Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Tadeusz Krzyżewski, DLA PROPAGANDY POLSKIEGO LWOWA

Drodzy Bracia Semperfidelisy! Wszystkich zrzeszonych w Kołach Lwowian na całym świecie i sympatyków naszego Miasta zaciekawi zapewne, gdzie i kiedy powstały pierwsze Koła Lwowian, których zadaniem była służba słowem, drukiem i uczynkiem na rzecz ochrony dóbr i kultury, sławy historycznej oraz polskości Lwiego Grodu. Otóż chronologicznie pierwsze Koło Lwowian powstało… w Warszawie, potem w Chicago, a zorganizowaniu trzeciego – Koła Sympatyków Lwowa w Berlinie przeszkodziła II wojna światowa!

 

Tworzenie takich kół było przed wojną fragmentem szerszej, zorganizowanej akcji popularyzacyjnej związanej z rozwojem ruchu turystycznego oraz przejawem walki o szyb­szy rozwój miasta i zdobycie dla niego sympatyków zarówno w kraju, jak i za granicą. W tym celu, poza już istniejącymi instytucjami tra­dycyjnie zajmującymi się ruchem turystycznym, do których należały Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze w zakresie zwiedzania kraju oraz Polskie Biuro Podróży „Orbis” zajmujące się przedsprzedażą biletów kolejowych i organizacją wycieczek zagranicznych, utworzono we Lwowie pod koniec 1937 r. Związek Popierania Turystyki Miasta Lwowa z oddzielnym biurem przy ul. Kilińskiego. Związek powołany został dzięki inicjatywie Zarządu Miasta i Izby Przemysłowo-Handlowej, przy poparciu finansowym Krajowej Ligi Popierania Turystyki, i miał za zadanie praktyczne przetworzenie deklaratywnego miłośnictwa Lwowa w czyn przez urządzanie masowego zwiedzania miasta, organizowanie wielkich imprez zjazdowych oraz utworzenie we Lwowie regionalnej cen­trali turystycznej. Miał Lwów po temu wszelkie walory: najpiękniejsze położenie krajobrazowe w Polsce, bogactwo kultu­ralne i historyczne, stolica trzech obrządków katolickich, Targi Wschodnie, teatry z tradycją, Panoramę Racławicką oraz świętość miasta – Cmentarz Obrońców. W najbliższej okolicy uzdrowiska tej miary co Morszyn, Truskawiec, Niemirów, Lubień Wielki, podmiejskie miejscowości historyczne: Żółkiew, Podhorce, Oles­ko; stanowisko wypadowe na Huculszczyznę, w Gorgany i Czarnohorę, Zagłębie Naftowe i na Podole.

Na czele ZPT stał z ramienia władz miejskich wiceprezydent Wiktor Chajes – Żyd wspaniały, Polak niezłomny, zmarły jako zakładnik so­wieckiego okupanta w Starobielsku. W zarządzie zaś brali udział pre­zydent dr S. Ostrowski i dyrektor Izby PH dr M. Jasiński. W ciągu trzech lat przedwojennej działalności biura ZPT, kierowanego początkowo przez zmarłego w 1937 r. kapitana W. Todta, ob­rońcę Lwowa, od r.1938 przez dr. Tadeusza Krzyżewskiego i – jako jego zastępcę Stefana Legeżyńskiego – utworzono formy pracy organizacyjnej i wydawnictwa, które stały się w pewnej mierze prototypowe dla działalnoś­ci prowadzonej później przez nasze londyńskie Koło Lwowian – ale już na obczyźnie!

Wystarczy nadmienić, że tylko w 1938 r. ZPT obsłużył blisko 100 000 przyjezdnych i zwiedzających Lwów, wydał łącznie 12 tytułów wydawnictw i druków o Lwowie w nakładzie 80 000 egz. i zorganizował 28 wielkich wycieczek i zjazdów do Lwowa osobnymi pociągami. Należały do nich śląskie, wielkie wycieczki okrężne po Polsce własnymi pociągami koncernu „Wspólnota interesów”, robotników kopalni „Jaworzno”, Stalowej Woli, Polaków z USA, Niemiec, Zjazdu Zuchów, Kongresu KKO, pielgrzymki kościelne; mnóstwo wycieczek let­nich, dziesiątki tysięcy zwiedzających Targi Wschodnie, Wystawę Lot­niczą i Zlot Sokolstwa 1938; Zjazd Legionistów z okazji 20-lecia Obrony Lwowa oraz stałe, bezpłatne wycieczki niedzielne po zabytkach i atrakcjach turystycznych naszego miasta.

Biuro, dysponujące tylko czterema stałymi pracownikami i 20-kilku przewodnikami dorywczymi, zdołało jednak ustalić i wypracować ramy organizacyjne trzech wielkich zjazdów ogólnokrajowych, które stały się dorocznymi świętami wszystkich sympatyków Lwowa. Były to zjazdy: Maj we Lwowie (impreza rozrywkowo-turystyczna), Targi Wschodnie na początku września z imprezami towarzyszącymi (zjazdy typu ekonomicznego) oraz Święto Obrony Lwowa w listo­padzie (impreza patriotyczna). Tę ostatnią imprezę patriotyczną przejęło godnie i w całości Koło Lwowian w Londynie jako kulminacyjny punkt swej działalności. Tak więc w tym zakresie Koło zachowało jakby ciągłość w pracy in­stytucji, ugruntowanej w naszym mieście w przedwojennych latach.

Istotnym polem działania Związku było wynajdywanie, aktywizowa­nie współpracy i zaopatrywanie w materiały drukowane stowarzyszeń, instytucji i kół utrzymujących łączność ze Lwowem, redagowanie i wydawanie plakatów turystycznych, przewodników (w r.1939 uka­zał się w 4 językach kolorowy przewodnik Droga turysty po Lwowie), urządzanie konkursów fotograficznych wydobywających piękno architektoniczne miasta, tworzenie bazy turystycznej – hotele, kwatery i noclegi; przemysł pamiątkarski, zaplecze gastronomiczne.

Z inicjatywy ZPT nakręcone zostały na wiosnę 1939 przez artystę fotografika M. Bilażewskiego po raz pierwszy dwa filmy krajoznawcze pt. Lwów dawny i dzisiejszy oraz Lwów – miasto bohaterów.

Wobec istniejących przed wojną tendencji centralistycznych Warszawy, gdzie najchętniej przenoszono owocnie pracujące instytucje regionalne, m.in. lwowskie, postanowiono z inicjatywy członków władz miejskich i ZPT bronić stanu posiadania Lwowa oraz rozwinąć na jego korzyść inicjatywę twórczą przez specjalne „przedstawicielstwo” lwowian zamieszkałych w stolicy. Tam więc powstało w 1933 r. pierwsze Koło Lwowian, na którego czele stanął gen. Litwinowicz, rzecznikiem propagandowym był adwokat dr Wałukiewicz, a współdziałał wydatnie w aktywizowaniu pracy i członków Koła – ówczesny poseł na Sejm dr Stefan Mękarski. Odczyty i pogadanki na zebraniach Koła wygłaszali znani lwowscy prelegenci. Ostatni, letni sezon Koła zainaugurował wyświetlany w Warszawie film krajoznawczy oraz odczyt Łzy i uśmiechy Lwowa T. Krzyżewskiego.

Dla pozyskiwania kontaktów zagranicznych odbywali pracownicy ZPT także i dalsze wojaże. Gdy jesienią 1938 r. Edmund Osmańczyk, ówczesny redaktor młodzieżowych pism Zw. Polaków w Niemczech, […] wysunął propozycję zorganizowania manifestacyjnego zjazdu polskiej młodzieży z zagranicy we Lwowie jako najbardziej polskim mieście, bawił na jego zaproszenie w Berlinie kierownik Biura ZPT celem przeprowadzenia akcji propagandowej i ustalenia możliwości odbycia zjazdu. Proponowano wówczas termin w sierpniu 1939, przy czym warto przypomnieć hasła, pod jakimi Osmańczyk prowadził kampanię na rzecz Lwowa na łamach miesięcznika. „Młody Polak w Niemczech”. Tak więc przypominał stale, że Rodłaków i Lwowiaków łączy wspólnota aktywnego wąlczącego patriotyzmu; Lwów – to nasze miasto, Lwów Miasto Młodzieży Polskiej z Zagranicy. Gorąco witała wówczas polska młodzież berlińska i członkowie Związku Polaków w Niemczech przedstawiciela Lwowa na spotkaniach „przy lwowskiej piosence” i wspomnieniach z wycieczek do „miasta łez i uś­miechów”. Na zawsze też zapadły w serca obecnych na tych zebraniach twarde słowa prezesa Polaków niemieckich dr. J. Kaczmarka, zmarłego niedawno w USA: … Jesteśmy i pozostaniemy tutaj tymi, dla których zawsze piękniej pachnieć będzie polskie gówno niż niemiecki kwiatek

Zjazd nie odbył się, przeszkodziła temu wojna. Wojenne przyczyny sprawiły, że zgasło Ognisko Lwowian zapoczątkowane w Chicago przez lwowiankę Anielę Wójcik, odrodziło się jednak po wojnie jako Koło Lwowian nie tylko w Chicago, lecz również w Kalifornii oraz w innych krajach.

 

*  *  *

Poważnym osiągnięciem wydawniczym ZPT było stworzenie i ugrun­towanie własnego periodyku pt. „Turysta we Lwowie”, który ukazywał się jako miesięcznik w latach 1930–1939. Pismo rozchodziło się w nakładzie 5000 egz. nie tylko wśród sympatyków Związku – lecz również kolportowane było w kioskach „Ruchu”, na dworcach kolejowych i w miejscowościach, gdzie organizo­wano zjazdy. Życie czasopisma było krótkie, ale zdołało ono skupić w tym czasie wiele cennych piór i nazwisk entuzjastów Lwowa, do dziś niezapomnianych i znaczących w historii naszego miasta. Oto kilkanaście wątków z bogatej tematyki, z jakiej korzystali autorzy współpracujący z redakcją czasopisma: na tematy związane z historią i zabytkami Lwowa pisali stale dr T. Krzyżewski, dr Z. Morwitz i dr S. Legeżyński – oprowadzając rów­nocześnie gości po starych murach i cudownościach miasta; bałakiem zabawiali wszystkich Szczepko i Tońko – witając osobiście wielkie wycieczki już na dworcu głównym, przy czym zawsze stroili gości na właściwą nutę, wywołując salwy śmiechu dosadnymi powiedzeniami i tą wisielczą miłością do miasta, o której Szczepko mówi Tak czego ten Lwów kocham, że niech go cholera weźmi… (Ostatni dialog Szczepka i Tońka drukowany niegdyś na łamach „Turysty” ukazał się również w Biuletynie K. Lw. nr 31, s. 89–91). Literaci i naukowcy opisywali walory Lwowa każdy po swojemu: kpt lotnictwa Janusz Meissner prowadził nas na apel poległych, jaki odbywał się podczas Zaduszek na Cmentarzu Obrońców, by jeszcze raz przypomnieć światu nazwiska bohaterów amerykańskich, lotników z eskadry majora Faunt-le Roy, którzy polegli w 1920 r. w walce z bolszewikami: G. Graves, A. Kelly, Mc Callum… Ślad po nich zaginął całkowicie w rozbitych czerepach Cmentarza Obrońców!… Gustaw Morcinek – pisarz górników, milczący wielbiciel najmłodszych obrońców Lwowa, z dalekiego Śląska opiewał sławę bezimiennych, tych, którym przyznał na użytek swojej dzielnicy miano najfajnistszych karlusów; K. Makuszyński całą litanię wyśpiewał na cześć ukochanych mikrusów, co ze strachem szli, ale z odwagą ginęli za miasto rodzinne; S. Wasylewski z odległego Poznania opisywał niezapomniane wdzięki przyrody lwowskiej, której słodką osobliwością jest czerecha kleparowska, owa znana w świecie Griotte de Kleparow; gdzie pleni się zwycięsko barwny floks perennis i gdzie nawet tubylcza żabka nosi przydomek „śmieszki”! – I jak rzadko u Wasylewskiego, sięga on nawet do wiersza, by opisać stubarwną szatę kwiecistego Lwowa:

 

Oto cudnie barwista klombów lwowskich szata,

gdzie jeno spojrzeć…

Lobelie stoją tłumnie na rabatach

Rosa się błyszczy na gladiolów klingach,

Storczyki pachną pod Brzuchowicami;

W zaczarowanym królestwie Roehrinea

Smugi zapachów wędrują za nami…

 

Znakomity miłośnik renesansu, wśród najbliższych zwany dobro­dusznie „Pempusiem” – prof. Stanisław Łempicki – zarazem głęboki znawca charakteru i temperamentu lwowskiego, uważa przede wszystkim ludzi oraz wytworzoną przez nich atmosferę, ową „duszę lwowską” – za najcenniejszą „wartość eksportową” Lwowa. Tak ją też opisuje:

We Lwowie ludzie rodzą się i żyją jacyś inni, swoi, tak zwani „lwowscy ludzie”. Od arystokraty do batiara, od hrabiego po pana Stroncia aż do Szczepka i Tońka – ma ten rdzenny lwowianin jakiś specjalny „panie tego” charakter… Dusza lwowska, zamiłowana w gościnności, muzyce, piosence ulicznej i w jakimś niedzisiejszym romantyzmie, krąży po ulicach Lwowa i powoduje nastrój i ruch, ku którym śmieją się oczy przybysza. Dusza lwowska, szastająca się po lokalach, pchająca się na mecze, rozgadana w knajpce, lśniąca kokieterią i dyskretnym uśmiechem ko­biet w teatrze i kawiarni, przechadzająca się w kolorowej haftowanej czapeczce po Akademickiej ulicy, skłonna do awantury i do gapiostwa, kłócąca się o politykę i kierunki literackie – ta właśnie dusza sprawia, że obcy człowiek czuje się we Lwowie za godzinę tak, jakby się tu urodził i z całą „Wesołą Falą” był po ojcu i matce spokrewniony.

Najżarliwszą jednak tęsknotą przepojone epistoły nadsyłał nam z odległego Wilna Mieczysław Limanowski, geolog i geograf, współtwórca teatru „Reduta”, a potem profesor Uniwersytetu S. Batorego i właśnie jego listem, wskrzeszającym tęczową wizję Rynku lwowskiego chcemy zakończyć to wspomnienie o przedwojennych entuzjastach i miłośnikach Lwowa.

[brak tego fragmentu].

 

PS. I co nam zostało z tych lat, cni Bracia Semperfidelisy?… Ot dobry żart, prawie lwowski:

 

Breżniew przyjął na osobistej audiencji aktorkę Brigitte Bardot. Tak mu się spodobała, że powiada do niej:

Wy taka urocza, choroszaja kobieta, że co tylko zapragniecie, to ja gotów zrobić …

A to proszę otworzyć całkowicie zachodnie granice ZSRR!

Oj figlarka ty, figlarka! Ty by chciała, aby my zostali sami, we dwoje – ot co!…

 

Marzec 1979

 

Powyższy tekst, ofiarowany przez Syna Autora, przechował i przygotował do druku Andrzej Chlipalski.