Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017

Stanisław Dziedzic, APOSTOŁ KAZACHSTANU


Niedziela 11 września 2016 r. w dziejach Kazachstanu miała bez wątpienia charakter bezprecedensowy. Tego dnia w katedrze Matki Boskiej Fatimskiej w Karagandzie legat papieski, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, kard. Angelo Amato dokonał uroczystej beatyfikacji ks. Władysława Bukowińskiego – Apostoła Kazachstanu. Była to pierwsza w historii Kazachstanu beatyfikacja dokonana w tym kraju.

Proces kanonizacyjny ks. Władysława Bukowińskiego, na prośbę arcybiskupa Karagandy, ks. Jana Pawła Lengi, skierowaną do arcybiskupa metropolity krakowskiego, kard. Franciszka Macharskiego, rozpoczęty został w 2006 r. w Krakowie, w macierzystej jego diecezji, a zakończony na szczeblu diecezjalnym w 2008 r. Sesje procesu odbywały się także w Kazachstanie, w którym działał niestrudzony kapłan wbrew przeciwnościom i terrorowi narzuconemu wobec osób wierzących, a zwłaszcza duchownych, przez tamtejsze władze, narzucające z całą bezwzględnością system ateistycznej doktryny. Drugi etap procesu kanonizacyjnego prowadzony był przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.

Czy w warunkach państwa sowieckiego, którego założeniem realizowanym z całą bezwzględnością była walka z Kościołem i przejawami religijności nie tylko w życiu społecznym, ale też indywidualnym i rodzinnym, mógł liczyć na wymierne efekty swej kapłańskiej posługi? Tych znaków zapytania w odniesieniu do życia i działalności Apostoła Kazachstanu stawiać można wiele. Jedno wydaje się poza jakimikolwiek sporami: wybitnie inteligentny, gruntownie wykształcony kapłan łączył okazywaną na co dzień dobroć i miłosierdzie z niewzruszoną wiernością wysokim standardom etycznym i religijnym w wymiarze heroicznym.

Urodził się 22 grudnia 1904 r. (wg kalendarza gregoriańskiego 4 stycznia 1905 r.) w Berdyczowie na ziemi kijowskiej. Miasto po II rozbiorze Rzeczypospolitej (1793) zostało włączone do Rosji. W Berdyczowie mieszkały w czasach dzieciństwa Bukowińskiego liczne skupiska ludności pochodzenia żydowskiego (ponad 70% ogółu mieszkańców), był tam silny ośrodek chasydyzmu. Słynął Berdyczów z otoczonego wielkim kultem cudownego wizerunku Matki Bożej Berdyczowskiej, którego sanktuarium mieściło się w dawnym zamku Tyszkiewiczów, przebudowanym na ufortyfikowany klasztor karmelitów bosych. Obok sławnego sanktuarium w 1850 r. niemały rozgłos zdobył też inny tamtejszy kościół św. Barbary – w jego bowiem murach odbył się ślub Eweliny Hańskiej i Honoré de Balzaca. Ten klimat kultury religijnej kresowego miasta i jego wielokulturowe bogactwo odegrały w życiu Władysława Bukowińskiego zasadniczą rolę zarówno w kształtowaniu jego postawy otwartości i tolerancji, jak i głębokiej religijności.

Ojciec Władysława, Cyprian, z wykształcenia agronom, był absolwentem renomowanej szkoły rolniczej w Dublanach pod Lwowem, pochodził z rodziny ziemiańskiej, matka – Jadwiga del Campo, ze spolszczonej rodziny o włoskim rodowodzie.

W 1920 r. Cyprian Bukowiński z rodziną – uchodząc przed inwazją bolszewicką, dotarł do Święcicy w Sandomierskiem do majątku brata, Gustawa. Cyprian Bukowiński dzierżawił braterski majątek, a z czasem został zarządcą dóbr Potockich w Krzeszowicach i Pisarach.

 

 

 Pierwsza komunia święta w Karagandzie 15 sierpnia 1968 r. Ks. Władysław Bukowiński z dziećmi*

 

Po maturze Władysław Bukowiński podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim, równolegle, w latach 1923–1925 odbywał na Wydziale Prawa UJ studia w ramach Polskiej Szkoły Nauk Politycznych, które ukończył z wyróżnieniem. W 1926 r. ukończył studia prawnicze. W okresie studiów intensywnie angażował się w działalność Akademickiego Koła Kresowego, skupiającego studentów pochodzących z Kresów Wschodnich. W latach 1925–1926 pracował także w redakcji krakowskiego „Czasu”.

Matka Władysława Bukowińskiego, Jadwiga Scipio del Campo, osierociła go i jego siostrę Irenę przedwcześnie, gdy Władysław miał 14 lat. Zmarła w Płoskwirowie (ob. Chmielnicki) i tam została pochowana. Z czasem Cyprian Bukowiński ożenił się z siostrą zmarłej żony, Wiktorią Scipio del Campo. Z tego związku urodził się przyrodni brat Władysława, Zygmunt. Rodzina pozostanie zawsze dla Władysława Bukowińskiego wielkim oparciem duchowym, będzie go wspierać w czasach jego ciężkich doświadczeń.

Miał już dyplom magistra prawa i możliwość pisania pracy doktorskiej, gdy podjął decyzję, z którą od jakiegoś czasu, zapewne od dwóch lat, się mierzył: jesienią 1926 r. wstąpił do krakowskiego Seminarium Duchownego i rozpoczął studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Władysław Bukowiński wysoko cenił zdobyte na Wydziale Prawa UJ umiejętności, ale dostrzegał zasadnicze różnice między życiem w domu akademickim a w seminarium, podkreślał też, że właśnie fakultet teologiczny, ze swoimi rygorami i standardami życia, uformował go jako księdza i „przystojnemu, rozbawionemu studencikowi”, który potrafił być duszą towarzystwa i świetnie tańczył, dał stosowne motywacje duchowe.

Święcenia kapłańskie otrzymał w katedrze wawelskiej 28 czerwca 1931 r. z rąk księcia metropolity krakowskiego Adama Stefana Sapiehy. W kilka tygodni po święceniach objął obowiązki wikariusza w parafii w Rabce i katechety w tamtejszym gimnazjum, a po czteroletniej tam pracy, gdzie dał się poznać jako gorliwy kapłan i znakomity nauczyciel, w 1935 r. został wikariuszem w Suchej Beskidzkiej, gdzie w tamtejszej szkole powszechnej pełnił obowiązki katechety. W Suchej Beskidzkiej sprawował z niemałym zaangażowaniem opiekę nad osobami chorymi i biednymi, zorganizował akademickie stowarzyszenie „Odrodzenie”, grupujące młodzież studiującą w Krakowie, a pochodzącą z tamtejszych okolic.

W sierpniu 1936 r. za zgodą władz kościelnych wyjechał na Kresy Wschodnie, z którymi zawsze był emocjonalnie związany, i w Łucku na Wołyniu w tamtejszym Wyższym Seminarium Duchownym podjął wykłady z katechetyki i socjologii. Od 1938 r. był także sekretarzem diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej i dyrektorem Wyższego Instytutu Wiedzy Religijnej oraz zastępcą redaktora „Życia Katolickiego”. 11 czerwca 1939 roku zwrócił się do arcybiskupa Adama Stefana Sapiehy z prośbą o udzielenie ekskardynacji z archidiecezji krakowskiej do diecezji łuckiej. Po wybuchu wojny biskup łucki Adolf Piotr Szelążek mianował go proboszczem parafii katedralnej w Łucku. Nie zważając na osobiste zagrożenie udzielał pomocy uciekinierom, tworzył sieć miejsc konspiracyjnego dożywiania oraz aprowizacji. W sierpniu 1940 r. został wraz z kilkoma księżmi aresztowany przez NKWD i osadzony w więzieniu w Łucku. W łuckim więzieniu, mieszczącym się w dawnym klasztorze brygidek, przebywał do 26 czerwca 1941 r. Po wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej w czerwcu 1941 r. Sowieci przed swoją ucieczką z miasta wymordowali znaczną ilość ukraińskich i polskich więźniów. Ksiądz Władysław Bukowiński nieomal cudem uniknął wówczas śmierci, gdy raniony przez Rosjan osłonięty został trupami współwięźniów.

 

W okresie wojny aktywnie wspomagał uciekinierów i jeńców, organizował pomoc materialną, zwłaszcza żywność dla głodujących, z wielkim narażeniem własnego życia ratował żydowskie dzieci, rozdzielał je i ukrywał po klasztorach i parafiach. Podczas okupacji niemieckiej, od 27 czerwca 1941 do 3 stycznia 1945 r., pełniąc znów obowiązki proboszcza w katedrze łuckiej, prowadził systemowo zorganizowaną akcję pomocy osobom i rodzinom zagrożonym wywózkami, zorganizował w pomieszczeniach przykatedralnych szpital dla chorych dzieci, wspomagał m.in. dzięki heroicznemu wsparciu przez tamtejsze zakony akcje dożywiania i stałej opieki dla osób dotkniętych głodem i groźbą wywózek. W 1942 r. z pomocą sióstr benedyktynek zorganizował dożywianie osadzonych w więzieniach jeńców. Do końca okupacji niemieckiej należał do najbliższych współpracowników biskupa łuckiego Adolfa Szelążka, uczestniczył jako człowiek najwyższego zaufania w wielu konspiracyjnych poczynaniach tego hierarchy na rzecz ludzi zagrożonych wojenną i nazistowską eksterminacją. W okresie wojny poznał bliżej i zaprzyjaźnił się z ks. Bronisławem Drzepeckim i ks. Józefem Kuczyńskim, którzy w ciężkich latach powojennych dzielić z nim będą w więzieniach i łagrach ciężkie prześladowania za pełnienie kapłańskich obowiązków, a później już w Kazachstanie będą współtworzyć trzon tamtejszego Kościoła Milczenia.

Po zajęciu Wołynia przez wojska sowieckie 4 stycznia 1945 r. został wraz z biskupem Adolfem Szelążkiem ponownie aresztowany i wywieziony do więzienia w Kijowie. Oskarżony o szpiegostwo na rzecz Watykanu, skazany został na 10 lat karnych obozów pracy: lata 1946–1950 spędził w obozach czelabińskich, następne 4 lata przebywał w kopalni miedzi w Dżezkazganie, położonym ok. 500 km na południowy wschód od Karagandy. Warunki pobytu, katorżnicza praca i wyniszczający niedostatek mocno nadwerężyły jego stan zdrowia, nigdy już zdrowia nie odzyskał, ale nie zdołano go tam złamać psychicznie ani zgasić apostolskiego zapału. Od lipca 1946 r. do listopada roku następnego pracował w systemie zgoła niewolniczym przy wyrębie lasów i kopaniu rowów, w warunkach urągających ludzkiej godności, w głodzie i dotkliwym niedostatku żywności. Z obozu w Bakał na Uralu przewieziono ciężko schorowanego księdza do szpitala, w którym rozwinął pracę samokształceniową z więźniami, głównie w zakresu historii i filozofii, wypełniał też konspiracyjnie posługi kapłańskie. W Dieżkazganie, w centralnym Kazachstanie, pracował w straszliwych warunkach w kopalni miedzi.

Pracował tam na głębokości 300 metrów pod ziemią. Ładował zwykłą ręczną łopatą rudę miedzi na wózki. Każdego dnia norma wynosiła około 12 ton rudy. Tę wyniszczającą pracę ks. Bukowiński łączył z obowiązkami kapłańskimi. W chwilach wolnych, gdy współwięźniowie zmęczeni padali na prycze, odwiedzał chorych w więziennym szpitalu, udzielał sakramentów, prowadził – oczywiście konspiracyjnie – rekolekcje w różnych językach. Mówił biegle po rosyjsku, ukraińsku i niemiecku, znał także język łaciński. Każdy dzień zaczynał od mszy św., którą sprawował wówczas, gdy pozostali więźniowie jeszcze spali, klęcząc na pryczy, w obozowych łachmanach.

Zawsze szczególną troską otaczał dzieci i młodzież. Z myślą o młodych pokoleniach zesłańców w ostatnim roku pobytu w obozie w Dieżkazganie napisał z pamięci, bez możliwości korzystania z literatury historycznej, podręcznik dziejów Polski – „Historia nauczycielką życia”. Z tego ręcznie przepisywanego podręcznika młodzież – dzieci polskich zesłańców, uczyły się ojczystych dziejów i solidarności z rodakami.

Po odbyciu kary więzienia w wysokości 9 lat, 7 miesięcy i 6 dni został ks. Władysław Bukowiński zwolniony z obozu, jednak z administracyjnym zesłaniem na trzy lata do Karagandy, z obowiązkiem pracy i comiesięcznego meldowania się oraz zakazem opuszczania miasta. Później pozostał w Karagandzie, gdzie zatrudnił się jako stróż nocny. Mieszkał w czteroosobowym pomieszczeniu w hotelu robotniczym. Był pierwszym księdzem katolickim, który przybył do Karagandy. Gdy poznał tam małe skupiska katolików, rozpoczął w warunkach konspiracyjnych działalność duszpasterską. Tamtejsi wierni, pozbawieni opieki duszpasterskiej, oczekiwali na możliwość spowiedzi czasami całe dziesięciolecia. W prywatnych domach, zazwyczaj pod osłoną nocy, przy szczelnie zasłoniętych oknach sprawował nabożeństwa, chrzcił, spowiadał, błogosławił związki małżeńskie. Z czasem corocznie w Karagandzie doprowadzał do I Komunii średnio dwieście dzieci.

W czerwcu 1955 roku odrzucił propozycję powrotu do Polski. Wśród osób zabiegających o powrót do Polski ciężko schorowanego kapłana byli liczni jego znajomi i rodzina. Przyrodni brat ks. Władysława Bukowińskiego – Zygmunt, głęboko zaniepokojony o stan jego zdrowia i życie, widząc bezskuteczność swoich w tym względzie usilnych zabiegów, postanowił poprosić o pomoc samego prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego.

W odpowiedzi na list Zygmunta Bukowińskiego i zawarte w nim prośby prymas Polski Stefan Wyszyński w liście z 26 lutego 1957 r. pisał m.in.:

„Sam przecież Pan zdaje sobie sprawę z tego, czym jest kapłan dla ludzi wierzących, zwłaszcza w takiej sytuacji, w której pracuje Brat. Opuścić ludzi, a więc skazać ich na brak Eucharystii, Spowiedzi św., Sakramentu Chrztu św. – to rzecz straszna. Nawet mało gorliwy kapłan decyduje się na to z trudem. A cóż dopiero tak wspaniały Człowiek, jakim jest dobrze mi znany Brat Pana. Wydaje mi się, że szczęście z powrotu Brata dla Was obydwu byłoby trudne i krótkie. Brat miałby wyrzuty sumienia, że zostawił ludzi. A Pan – że stał się przyczyną osamotnienia ludzi. I dlatego wydaje mi się, że sprawę należy zostawić Bratu. Niech On sam rozstrzyga, gdyż sprawa dotyczy Jego kapłańskiego sumienia. Tego nie zastąpi najlepsze serce braterskie”1.

A on zdecydował się właśnie, ze względu na większą swobodę docierania do społeczności katolickich rozproszonych po bezkresach sowieckiego imperium, zostać obywatelem sowieckim. Decyzję tę wiązał z możliwością pozostania na stałe w Kazachstanie, wśród tamtejszych katolików.

W świadomości wielu Polaków już w XIX w. Kazachstan funkcjonował jako przedpiekle Sybiru. W tym ogromnym kraju – sowieckiej naówczas republice (2715 tys. km2) mniej niż 40% ogółu ludności stanowili Kazachowie, a wśród licznych mniejszości narodowych około 100-tysięczną grupę stanowili Polacy. Pierwsze większe skupiska katolików pojawiły się tam w XIX wieku. Stanowili je głównie polscy zesłańcy, którzy w kilku miejscowościach (m.in. Ałma-Acie, Pietropawłowsku czy Kustanaju) stworzyli pierwsze ośrodki życia religijnego. Kolejne grupy zesłańców polskich osiadły w Kazachstanie w latach 1936–1937, kiedy władze sowieckie, chcąc ostatecznie rozwiązać problem polskich mniejszości narodowych na Podolu oraz południowym Wołyniu, dokonały wywózek ludności polskiej z okolic Kamieńca Podolskiego, Berdyczowa, Winnicy, Płoskirowa i innych miejscowości. Także w okresie II wojny światowej w latach 1940–1941 NKWD deportowało ze wschodnich rubieży II Rzeczypospolitej tysiące Polaków do Kazachstanu, a po wybuchu wojny III Rzeszy z ZSRR wywieziono tam z Powołża kilkaset tysięcy Niemców. W przypadku zesłańców pochodzenia niemieckiego połowę z nich stanowili katolicy, a pozostałą część protestanci, głównie luteranie. W okresie powojennym, kiedy rozpoczynał tam konspiracyjną działalność duszpasterską ks. Władysław Bukowiński, katolickie społeczności Kazachstanu, rozproszone po oddalonych od siebie rejonach, stanowili głównie repatrianci niemieccy i polscy, przy znacznej przewadze Niemców. Już po wojnie na coraz szerszą skalę pojawiali się tam także katolicy z Ukrainy, obrządku wschodniego, których Kościół został na terenie ZSRR zdelegalizowany, a jego wyznawcy zostali włączeni oficjalnie decyzją niekanonicznego pseudosynodu „świętojurskiego” (1946) do prawosławia. W sowieckim Kazachstanie, mimo zwielokrotnionej w XX wieku liczby zesłańców – wyznawców katolicyzmu, ilość zorganizowanych miejsc kultu w stosunku do okresu przedrewolucyjnego (w czasach caratu było ich kilkanaście) nie tylko nie wzrosła, ale uległa pełnej likwidacji. Po śmierci Stalina (1953), kiedy uwolniono tysiące więźniów, w tym także licznych księży katolickich, katolickie społeczności podjęły zabiegi o odzyskanie utraconych miejsc kultu bądź stworzenie nowych.

W maju 1956 r. ks. Władysław Bukowiński otrzymał paszport i odtąd mógł – przynajmniej formalnie – poruszać się po całym terytorium ZSRR. Rezygnując z dotychczasowej pracy stróża nocnego na budowie, zajął się już wyłącznie obowiązkami duszpasterskimi, które wykonywał bez obowiązującego tam pozwolenia, konspiracyjnie. Nie posiadając własnego mieszkania, zamieszkał gościnnie na peryferiach Karagandy u Polaków, Stanisława i Zuzanny Maderów. Na przedmieściach Karagandy, w budynku oficjalnie zakupionym, urządził ks. Bukowiński dla Polaków kaplicę. Była to skromna, niewielka salka. Poświęcił ją kolega i współwięzień ks. Bukowińskiego, ks. Józef Kuczyński. W kaplicy tej, poświęconej 26 czerwca 1956 r., sprawował ks. Bukowiński liturgię tylko przez jeden rok, bowiem władze nie wydały w tym względzie pozwolenia i dokonały zamknięcia jej już na początku lipca 1957 r. W latach 1957–1958 odbył pięć wypraw misyjnych w rejony, w których od lat kilkudziesięciu nie było katolickiego księdza. Wyprawy te trwały, z uwagi na potrzeby duszpasterskie, nawet do czterech miesięcy codziennej, niezmordowanej pracy misyjnej. Jednym z takich wyjazdów misyjnych była działalność duszpasterska (czerwiec 1957) w okolicach Ałma-Aty wśród polskich przesiedleńców, gdzie nigdy dotąd nie było kapłana.

W grudniu 1958 roku został aresztowany przez KGB jako „szpieg Watykanu”, który dokonał „nielegalnego otwarcia kościoła, agitacji religijnej wśród dzieci i młodzieży i przechowywania literatury antyradzieckiej”.

Ksiądz Władysław Bukowiński zrezygnował z obrońcy z urzędu, uznał bowiem, że jako prawnik najlepiej będzie bronił swoich racji sam. Nadto zbyt dobrze znał sowieckie realia, by wierzyć w skuteczność głosu obrony, w racjonalność podawanych argumentów, choćby były one najbardziej rzeczowe.

Do kwietnia 1961 r. przebywał w obozie pracy w Czunie w obwodzie irkuckim, gdzie pracował przy wyrębie lasów. Dla schorowanego, wyczerpanego kapłana były te warunki pracy oraz bytowania nader trudne. Ze względu na obolałe i opuchnięte nogi zmuszony był używać butów o kilka numerów większych. Dolegliwości te stawały się coraz cięższe, zwłaszcza że warunki stawały się coraz dotkliwsze. W wielu tych trudach i uciążliwościach wspomagał go skierowany do tego samego obozu pracy we wrześniu 1959 roku ks. Bronisław Drzepecki. Od kwietnia 1961 roku do 3 grudnia przebywał w obozie pracy dla „religiozników” w Sosnówce w Republice Mordawskiej, położonej niedaleko od Moskwy. W obozie tym przebywali głównie więźniowie oskarżeni o działalność religijną. Przez kilka miesięcy warunki pracy i bytowania dzielił tam z zaprzyjaźnionymi z nim księżmi z diecezji łuckiej: B. Drzepeckim i J. Kuczyńskim, a także z kilkoma księżmi greckokatolickimi, którzy przebywali tam z greckokatolickim metropolitą lwowskim Josyfem Slipyjem, następcą władyki Andrzeja Szeptyckiego na świętojurskiej stolicy. Były te kontakty i wspólne uciążliwości doświadczaniem udręk cierpiącego Kościoła, ale i szkołą ekumenicznego zrozumienia, bowiem przebywali w tym obozie także duchowni prawosławni oraz wyznań niechrześcijańskich – mahometańscy i buddyjscy oraz przedstawiciele rozlicznych sekt. Był to bodaj najłagodniejszy z łagrów, w których ks. Władysław Bukowiński był więziony na „nieludzkiej ziemi”, gdzie w więzieniach i obozach, przebywał łącznie 13 lat, pięć miesięcy i 10 dni.

Do Karagandy Bukowiński powrócił w grudniu 1961 r., wznawiając dla rozsianych po całym Kazachstanie katolików swoją wciąż nielegalną działalność duszpasterską.

„Trzeba było – pisze ks. Jan Nowak –odnowić kontakty, ożywić życie religijne, zadbać o katechizację, gdyż poziom elementarnej wiedzy religijnej słabł z każdym rokiem. Pomimo solidnie nadszarpniętego zdrowia ks. Władysław dwoił się i troił, aby sprostać wszystkim potrzebom. Po nocach słuchał Radia Watykańskiego nadającego audycje o trwającym wówczas Soborze Watykańskim II. Odbierał te audycje w językach nieznanych w Kazachstanie, których z tego powodu nikt nie zagłuszał (np. po łacinie)”2.

Głównie z tak zasłyszanych informacji podawanych przez Radio Watykańskie, bo inne informacje do niego zasadniczo nie docierały, dowiadywał się o podejmowanej na soborze reformie liturgii, o dowartościowaniu w liturgii języków narodowych, które teraz coraz śmielej zaczął tam wprowadzać w swojej duszpasterskiej praktyce. Bukowiński, nie mając możliwości legalizacji sprawowanych czynności duszpasterskich, powrócił po przyjeździe do Kazachstanu do zakazanych przez prawo praktyk „Kościoła domowego”. Jak poprzednio, w prywatnych domach chrzcił, odprawiał msze św., spowiadał, katechizował. W latach 60. władze nieformalnie zalegalizowały jego duszpasterską działalność. Nie mając oficjalnego pozwolenia na tę działalność, bo władze mu wciąż odmawiały „sprawki”, płacił stale podatek dochodowy od wykonywanych czynności sakralnych w wysokości natenczas niemałej, bo około 1000 rubli rocznie.

Mimo podupadającego zdrowia, w związku ze zgłaszanymi oczekiwaniami wiernych, podejmował liczne wyprawy misyjne, m.in. do Aktiubińska czy Semipałatyńska. Wspierał go w tym apostolskim zaangażowaniu wyrzucony przed kilku laty z probostwa w Równem na Wołyniu o. Serafin Kaszuba OFM Cap., bezdomny odtąd duszpasterz, który w 1963 r. przybył do Taińczy (Krasnoarmiejska) w Kazachstanie. Kazachstan, podobnie jak w przypadku ks. Bukowińskiego, stał się wielkim apostolskim wyzwaniem o. Serafina.

Szczególnie znacząca i trwalsza była pomoc ks. Aleksandra Chiry, kapłana greckokatolickiego, który po opuszczeniu łagru otrzymał konspiracyjnie sakrę biskupią. Wraz z biskupem Aleksandrem Chirą założyli trzeci zakon św. Franciszka, w którym obowiązywały śluby i formacja zakonna.

W 1965 r. ks. Władysław Bukowiński otrzymał pozwolenie na pierwszy wyjazd do Polski, by tam odwiedzić swoich krewnych. W czerwcu tego roku po niespełna trzydziestu latach odwiedził swoje strony – m.in. Rabkę i Suchą Beskidzką, gdzie ­spotkał się ze swoimi koleżankami i kolegami z czasów młodości, wychowankami gimnazjum, ze studiów uniwersyteckich, przyjaciółmi z Akademickiego Koła Kresowego i „Odrodzenia”, dawnymi parafianami z Łucka, z kolegami z więzień. Wzruszające były spotkania z rodziną i księżmi. Dzięki temu pobytowi w kraju o jego działalności na Kresach i w dalekim Kazachstanie było odtąd głośno w całej nieomal Polsce. Spotkał się z prymasem Polski kardynałem Stefanem Wyszyńskim, a także z metropolitą krakowskim ks. Karolem Wojtyłą, który poznanego właśnie wówczas ks. Bukowińskiego darzył szacunkiem, podziwiał jego duszpasterskie dokonania i wielokrotnie dawał wyrazy troski o tego niezłomnego kapłana.

Ksiądz Władysław Bukowiński podjął, nie zważając na opadające siły i postępującą chorobę, wyprawę misyjną do Tadżykistanu. Trwała ona ponad trzy miesiące (od grudnia 1967 r. do marca roku następnego). Był to jego ostatni tak forsowny i długi wyjazd misyjny. Mimo opadających sił uważał, że był to – jak wyznawał w liście do ks. Kuczyńskiego – jeden z najlepszych okresów w jego azjatyckim żywocie.

Niegojące się rany, będące rezultatem katorżniczych warunków w sowieckich łagrach, a także niewydolność serca uniemożliwiały mu podejmowanie bardziej forsownych wysiłków. Jesienią 1969 r. wyjechał ponownie do Polski. Miesiąc czasu poświęcił w Krynicy na leczenie i wypoczynek. W 1969 r. kardynał Karol Wojtyła podczas spotkania z ks. Władysławem Bukowińskim zachęcił schorowanego, ale pełnego wiary w nadejście dla Kościoła na tych bezkresach imperium swobody funkcjonowania i wypełniania jego misji – do spisania osobistych wspomnień i doświadczeń Kościoła Milczenia. Tak powstały Wspomnienia z Kazachstanu, wydane w podziemnych strukturach „Biblioteki Spotkań” w 1978 r., a więc w kilka lat po śmierci autora.

Do Kazachstanu powrócił 16 grudnia 1969 roku. Stale pogarszająca się kondycja zdrowotna ks. Władysława Bukowińskiego spowodowała, że do Polski zdecydował się przyjechać raz jeszcze, w grudniu 1972 r. Odmrożone, opuchnięte nogi i stopy wymagały solidnego, długotrwałego leczenia, były bowiem przyczyną dotkliwego cierpienia. W Krakowie przyjęty został przez metropolitę Karola Wojtyłę, który nakłaniał ks. Bukowińskiego, by ze względu na zły stan zdrowia zdecydował się, przynajmniej na dłuższy czas, pozostać w Polsce, bo warunki pracy w Kazachstanie są dla niego wyniszczające. Ksiądz Bukowiński podkreślał w takich przypadkach, że leżący, schorowany kapłan też jest duszpasterzem. Jego ostatni czteromiesięczny pobyt w Polsce (18 grudnia 1972 – 19 kwietnia 1973) obejmował dwumiesięczny pobyt w szpitalu w Krakowie; po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat spędził święta Bożego Narodzenia nie z wiernymi „Kościoła Milczenia”, ale z rodziną. Na Wielkanoc, ponaglany listami katolików z Kazachstanu, był już w Karagandzie. Stan jego zdrowia, mimo solidnie prowadzonej kuracji w Polsce, ulegał systematycznemu pogorszeniu.

Gdy czuł nadchodzący schyłek życia, postanowił odwiedzić raz jeszcze rodzinne ziemie, w tym także Podole. Końcem października 1974 r. wyjechał na odpoczynek do Wierzchowca. W domu ks. Józefa Kuczyńskiego w gronie kilku przyjaciół pragnął odbyć swoje rekolekcje. Na zaproszenie ks. Antoniego Chomickiego odwiedził Murafę, jedną z tych nielicznych parafii, która po bohatersku broniła swojego niezłomnego trwania przy Kościele. W Murafie przy gościnnym stole, podczas wspólnego obiadu, greckokatolicki ksiądz Eliasz Głowacki dał przejmujące świadectwo jego kapłańskiego heroizmu:

„W tym piekle zła, niesprawiedliwości, krzywdy, bólu i cierpienia szukałem człowieka – wzoru dla siebie. Tym wzorem człowieka był dla mnie przez 9 lat w łagrach i pozostanie na zawsze tutaj obecny ks. Władysław Bukowiński. Wysoki, wychudły, w lichej odzieży, lecz zawsze pogodny i uśmiechnięty (…) Ile światła, pociechy i siły wlewały w nasze serca jego słowa, dzięki którym przetrwaliśmy. Nie tylko słowem głosił miłość, ale czynem praktykował ją na co dzień. Pomagał innym nosić drewno, dzielił się skromną porcją chleba, oddawał innym cieplejszą bieliznę, nie patrząc na narodowość lub pochodzenie. Kiedy bliżej go poznałem, starałem się go naśladować. Kontakty z nim podtrzymywały mnie na duchu, zrozumiałem wartość cierpienia, dzięki czemu nie załamałem się – owszem, wzrosła we mnie wiara i nadzieja lepszego jutra”3.

Po tygodniowym pobycie w Murafie powrócił ks. Władysław Bukowiński do Wierzchowca. Mimo uzasadnionych obaw, czy jego schorowany organizm podoła trudom podróży, do Karagandy powrócił. 25 listopada odprawił ostatnią mszę świętą i z rąk ks. Aleksandra Chiry, swojego przyjaciela i spowiednika, przyjął ostatni sakrament. Tego samego dnia przewieziony został do szpitala. Lekarze nie dawali już nadziei na poprawę jego stanu zdrowia.

„Ksiądz Bukowiński zmarł w szpitalu w Karagandzie 3 grudnia 1973 r. Niemka Teresa Bitz, późniejsza siostra Klara, tak wspomina te chwile: – Ludzie, którzy przy nim byli, mówili, że modlił się przez całą noc, aż do piątej rano; potem nastąpił krwotok z ust i nosa, uniemożliwiający oddychanie, i to był koniec. Umarł z różańcem w dłoniach. (…) Pocieszaliśmy się: cóż, dla niego lepiej. Jego szala aż po brzegi pełna jest samych dobrych dzieł”.4

Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył przybyły z Podola ks. Józef Kuczyński oraz niemiecki duchowny ks. Michał Kὄhler z Frunze. Uczestniczyli w nich duchowni różnych wyznań i tysiące osób. Był ten pogrzeb niezwykłą manifestacją szacunku i uznania dla zmarłego w opinii świętości kapłana, jego niezłomnej chrześcijańskiej postawy, pełnej otwartości wobec ludzi różnych wyznań i nacji. Pochowano go na nowym cmentarzu w Karagandzie.

Grób ks. Władysława Bukowińskiego stał się rychło miejscem nie tylko pamięci o niezwykłym, charyzmatycznym kapłanie, ale i rozwijającego się kultu. Staraniem miejscowych katolików wzniesiony został nad mogiłą marmurowy pomnik z fotografią i napisem polskim, rosyjskim i niemieckim.

W trzy lata po śmierci ks. Władysława Bukowińskiego władze tamtejsze wydały zezwolenie na budowę w Karagandzie kościoła. Wzniesiony kościół, który z czasem uzyskał godność katedry, poświęcił biskup Aleksander Chira. W okolicznościowym kazaniu podkreślił, że rzucane z ogromnym heroizmem przez ks. Bukowińskiego ziarna pszenicy musiały obumrzeć, aby – jak zapisane jest w Ewangelii – wydać plon stokrotny. W latach 90. XX w. doczesne szczątki ks. Bukowińskiego uroczyście przeniesione zostały wraz z pomnikiem i umieszczone w nowej mogile obok katedry w Karagandzie.

Postawy i motywów działalności apostolskiej ks. Władysława Bukowińskiego nie sposób sprowadzić do argumentacji o charakterze wyłącznie racjonalnym. Jego heroiczny wysiłek duszpasterski miał być – rzecz po ludzku i w tamtym totalitarnym systemie ujmując – roztrwoniony, zapomniany, nade wszystko odrzucony jako relikt fałszywej świadomości. Według zapewnień I sekretarza Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, niejakiego Chruszczowa, z 1965 r. już w roku 1970 na terytorium całego ZSRR miało nie być ani jednego chrześcijanina. W rozległym Kazachstanie kilkadziesiąt prywatnych domów pełniło doraźnie w systemie konspiracyjnym funkcje kaplic – chatynek Bożych, do których docierali po kryjomu co jakiś czas księża. Ilu ich było? Kilku, czasem, po opuszczeniu łagrów i więzień – kilkunastu… Wśród nich rzeczywisty twórca i organizator struktur podziemnego Kościoła w Kazachstanie – ks. Władysław Bukowiński. Jeden z tych nielicznych tam ludzi, którzy zdołali, wbrew wszelkim przeciwnościom, zachować pokłady wolności wewnętrznej w totalitarnym systemie państwa, On – pierwszy błogosławiony tej ziemi, Polak z kresowego Berdyczowa, kapłan diecezji krakowskiej.

 


 

Przypisy:

1   Cyt. za: Władysław Bukowiński, Spotkałem człowieka, Biały Dunajec–Ostróg 2001, s. 153

2   Ks. Jan Nowak, Apostoł Kazachstanu, Ks. Władysław Bukowiński, Biały Dunajec–Ostróg 2016, s. 30

3   Op. cit., s. 38

4   Adam Hlebowicz, Domokrążca z Karagandy. Ksiądz Władysław Bukowiński, Biuletyn IPN nr 1–2 (134–135), styczeń–luty 2017

*             Fotografie pochodzą z tomu Spotkałem człowieka. Ks. Władysław Bukowiński w pamięci wiernych i przyjaciół, cześć 2, zebrał i opracował ks. Witold Józef Kowalów.