Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017

Sławomir Bołdok, MALARSTWO LWOWSKIE


Piętą achillesową plastycznego środowiska lwowskiego był brak własnej wyższej uczelni artystycznej. Uzdolniona młodzież w pierwszej połowie XIX stulecia po wstępnej nauce u któregoś z miejscowych malarzy wyjeżdżała do Wiednia, Monachium lub Włoch na studia akademickie. Podobnie było pod koniec tego stulecia i w wieku XX, kiedy absolwenci Państwowej Szkoły Przemysłowej we Lwowie (PSPL) wyjeżdżali na studia malarskie lub rzeźbiarskie do Szkoły (a po zmianie nazwy – do Akademii) Sztuk Pięknych w Krakowie albo do Wiednia czy do Monachium lub coraz częściej do Paryża.

Po odzyskaniu niepodległości lwowskie środowisko, zapewne celem uporządkowania chronologii i uzyskania naukowego spojrzenia na miejscowe malarstwo, przygotowało pokaz Wystawę starych mistrzów lwowskich do r. 1894, zorganizowaną przez dr. Stanisława Zarewicza wraz ze Związkiem Artystów Plastyków Wschodniej Małopolski w listopadzie–grudniu 1924 r. w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych we Lwowie (TPSP), o czym donosił, wydawany w Krakowie, miesięcznik „Sztuki Piękne” w numerze 4 na s. 189 rocznika 1924/25. Stanisław Zarewicz, zmarły w styczniu 1931 r., był historykiem sztuki i kustoszem w Muzeum Historycznym miasta Lwowa.

Kolejna wystawa porządkująca pt. Sto lat malarstwa lwowskiego, 1790–1890 została urządzona latem 1937 r. przez dr Jerzego Guttlera (1904–1952), historyka sztuki po Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie i przed 1939 r. kustosza w Galerii Obrazów miasta Lwowa, a po 1945 r. kierownika muzeów w Gdańsku i we Wrocławiu. Wystawa malarstwa z 1937 roku miała miejsce w siedzibie Lwowskiego Związku Zawodowego Artystów Polskich przy placu Mariackim nr 9. Wiadomość o wystawie odnotował kwartalnik Związku Zawodowego Polskich Artystów Plastyków „Głos Plastyków” z marca 1938 r. wychodzący w Krakowie. Być może, iż organizatorom chodziło nie tylko o spopularyzowanie tutejszych artystów oraz ustalenie pozytywów i negatywów tej sztuki. Wystawy mogły też być głosem wspierającym starania w Warszawie o ustanowienie we Lwowie Akademii Sztuk Pięknych.

 

* * *

Malarstwo lwowskie w XIX wieku pozostawało pod wpływem Wiednia i Krakowa i gustowało w solidnej sztuce akademickiej niepozbawionej akcentów romantyczno-patriotycznych. Największą popularnością cieszył się portret, potem sceny rodzajowe, krajobrazy ojczyste z architekturą zabytkową, a po uzyskaniu autonomii przez Galicję – kompozycje nawiązujące do chlubnych kart polskiej historii. Konserwatyzm arystokracji i bogatego mieszczaństwa, większe zainteresowanie operą, operetką i literaturą niż plastyką sprawiły, że najwybitniejsze talenty plastyczne nie znajdowały tu sprzyjającego klimatu dla własnego rozwoju i do zarabiania na życie sztuką.

Wyfrunęli ze Lwowa np. Jan Moraczyński, malarz, portrecista, który ok. 1842 r. wyjechał do Rosji, a w czasie późniejszym wyjechali za granicę, wielu do Francji, m.in. Artur Grottger, autor cyklu rysunków upamiętniających sceny z powstania styczniowego 1863 r., Henryk Rodakowski, wybitny twórca portretów np. gen. Henryka Dembińskiego i obrazów historycznych, Jan Styka – autor scen historycznych, batalistycznych i innych, uczestnik malowania Panoramy Racławickiej, Stanisław Dębicki – lwowski malarz rodzajowy, a następnie prof. Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, Zygmunt Menkes, członek grup malarzy nowoczesnych takich jak „Zwornik” w Krakowie, który większość swego życia artystycznego spędził w Paryżu i w USA, ale nie zerwał kontaktu ze środowiskiem lwowskim, przyjeżdżał do Lwowa i tam wystawiał. Byli także inni artyści, którzy znaleźli oparcie w Krakowie, w Warszawie, w Paryżu i jeszcze dalej.

Nowe tendencje w sztuce z trudem przenikały na grunt tutejszy i z oporami były przyjmowane. Lwów, co prawda, mógł się chwalić że ok. 1900 r. odbyła się tam w TPSP wielka wystawa „art nouveau” („sztuki nowej”), głównie użytkowej – meble, moda damska, grafika wydawnicza itp., promowanej przez Paryż, w której zdobnictwo opierało się na motywach roślinnych, i np. przez Wiedeń, gdzie preferowano motywy geometryczne. W tym okresie, dzięki działalności dr. Jana Bołoz-Antoniewicza, prezesa miejscowego TPSP, doszło do organizacji kilku wystaw: grafiki japońskiej, obrazów norweskiego malarza i grafika Edwarda Muncha oraz niemieckiego artysty Arnolda Bocklina, którego symboliczne kompozycje bardzo się podobały i wywarły wpływ na lwowskich artystów. Do tej wystawy bardzo nowoczesną, jak na owe czasy, okładkę katalogu zaprojektował Stanisław Dębicki, a także zrobił plakat, symboliczno-satyryczny w swej wymowie, krytykujący tradycjonalistów. Także w Miejskim Muzeum Rzemiosł i Przemysłu Artystycznego odbywały się różnego rodzaju wystawy nowej sztuki użytkowej. Jednak mimo wizualnej promocji secesji poprzez plakaty i wyroby użytku codziennego – jej odbiór społeczny przebiegał na początku ze znacznymi oporami.

Podobnie jak wcześniej krzywiono się na obrazy nowoczesnych malarzy francuskich, które w 1900 r. pokazała Zapolska w TPSP, jak z uprzedzeniem odnoszono się na początku do secesji, tak niechętne stanowisko zajęto we Lwowie parę lat później, kiedy zaprezentowano w salach TPSP Wystawę Futurystów, Kubistów, w której udział wzięli artyści niemieccy, czescy i rosyjscy, przebywający w Niemczech, a wśród nich rosyjscy malarze awangardowi Wassily Kandinski i Aleksander Jawleński. Wystawa odbyła się w 1913 r., na kilka lat przed powstaniem grupy nowoczesnych ekspresjonistów krakowskich – „formistów”, czyli artystów, którzy w malarstwie wysuwali na plan pierwszy formę motywów przedstawianych w obrazie przed stroną kolorystyczną. Był to protest przeciwko koloryzmowi impresjonistów. Do wystawy tej Józef Wodyński zrobił wyrazisty kubistyczny plakat. Było to prawdopodobnie na ziemiach polskich pierwsze spotkanie publiczności z nowym stylem w sztuce. Ale tego pierwszeństwa Lwów nie wykorzystał, nie tylko dlatego, że wybuchła I wojna światowa, ale również z powodu nieprzychylnej atmosfery, bowiem miejscowi krytycy wyraźnie odcinali się od „ekstremizmów”.

Ton wydziwiania przeważał także w ocenie przez krytykę lwowską nowej sztuki pokazanej na wystawach między 1918 a 1922 r. Mocne uderzenie nowoczesności miało miejsce na przełomie kwietnia i maja 1918 r. we Lwowie, kiedy w TPSP otwarto wystawę prac „Formistów” oraz poznańskiej grupy „Bunt”, nawiązującej do twórczości nowoczesnych artystów z Berlina. Dla „Formistów” była to pierwsza wystawa poza Krakowem. Twórczość obu ugrupowań we Lwowie przyjęli krytycy niechętnie, wystawa wywołała żywą irytację i bojkot ze strony publiczności chodzącej zwykle na wystawy. Nieco inaczej przyjęcie „Formistów” we Lwowie wygląda we wspomnieniach malarza nowoczesnego Ludwika Lillego. „Wystawa wzbudziła duże zainteresowanie i zyskała na gruncie lwowskim, łatwiejszym od innych miast polskich ze względu na brak tradycji malarskich, duże powodzenie” pisał „Głos Plastyków”. Z malarzy przebywających wówczas w mieście, z „Formistami” związali się młodzi – Leon Dołżycki, Ludwik Lille, Zofia Vorzimmerówna, Stanisław Matusiak i Zygmunt Radnicki. Jak ulotne i nieprecyzyjne są wspomnienia, nawet nieodległe, dowodzą wypowiedzi artystów w cytowanym wyżej „Głosie Plastyków” z marca 1938 r., który w znacznej części poświęcony był „formizmowi”. Otóż w zamieszczonych tam wspomnieniach m.in. Leon Dołżycki, który w 1917/18 r. uczył rysunku w VIII Gimnazjum Realnym we Lwowie, przypisywał sobie zorganizowanie w 1918 r. ww. wystawy, podczas gdy Ludwik Lille parę stron dalej stwierdzał, że w tym czasie jedynie on i Zofia Vorzimmerówna byli jedynymi „formistami’’ we Lwowie. Lille też wspominał, że to on przygotował w maju 1922 r. ostatnią wystawę grupy w składzie: Lille, Matusiak i Radnicki, w Lwim Grodzie.

Sądzę, że na to niechętne ustosunkowanie się lwowiaków do ówczesnej awangardy malarskiej wpływał niewątpliwie fakt, że krytyka dopatrywała się nieodpowiednich wpływów obcych na sztukę polską, która po 150-letniej niewoli miała odrodzić się w nowym kształcie w niepodległej Polsce. Każde obce wpływy miały utrudniać ten proces, więc należało podchodzić do nich z dystansem. Stąd późniejsza oziębłość wobec sztuki „Artesu” (grupy lwowskich plastyków, uczniów Kazimierza Sichulskiego w PSPL) a nawet wobec bardziej ugodowej, tzn. bardziej realistycznej i kolorystycznej sztuki prezentowanej przez efemeryczną wystawę pod nazwą (sztuka) „Nowej Generacji”. Choć z drugiej strony, jak relacjonowała w 2008 r. Krystyna Grzegocka, artysta grafik, członek Lwowskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, mieszkająca obecnie w Warszawie, obok zwolenników sztuki dawniejszej lub związanej z secesją byli wśród lwowiaków przed 1939 r. sympatycy umiarkowanej nowoczesności, którzy kupowali sztukę współczesną: „Po wojnie w domach prywatnych Lwowa zostało dużo obrazów malarzy okresu międzywojennego – Jana Cybisa, Emila Krchy, Zofii Albinowskiej. Dużo rodzin zachowało stare rzeźby i obrazy które łączyć możemy z… nazwiskami galicyjskich artystów: Luny Drexler, Brunona Schulza, Kazimierza Sichulskiego”.

Kiedy, z końcem lat 20. związki artystyczne Lwowa z Krakowem stały się luźniejsze, zaznaczyły się w lokalnej sztuce wpływy Berlina i Paryża, zwłaszcza w twórczości młodych artystów, którzy awangardową sztukę łączyli z lewicowymi poglądami. Nie byli oni komunistami, raczej liberałami i demokratami, którzy mocno krytykowali rządy i poglądy mocarstwowe piłsudczyków.

Szczególne kontrowersje na gruncie lokalnym budziła polsko-żydowsko-ukraińska grupa, która pod nazwą „Zrzeszenie Artes”, jako koleżeński zespół, zawiązała się w roku 1929 i funkcjonowała do 1934 r. W jej skład wchodzili m.in. byli uczniowie Sichulskiego, którzy po studiach w Krakowie wyje­chali do Paryża, by tam chłonąć nowoczesne tendencje. Pod ich wpływem wprowadzali do swojej sztuki geometryzację form, elementy abstrakcyjne i ducha surrealizmu. Przy okazji kolejnej wystawy grupy w TPSP w październiku 1932 r. miejscowy korespondent „Kuriera Warszawskiego” stwierdzał: Jeżeli zarząd Towarzystwa urządzi jeszcze podobną wystawę, to odstraszy publiczność od uczęszczania na nie i na pewno nie pozyska większej liczby członków. Sądzić wypada, że opór wobec tendencji nowoczesnych w plastyce wynikał nie tylko z konserwatywnego gustu publiczności, ale i z narastających, w latach trzydziestych, uprzedzeń części twórców i recenzentów Polaków wobec lwowskich artystów pochodzenia żydowskiego i ukraińskiego. Krytycy ci kierowali pretensje pod adresem lwowskiego Związku Zawodowego Artystów Plastyków, który przyjmował do swego grona i współpracował ze wspomnianymi mniejszościami. Istniejące już wcześniej w społeczeństwie lwowskim podskórne przejawy nietolerancji wobec Żydów i Ukraińców, a więc i artystów z nich się wywodzących, przyczyniły się również do tego, że na gruncie lwowskim sztuka nowoczesna o tendencjach „lewicowych” napotykała na znaczny odpór, ponieważ do awangardy bardziej niż Polacy gar­nęli się młodzi artyści z kręgów żydowskich i ukraińskich.

Tak więc mimo chęci dotrzymywania kroku tendencjom współczesnym w sztuce – aż do 1939 r. w środowisku preferowane było w różnych odmianach malarstwo tradycyjne, które uprawiali członkowie lwowskich grup i stowarzyszeń artystycznych. Po latach działalność tych znaczących na lokalnym gruncie ugrupowań spotkała się z surową oceną Piotra Łukaszewicza, historyka sztuki i krytyka działającego po wojnie we Wrocławiu. Według niego powstały w 1917 r. Związek Artystek Polskich był organizacją mocno anachroniczną, wyrosłą na gruncie XIX-wiecznych organizacji feministycznych, a funkcjonujący od 1929 r. Związek Dziesięciu Plastyków (ZwX) propagował tendencje stylizatorskie i klasycyzujące. Ocena ta potwierdzała wcześniejsze krytyczne stanowiska wyżej cytowanych krytyków wobec twórczości lwowiaków.

Powyższe fakty sprawiały, że malarstwo lwowskie odznaczało się przez czas dłuższy pewną hermetycznością wynikającą albo z niechęci miejscowych twórców do wystawiania się na krytykę ze strony piszących o sztuce z Warszawy lub z innych miast, albo było odrzucane przez jury rozmaitych „Salonów”. Jeśliby za przykład wziąć doroczne „Salony” Instytutu Propagandy Sztuki w Warszawie (IPS), które z upływem lat coraz bardziej awansowały do miana głównych imprez ogólnopolskich, to widać że reprezentantami Lwowa byli przede wszystkim artyści średniego i młodszego pokolenia tacy jak: Maksymilian Feuerring, Stanisław Kramarczyk, Władysław Krzyżanowski, Maria Obrębska, Zygmunt Radnicki, Otto Hahn, Andrzej Pronaszko, Margit Reich-Sielska i Roman Sielski, Ludwik Lille, Tadeusz Wojciechowski, Stanisław Teysseyre czy Maria Wodzicka. Dopiero tuż przed wojną, w lutym 1939 r., lwowiacy szerokim frontem wystąpili w warszawskim IPS-ie.

Nie można jednak nie wspomnieć, że po połowie lat trzydziestych i w gronie plastyków-tradycjonalistów nastąpiła ewolucja. Przyczynił się do tego koloryzm importowany z Paryża przez „kapistów” (grupę młodych malarzy krakowskich, uczniów Pankiewicza, którzy zawiązali w 1923 r. Komitet Paryski – KP – w celu zorganizowanego wyjazdu do Paryża) i bardzo energiczne propagowanie swego stylu poprzez wystawy w ważniejszych ośrodkach Polski oraz za pośrednictwem krakowskiego „Głosu Plastyków”. Moda na koloryzm dotarła wówczas do Lwowa zyskując zwolenników wśród miejscowych twórców – z prawa i z lewa.

Wypada także przypomnieć o przedsięwzięciu, które nie w pełni było imprezą lwowską, ale z tym miastem dosyć mocno związaną. Mowa o Rysunkowym Ognisku Wakacyjnym przy Liceum Krzemienieckim. Celem turnusów wakacyjnych było podnoszenie poziomu nauczania rysunku w szkołach ponadpodstawowych. W turnusach, które odbywały się od 1936 r. do wojny, uczestniczyło za każdym razem kilkudziesięciu pedagogów. Choć zjazdy nauczycieli rysunku z całej Polski odbywały się w Krzemieńcu, to dyrekcja Ogniska mieściła się we Lwowie przy ul. Wuleckiej 16 m. 11, w mieszkaniu dyrektora, którym był Władysław Lam. Uczestników turnusów uczyli albo miejscowi artyści, jak np. Eustachy Wasilkowski czy Emil Krcha, albo dojeżdżający – m.in. Jan Cybis, Hanna Rudzka-Cybisowa, Jerzy Wolff, Czesław Rzepiński, Kazimierz Mitera i Władysław Lam. Na zakończenie turnusu odbywały się wystawy prac nauczycieli, które na jesieni prezentowane były w kilku miastach, m.in. w TPSP we Lwowie. Dyrektor Lam starał się w 1938 r., by przed lwowską wystawą mógł odbyć się pokaz prac w stołecznym IPS-ie. Niestety z braku wolnych sal, a być może i z obawy, że prace nauczycieli nie prezentują wysokiego poziomu, Komitet IPS-u dał odpowiedź odmowną.

Za podsumowanie i zamknięcie okresu dwudziestolecia międzywojennego uznać wypada Wystawę Współczesnych Artystów Lwowskich, jaka została otwarta w Warszawie, w salach Instytutu Propagandy Sztuki, 22 lutego 1939 roku. W ocenie Konrada Winklera: Swojskiego chowu nadrealizm lwowski nie znalazł u nas zbyt wielu adeptów trudno bowiem upierać się przy nowym kierunku, którego racji istnienia nie da się wydedukować ani z estetycznych przesłanek… ani też z myślowej i uczuciowej postawy polskiego środowiska artystycznego. Autor podkreślał, iż wielu twórców lwowskich powraca do idei sztuki Cezanne‘a, do zagadnień koloru. W rzeźbie za formę chwalił Mariana Wnuka, a w grafice zwracał uwagę, że lwowiacy dzięki swym wysokim aspiracjom ikonograficznym i formalnym zaskoczyli członków stołecznego „Rytu” (którego wystawa była w sali obok). Wg Winklera (w miesięczniku „Pion”) poszukiwania grafików lwowskich miały znacznie głębszy oddech aniżeli czysto dekoracyjne tendencje grafików warszawskich.

Inny z liczących się recenzentów, Tytus Czyżewski pisał, iż wielu młodych uległo wpływom zagranicznym, zwłaszcza francuskim. Szczególnie dzieła postimpresjonisty francuskiego Pierre Bonnarda, a nawet pierwszych impresjonistów zrobiły na nich wrażenie, stąd w twórczości lwowiaków widoczne zainteresowanie stroną kolorystyczną, przy jednoczesnym zaniedbywaniu formy. Szersze omówienie ekspozycji lwowiaków ukazało się również w „Kronice wystaw I.P.S.” autorstwa Marii Rogoyskiey, historyka sztuki, po 1945 r. kustosza działu malarstwa współczesnego w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Niejako uzupełnieniem ekspozycji „Współczesnych Artystów Lwowskich” w stolicy była wystawa malarzy żydowskich ze Lwowa w Żydowskim Towarzystwie Krzewienia Sztuk Pięknych w Warszawie, otwarta w kwietniu 1939 roku. Z wystawiających wówczas 7 osób o różnej orientacji stylowej: Henryka Strenga, Antoniny Richter, Mieczysława Stachla, Elżbiety Beg­leiter, Henryka Langermana i Ignacego Witza, przeżyli wojnę tylko Henryk Streng (używający od czasów okupacji niemieckiej nazwiska Marek Włodarski, po wojnie profesor ASP w Warszawie) i Ignacy Witz, który prócz tego, że był malarzem i rysownikiem, przez wiele lat współpracował z dziennikiem „Życie Warszawy” jako krytyk sztuki.