Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Janusz M. Paluch, PAMIĘTAJMY O NASZYCH SZKOŁACH!

Podczas spotkania w TMLiKPW w Stalowej Woli, kiedy już piliśmy herbatę zagryzając ciasteczkami, podeszła do mnie pani Krystyna Podsiadło. Muszę opowiedzieć panu o mojej mamusi, Mieczysławie Świercz, która była uczennicą szkoły Marii Magdaleny we Lwowie – powiedziała. – W 1996 r. miał się odbyć uroczysty zjazd wychowanków tej szkoły z okazji 180-lecia Szkoły św. Marii Magdaleny we Lwowie. Mamusia się bardzo zapaliła do wyjazdu do swego Lwowa, odpisała na apel, jaki ukazał się na łamach tygodnika „Przekrój”. Przysłali zaproszenie. Niestety nie doczekała. Zmarła 24 stycznia 1994 r. Specjalnie na tę okazję napisała krótkie wspomnienia. Może pana zainteresują? Pokazuje mi zdjęcie swej mamy z 1924 roku, kiedy była uczennicą VI klasy szkoły św. Marii Magdaleny we Lwowie. Miała wtedy 13 lat. Na fotografii utrwalił się obraz smutnej, a może zestresowanej przez fotografa dziewczynki z krótkimi warkoczykami. Na jednym warkoczu zawiązana jasna kokarda. Wyraziste usta i pewne spojrzenie, które spotykać będziemy na innych, późniejszych, fotografiach. Smutek, jaki dostrzegam w jej oczach – czy to nie efekt traumatycznych przeżyć, jakie zaaplikowała jej historia? Wszak jako mała dziewczynka przeżyła pierwszą wojnę światową, wojnę polsko-bolszewicką i spowodowaną lękiem przed bolszewikami przeprowadzkę spod Tarnopola.

Rodzice, Michał Korman i Tekla z Ossowskich, mieszkali w niewielkiej Kaczanówce w powiecie Skałat. Kiedy jej ojciec, Michał, został sierotą w wieku 11 lat, opiekę nad chłopcem objęła hrabina Skarbkowa. Wysłała go do Wiednia, gdzie skończył szkołę administracyjną, a w Przemyślu szkołę muzyczną, po której mógł być organistą. Tekla miała 14 lat, kiedy wzięła ślub. Michał Korman pracował jako sekretarz gminy w Kaczanówce i od 1914 r. był także organistą. Jako ważny pracownik administracji nie został powołany do wojska, gdy wybuchła I wojna światowa. W Kaczanówce zakupił ziemię, którą później udało mu się korzystnie sprzedać. W 1920 r. kupił we Lwowie kamienicę w dzielnicy Lewandówka przy ul. Związkowej 34. Pracował w magistracie Dzielnicy VII Lwowa oraz w nieodległej Biło­horszczy jako organista. W czasie II wojny światowej, podczas okupacji sowieckiej, został aresztowany przez Rosjan. 10 kwietnia 1940 r. nie wrócił do domu z pracy. Jak dowiedziała się rodzina, prawdopodobnie został zadenuncjowany przez znajomego Ukraińca. Rosjanie płacili 50 rubli od Polaka – mówi pani Krystyna. 13 kwietnia tegoż roku do domu Kormanów wkroczyło NKWD. Kazali zabrać podstawowe rzeczy i wywieźli ich na dworzec kolejowy. Po kilku dniach pociąg składający się z wagonów towarowych wypełnionych Polakami wywiózł Teklę z dziećmi do Kazachstanu. Osadzono ich w siole Grigoriewka. Żona Michała – Tekla zmarła 17 stycznia 1941 r.

 

 Klasa Mieczysławy Korman z 1924 r., siedzi pierwsza z prawej

 

Po pół roku Michał Korman, przetrzymywany na Brygidkach, został wypuszczony na wolność. W domu nie zastał nikogo. Przeniósł się do centrum Lwowa. Zamieszkał z rodziną na ul. Kazimierzowskiej 35, gdzie pomagał prowadzić sklep. Po wojnie jako ekspatrianci trafili do Niska, obecnie woj. podkarpackie, gdzie po jakimś czasie dotarła też najbliższa jego rodzina z zesłania.

W 1989 r. na łamach „Przekroju” (nr 2308 z 17.09.1989 r., s. 13) ukazał się apel do wychowanków szkoły św. Marii Magdaleny, który podpisał Andrzej Chlipalski, wówczas wiceprezes Zarządu Oddziału Krakowskiego TMLiKPW, później założyciel i redaktor naczelny kwartalnika „Cracovia–Leopolis”. Anons brzmiał: B. uczennice i uczniów szkoły żeńskiej i męskiej MM we Lwowie (do r. 1944) prosimy o znak życia i informacje o sobie, m.in. o latach spędzonych w tej szkole. Mile widziane będą bardziej obszerne wiadomości: nazwiska nauczycieli, koleżanek i kolegów, zapamiętane zdarzenia, późniejsze losy swoje i innych. Wiadomości te posłużą do opracowania księgi pamiątkowej szkoły i ewentualnego zorganizowania zjazdu. Listy proszę kierować pod adresem: Andrzej Chlipalski… Na odzew nie trzeba było czekać długo. „Przekrój” w tamtych czasach sięgał nakładu miliona egzemplarzy i rzeczywiście czytany był nie tylko w Polsce, ale w środowiskach Polonii całego świata. Osoby, które odpowiedziały na apel, już 10 listopada 1989 r. otrzymały powielony list, w którym Andrzej Chlipalski pisał:

Szanowni Państwo! Drodzy Koleżanki i Koledzy ze Szkoły Powszechnej im. św. Marii Magdaleny we Lwowie! Dziękuję wszystkim, którzy odpowiedzieli na mój apel w „Przekroju” w sprawie naszej wspólnej szkoły, do której w różnych czasach i warunkach uczęszczaliśmy. Są wśród nas osoby, które rozpoczęły tam naukę u progu tego wieku (1904 r.), i takie, które do niej wstąpiły w smutnych czasach okupacyjnych. Rozproszyliśmy się po całym świecie, ale mimo takiej odległości w czasie i przestrzeni łączy nas wspólne wspomnienie tej drogiej szkoły, w której przyszło nam wystartować w życie.

Nasza szkoła, tak jak wszystkie szkoły świata, wymaga upamiętnienia. Cóż dopiero mówić o szkołach, których losy potoczyły się nieszczęśliwie, których świat się zamknął? Ale my, jej uczniowie, jeszcze żyjemy, jest więc naszym obowiązkiem zebranie tego co możliwe. Szkoda, że nikt się do tego wcześniej nie zebrał, o ileż więcej moglibyśmy się dowiedzieć i zapisać. Nasze wspomnienia i relacje trzeba utrwalić także i dlatego, że muszą się one stać częścią skarbnicy dokumentów polskiej kultury Lwowa.

Otrzymałem dotąd niespełna czterdzieści zgłoszeń listownych, telefonicznych i osobistych, w tym jeden list z zagranicy. Myślę, że to mało. Apeluję do Państwa, byście namówili innych, znanych Wam uczennice i uczniów Szkoły (sporo takich nazwisk podajecie), także z zagranicy, by również coś napisali. Mamy mało szerszych relacji z lat 1910–1920, a przecież młodzież z tych lat żyje (i wcale nie jest jeszcze sędziwa).

Zawartość listów jest różnorodna. Większość jest obszerna, zawiera mnóstwo ciekawych wspomnień i informacji, niektóre proszą się o publikację (np. relacje pani J. Peltzowej z lat 1904–1913, panów A. Ryka i J. Wiktora). Do niektórych listów załączono odbitki świadectw (z czego najciekawsze z roku szkolnego 1918/19, przerwanego przez Obronę Lwowa, więc dzieci nie klasyfikowano) i innych drogich pamiątek. W innych wreszcie listach ich autorzy dopiero zapowiadają obszerne relacje, w tym – dzieci naszych Wychowawców, niestety już nieżyjących – o swych Rodzicach. Bardzo na nie czekamy.

Bardzo proszę o opisywanie zapamiętanych wydarzeń, wycieczek, ciekawych życiorysów, podawanie nazwisk poległych lub zamordowanych, deportowanych i więzionych, a także takich, którzy wybili się w kraju lub poza nim.

Wiele osób powiadamia o swej przynależności i aktywności w Towarzystwie Miłośników Lwowa. Nasza „akcja MM” mieści się także w sferze działalności TML, namawiam więc tych z Państwa, którzy jeszcze nie należą do Towarzystwa, by zgłosili doń swój akces. Mamy bardzo wiele do zrobienia – wymienię tylko dwie ważne dziedziny: pomoc Polakom w naszym rodzinnym Mieście (i w całym regionie południowo-wschodnim) oraz utrwalenie wspaniałej spuścizny kulturalnej Lwowa i jego wielowiekowej polskości. Oddziały TML istnieją w ponad 40 miastach, większych i mniejszych, łatwo więc dotrzeć do naszych środowisk.

Proszę wybaczyć, że nie odpowiadam na każdy list z osobna, to na razie niemożliwe. Załączam natomiast „listę obecności” osób, które nadesłały listy, spodziewając się, że może przynajmniej część z Państwa odnajdzie się wzajemnie i zechce nawiązać kontakty między sobą.

Oczekujemy dalszych listów od Państwa i innych. Z wyrazami poważania i koleżeńskim „cześć”.

mgr inż. Andrzej Chlipalski

Wiceprezes Zarządu TML w Krakowie

 

 

Oglądam zaproszenie adresowane do mamy pani Krystyny Podsiadło: P. Mieczysława Świercz. Droga Koleżanko! Serdecznie zapraszamy Cię do wzięcia udziału w uroczystościach Jubileuszu szkoły, które odbędą się w dniach 11–13 października 1996 roku. Organizatorem jubileuszu 180 lat dawnej szkoły imienia św. Marii Magdaleny we Lwowie była Szkoła Średnia nr 10, kiedyś przy ul. Potockiego, w 1996 r. jeszcze przy ul. Puszkina 1 we Lwowie. Z tego zaproszenia adresatka nie skorzystała już. Zmarła. Będąc nauczycielką, doskonale wiedziała, jak ważne są jubileusze szkolne, które na lata cementują przyjaźnie i tradycje. Spoglądam na legitymację szkolną Prywatnego Seminarium Nauczycielskiego im. Zofii Strzałkowskiej we Lwowie wydaną jesienią 1928 r. pannie Mieczysławie Kormanównie. Ze zdjęcia spogląda poważna twarz 17-letniej dziewczynki w białej bluzce z dużym kołnierzem marynarskim, z zawiązaną kokardą pod szyją, na której wisi sznur korali, a może bursztynów? To już prawie dorosła dziewczyna, kobieta! Ciemne włosy ufryzowane w typowy latom 20. sposób. Wyraziste usta i pewne spojrzenie! Do Lwowa na jubileusz szkoły nie pojechała też córka pani Mieczysławy. Wysłała list, w którym dziękuje w imieniu swej mamy za pamięć, zapewniając organizatorów, że cieszyła się ze wszystkich informacji o swej ukochanej szkole, jakie do niej w ostatnich latach docierały. Pozostały jednak wspomnienia o szkole, które spisała, a impulsem do tego był anons w „Przekroju”.

Oddajmy zatem głos Mieczysławie Świercz de domo Korman:

W „Przekroju” nr 2308 z dnia 17 września 1989 r. zostałam poproszona o informacje o sobie, byłej uczennicy szkoły im. Świętej Marii Magdaleny we Lwowie, o latach spędzonych w tej szkole. Do szkoły tej uczęszczałam od klasy III, z początkiem roku szkolnego 1920/21, do ukończenia klasy VIII w roku 1926. Kierowniczką tej szkoły była p. Agnieszka Kruszyńska. Wychowawczynią moją w klasach III i IV była p. Papé, a od klasy V do VIII p. Józefa Krokowska. Naukę w tej szkole wspominam bardzo mile. Chodziłyśmy na wycieczki przyrodnicze, historyczne, geograficzne itp. Każda lekcja o M. Konopnickiej poprzedzona była odwiedzinami grobu poetki z kwiatami. Po odśpiewaniu „Roty”, złożeniu kwiatów na mogile, wygłoszeniu znanych jej wierszy, wracałyśmy tramwajem do szkoły na lekcje pełne uczucia do poetki, która tyle pisała o dzieciach i dla dzieci. Przeżyć patriotycznych dostarczały nam wycieczki do Panoramy Racławickiej, do muzeum historycznego i przyrodniczego. Szkoła ta wychowywała nas w wielkiej miłości do ojczyzny. Panie nauczycielki często wspominały nam: Jakie jesteście szczęśliwe, że możecie chodzić do polskiej szkoły, mówić i czytać po polsku. Zwracały uwagę na piękno naszej mowy, upominały poprawnego wyrażania. Uczyły dobrego zachowania się w każdej sytuacji. Szkoła nasza często brała udział w uroczystościach państwowych lub imprezach miejskich. Kilka z nich pamiętam do dziś i opiszę je. Był to czas odwiedzin Lwowa przez marszałka Francji Focha. Miasto było uroczyście udekorowane. Dziewczynki z naszej szkoły ubrane w sukienki o barwach: biała, czerwona i niebieska, rzucały bukiety kwiatów, wołając: „Niech żyje Francja!” To było dla nas wzniosłe przeżycie. Najmocniej jednak przeżyłam pogrzeb Nieznanego Żołnierza. Postaram się go opisać. Miasto pełne smutku. W świątyniach biły dzwony. Młodzież szkolna i żołnierze przykryli lśniące odznaki czarną krepą. Orkiestra wojskowa grała marsza żałobnego. W kondukcie pogrzebowym szli księża, siostry zakonne, kadeci, wojsko, studenci. Latarnie uliczne były zaświecone i przykryte kirem. W poważnym skupieniu dążyli od Łyczakowa do Dworca Głównego. Wzdłuż całej trasy młodzież trzymała szpaler. Z Dworca Głównego Nieznany Żołnierz wraz z towarzyszącymi mu osobami wyjechał specjalnym [pociągiem] do Warszawy.

Po ukończeniu szkoły podstawowej wstąpiłam do Seminarium Nauczycielskiego im. Zofii Strzałkowskiej. Maturę zdałam w 1931 r. Trudno było wtedy o pracę. Czekałam dwa lata, a w jesieni 1933 r. dostałam bezpłatną praktykę w szkole im. św. Marii Magdaleny. Wiedziałam, że będę pracowała bezpłatnie, ale radości mojej nie było granic, że na tyle szkół lwowskich wróciłam do mojej „Magdusi”.

Powitano mnie tu bardzo serdecznie, p. Dyrektor otoczyła mnie troskliwą opieką i pierwsze kroki w nauczaniu stawiałam w szkole, która tyle włożyła w moje wychowanie. Starałam się czuwać nad powierzoną mi gromadką dzieci i naśladować moje byłe wychowawczynie.

Po odbytej praktyce dostałam posadę nauczycielską na wsi w woj. rzeszowskim. Obecnie mieszkam w Stalowej Woli. Od 1970 r. jestem na emeryturze.

Moje koleżanki ze szkoły św. Marii Magdaleny: Eugenia Mikosińska, Danuta Miendowicz, Wanda Wrońska, Izabela Spaczyńska, Kazimiera Zuzan, Wacława German, Józefa Sedlaczek, Jadwiga Barszczewska, Stanisława Dorożyńska, Maria Piotrowska. Panie nauczycielki: p. dyrektor Agnieszka Kruszyńska, p. dyrektor R. Weidner-Niementowska, p. M. Papé, p. Józefa Krokowska.

Na zbiorowym zdjęciu swej klasy z 1924 r. siedzi w jasnej sukience po prawej stronie. Które z wymienionych przez nią osób zostało utrwalonych na tej fotografii? 13-letnia Mieczysława – Miecia, jak na nią wołały koleżanki w szkole – ma krótkie warkocze z kokardkami. Na jej ramieniu, stojąca za nią koleżanka położyła swą dłoń. Może były przyjaciółkami – stąd ta poufałość. W środku być może wychowawczyni – Józefa Krokowska?

Wśród dokumentów, które przekazała mi pani Podsiadło, znajduję pisany na kartach współczesnego kalendarzyka życiorys. Trudno osądzić, czy pisała go w styczniowe dni 1984 roku czy później – wykorzystując wolne styczniowe strony tegoż kalendarza. Starannym, kaligraficznym pismem, w swym stalowowolskim mieszkaniu, w wieku prawie 80 lat, wspominając przeszłość, pani Mieczysława pisała: Życiorys Mieczysławy. Urodziłam się 1.10.1911 r. w Kaczanówce, pow. Skałat, woj. Tarnopol. Po ukończeniu 7-ego roku życia zaczęłam uczęszczać do szkoły. Pierwszą klasę ukończyłam w Kaczanówce, drugą prywatnie w domu. W roku 1920 rodzice przenieśli się do Lwowa, a więc od klasy III do VIII włącznie byłam uczennicą szkoły im. św. Marii Magdaleny we Lwowie, po ukończeniu której wstąpiłam do prywatnego seminarium nauczycielskiego im. Zofii Strzałkowskiej we Lwowie. Maturę zdałam w 1931 r. W owym czasie było bardzo trudno o pracę, więc przez 2 lata byłam bezrobotną nauczycielką, a [po] tej przerwie skierowano mnie na praktykę nauczycielską do szkoły, w której ukończyłam szkołę powszechną, tj. do Marii Magdaleny. Praktyka była dla mnie bardzo przykra, ponieważ nie miałam żadnego wynagrodzenia ani żadnych uprawnień do zniżki kolejowej czy przejazdu tramwajem. Ojca też nie stać było dawać mi pieniędzy, bo z małej pensji (100 zł) musiał wyżywić 6 osób, tzn. rodziców i czworo dorosłych dzieci. Brat Władysław, też po maturze, bez pracy, a Bolesław i August uczęszczali do szkoły średniej. Pracowałam chętnie, chociaż w niedostatku. Dziewczynki, moje podopieczne, były miłe i grzeczne. Nie zawsze było bez kłopotów. Od czasu do czasu władze szkolne polecały mi zastępstwa do innej szkoły. W ciągu roku szkolnego przerzucana byłam do pięciu szkół. Przeżyło się te wędrówki do innych szkół i rok tej bezpłatnej praktyki wspominam bardzo miło. Po ukończeniu jej dostałam pracę państwową w powiecie niżańskim, we wsi Kopki, poczta i stacja kolejowa Rudnik n, Sanem. Tu przepracowałam rok szkolny 1934/35, ponieważ podpisałam umowę na ten okres. Od 1 IX 1935 r. otrzymałam etat w szkole w Mostkach-Nalepach. Nalepy to małe osiedle (około 30 rodzin) na terenie Lasów Janowskich. Szkoły tam nigdy nie było, przypadło mi więc w udziale organizować ją. Miałam do wyboru pomieszczenie na izbę szkolną, więc uznałam, że najodpowiedniejszy będzie pokój w domu Mikołaja Nalepy… Klasę urządza przy pomocy rodziców. Po wstępnych rozmowach do zakładanej szkoły kwalifikuje 20 dzieci. Wdraża program szkoły o jednym nauczycielu. Mostki-Nalepy na zawsze zapamiętały panią Mieczysławę, która założyła im szkołę i przez wiele lat była ich pierwszą nauczycielką.

Spoglądam na zbiorową fotografię z 1933 r. Mieczysława Kormanówna odbywa wówczas bezpłatną praktykę w swej szkole. Ma wtedy 22 lata. Zapewne pamiątkowe zdjęcie wykonane z okazji przystąpienia dzieci do pierwszej komunii świętej. Dziewczynki ubrane na biało, z różańcami i książeczkami do modlitwy w dłoniach, prawie wszystkie w białych rękawiczkach. Mieczysława Kormanówna siedzi obok księdza katechety. Elegancka suknia zwieńczona białym, dużym kołnierzem. Krótkie, gładko przyczesane włosy nadają elegancji, ale i podkreślają wyraziste i pewne spojrzenie, które towarzyszy jej w pierwszym roku spełniania się zawodowego.

W Nalepach na Podkarpaciu pamięć o pierwszej nauczycielce trwa nieustająco do dzisiaj. Wspominają panią Mieczysławę przy każdej okazji. I słusznie, wszak pierwszy nauczyciel to jak rodzice, wprowadzał nas w świat słowa pisanego i czytanego. O takich osobach nie zapomina się nigdy, chyba że nie czytamy i nie piszemy… A to już jest wtórny analfabetyzm!

 

 Pamiątka Komunii Świętej, młoda nauczycielka Mieczysława Korman siedzi pierwsza z prawej, 1933 r.