Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Tomasz Wasilewski, ZEGAR – PRZEZNACZENIE (2)

(Część II)

 

Bezpośrednim bodźcem do konkretnego działania była wizyta przedstawicieli gospodarczych Lwowa na Wystawie Jubileuszowej w Pradze w 1891 roku. I tak już we wrześniu 1891 roku na II Zjeździe Kupców i Przemysłowców we Lwowie zaapelowano o przyśpieszenie terminu Wystawy na 1894 rok. Idea ta została podchwycona przez prezesa Galicyjskiego Towarzystwa Gospodarskiego Adama ks. Sapiehę, z którego inicjatywy doszło do zebrania we Lwowie (28.06.1892) przedstawicieli gospodarczych i politycznych, na którym uchwalono „Statut Powszechnej Wystawy Krajowej we Lwowie w 1894 roku”1 oraz powołano komitety organizacyjne. Przewodniczącym Głównego Komitetu Wystawy został Adam ks. Sapieha, a jego zastępcą viceprezydent Lwowa dr Zdzisław Marchwicki (później również dyrektor Wystawy). Od samego początku było jasne, że ta wystawa nie będzie tylko kolejną z serii wystaw gospodarczych, ale również wydarzeniem politycznym o największym znaczeniu. Postanowiono bowiem zgromadzić nie tylko wystawców z całej Galicji (Wschodniej i Zachodniej), lecz także Polaków zamieszkałych w innych zaborach (zwłaszcza za tzw. „kordonem”, tzn. z zaboru rosyjskiego), jak i w innych krajach emigracji polskiej (m.in. w Stanach Zjednoczonych).

 

 

 Fasada Pawilonu Przemysłowego z basenem i wodotryskiem

 

Czas przygotowania do Wystawy przypadł również w okresie wzmożonych wysiłków mających na celu pojednanie z narodem ukraińskim2. Od roku 1889 pod auspicjami namiestnika Galicji Kazimierza hr. Badeniego doszło bowiem do porozumienia z częścią przedstawicieli Rusinów (jak wówczas ich nazywano) reprezentowanych przez Juliana Romańczuka i K. Tełeszywśkiego (tzw ugoda badeniowska”). Dzięki tej ugodzie powstało gimnazjum rusińskie w Kołomyi (marzec 1892) oraz klasy „paralelki” w Przemyślu, jak również wprowadzono język rusiński jako język krajowy (w zapisie fonetycznym). W tymże 1892 roku stworzono też na Uniwersytecie Lwowskim Katedrę Historii Powszechnej z ruskim językiem wykładowym. Na Wystawie zaowocowało to włączeniem Rusinów do komitetów organizacyjnych, jak również do powstania specjalnego Pawilonu Ruskiego. Sam namiestnik Badeni został honorowym prezesem Wystawy obok innych dostojników Galicji (ks. Eustachy Sanguszko – marszałek krajowy) oraz władz wiedeńskich (ministrowie handlu i przemysłu). O randze, jaką chciano nadać Wystawie, świadczy fakt, że zaraz na pierwszym zebraniu Głównego Komitetu (5.09.1892) zaproponowano, by patronat nad nią powierzyć samemu cesarzowi Franciszkowi Józefowi I („bo nie masz lepszego i dobrotliwego patrona” – z mowy A. Sapiehy), co on na specjalnej audiencji (17.11.1892) „przyjął z radością”. Na dodatek wybrany termin przypadał w setną rocznicę bitwy pod Racławicami (4.04.1794), która stała się wielkim symbolem walki narodu polskiego o wolność. Artysta – malarz lwowski Jan Styka wysunął pomysł, by uczcić to dziełem niezwykłym: monumentalną panoramą przedstawiającą przebieg tej wygranej bitwy przeciwko rosyjskiemu najeźdźcy. W lutym 1893 roku Rada Miasta Lwowa oficjalnie zamówiła „Panoramę Racławicką”, a od sierpnia 1893 roku do maja 1894 roku zespół 10 wybitnych malarzy (m.in. Wojciech Kossak i Włodzimierz Tetmajer) pod kierownictwem pomysłodawcy zrealizował dzieło, które przeszło do historii. Trzeba było dla niego zbudować specjalny pawilon w formie rotundy, w którym cylindrycznie rozpięto płótno żaglowe (specjalnie sprowadzone z Belgii) o 114 m długości i 15 m wysokości! Jak z powyższego wynika, projektowana Wystawa przybrała rangę tak wysoką, że trudno było sobie wyobrazić coś bardziej wspaniałego i doniosłego. I właśnie w tym „wydarzeniu stulecia” brał udział nasz pradziad Wiktor Wasilewski.

 

 

 Pierwotny plan Pawilonu Przemysłowego

 

Nie wiadomo dokładnie, od kiedy wiedział on o przyspieszeniu terminu Wystawy. Prawdopodobnie od jesieni 1891 roku, ale dopiero w grudniu 1892 roku dowiedział się, co, jak i kiedy trzeba zrobić, by w niej uczestniczyć. W dniu 21.12.1892 roku bowiem na zebraniu Komitetu wykonawczego pod przewodnictwem Stanisława hr. Badeniego (późniejszego marszałka Sejmu krajowego – młodszego brata Kazimierza Badeniego – namiestnika) ustalono szczegóły regulaminu. Wystawa miała się odbyć od 1 czerwca do 1 lub 15 października 1894 roku. Każdy ze zgłaszanych eksponatów miał być przydzielony do jednej z 33 grup tematycznych obejmujących swoim zasięgiem wszystkie aspekty życia galicyjskiego: od kultury i sztuki, poprzez rolnictwo i leśnictwo, do szeroko rozumianej działalności rękodzielniczej i przemysłowej. Ponadto utworzono 34. grupę dla eksponatów szczególnie nowatorskich, które zostały opatentowane albo uznane jako tego godne. O zakwalifikowaniu i o ewentualnych nagrodach miały decydować Komitety sekcji.

 

 

 Schemat zdjęcia Pawilonu Cesarskiego

 

Tak więc rok 1883 był dla Wiktora bardzo intensywny: nie tylko wytężona praca nad wykańczaniem zegara, ale również załatwianie formalności i oczekiwanie na decyzję Komisji. Według taryfikatora „taksy za miejsce”, który przewidywał za „1 m² w budynku pod dachem, dostępnym ze wszystkich stron – 8 zł”, musiał on przy składaniu „arkusza kwalifikacyjnego” wpłacić 7,2 zł, co stanowiło połowę całkowitej należności (14,4 zł). Wcale nie była to kwota zupełnie błaha. Prawdopodobnie najpóźniej już na jesieni dostał pozytywną odpowiedź ku swojej wielkiej radości. Z katalogu Wystawy3 wynika, że zegar Wiktora został zakwalifikowany do grupy XIV, w której oprócz „wyrobów zegarmistrzów” znajdowały się wyroby metalowe z zakresu kowalstwa, ślusarstwa, nożownictwa, blacharstwa, glaserstwa4, brązownictwa i złotnictwa, a także wyroby optyków oraz platerowe i galwanoplastyczne. Była więc to grupa niezwykle zróżnicowana. Łącznie zakwalifikowano do niej 132 wystawców (z tego 90 galicyjskich). Samych wystawców wyrobów zegarmistrzowskich było 14. Pod nr 732 tego katalogu możemy więc przeczytać, że Wiktor Wasilewski ze Stryja wystawił „Zegar wahadłowy, wskazujący godziny, minuty, dni, miesiące, czas wschodu i zachodu słońca, kurant gra trzy razy dziennie”. Z opisu innych pozycji można wywnioskować, że podobnych, dużych zegarów było jeszcze trzy: „zegar stojący” Jana Seltenreicha ze Lwowa (nr 719), „zegar własnego pomysłu rozmiarów wieżowych” Józefa Weissa ze Lwowa oraz „zegar albumowy z kurantami” Wilhelma Goldschei­dera z Radzichowa. Wystawiała również swoje „zegary i zegarki od najprostszych do najsztuczniejszych” znana już wówczas firma Philippe Patek i Sp. z Genewy, założona w 1839 roku przez Antoniego Patka, polskiego uchodźcę po powstaniu styczniowym, jednego z organizatorów szlaku przerzutowego przez Drezno do Francji. Ale to nie wszystko. Zegar Wiktora figuruje również w grupie XXXIV, tzn. w grupie patentów, tym razem jako „zegar kurantowy”. Obok niego były zakwalifikowane tam jeszcze dwa zegary: wspomniany już „zegar własnego pomysłu” J. Weissa oraz „zegar do nakręcania w sposób nowy” Bernarda Stiela z Krakowa (nr 779).

Sukces Wystawy był niewiarygodny jeszcze przed jej oficjalnym otwarciem: 5241 wystawców (z tego 4220 z samej Galicji) w porównaniu do 800 na poprzedniej w Krakowie! Musiano na gwałt powiększać tereny przeznaczone na budowę 129 pawilonów tematycznych na płaskowyżu stryjskim powyżej Parku Kilińskiego. Większość z nich była rozlokowana wzdłuż szerokiej alei centralnej i wokół dwóch obszernych placów: pierwszego od głównej bramy z basenem wodnym i drugiego z „fontanną elektryczną”, która była jedną z większych atrakcji z uwagi na zmieniające się kolorowe oświetlenie. Do głównych pawilonów należały: przemysłowy, sztuki, architektury oraz Mauzoleum Matejki, które były usytuowane wokół pierwszego placu z dużym basenem. Nieco na uboczu stała Rotunda „Panoramy Racławickiej”. Największym z nich był od samego początku Pawilon Przemysłowy, który miał mieć pierwotnie powierzchnię 4000 m², a po licznych poprawkach i dobudowaniu w ostatniej chwili dodatkowego skrzydła w maju 1894 roku, prawie o połowę większą – 5985 m². Drugi co do powierzchni był Pawilon Sztuki – 1800 m². Daje to wyobrażenie o wadze, jaką przywiązywano do rozwoju przemysłowego zacofanej pod tym względem Galicji. Zdecydowana większość pawilonów była skonstruowana z drewna. Znaczącymi wyjątkami były: Pawilon Sztuki, którego murowana sylwetka przetrwała do dzisiaj, Rotunda „Panoramy Racławickiej”, której metalowy szkielet jest dzisiaj częścią hali sportowej, oraz Wieża Wodna. Głównym architektem Wystawy mianowano st. inż. Franciszka Skowrona i to on przygotował projekty tych największych pawilonów. Pierwotny projekt Pawilonu Przemysłowego opierał się na planie zbliżonym do odwróconej litery „E”. Wskutek późniejszych dobudówek od tyłu znacznie zmienił formę, zachowując jednak rozciągniętą fasadę (połać główna) oraz trzy podstawowe ramiona ze skrzydłami.

 

 

 Pawilon Cesarski

 

Część środkowa fasady była najbardziej imponująca. Nad głównym wejściem umieszczona była kopuła o wysokości 32 m! Była ona bogato udekorowana: w tympanonie obraz alegoryczny T. Popiela przedstawiający opiekę przemysłu nad rzemiosłem i rolnictwem oraz poniżej witraże honorujące największych królów polskich: Władysława Łokietka, Bolesława Chrobrego, Kazimierza Wielkiego, Władysława Jagiełłę, Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego. Obok nich znajdowały się też witraże z wizerunkami Jana Długosza, Mikołaja Kopernika, Jana Matejki i innych ważnych postaci z historii narodowej. Dwie wieżyczki po bokach tej kopuły podkreślały jeszcze bardziej uroczysty charakter tej części budowli. I nic dziwnego. Pod nią właśnie odbywały się wszystkie oficjalne uroczystości otwarcia, ważne wizyty i zamknięcie Wystawy.

W tym celu umieszczono w środku, naprzeciw głównego wejścia, tzw. Pawilon Cesarski. Było to podwyższenie pod bogato haftowanym „błękitnym baldachimem bramowanym pąsem i hermelinami” („Gazeta Lwowska”) lub „pąsem z gronostajami” („Kurier Lwowski”). Należy z tego zrozumieć, że błękitny baldachim był otoczony czerwoną wstęgą wykończoną białym futerkiem gronostajowym. Trudno to dokładnie zidentyfikować na załączonym zdjęciu. Z przodu baldachim podtrzymywany był przez halabardy husarzy w autentycznych starych zbrojach, natomiast z tyłu ozdobiony był długimi wstęgami mocowanymi do słupów. Jak się łatwo domyślić, tak bogaty i dostojny wystrój był przeznaczony dla cesarza i jego rodziny. Pośrodku tego podwyższenia ustawiano dla niego tron. W prawo i w lewo od Pawilonu Cesarskiego rozciągała się główna połać przedłużona do tyłu dwoma ramionami ze skrzydłami. Ramię środkowe znajdowało się poza nim. Utworzone w ten sposób dwa podworce służyły również do prezentacji eksponatów. Wszystkie te hale były zbudowane na jednorodnym planie: szerokość 16 m, wysokość 6 m. Wyższe eksponaty umieszczano pod kopułami zwieńczającymi połączenia ramion z połacią główną. Dla podtrzymania dachu po dwóch stronach ustawiono szeregi słupów (co 3–6 m), tak że środkiem biegł trakt o szerokości 7 m tworząc pod ścianami dwa korytarze po 4–5 m każdy. Układ ten komplikował podobno ekspozycję, ale dyrekcja broniła się ograniczeniami budżetowymi…

W katalogu Wystawy brak było dokładnego planu rozmieszczenia poszczególnych eksponatów. Niemniej jednak dla każdego z nich wskazano sąsiadów oraz halę ekspozycji. Pokusiłem się więc o ustalenie możliwie jak najdokładniej, które miejsce było przeznaczone na dzieło Wiktora. Była to nie lada szarada, której rozwiązanie zajęło mi niezliczoną ilość godzin. Z uwag ogólnych dowiedziałem się, że Grupa XIV znajdowała się w środkowym ramieniu (które dzieliła z Grupą XXVII – instrumentów muzycznych) i w lewej części połaci głównej – wzdłuż fasady. Następnie pod nr 732 (zegar Wiktora) sprecyzowano, że był on usytuowany w środkowym ramieniu „poza 718, między 708 i 746 w pośrodku”. Natomiast nr 746 był „w pośrodku tuż za tronem”! Tak więc bez najmniejszej wątpliwości nasz pradziad Wiktor Wasilewski nie tylko brał czynny udział w jednym z najważniejszych wydarzeń Galicji jego czasów, ale do tego w głównym pawilonie Wystawy (zwanym wówczas „sercem wystawy”) i to o kilka metrów od jego centrum, w którym zapisało się ono w historii! Po tej konstatacji powróciłem do szczegółowego analizowania zdjęcia Pawilonu Cesarskiego. Poza nim widać wyraźnie gabloty i stoły z eksponatami. Wyposażony w informacje z katalogu podjąłem próbę ich identyfikacji. Obok na planie – jej rezultat (biała przestrzeń to obszar objęty zdjęciem).

Nie mam wątpliwości, że prawa gablota to ta, co stała „w pośrodku tuż za tronem” tzn. nr 746, w której Piotr Seip z Krakowa wystawiał swoje wyroby brązownicze. Ta z lewej strony to pewnie nr 747 („gablota pomiędzy 743 i 746 w pośrodku”) gdyż nr 743 (niezaznaczony na zdjęciu) jest związany z lewą ścianą. W gablocie tej inny krakowiak, Franciszek Kopaczyński, pokazał również wyroby ze srebra. Dalej to tylko przypuszczenia. Za nr. 747 widać górę gabloty – prawdopodobnie nr 729 (Jakubowski: platery i chińskie srebro), a za nr. 746 – stół z wyrobami „brązowniczymi do użytku kościelnego” Aleksandra Piecha z Sanoka (nr 709). Poza nimi można się domyślać sylwetek organów. Ta z wyraźnym miechem to prawdopodobnie „organy dębowe, ośmiostopowe o 16 rejestrach w stylu romańskim” Alojzego Koniecznego spod Rymanowa (nr 1557). Za nim być może organy Jana Grochowskiego z Krakowa (nr 1555).

Ale dla mnie najważniejsze na tym zdjęciu jest to, czego na nim brak… Otóż wydaje mi się, że z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, że za obszernym filarem po prawej stronie od podium (podtrzymującym główną kopułę) ukrywa się zegar naszego Wiktora! Z katalogowego zapisu wynika bowiem, że był on po prawej stronie od nr 746, który znajduje się niedaleko „strefy cienia” filara, oraz na lewo od nr 708, którego „szafa i stolik” wyłaniają się częściowo na zdjęciu z prawej strony. Niezależnie od tego, czy rzeczywiście tak było, to z całą pewnością było to miejsce, gdzie Wiktor doznał wzruszeń, których cień spróbujmy odtworzyć z oficjalnych relacji.

Tak więc można być pewnym, gdzie nasz pradziad był o godzinie 11 we wtorek 5 czerwca 1894 roku w czasie ceremonii uroczystego otwarcia Wystawy zrelacjonowanej szczegółowo zarówno przez „Gazetę Lwowską”, jak i „Kurier Lwowski”. Tuż przed tym pewnie był świadkiem krzątaniny przed Pawilonem Cesarskim, gdy na gwałt zamiatano „dywan pluszowy koloru bordeaux”. Ale wszystko zaczęło się już o godzinie 8 rano mszą w katedrze łacińskiej, na której teoretycznie Wiktor mógł być, ale potem musiałby się bardzo spieszyć, by zdążyć na czas (przed 10) do swojego zegara. Cała bowiem trasa od katedry do Parku stryjskiego była obstawiona szpalerami młodzieży ze wszystkich szkół oraz przedstawicielami wszystkich możliwych stowarzyszeń polskich, ruskich i żydowskich (świeckich i duchownych) ze sztandarami, reprezentujących społeczeństwo Lwowa i okolic. Wśród takich szpalerów, na krótko przed godziną 11, otwartym powozem przejechał najwyższy dostojnik ceremonii, osobisty wysłannik cesarza – jego młodszy brat, arcyksiążę Karol Ludwik wraz z namiestnikiem Badenim. Przed Pawilonem Przemysłowym zgromadziła się cała elita polityczna Galicji: członkowie Wydziału i Sejmu krajowego, generalicja oraz arcybiskupi trzech wyznań: rzymsko-, greckokatolickiego i ormiańskiego. Bogato wystrojona w kontusze szlachta tworzyła kolorowy szpaler. Tym szpalerem orszak dostojników wszedł do środka pawilonu, gdzie arcyksiążę Karol Ludwik w asyście arcyksięcia Lepolda Salwatora (z linii toskańskiej Habsburgów) i swojego adiutanta wstąpił na podwyższenie z tronem (na którym jednak nie usiadł). Nasz Wiktor mógł dokładnie obejrzeć ich z lewego profilu… Wysłuchał także z uwagą oficjalnych przemówień. Pierwszy mówił prezes Komitetu Wystawy, książę Adam Sapieha. Przemawiał po polsku, opisując niezwykłą mobilizację całego społeczeństwa w przygotowaniach do Wystawy, czego „dowodem udział w pracach równie gorący i gorliwy tak Polaków, jak i Rusinów”. Następnie głos zabrał (po rusku) dr Damian Sawczuk, członek Wydziału krajowego. Wyobrażam sobie, że Wiktor go doskonale rozumiał, gdyż „wyssał” ten język wraz z mlekiem matki. Dr Sawczuk podkreślał braterstwo dwóch narodów, ale również niezbywalne prawa narodu ruskiego „dawnego narodu kulturnego, żyjącego własnym życiem, i rozwijającego się na podstawie samodzielnej, narodowej”. Gorąco dziękował cesarzowi za poparcie w tych dążeniach… W dalszej kolejności Wiktor usłyszał odpowiedź arcyksięcia Karola Ludwika po niemiecku, który to język z całą pewnością też rozumiał bardzo dobrze. Mówca gratulował sukcesów obydwu narodom kraju, „który już w czasach młodości tak ukochałem”. To była aluzja do dłuższego pobytu we Lwowie w latach 1854–1855. Spotkała się ona oczywiście z burzą oklasków. Pozwoliło to arcyksięciu dorzucić po polsku: „Rad z serca winszuję krajowi tej zdobyczy…”, co wzbudziło powszechny entuzjazm. Po czym arcyksiążę oficjalnie uznał Powszechną Wystawę Krajową za otwartą. Chwila była niezwykle podniosła: z dala dobiegał głos bijących we wszystkich kościołach dzwonów, rozlegały się salwy armatnie (z moździerzy), a przed budynkiem chór męski (połączone chóry „Lutnia” i „Echo”) odśpiewał hymn cesarski oraz polskie i ruskie kantaty. Tego oczywiście nie wiadomo z pewnością, ale nie jest wykluczone, że w oku Wiktora zakręciła się łezka wzruszenia…

Następnie arcyksiążę oprowadzany przez namiestnika Badeniego wspomaganego przez dyrekcję Wystawy rozpoczął zwiedzanie pawilonu od „prawego skrzydła,” co oznaczało raczej „w lewo od głównego wejścia”, sądząc po oglądanych eksponatach. Wizyta przeciągnęła się bardzo ponad przewidziany czas, „gdyż prawie przy każdej grupie, przy każdym niemal przedmiocie (…) wypytywał o szczegóły…”. Reporterzy dwu cytowanych dzienników przytaczają całe listy przedmiotów, które wzbudziły zainteresowanie arcyksięcia. Brakuje jednak wzmianki o zegarze Wiktora. Nie wspomniano też nic o innych wystawianych zegarach. Nie jest jednak wykluczone, że i przed nimi się zatrzymał.

Po tej wizycie, która trwała ponad godzinę, około w pół do pierwszej, Jego Ekscelencja udał się do Pawilonu Miasta Lwowa i już nie starczyło mu czasu na zwiedzanie Pawilonu Sztuki, co odłożono na dzień następny. Wystawę opuścił o godzinie pierwszej, a o wpół do trzeciej lunął deszcz zamykając okienko dobrej pogody na otwarcie Wystawy. Lało z krótkimi przerwami aż do wieczora. Aura w ogóle nie sprzyjała tej Wystawie: wiosna tego roku była bardzo słotna, co utrudniało prace przygotowawcze, a po otwarciu lało przez 40 dni…

Nie jest wykluczone, że Wiktor wykorzystał to słotne popołudnie na nawiązanie bliższej znajomości (o ile tego nie zrobił wcześniej) z innymi wystawcami, szczególnie z dziedziny zegarmistrzostwa. Zaraz obok niego był wystawiony wspomniany już zegar Bernarda Stiela (nr 779), który był czeladnikiem zegarmistrzowskim w Krakowie. Wyobrażam sobie więc ich rozmowy dotyczące takich czy innych rozwiązań technicznych. Zwłaszcza że wystawiony przez Stiela zegar był „własnego pomysłu do nakręcania w sposób zupełnie nowy”, co upoważniało go do konkurowania również w grupie patentów. Niestety, nie udało mi się ustalić, na czym polegał ten jego nowy system nakręcania. Nieco dalej, ale też u wejścia do środkowego ramienia, przy prawej ścianie znajdował się zegar „albumowy” z kurantami Wilhelma Goldscheidera z Radziechowa koło Lwowa (nr 807). Z całą pewnością mógł więc wytłumaczyć Wiktorowi, na czym ów „albumowy” charakter polegał i dlaczego kurantów było kilka, a nie jeden. Dzisiaj trudno tego dociec. Prawdopodobnie obok wystawiony był zegar słoneczny Adofa Stiglitza z Tarnowa (nr 768). Przedsiębiorstwo to istniało od 1849 roku i zostało już nagrodzone na lokalnej wystawie w Tarnowie w 1892 roku. Tak więc również wystawca profesjonalny. Można sobie wyobrazić, że mogli oni znaleźć wspólny język, rozprawiając o czasie wyznaczanym przez ruch ciał niebieskich… Jako się już rzekło, przed zegarem Wiktora stał na stoliku podróżny zegar „ankrowy” o 16 rubinach, który się nakręcało raz na 8 dni (nr 718). Jego wystawca Konrad Schneikart był lwowskim zegarmistrzem (przy ul. Wałowej), który w swoim składzie sprzedawał zegary „wyłącznie tylko z pierwszorzędnych genewskich i francuskich fabryk”. Można się domyślać, że termin „ankrowy” oznaczał po prostu „z kotwiczką”, rozwiązaniem technicznym już wówczas rozpowszechnionym. Natomiast nowością pewnie było nakręcanie raz na 8 dni. Nie mógł tym jednak zaimponować Wiktorowi, którego cacko nakręcało się raz… na rok! Zaraz obok wystawiał inny zegarmistrz lwowski: Tadeusz Miłaszewski, który posiadał skład przy ul. Akademickiej „zegarków kieszonkowych i stołowych, ściennych, szwarcwaldzkich i podróżnych”. Prezentował on „wielki zegar kieszonkowy – roboty ręcznej” (nr 710), prawdopodobnie własnej. „Kurier Lwowski” pisał, że był to zegar „kieszonkowej roboty ręcznej”. Nie wiadomo więc, czy chodziło o rozmiar kieszonkowy (ale w takim razie dlaczego „wielki”), czy też o jakieś szczególne rozwiązanie konstrukcyjne. Z całą pewnością też miał o czym rozprawiać z Michałem Mięsowiczem z Krosna, który wystawiał obok nr 718 „sztuczny zegar w stylu odrodzenia, bijący kwadranse i godziny – wszystkie kółka, tryby i części składowe wykonane od ręki bez pomocy maszyn” (nr 711). Termin „sztuczny” zdaje się był wtedy używany w znaczeniu „wysokiego poziomu sztuki zegarmistrzowskiej” – odpowiednik dzisiejszego „precyzyjny”. Reporter „Kuriera Lwowskiego” pisał, że było to coś w rodzaju „regulatora”. Podobnie natomiast jak u Wiktora był to zegar stylowy o pięknym wykończeniu i olbrzymich rozmiarach, no i od A do Z wykonany ręcznie. Wygląda na to, że tak jak nasz pradziad, jego twórca był wielkim pasjonatem. Nie ma też wątpliwości, że Wiktor mógł nawiązać żywy kontakt z innym autorem oryginalnego dzieła, Józefem Weissem ze Lwowa (ul. Sobieskiego), którego stoisko znajdowało się nieco dalej, przy tylnej ścianie głównej połaci na prawo od głównego wejścia. Rodzina Weissów już od trzech pokoleń zajmowała się zegarmistrzostwem (jego dziadek i ojciec bowiem prowadzili zakład w Wieliczce). Wystawił on „zegar własnego pomysłu rozmiarów wieżowych” (nr 726), który zadziwiał oryginalnością (miał tylko jedną wskazówkę – sic!) i był stosunkowo tani. Nadawał się więc do instalacji w małych miasteczkach. Zabrakło jednak środków finansowych do rozpowszechnienia tego modelu5. Sam Józef Weiss był wieloletnim opiekunem zegara ratuszowego we Lwowie, przywiązanym do niego do tego stopnia, że gdy któregoś dnia ów zegar stanął, to on sam zapadł poważnie na zdrowiu…6 Nie mogę się oprzeć przypuszczeniu, że to właśnie rozmowy z tym „sumiennym w swoim fachu pracownikiem” pomogły Wiktorowi w późniejszym skonstruowaniu zegarów na wieżach ratusza i saliny w Bolechowie…

 

1   Dwernicki Tadeusz: Historia i organizacja Powszechnej Wystawy Krajowej we Lwowie”, Wydział Krajowy, Lwów 1897

2   Partacz Czesław: „Od Badeniego do Potockiego. Stosunki polsko-ukraińskie w Galicji w latach 1888–1908”, Toruń 1996

3   „Katalog Powszechnej Wystawy Krajowej we Lwowie roku 1894”, drugie wydanie, Lwów 1894

4  Produkcja szkła

5  http:/zegarkiclub.pl/forum/lwowskie zegary

6  Tadeusz Krzyżewski, Serce Lwowa, „Cracovia Leopolis” nr 3/2009, s. 5