Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017

POEZJA

Feliks Konarski

Trzy ziemie

 

Od lat jakże długich i trudnych

Wciąż ta sama na sercu troska:

Że tam gdzieś – zostały trzy ziemie:

Wileńska, Wołyńska i Lwowska.

 

Jak w nowych Księgach Pielgrzymstwa,

Genezis naszego tułactwa:

Trzy ziemie. Trzy ofiary

Największego na świecie łajdactwa!

 

Wymazali, skreślili z mapy,

Oddzielili drutów zasiekiem.

Nie mieli kruszyny litości

Nad ziemią i nad człowiekiem.

 

Człowieka wygnali z ziemi –

Ziemię człowiekowi wydarli.

Zostali w ziemi Ci tylko,

Którzy kiedyś wolnymi tu zmarli.

 

Kara ludzka ich nie dosięgła,

Nie ulękli się przeto i boskiej

I plądrują – i chodzą po ziemi

Wileńskiej, Wołyńskiej i Lwowskiej.

 

Wykarczować by chcieli korzenie,

Przeoraliby ziemię do spodu,

Żeby się tu nie mogło przypomnieć

Jej przeszłości i tego Narodu.

 

Który w ziemię tę wrósł od prawieków,

Który żył tu od dziadów-pradziadów,

Żeby nikt nie odnalazł tu więcej

Raz na zawsze zatartych śladów!

 

Przesiedlili, przegnali, wywieźli,

Oddzielili duszę od ciała,

Zapomnieli tylko o jednym

Przeoczyli – że ziemia została.

 

Ziemi, której ni wygnać, ni wywieźć,

Z której nadal z nadejściem wiosny

Zielonością w niebo strzelają

Buki, klony, topole i sosny!

 

I już gaj się rozszumiał, rozgadał

Po dawnemu – wileńską brzozą…

Łatwo było wysiedlić człowieka –

Ale brzóz – wszystkich brzóz nie wywiozą!

 

A tu las się po lwowsku rozśpiewał –

Po człowieku została scheda…

Łatwo było wysiedlić człowieka,

Ale lasu wysiedlić się nie da!

 

A tu chabry wśród zbóż modrookie

Ubarwiły tę ziemię żałobną…

Łatwo było wyplenić człowieka –

Ale chabry na nowo wyrosną.

 

Ani słońca nikt przegnać nie zdoła,

Ani wiatru nikt nie wyrzuci –

Bo i słońce na nowo zaświeci,

Bo i wiatr tu na nowo powróci!

 

Miasto da się przemienić, przestawić,

Można z każdą rozprawić się wioską,

Ale ziemia wciąż ziemią zostanie –

Tą Wileńską, Wołyńską i Lwowską!

 

I zostaną w tej ziemi mogiły

I te prochy zostaną, i kości –

Jako symbol dawnego dziedzictwa,

Jako prawo odwiecznej własności!

 

I gdy człowiek po latach tułaczki

Wróci tu z własnym synem lub wnukiem

I usiądzie znużony wędrówką –

Pod modrzewiem, topolą, sosną czy bukiem

 

Na tej ziemi żyjącej i żywej –

Wtedy nagle usłyszy z daleka,

Jak doń las po wołyńsku zagada…

Jak po lwowsku zaszumi mu rzeka.

 

Jak mu wiatr po wileńsku zaśpiewa

O przeszłości tej ziemi upartej,

Która burze najgorsze przetrwała…

O tej Polsce na części rozdartej.

 

Z mapy świata zmazanej – a przecież

Znowu całej. I wtedy zrozumie,

Że to ziemia go wita najmilsza

I usłyszy w gałęzi poszumie

 

Jak raduje się jego powrotem,

Czekająca na niego – ojcowska –

Jego ziemia, za którą tak tęsknił:

Ta Wileńska, Wołyńska i Lwowska!

 

Stanisław Baliński

Pieśń o kraju

 

Płynę do ciebie po nocy

Kraju mój śpiewny, uroczy

Tam chmurki drżały z tkliwości

A wiatr kołysał serdecznie –

O kraju mój, tyś mą miłością –

Wiecznie.

 

Tam był nasz dom i olszyny,

Kościółek stary i młyny

I bzy w liliowej poświacie,

O których pieśni mówiły

Że najpiękniejsze są w świecie –

Bo były.

 

Tam tajemnicze moczary

I cmentarz, przy nim dąb stary

I napolioński gościniec

Zarosły czasu wikliną –

Mówiono o nim, że płynie

Bo płynął.

 

Poeci przeszli tamtędy

Zmienili ziemię w legendy.

Gdzie spojrzeć – tam wschodzą słowa

Gdzie dotknąć – tam harfa jęknie.

O moja ziemio –

Śnij pięknie!

 

Każdy skądś przecie pochodzi,

Ten z Krymu, ten z Walii, ten z Łodzi,

A ja pochodzę od młodu

Z białośpiewnego ogrodu

Z doliny, olszyn i rzeki

Dalekiej –

 

Można mnie stamtąd wyrzucić!

Można mi kazać nie wrócić.

Można mnie z żywych wymazać,

Wygnać, przepędzić za płoty –

Ale jak można zakazać

Tęsknoty?

 

Nie martwy księżyc tam wraca,

To cień mój wodę ozłaca,

Nie woda w młynie tam szumi

To żal mój śpiewa, jak umie

I woła gorzką pociechą

Jak echo…

 

I płynę, płynę po nocy

Do ciebie, kraju uroczy.

Tam chmurki drżały z czułością

A wiatr kołysał bezpiecznie –

O kraju mój, tyś mą miłością

Wiecznie!