Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Karolina Grodziska, POPRZEDNICZKA MARII KONOPNICKIEJ

Tak nazwał ją w 1913 r. Adam Stodor, edytor tomu jej wierszy i autor obszernego szkicu biograficznego, podkreślając jej wrodzony talent „z Bożej łaski”, ideowość, kryształowo czystą etykę i gorącą miłość do Ojczyzny. Maria Bartusówna (1854–1885), bo o niej tu mowa, została jednak zbyt szybko, choć nie całkowicie zapomniana, przemykając jedynie w opracowaniach historyczno-literackich, czasem tylko stając się obiektem czyjejś fascynacji, jak tego dowodzi piękny internetowy wpis Słabowita siłaczka Filipa Makowieckiego w Mapie kultury.

Córka malarza, przedwcześnie zmarłego na gruźlicę Stanisława Bartusa, wnuczka dziennikarza i wydawcy Jana Juliana Szczepańskiego, chrzestna córka pisarza i dziennikarza Jana Zachariasiewicza, podopieczna Antoniego Odyńca… Debiutowała jako 16-latka utworem Trzy obrazy Sybiru, pierwszy tomik wydała w 1876 r. nakładem Księgarni Władysława Bełzy. Kolejne przyszły w 1880 i 1884 roku. Młodą autorkę otoczyła szybko aura uznania i życzliwości, w tym ze strony Władysława Sabowskiego, Józefa Rogosza, Władysława Ordona czy hr. Róży Krasińskiej, od zachwytów tych zdecydowanie odżegnał się natomiast Bolesław Prus, wręcz napastliwie krytykujący „oklepaną treść” jej wierszy – przy uznaniu dla ich pięknej formy.

Niestety, odziedziczona choroba płuc i nienajlepsze warunki bytowe (Bartusówna bowiem zarabiała na życie jako nauczycielka wiejska, m.in. w Sokolnikach k. Lwowa i Nienadowej k. Dubiecka) skróciły jej życie. Zmarła we Lwowie 2 października 1885 r. Tłumnie odprowadzano ją na cmentarz Łyczakowski; posypały się nekrologi i wyrazy żalu.

Zaczęła się też snuć – legenda. Nieprawdziwe były opowieści o śmierci z głodu lub nędzy (Wilhelm Feldman), prawdziwe zaś – o zbyt forsownej pracy. Jej talent uważano za niewykorzystany, nawet – zwichnięty – z powodu niezbyt szczęśliwego dzieciństwa i braku stabilizacji. Talent ów ceniono wysoko; jak pisał Adam Stodor, najwybitniejszą spomiędzy ówczesnych poetek, a może i najwybitniejszym talentem wśród współczesnych poetów, była Maria Bartusówna. Uważać ją można prócz tego za poprzedniczkę niejako Marii Konopnickiej, zaczynającej swą poetycką drogę w czasie, gdy twórczość Bartosówny dochodziła do zenitu.

Wcześnie próbowano uczcić ten młodo zgasły talent. Staraniem Antoniny Machczyńskiej w kościele Dominikanów umieszczono tablicę pamiątkową. Jeszcze w 1885 r. zawiązał się komitet, mający poprzez prenumeratę zbierać środki na wydanie pism poetki, równocześnie zaś Agaton Giller proponował przyjaciółce Bartusówny, Józefie Jaroszyńskiej, wspólne wydanie biografii i wierszy poetki, inicjatywy te jednak nie doszły do skutku. W 1905 i 1908 r. ukazały się biograficzne szkice poetki autorstwa B. Kąsinowskiego i A. Mikulskiego. Skutecznie o pamięć Marii Bartusówny zabiegała natomiast grupa jej przyjaciółek i miłośniczek twórczości. To właśnie one: Józefa Jaroszyńska, Zofia Listowska, Helena Dybowska, Maria Jarmund i Maria Romanowiczowa doprowadziły najpierw do ufundowania pomnika nagrobnego poetki, następnie zaś do opracowania przez Adama Stodora cytowanej tu biografii, szeroko wykorzystującej papiery rodzinne i wydania jej w 1914 r. nakładem Macierzy Polskiej we Lwowie wraz z obszernym wyborem wierszy Bartusówny.

Nie wiem, w jakim stanie jest obecnie jej grób na cmentarzu Łyczakowskim, w przewodniku Aleksandra Medyńskiego, opisany jako pomnik z granitowych głazów, w piramidę ujętych (pole 53). Wyryto na nim wiersz Teofila Lenartowicza, z którym młoda poetka korespondowała:

 

Chateńkę, jakiej nie miała sierota,

Wzdychając za nią aż po życia kres,

Wznoszą jej dłonie miłych sióstr i braci…

Księgi jej pieśni nie na wagę złota

Ciążą – a na wagę łez.

Za takie księgi sam Bóg w niebie płaci

I z niemi ona tam wysoko w górze

Stoi nad Tobą, łaskawy przechodniu

I jako dzwonek, co rozpędza burzę

Dzwoni nad Polską w tych straceńców

chórze,

Którzy się jawią i nikną dzień po dniu.

 

Tomiki poezji Marii Bartusówny rzadko pojawiają się dziś na antykwarycznych aukcjach, stosunkowo niewiele odnotowuje ich Centralny Katalog NUKAT. Tym bardziej więc warto wydobyć spośród owych lirycznych Wspomnień, Tęsknot, Skarg, Żalów i Zwątpień dwa utwory, które świadczą o wielkiej poetyckiej wrażliwości Marii Bartusówny, a bardziej wytrzymały próbę czasu. Pierwszy z nich powstał w Kołomyi w 1882 r.

 

 

 

Do Prutu

 

Siny Prucie! – tęskny Prucie!

Gór pieśniarzu stary!

Jakież dziwne w fal Twych nucie

 

Uroki i czary!

 

Nastroiłeś srebrną lutnię

Na przeszłości tony,

Co pielgrzymkę wita smutnie,

Jak pogrzebne dzwony!

 

Oj, lirniku siwobrody,

Siadłeś na mogile,

A z szumami twojej wody

Płynie jęków tyle.

 

Że mi łzami serce wzbiera,

Jak w minione lata…

Och! Bo serce nie umiera,

Nawet w kaźni świata.

 

I jak dawniej drży w mem łonie

Niespokojnym biciem,

Tylko – chłód owładnął skronie,

Chłód, co zwie się – życiem!

 

I jak dawniej roje pieśni

Wkoło niego dźwięczą,

Tylko szczęścia sen się nie śni

Przepasaną tęczą!

 

Tylko pękł wiążący z niebem

Łańcuch tajemniczy

I powszednim dni mych chlebem

Dziś – uśmiech goryczy!

 

A ty w dawne dzwonisz tony

Na lutni młodzieńczej,

Tylko – wiosną maj zielony

Brzegów ci nie wieńczy.

 

Tylko szron jesienny rosi

Jarzębin korale

I wiatr uschły liść unosi

Na zmącone fale…

 

Tylko – wron urągowiska

Nad pożółkłe łany,

Tylko zimy groźba bliska

W chmurze ołowianej!

 

Zresztą, nic się nie zmieniło…

Czemuż tak żałośnie?

Starcze… nam się może śniło

O szczęściu… i wiośnie?

 

Po cóż wzrok obracać smętny

Na gasnące zorze?

Dalej! – Ja w świat obojętny,

Ty – w dalekie morze!

 

Drugi wiersz powstał we Lwowie 4 lipca 1884 r., na rok przed śmiercią młodej poetki. To przepiękna modlitwa do patrona Lwowa, błogosławionego Jana z Dukli, którego figurę na kolumnie przy kościele Bernardynów musiała autorka wielokrotnie mijać. Data powstania wiersza jest nieprzypadkowa: w roku 1884 mijało 400 lat od śmierci niezwykłego zakonnika, który miał ocalić Lwów przed wojskami Chmielnickiego, w dniu 8 lipca obchodzone jest zaś wspomnienie liturgiczne Jana z Dukli. W wierszu Marii Bartusówny odnajdujemy też odległe echo tej idei, która piętnaście lat wcześniej, w sierpniu 1869 r., przyświecała twórcom Kopca Unii Lubelskiej, zamieszczającym na kamieniu węgielnym napis: Wolni z wolnymi, równi z równymi. Polska, Litwa i Ruś zjednoczone Unią Lubelską. Tu zaś – jednoczyć miał wspólny, niezwykły patron:

 

 

 

Modlitwa do bł. Jana z Dukli

 

Wielki i święty Polski patronie,

Stróżu jej chwały, cnoty i wiary,

Ty, coś w cudownej stając obronie,

Zachwiał jej wrogów butne sztandary,

Dziś, gdy nas wkoło ciemność otacza,

Gdy bezsilnemi płaczemy łzami,

Gdy rozum bluźni, a duch rozpacza,

Patronie Polski! Módl się za nami!

 

Patronie Rusi! Co ręka w rękę

Kroczyła z nami przez zasług pole,

Z nami składała modlitw podziękę,

Z nami dzieliła dolę – niedolę!

Dziś, gdy jej zmysły czarny duch mąci,

Nim czoło piętnem Kaina splami,

Nim zaślepienie w przepaść ją wtrąci,

Patronie Rusi! Módl się za nami!

 

Błogosławiony Patronie Litwy!

Wielkiej wytrwaniem, wiarą zwycięskiej,

Co się nad ziemią duchem modlitwy,

Ofiary duchem wzniosła nad klęski!

Dziś, gdy ją krwawi u stóp ołtarza

Dziki morderca, grożąc mękami,

Gdy jej relikwie, dysząc znieważa –

Patronie Litwy, módl się za nami.

 

Nieszczęśliwego ludu Patronie,

Co błądził wiele – lecz kochał więcej,

Spojrzyj! Błagalne wznosimy dłonie

W ufności dawnej, w wierze dziecięcej!

Dziś, gdy nad Tobą blask aureoli,

Gdyś u stóp Stwórcy, gdyś z Aniołami,

A my – tułacze, a my – w niewoli

Patronie Prawdy, módl się za nami!