Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017

Sławomir Gowin, WILLA „SKIZ” I JEJ MIT

W numerze 14–15 z 2016 r. „Kuriera Galicyjskiego” ukazał się tekst i zarazem apel Jurija Smirnowa „W sprawie ratowania willi Ga­brieli Zapolskiej”. Nie polemizując z ideą – każdą próbę ratowania pamiątek przeszłości warto wspierać – trzeba przy tej okazji rozwiać kilka utrwalonych mitów, których wspomniany tekst także nie uniknął.

 

 

Jesienią 2016 roku przypadła okrągła, 110 rocznica powstania Moralności pani Dulskiej. To niezły pretekst do wnikliwego prześledzenia lwowskich losów Gabrieli Zapolskiej, zwłaszcza że łączyły ją z tym miastem relacje nie mniej skomplikowane od jej uczuciowych związków z mężczyznami. Lwów – podobnie jak mężczyzn – raz uwodziła, raz odpychała, porzucała, to znów doń powracała pośród kontrowersji, kaprysów i wzajemnych uprzedzeń. Spędziła tu jednak wiele twórczych lat, tutaj przyszły na świat jej najwybitniejsze dzieła. Tutaj wreszcie umarła, choć śmierć bynajmniej nie odesłała do grobu niezliczonych domysłów i plotek towarzyszących pisarce za życia. Przeciwnie, pojawiały się nowe, niektóre zaś okrzepły w powszechnej opinii jako „oficjalna wiedza”.

Wśród licznych mitów o Zapolskiej poczesne miejsce zajmuje willa „Skiz”. Zdarzało mi się na ten temat słyszeć i czytać historie doprawdy fantastyczne. Bodaj najzabawniejszą zamieszczono niestety w jednym z popularnych przewodników (Przewodnik po Ukrainie Zachodniej, cz. IV Lwów, Wydawnictwo Rewasz). Autor Grzegorz Rąkowski powiada tam, że willę „Skiz” „społeczeństwo Lwowa ofiarowało pisarce”. Dodaje następnie, że „mieszkała tam do śmierci”. No cóż, nie sposób dociec, z czego wynika ten lapsus, nie istnieje bowiem najmniejsza choćby poszlaka czyniąca tę informację prawdopodobną. Zapolska – zresztą nie tylko we Lwowie – miała opinię „Zoli w spódnicy”, bezwstydnej skandalistki i prowokatorki obyczajowej. I choć jej sztuki zapełniały teatralne sale, a prozę czytano z wypiekami na twarzy, to pamiętajmy, że popularność, a nawet uwielbienie widzów i czytelników nie gwarantują publicznych honorów, dzielonych zazwyczaj wedle całkiem innych praw, niż życzyłby sobie vox populi. Zapolska przez większość życia budziła niechęć licznych i wpływowych lwowskich konserwatystów. Na dodatek w powieści We krwi bezlitośnie wydrwiła lwowską arystokrację, przypadki niektórych jej notabli opisując niemal dokumentalnie, czego nie wybaczono jej do śmierci. Tylko te dwa powody wystarczyłyby do zgaszenia jakiekolwiek inicjatywy uhonorowania jej takim darem, a zatargów z rozmaitymi środowiskami Lwowa miała dużo więcej. Innymi słowy – przyjmę najwyższy zakład, że nie istnieje najulotniejszy choćby dokument, którym Grzegorz Rąkowski poświadczyłby swoją wersję. Ta pomyłka, zapewne gdzieś pochopnie zapożyczona, rzecz jasna nie umniejsza przyrodniczej i krajoznawczej wartości jego licznych przewodników. Zresztą w innym przewodniku po Lwowie oficyny Rewasz, podpisanym przez Adama Kulewskiego i Przemysława Włodka, znajdziemy tę samą, nieprawdziwą informację.

Inny mit, nie mniej rozpowszechniony, głosi, że to w „Skizie” Zapolska napisała swoje najsłynniejsze dzieło Moralność pani Dulskiej. Stąd już blisko do stereotypowego przekonania, z którym nie raz przychodziło mi się spierać, że Zapolska w tej willi umarła. Czytelnicy traktujący internet jako kanoniczne źródło informacji bez trudu dowiedzą się tego „guglując”. Wymienię ledwie kilka „źródeł” powielających tę plotkę: kresy24, zapolska.wykłady.org, ­wolnelektury.pl, adonai.pl.

Spór niekiedy bywa tym trudniejszy, że nieopatrznie ową komedię omyłek pobłogosławił Jerzy Janicki w szkicu „Skiz”, czyli jak zostałem krewnym Gabrieli Zapolskiej (Czkawka, Iskry 2000). Czytamy w nim o Zapolskiej „na wpół ociemniałej, umierającej w swej willi »Skiz«”. Dalej zaś następuje doprawdy szykowna parada kiksów. Kluczowy akapit zacytuję w całości: „Zaintabulowano w hipotece, że w roku 1915 nabyła na Jałowcu piętrowy dom z ogrodem Frau Gabriela Zapolska z domu Korwin-Piotrowska, zamężna za Stanisławem Janowskim – malarzem. Stało się tak, bo właśnie dyrektor lwowskiego teatru, Ludwik Heller, wystawił z powodzeniem dwie naraz sztuki – Skiza i Ahaswera, które szły kompletami, a warszawska firma wydawnicza Orgelbrand i Synowie zaproponowała zbiorowe wydanie jej utworów za sumę dwunastu tysięcy rubli. »Lunia – pisze jej biografka A. Kallas – nigdy razem nie widziała takiej sumy. Nie zastanawiając się długo, prawie nie czytając kontraktu, podpisała przysłane jej pismo. Kupiła zaraz potem na peryferiach Lwowa willę z ogrodem, nazwała ją »Skiz«, podług najbardziej umiłowanej swojej sztuki”.

Zwiedzając okolice „Skiza” Janicki wyobraża sobie Zapolską za oknem na parterze. „Jaskra nie pozwala nawet na podróż do Krakowa, gdzie właśnie Koźmian wystawia prapremierę Moralności pani Dulskiej” – pisze, dodając, że „właśnie wyprowadzają na Łyczakowski cmentarz Mariana Gawalewicza. Ale i na jego pogrzeb nie pójdzie (…) aby nie sprawiać przykrości mężowi, bo Gawalewicz to pierwszy kochanek Luni, kiedy miała lat ledwie osiemnaście”. Dowiadujemy się również, że Gawalewicz „pierwszy wydrukował Małaszkę, a potem protegował ją u Woźniakowskiego, u którego zadebiutowała w swojej własnej Żabusi”.

Projekcja Jerzego Janickiego żywi się niemal słowo w słowo lekturą powieści biograficznej, jaką poświęciła Zapolskiej Aniela Kallas, znajoma pisarki z czasów lwowskich, chętnie podająca się za jej najbliższą przyjaciółkę i powiernicę. Niestety książka Kallas jako źródło jest, litościwie mówiąc, ułomna. Autorka podryfowała na fali popularności słynnej bohaterki, podgrzewając przy tym własną wątłą karierę i nie zanadto trapiąc się faktami. Jakkolwiek było, dzisiaj poczytne teksty Janickiego mają dla niektórych charakter apokryficzny, tym bardziej więc należy prostować i uzupełniać je tam, gdzie temperament felietonisty poniósł go za daleko.

Lwowskie przygody Zapolskiej zaczęły się w1868 roku, kiedy to jedenastoletnią Gabrysię Korwin-Piotrowską, z odległych Kiwerców na Wołyniu, oddano do „Sacré Coeur”, szkoły z internatem działającej we Lwowie w istniejącym do dziś budynku przy placu świętego Jura 1. Już po roku trafiła na Sykstuską 8, na pensję Walentyny Horoszkiewiczowej, uważanej wówczas za nowoczesną, ale i tam spędziła zaledwie rok. Oba te miejsca, już jako słynna Zapolska, wspominała ze zgrozą, portretując je bezlitośnie w powieści Przedpiekle.

Ze Lwowa zabrano ją na rodzinny Wołyń i wydawało się, że podzieli tam los typowej panny swojej epoki, w 1876 wyszła bowiem za ziemianina Konstantego Śnieżko-Błockiego i zamieszkała w Warszawie. Małżeństwo rozpadło się już trzy lata później, kiedy Zapolska „uciekła” od męża do teatru, gdzie poznała ujmującego i popularnego pisarza Mariana Gawalewicza. Jerzy Janicki myli się więc po wielokroć: za mąż wychodziła jako dziewiętnastolatka, Gawalewicza poznała zaś mając 22 lata i bynajmniej nie był jej pierwszym kochankiem, chyba że pierwszym naprawdę kochanym. Romans zakończył się po dwóch latach ukrywaną ciążą, rejteradą Gawalewicza i śmiercią dziecka, oddanego gdzieś „na przechowanie”. Wspomniana Małaszka powstała w 1883 roku, już po rozstaniu z Gawalewiczem. Nie broni się także pogląd, że drukował ją pierwszy, skoro powieść publikował „Kurier Lwowski” kierowany przez Ludwika Masłowskiego. Protekcja u Woźniakowskiego (zapewne u Piotra, dyrektora teatrów objazdowych) była prawdopodobna, ale debiut w „jej własnej Żabusi” to już fantazja. Zapolska debiutowała na scenie amatorskiej jeszcze w 1879 roku – tutaj być może Woźniakowski miał coś do powiedzenia. Jej pierwszy zawodowy występ odbył się pod dyrekcją Stanisława Koźmiana 26 stycznia 1882 roku w Krakowie, gdzie zagrała Margot w komedii K. Zalewskiego Spudłowani. Wtedy też przyjęła pseudonim Zapolska. Żabusię napisała dopiero wiosną 1896 roku, a wystawiono ją rok później, co nijak się ma do jej debiutu. Gawalewicz umarł w roku 1910, a więc czas jego pogrzebu nie wiązał się z faktami podawanymi przez Jerzego Janickiego, nawet gdyby datował je właściwie.

Wróćmy jednak do Lwowa Zapolskiej. Pojawiła się tutaj znów w roku 1883, gdy obejmujący dyrekcję Jan Dobrzański zatrudnił ją w teatrze. Zamieszkała na Sykstuskiej, najpierw pod 35, później pod numerem 46. Jako aktorkę przyjęto ją wtedy chłodno, jako autorkę z rezerwą – teatr wystawił jej wczesną sztukę, w kasynie miejskim pokazano jednoaktówkę, ale w prasie piętnowano ją jako „niebezpieczną naturalistkę”. Ostatecznie w 1885 roku wyjechała do Poznania twierdząc, że nie ma siły „walczyć z całą falangą świętoszków galicyjskich”. Wróciła w 1899 roku jeszcze jako aktorka, ale przepracowawszy jeden sezon porzuciła aktorstwo postanawiając żyć wyłącznie z pisania. Mieszkała wtedy m.in. na trzecim piętrze gmachu Skarbkowskiego i na Brajerowskiej 7, następnie w którymś z mieszkań ogromnej kamienicy Sapiehów przy Ossolińskich 11 i przy Miłkowskiego 3 (1900), a także na Hofmana 6 (1901).

Początek stulecia przyniósł wielki romans i małżeństwo z młodszym o dziewięć lat malarzem Stanisławem Janowskim. Po trzech płomiennych latach nadszedł jeden z wielu dramatycznych kryzysów w ich związku i po ogłoszeniu separacji Zapolska sama, w styczniu 1904 roku, osiedliła się we Lwowie. Zmieniła kilka mieszkań, by w końcu parę miesięcy spędzić na kuracji w Lubieniu. Po powrocie wczesną jesienią 1905 roku zamieszkała na bocznej Hofmana pod numerem 10. Wkrótce po otrzymanym rozwodzie postanowili z Janowskim… zacząć wszystko od początku i na stałe osiąść we Lwowie. We wrześniu 1906 roku Zapolska przeniosła się na Kurkową 22, gdzie niebawem mieli urządzić się we dwoje. Czekała tu na rychły przyjazd eksmęża pisząc Moralność pani Dulskiej. A więc wszelkie teorie o pisaniu arcydzieła w „Skizie”, w tym sugestia, że prapremiera Moralności miałaby się odbyć już po zakupie willi, czyli jak chce Jerzy Janicki w roku 1915, to czysta fantazja. Podobnie jak tajemniczy Koźmian, który tę prapremierę jakoby wystawiał. Jeżeli miałoby chodzić o Stanisława Koźmiana, to ten od roku 1898 nie miał nic wspólnego z krakowskim teatrem, a wśród dyrektorów Teatru Miejskiego w Krakowie (później im. Słowackiego), nigdy nie było żadnego Koźmiana. Moralność pani Dulskiej jako pierwszy wystawił tam dyrektor Ludwik Solski już 15 grudnia 1906 roku, a więc miesiąc po napisaniu sztuki.

Zapolska miała zwyczaj znakomicie ułatwiający życie badaczom, mianowicie w korespondencji, a listów pisała dużo, zawsze po zmianie mieszkania nowy adres podawała przy podpisie. Wiadomo zatem, że z ulicy Kurkowej 30 października 1906 roku pisała do Janowskiego: „zebrałam się do pisania sztuki i mam kilka scen. Muszę skończyć na 15 (…) bo Heller mi napisał, że da mi 100 guldenów, jak mieć będzie sztukę w ręku. Temat – Pani Dulska”. Wiadomo także, że pisanie zajęło jej dwa tygodnie, bowiem 14 listopada 1906 informowała męża: „Dziś w wielkich boleściach ukończyłam Dulską”. Na tym listę dowodów powstania Dulskiej przy Kurkowej 22 we Lwowie można chyba zamknąć.

A co ze „Skizem”? Zapolskiej i Janowskiego długo nie było stać na kupno domu. Dopiero w 1907 roku, kiedy założyli „Teatr Gabrieli Zapolskiej”, własną trupę objazdową, sytuacja zaczęła się zmieniać. Przełomowy był rok 1908. Zapolska napisała sztukę Skiz, która okazała się wielkim sukcesem. Dochody płynące z tego przedsięwzięcia, niezłe tantiemy z innych sztuk i spory zastrzyk ze sprzedaży rodzinnego futoru pod Żytomierzem, a także pewna stabilizacja w związku z Janowskim sprawiły, że zdecydowali się kupić willę, którą nazwali „Skiz”. Zapolska pisała do męża 19 X 1908 roku: „Domek stargowałam za 7500 złr. Wyłaziłam pożyczkę na 4500 z kasy oszczędności”. Znów sięgając do tekstu Janickiego trzeba odnotować, że Ludwik Heller nie wystawił (zwłaszcza w 1915 roku!) „dwu na raz – Skiza i Ahasfera”, co miałoby przynieść autorce fortunę. Skiz owszem, ale Ahasfer to w istocie utwór pod tytułem Mężczyzna. Tytuł zmieniono w 1902 dla sceny lwowskiej, kierowanej wtedy przez Tadeusza Pawlikowskiego. Sztuka była doceniona, ale bynajmniej nie przebojowa finansowo. Zaś historia z apetycznym honorarium od Orgelbranda to już paplanie Kallas, o tyle bajeczne, że Zapolska popełniając rozmaite błędy, gdy chodziło o pieniądze raczej nie podpisywała niczego w afekcie. Zapolscy-Janowscy zawdzięczali chwilowy sukces finansowy odrobinie zawodowego szczęścia i zbiegowi innych okoliczności, nie było w tym jednak tyle artystowskiej fantazji, ile chciałby dostrzec Jerzy Janicki. We własnym domu zamieszkali w kwietniu 1909 roku i od tej chwili Zapolska podawała w korespondencji adres: Lwów, Krzywczyce, willa „Skiz”, Pasieczna 3.

W pierwszych miesiącach ich życie w „Skizie” płynęło sielankowo. Zapolska 3 maja 1909 roku pisała: „Stach strasznie domem zaaferowany. (…) Ciągłe konferencje ze stolarzami, cieślami, kowalami. Sąsiedzi mu się przedstawiają. Jestem pewna, że wybiorą go na wójta Krzywczyc. Ja zaś głównie interesuję się ogrodem. Posadzono już 37 krzaków róż, a jedna sztamowa biała ma 2 i 30 cm wysokości. Jest to gatunek płaczącej róży, śliczny. Dom opięty clematis, a parkany dzikim winem”. Pod koniec czerwca uzupełnia: „Co dzień patrzę, czy nie rozkwita jakaś róża, jakiś bratek. Kalarepka rośnie. (…) Są śliczne tuje ogromne, bratki, trzydzieści sześć róż, piwonie, begonie, nasturcje, drzewa figowe, bzy, werbena, astry itd.” W tym nastroju upłynął rok. Wiosną, 23 kwietnia 1910 roku, w warszawskim tygodniku „Świat” ukazał się – mówiąc współcześnie – celebrycki artykuł przedstawiający „Skiz” jako zaciszną przystań dwojga zakochanych artystów. Warto zacytować parę zdań, bo to bodaj jedyny reporterski obraz legendarnej willi. Dowiadujemy się zatem, że „Pan Janowski dobudował skrzydło piętrowe, w którem pomieściła się jego pracownia. Ogród zmienił w jeden olbrzymi bukiet dzieląc go na kwiatowy i warzywny. (…) Część ogrodu ofiarowano kurzemu rodowi, budując – jakby starą gospodę – kurnik z wrotami i ganeczkiem. (…) Całego ogrodu pilnuje olbrzymi Bernard Bary, rezydujący w miniaturowym zakopiańskim szałasie”. Wnętrze natomiast było „zapełnione cennemi staroświeckimi meblami. Obok wygodnych biedermajerów mahoniowe lekkie empiry i wdzięczny rococo. Miałoby się wrażenie wnętrz dawnego dworku polskiego, gdyby nie muzealne prawie bogactwo sprzętów, gdyby nie legiony całe cacek, zdobiących półki i etażerki, gdyby nie moc obrazów, gobelinów, antycznych zegarów”. Dokumentalną wartość ma opis obrazów: „mnóstwo malarzy francuskich (…) idzie o lepsze z najświetniejszymi przedstawicielami sztuki polskiej. Całe ściany zawieszone Gauguinem i Serusierem. (…) Seriusiera Zjadacze wężów i Idiotka, Gauguina Smutne dziewczynki, głośnego pointilisty Scurata Naga kobieta, obrazy Pisarra, van Gogha. Dominują olbrzymie Świtezianki Wyspiańskiego, z polskich malarzy nie brak zresztą prawie żadnego z wybitnych współczesnych”. Wśród tego wszystkiego, jak podsumowuje reporter, „oboje pp. Janowscy z wielkim umiłowaniem oddają się swojemu małemu gospodarstwu”.

Jednak gdy czytelnicy zachwycali się gwiazdorską sielanką, w „Skizie” było już raczej posępnie. Parę miesięcy wcześniej pisarka poznała niejakiego Kazimierza Radwan-Pragłowskiego, głośnego wówczas radiestetę, uzdrowiciela i hipnotyzera. Janowski – nie bez racji – uważał, że jest to przyjaźń, oględnie mówiąc, zbyt bliska i w czerwcu 1910 roku, a więc po roku spędzonym w „Skizie”, wyprowadził się. Miesiąc później Zapolska uprzedzała go w liście, że „skoro będzie mi za ciężko utrzymać tyle pokoi i służbę, sprzedam [dom] i wyjadę do Kijowa”. W sierpniu utyskiwała: „Jest to dla mnie straszny ciężar, wydatek bezużyteczny i wtrącający mnie w wielką pracę”. W listopadzie sięgnęła po tony rozpaczliwe: „»Skiz« zjada mnie. Ciągłe podatki, raty, zaległości, utrzymanie pochłonie wszystko”. Wreszcie po kilku miesiącach, w kwietniu 1911 roku, poinformowała Janowskiego: „Wyprowadzam się do miasta. Wynajęłam »Skiz« inżynierostwu Silnickim za 45 guld miesięcznie. (…) Dlatego wynajęłam na wiosnę, bo na zimę nikt by nie wynajął i ja drugą zimę tu bym spędziła i prawdopodobnie umarła”. Oznacza to, że zaledwie po dwóch latach mieszkania w „Skizie” przeniosła się na Reja 7. Decyzja o sprzedaży willi wydawała się nieodwracalna. „Obmierzły mi łączące mnie z tym domem wspomnienia. Zszarpały się w rynsztoku – czytamy w jednym z listów pisanych już na Reja. – Być może sprzedaż nastąpi w lecie”.

W lecie jednak nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji – Silnicki poddzierżawił dom znów… Janowskiemu, ten zaś udostępnił tam mieszkanie swojej siostrze, malarce Bronisławie Rychter-Janowskiej. Największą zniewagą dla Zapolskiej było jednak to, iż Janowski spędzał tam noce ze swoją ówczesną kochanką, Bronisławą Jeremi, żoną malarza Kazimierza Sichulskiego. Zapolska od lat szczerze tych dwojga nienawidziła. Oszalała z wściekłości oznajmiła więc, że po zakończeniu dzierżawy wraca do „Skiza”. W marcu 1912 roku podawała wprawdzie adres Reja 7, ale z dopiskiem „od 1 maja willa »Skiz«”. I rzeczywiście, wróciła na krótko, także w nadziei, że Janowski mając ją „przez ścianę” zechce odrodzić dawną zażyłość. Jednak lato 1912 roku nic między nimi nie zmieniło. Według „Księgi Adresowej ck miasta Lwowa na rok 1913” „Janowski Stanisław, artysta malarz” mieszkał przy Nabielaka 29, „Zapolska-Janowska Gabriela, literatka” nadal przy Reja 7, a przy Pasiecznej 3 figurowała „Bronisława Rychter-Janowska, malarka”.

Wkrótce wybuchła wojna i listy pisane do Józefa Wolffa jesienią 1914 roku świadczą o kłopotach, które przerwać mogła tylko pilna sprzedaż willi. Jednak kupiec znalazł się dopiero w roku 1916. „Za »Skiza« wzięłam 10000 gotówką – to był cud” – napisała. Wtedy skończył się, wprawdzie melodramatyczny, ale tylko epizod związany w życiu Zapolskiej z krzywczycką willą.

Jeśli więc ktoś chciałby odnaleźć jej „syrdeczny punkt” na mapie Lwowa, niech go szuka na Łyczakowie, ale „het przed drągiem”. Rozgoryczona i umęczona zarządzaniem podmiejską posiadłością, po trzech latach spędzonych na Reja, w czerwcu 1913 roku Zapolska na krótko zamieszkała przy Głowińskiego 2, a w październiku wynajęła mieszkanie przy Gołąba 6. Mieszkała tam 4 lata, do chwili gdy 1 czerwca 1917 roku przeniosła się kilka domów dalej, na Gołąba 15, drugie piętro z balkonem na ulicę. Przeżyła tam kolejne cztery lata, do śmierci 17 grudnia 1921 roku. Aż jedenaście ostatnich lat życia spędziła więc w jednym cichym zakątku Łyczakowa. Jeśli doliczyć czas spędzony pod wcześniejszymi łyczakowskimi adresami, zwłaszcza na Kurkowej, otrzymamy co najmniej dwadzieścia lat przeżytych na Łyczakowie, z dala od mitycznej willi „Skiz”. Bez wielkiej przesady można rzec, że Zapolska była łyczakowianką i to wręcz pomnikową. Wielu badaczy uważa bowiem, że pierwowzorem Dulskiej była żona lwowskiego rajcy i budowniczego Andrzeja Gołąba (choć prędzej już wdowa, bo ten umarł w 1903 roku). Ba, powtarzano chętnie, że Zapolska sportretowała w komedii całą rodzinę Gołąbów. Jednak jest w tej sprawie wiele wątpliwości, których roztrząsać tutaj nie będę – to temat na inną, sążnistą rozprawę. Osobiście bliżej mi do wersji, że intryga, nazwijmy to erotyczna, została przywieziona przez Janowskiego ze Stanisławowa (sam to zresztą opowiedział w swoich zapiskach), a jakaś łyczakowska kamienicznica, których Zapolska poznała wiele, użyczyła swojej duszy pani Anieli Dulskiej, w ten sposób, chcąc nie chcąc, czyniąc nieśmiertelnymi autorkę i jej bohaterkę.

Wracając zaś do kwestii ratowania „Skiza”, muszę z pokorą wyznać, że po kilku miesiącach „tropienia” śladów Zapolskiej we Lwowie nie mam do tego obiektu sentymentu większego niż do dziesiątków innych znanych mi adresów, pod którymi zamieszkiwali wielcy lwowianie. Spora ich część to zabytki, niekiedy lepiej zachowane i cenniejsze od przeciętnego architektonicznie „Skiza”. Niemal każdy warto byłoby odnowić i uświetnić pamiątkową tablicą. Nie wiem zatem, czy ratowanie peryferyjnej willi, związane – gdyby miało się powieść – z wielkimi wydatkami, ogromnym wysiłkiem wielu instytucji i skomplikowaną operacją administracyjną, nie okazałoby się hołdem chybionym historycznie i większym, niż chciałaby złożyć temu miejscu sama Gabriela Zapolska.