Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017

WERTUJĄC WYDAWNICTWA

Już wcześniej powiadomiliśmy Czytelników (w CL 4/15) o nieznanym nam dotąd (i trudnym u nas do dostania) comiesięcznym dodatku do tygodnika „Polska Niepodległa”) pt. „Polskie Kresy”. Ostatnio dotarły do naszych rąk numery z ubiegłego i tego roku. Numery mają po 16 stron i odnoszą się głównie do naszych utraconych Ziem Wschodnich – przede wszystkim Lwowa i Małopolski Wschodniej. Najwięcej miejsca poświęcono ludziom, co nam odpowiada, bo w innych pismach kresowych odczuwamy pewien niedostatek w tych tematach.

W numerze 2–8 IX ’15 czytamy na początku kilka artykułów o znaczeniu ogólnym. Najpierw ideowe znaczenia Dnia Jedności Kresowian przedstawiła E. Szakalicka, dodając jego program oraz Komitet Organizacyjny. Tu dygresja: wśród ponad 30 zgłoszonych towarzystw kresowch znajdujemy jedynie Oddział Poznański TMLiKPW, a innych oraz Zarządu Głównego brak. W swoim krótkim tekście red. Marcin Hałaś zauważa, że środowisko kresowe w Polsce wciąż wydaje się zbyt zatomizowane, oraz postuluje powołanie do życia – czy raczej przywrócenie – konfederacji organizacji kresowych, których jest sporo. Przypomnijmy, że paręnaście lat temu istniała taka Federacja, a jej prezesem był niezapomniany Stanisław Mitraszewski. Niestety FOK upadła jeszcze za życia Prezesa (co nie było jego winą!). Czy teraz udałby się powrót do tej idei?

M. Borzęcka zwraca uwagę, że polskie władze hojnie sponsorują u nas stypendia młodym Ukraińcom, a Polacy z Rosji i dawnych republik sowieckich oczekują sporo lat na umożliwienie powrotu do Polski.

Po tej serii artykułów dwa ciekawe tematy: Stryj, jego historia na tle wydanego VI tomu Kresowej Atlantydy S.S. Niciei, oraz profesor PL Roman Dzieślewski, „ojciec” lwowskiego tramwaju elektrycznego, w ujęciu A. Wilgusiewicza.

 

Mniej obfity w leopolitana (tu rozumiemy nie tylko Lwów, ale całą Małopolskę Wschodnią) jest nr 7–13 X ’15, poświęcony głównie Wileńszczyźnie wraz z Brasławszczyzną*. Tematykę lwowską akcentuje artykuł M. Hałasia Kresowe fotografie, czyli cząstki duszy. Głównym wątkiem tego tekstu jest fotografia lwowska, o której autor pisze, iż jest szczególna, albowiem Lwów to miasto dotknięte zagładą, apokalipsą… Metafora zatopionego okrętu wydaje się jak najbardziej uprawniona…

Drugi artykuł (H. Szczepańskiego), jaki nas tu zainteresował, to Karta z dziejów lwowskiej edukacji. Tekst dotyczy głównie sławnej szkoły Zofii Strzałkowskiej. Szkoła (przy ul. Zielonej) była uważana za najlepszą we Lwowie (obok Sacré Coeur).

Bogate leopolitana zawiera nr 4–17 XI ’15 (ale w równowadze z wilnianami). Oba nierozerwalnie związane z Polską, ale pada pytanie: które piękniejsze, w którym głębiej wyraża się polskość? Numer otwiera artykuł J. Szkurłatowicza Wilno i Lwów: dwa miasta – porównania wypadają jednak na korzyść Lwowa. Wilno jest mniejsze, bardziej kameralne. Lwów to wielki rynek, naznaczony ­rozmachem. To samo dotyczy cmentarzy: Łyczakowski, czterokrotnie większy od Rossy, jednak oba mają swoją bogatą historię i oba są żywym świadectwem polskich dziejów.

Kolejny tekst to Oddajcie nam Lwów (M. Ambrozik), który nawiązuje do wydarzeń polsko-ukraińskich 1918–19. Autorka przypomina, że minęło kilkadziesiąt lat, a Ukraińcy chcą, byśmy zapomnieli, że Lwów był od wieków miastem polskim, gdzie powstawała polska kultura, zapomnieli o rzezi wołyńskiej.

Potem artykuł o Kosowie Huculskim, niezwykłym uzdrowisku, gdzie bywały polskie elity, gdzie działał słynny dr Apolinary Tarnawski. A. Wilgusiewicz pisze o Panoramie dawnego Lwowa – w istocie modelu stworzonym przez arch. Janusza Witwickiego, a dziś wystawionym we Wrocławiu.

Numer zamyka na ostatniej stronie wielkie zdjęcie Jurka Bitschana oraz przypomnienie najmłodszych Orląt.

Pierwsze strony ostatniego numeru z 2015 r. (2–8 XII) dotyczą głównie Polaków zza Zbrucza (i odpowiednio z regionów płn.-wsch.). Dalej tematy związane z Małopolską Wschodnią: najpierw zwraca uwagę artykuł geograficzno-historyczny Jaremcze i Worochta (autor MH). Tekst przynosi ważne informacje, dziś ogółowi nieznane: pierwsza skocznia w Polsce powstała w Worochcie w r. 1922 (zakopiańska na Wielkiej Krokwi o 3 lata później). W latach 1890. zbudowano w Jaremczu wiadukt o rozpiętości głównego przęsła 65 m, który nie miał wtedy równego w Europie – twórcami byli inżynierowie z Politechniki Lwowskiej. W 1938 r. otwarto na Pop Iwanie obserwatorium astronomiczno-meteorologiczne, uważane wtedy za najnowocześniejsze w Europie.

Następny temat to wspomnienie (napisane przez red. M. Hałasia) o naszym wielkim poecie Zbigniewie Herbercie, którego z powodów politycznych ominęła literacka Nagroda Nobla. Istnieje ogólne przekonanie, że nagroda ta, przyznana wtedy Wisławie Szymborskiej, była nie tyle nagrodą dla niej, co przeciw Herbertowi.

Kolejne leopolitanum to artykuł A. Wilgusiewicza o ks. Michale Rękasie, który we Lwowie po I wojnie światowej stworzył Radiowe Apostolstwo Chorych – w tym coniedzielną i świąteczną audycję w Radiu Lwów Radio chorym i inne jeszcze audycje. Po II wojnie przeniesiono je do Katowic.

Na ostatniej stronie Redakcja zaprezentowała duże zdjęcie Tońcia – Henryka Vogelfangera (1904–1990) z najlepszych lwowskich lat. Szczepcio i Tońcio spędzili wojnę na Zachodzie, występowali w Czołówce Teatralnej WP na frontach i w Anglii. Zmarli w Polsce.

Przechodząc do kolejnego rocznika, zaczynamy od posiadanego nru 3–9 II ’16. Omówiono niezwykłą postać Marii Mireckiej-Loryś, stulatki urodzonej nad Sanem, ale wykształconej we Lwowie i po wojnie w Krakowie. Zaangażowana w ruch narodowy musiała opuścić Polskę i osiadła ostatecznie w Stanach Zjednoczonych. Przez wszystkie lata angażowała się w różne polskie organizacje i akcje na rzecz Polaków na wschodzie, była m.in. prezeską Koła Lwowian w Chicago. Niezwykle ciekawą biografię omówiły pp. D. Skalska i E. Szakalicka, z wielkim zdjęciem na okładce.

Dawniejszą historię prezentuje następny tekst biograficzny, o prof. Oswaldzie Balzerze, który – jak pamiętamy – uratował dla Polski po I wojnie tatrzańskie Morskie Oko. Pisze o tym M. Szwarc.

W ostatnim z wymienionych numerów znajdujemy najpierw bogato ilustrowany tekst o świetnym rzeźbiarzu Julianie Markowskim (1846–1903), który na cmentarzu Łyczakowskim umieścił – wśród szeregu innych rzeźb sepulkralnych – przepiękny nagrobek śpiącej kobiety, a także pomnik Jana Kilińskiego w lwowskim Parku Stryjskim.

Autorem artykułu jest red. M. Hałaś. Następne leopolitana:

–    o 360. rocznicy Ślubów Lwowskich pisze M. Borzęcka (napisaliśmy o tym także w innym miejscu tego numeru CL);

–    o Marianie Hemarze, poecie Lwowa, pisze M. Hałaś;

–    wielkie zdjęcie Wacława Kuchara z krótką notą biograficzną.

 

I jeszcze brzydki akcent, ale trzeba o tym pamiętać: w końcu kwietnia 2015 r. władze ukraińskie uznały Banderę i UPA bohaterami narodowymi. A my ich mamy bronić przed Rosją… Jak się skończy ta „nasza przyjaźń”?

 

 

*    Ziemia Brasławska to najbardziej na płn.wschód wysunięta część II RP i Wileńszczyzny.

 


 

Z Wrocławia nadszedł obszerny (140 stron A4) i niezwykle bogaty w treść nowy, 16. numer półrocznika „Biuletynu Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Drohobyckiej”.

Drohobycz i Ziemia Drohobycka należą do Małopolski Wschodniej, dlatego też wszystko, co dotyczy tego miasta i jego Ziemi, interesuje nas nie mniej niż sam stołeczny Lwów z zabraną również wschodnią częścią Ziemi Przemyskiej, Stanisławów z Pokuciem, Tarnopolszczyzna czy północna strona Karpat Wschodnich. Obszar Ziemi rozpościera się – z grubsza rzecz biorąc – między Dniestrem a rzeką Stryj.

Ziemia Drohobycka to przede wszystkim bogate niegdyś pokłady ropy naftowej. Dlatego też najważniejsze miejscowości tego regionu to sam Drohobycz z kopalniami i rafineriami ropy, Borysław z kopalniami, ale również przebogate uzdrowisko Truskawiec z wodami mineralnymi opartymi na nafcie ze słynną Naftusią na czele. Jest też wiele innych miejscowości ważnych dla wydobycia i przetwórstwa ropy.

Z Ziemią Drohobycką związanych jest sporo ludzi historycznie ważnych nie tylko dla swojego regionu lub całej Małopolski Wschodniej, ale wręcz dla całego naszego kraju. Krew tej ziemi płynie w żyłach wielu inżynierów, ekonomistów, twórców sztuki, wojskowych, oczywiście przede wszystkim Polaków, ale także Rusinów czy Austriaków. Górniczo-przemysłowy charakter regionu sprawił, że znalazło się tu wielu Żydów i po trosze innych narodowości.

O tym wszystkim rozpisują się kolejne numery Biuletynu SPZD, a ten omawiany – szczególnie.

Już na 1. stronie okładki znajdujemy wspomnienie o niedawno zmarłym, niezapomnianym Alfredzie Schreyerze (1922–2015) – zamieszczamy je osobno w tym numerze.

Aż dwa artykuły traktują o wsi Rychcice, która powstała w XII wieku, a parafia w niej – w połowie XV w. Przez wieki miały Rychcice różnych właścicieli, a od 1729 r. do II wojny światowej byli to hr. Bielscy. Ich pałac zbudował znakomity architekt warszawski Kam­setzer. O rodzinie ostatnich Bielskich – Juliuszu i Eleonorze (z ks. Jabłonowskich) pisaliśmy w CL kilkakrotnie. Mieszkańcy wsi zostali po wojnie wysiedleni m.in. do Jędrzychowa na Dolnym Śląsku; osiedli także w innych licznych miejscowościach.

Ukraiński profesor L. Tymoszenko pisze o herbie Drohobycza, kwestionując umieszczenie nad nim polskiego Orła. Dalej czytamy o harcerstwie drohobyckim; o lekarzu dr. B. Kozłowskim i szpitalu w Drohobyczu; o dworach w Urożu i Śniatynce.

Wymieniono polskich generałów związanych (urodzeniem lub działalnością) z Zagłębiem. Byli między innymi: Karaszewicz-Tokarzewski, Sosabowski, Rozwadowski i kilku innych. I dalej o 9. pułku ułanów mało­polskich oraz jego sztandarze. I wspomnienia żołnierza z Londynu. Dwa wspomnienia z Syberii. O Żydach ocalonych u rodzin drohobyckich.

Sztuka to przede wszystkim o Międzynarodowym Festiwalu Brunona Schulza w Drohobyczu, 2014. Dalej o malarzach w „zagłębiu malarskim”. l wystawa w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu pod pięknym tytułem Drohobycz – miasto jedyne na świecie.

To nie wszystko – jeszcze kilka wspomnień rodzinnych, a na koniec o książkach kresowych, recenzje i niestety – nekrologi, spis zmarłych…

To wszystko w jednym numerze półrocznika. Gratulujemy!