tego zdania, że jakkolwiek autor usiłował opisać w tej relacji dzieje całej lwowskiej młodzieży szkolnej, to jednak nie rozporządzał całkowitym materiałem do przedstawienia tych dziejów, ponieważ znał tylko pewien odcinek życia młodzieży lwowskiej. W życiu organizacyjnym młodzieży szkół średnich we Lwowie w latach 1917–1918 brałem czynny udział i to nie tylko jako członek tajnej Organizacji Młodzieży Narodowej, ale uczestniczyłem w życiu tego odłamu, który zaczął się najpierw sam organizować, bez jakichkolwiek impulsów czy to ze strony POW, czy też ze strony młodzieży narodowej. Dlatego też pragnę fakty poruszone przez Mieczysława Smereka uzupełnić. Czynię to – podobnie jak Smerek – w formie opisu osobistych przeżyć i wspomnień (przyp. aut.).
**    Lokal ten wynajęliśmy dzięki życzliwemu ustosunkowaniu się do naszej akcji zarządcy realności, o której był poinformowany przez swego kuzyna Stanisława Hornunga (przyp. aut.).
***    Opis tych wydarzeń przez Mieczysława Smereka jest nieścisły, tak samo jak nieścisła wydaje się treść odpowiedzi dyr. Śmiałka, gdy przyjmował delegacje uczniów II Szkoły Realnej. Muszę stwierdzić, że dyr. Śmiałek nigdy ze swej strony nie czynił przeszkód w akcji politycznej, która od czasu śmierci Czerkasa miała miejsce wśród uczniów IV Gimnazjum (przyp. aut.).
****    Przechowuję u siebie list matki śp. Stanisława Koniuszewskiego, który niestety nie doszedł do syna. Szukałem go, by mu ten list wraz z medalikiem wręczyć, niestety znalazłem go już martwego, z przeszytą kulą karabinową głową. Zginął w Ogrodzie Jezuickim. Śp. Stanisław Koniuszewski, uczeń 8 kl. IV Gimn., nigdy nie należał do żadnej organizacji, a chwycił za broń jeden z pierwszych i poległ jeden z pierwszych (przyp. aut.).