Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Jan Morelowski, WSPOMNIENIE O WIELKIM POLAKU

Przypominamy sylwetkę niezłomnej postaci – prezydenta miasta Lwowa dra Tadeusza Rutowskiego. Wybitnego ekonomisty i prawnika, polityka i pisarza. W tym roku minęło sto lat od jego śmierci. Obowiązki prezydenta miasta Lwowa przyszło mu pełnić w trudnych latach I wojny światowej. Poniższy tekst, pióra Jana Morelowskiego, powstał w 1978 r. w Ameryce. Autor był działaczem polonijnym, aktywnym członkiem Kongresu Polonii Amerykańskiej. Jemu przypisuje się założenie Komitetu Obywatelskiego w Obronie Polski przy KPA, którego celem było uwolnienie Polski spod komunistycznego jarzma wszelkimi dostępnymi środkami.

 

 

 

Portret Tadeusza Rutowskiego namalowany przez  S. BatowskiegoCzłowiek wybitnych zasług jako polityk, ekonomista, prawnik i pisarz – dr Tadeusz Rutowski, pozostał w pamięci narodu przede wszystkim jako niezmiernie zasłużony długoletni wiceprezydent, a potem prezydent miasta Lwowa. Prezydenturę sprawował w nader ciężkim dla Lwowa okresie, bo w czasie I wojny światowej, w szczególności także przez cały czas trwania okupacji rosyjskiej.

Kult zasług Rutowskiego istniał już za jego życia.

Kiedy, wywieziony w czerwcu 1915 jako zakładnik przez wycofujące się ze Lwowa władze okupacyjne carskie, przebywał w niewoli rosyjskiej, ukazała się we Lwowie w roku 1917 książka dr Stanisława Łempickiego pt. Tadeusz Rutowski. Była to biografia Rutowskiego, wymieniająca jego ogromne zasługi na różnych polach jego działalności, zwłaszcza jego zasługi jako wiceprezydenta, a następnie prezydenta miasta Lwowa. Autor podkreślił odwagę, godność i takt Rutowskiego wobec władz okupacyjnych, jak również jego troskę o umożliwienie ludności przetrwania niezmiernie ciężkich czasów wojennych.

Dowodem ogólnej dlań czci i wdzięczności był entuzjazm, z jakim Iudność miasta Lwowa witała swego wracającego z niewoli rosyjskiej prezydenta w dniu 2 lutego 1917, a także głęboka żałoba, jaka okryła to miasto na wiadomość o jego, prawie nagłej, śmierci w dniu 30 marca 1918.

Zmarł w przededniu niemal wskrzeszenia Polski, on, który byłby się wolnej Polsce tak bardzo przydał. Ale też pamięć jego zasług trwała w całej pełni w okresie dwudziestolecia niepodległości.

Jednym z licznych wyrazów tej pamięci było piękne wspomnienie poświęcone mu w roku 1932 z okazji jubileuszu organizacji przez niego powołanej do życia, mianowicie Towarzystwa Miłośników Przeszłości Lwowa. Wspomnienie to napisał Michał Rolle pt. Tadeusz Rutowski, pomnożyciel kultury lwowskiej. Ukazało się ono w „Studiach Lwowskich” stanowiących tom XXXI i XXXII „Biblioteki Lwowskiej”.

Gdyby nie obecne warunki polityczne, naród polski byłby niewątpliwie w roku 1978, jako roku 60-lecia zgonu Rutkowskiego oddał hołd jego pamięci. W prasie krajowej nie było jednak w ciągu tegoż roku wspomnień o nim. Tłumaczy się to jego związaniem ze Lwowem, miastem będącym poza granicami obecnej PRL.

Tym bardziej koniecznym jest, aby bodaj na emigracji przypomniano społeczeństwu tego wielkiego Polaka.

Tadeusz Rutowski urodził się w r. 1850. Ojciec jego Klemens, uczestnik powstania listopadowego, był posłem na sejm konstytucyjny austriacki z roku 1848 i jednym z pierwszych pionierów demokracji polskiej w Galicji. Stał się wzorem dla syna, bo i Tadeusz brał czynny udział w życiu politycznym jako czołowy szermierz demokracji, był też zawsze gorącym patriotą polskim, a wędrówki, jakie po ukończeniu uniwersytetu odbywał po Polsce, pogłębiły jeszcze ten patriotyzm.

Studia prawnicze ukończył w Krakowie i w Bonn.

Był wybitnym prawnikiem i ekonomistą. Pisał też książki z dziedziny ekonomii. Książkami tymi, np. doskonałą pracą W obronie przemysłu krajowego dał się poznać jako zdolny pisarz.

Po skończeniu studiów uniwersyteckich odbywał podróże po Europie. Zwiedzał zarówno starożytną Grecję i jej zabytki, jak galerie paryskie. Podróże te pogłębiły jego zrozumienie sztuki i zamiłowanie do niej. Stał się jej wybitnym znawcą.

Był Europejczykiem w każdym calu, miał ogromną kulturę umysłową. Ta kultura, wraz ze znajomością języków i wspaniałym darem wymowy, stała się dla niego wielką pomocą w działalności politycznej.

Jako polityk debiutował na łamach krakowskiej „Reformy”, później „Nowej Reformy”. W roku 1888 wszedł do Rady Państwa, w rok później do Sejmu Krajowego. Jego wnioski ustawodawcze obejmowały szereg spraw doniosłych. Dbał o ochronę przemysłu, o rozwój szkolnictwa, w ogóle o podnoszenie kultury kraju. Był inicjatorem ustawy krajowej regulującej stosunki uzdrowisk klimatycznych. Zabierał nieraz głos na temat reformy wyborczej w sprawie rozszerzenia praw obywatelskich na szerokie masy społeczeństwa.

 

 

Tadeusz Rutowski w czasach krakowskich           Jadwiga z Bogdańskich Rutowska

 

W roku 1901 założył wraz ze Stanisławem Szczepanowskim i innymi „Słowo Polskie” we Lwowie. Wszedł też do lwowskiej Rady Miejskiej, dochodząc wkrótce do stanowiska wiceprezydenta miasta. Na tym stanowisku uczynił bardzo wiele dla podniesienia Lwowa i uczynienia z niego wybitnego siedliska kultury europejskiej, a zarazem placówki polskiego ruchu umysłowego.

Niezależnie zaś od obecnych czy przyszłych losów Lwowa trzeba w imię prawdy historycznej stwierdzić, że ówczesny Lwów, stolica Galicji, promieniował polskością i kulturą na cały ten kraj w większym stopniu niż Kraków. Do odegrania przez Lwów tej roli przyczynił się w dużej mierze Rutowski jako wiceprezydent miasta.

Wspomniałem już o założeniu przezeń Towarzystwa Miłośników Przeszłości Lwowa. Towarzystwo to opublikowało szereg cennych monografii historycznych o Lwowie. Wzniósł też Rutowski gmach Muzeum Przemysłowego, powołał do życia Miejską Galerię Obrazów, zakupił w Rynku kamienicę króla Jana i stworzył w niej Muzeum im. Sobieskiego. Zakupił zbiory Władysława Łozińskiego. Roztaczał opiekę nad polskimi towarzystwami kulturalnymi i zabytkami sztuki.

Wszystkie jednak jego ogromne zasługi okresu wiceprezydentury bledną wobec wspaniałej roli, jaką odegrał we Lwowie w czasie okupacji rosyjskiej.

Po wybuchu wojny w lecie 1914 powstało niebezpieczeństwo zajęcia Lwowa przez Rosjan. Ewakuowano władze, co więcej, dziesiątki tysięcy ludzi opuszczało miasto w strachu przed „oswobodzicielem Słowiańszczyzny”.

31 sierpnia 1914, wobec wyjazdu prezydenta miasta, Tadeusz Rutowski, jako dotychczasowy pierwszy wiceprezydent, objął rządy Lwowa.

Nowy prezydent stworzył natychmiast Straż Obywatelską, wydał odezwę do ludności wzywającą do zachowania spokoju i godności na wypadek wkroczenia Rosjan, wydał też szereg zarządzeń zapobiegających tamowaniu normalnego życia miasta. Rada miejska trwała w permanencji, magistrat urzędował bez przerwy, prezydent prawie nie sypiał, by wiedzieć o wszystkim co się dzieje i póki czas wydawać potrzebne zarządzenia.

 

 Tadeusz Rutowski (w środku) w towarzystwie wiceprezydentów Leonarda Stahla i Filipa Schleichera

 

W dniu 3 września, zmuszony stanowczym rozkazem do stawienia się na rogatce Łyczakowskiej przed generałem rosyjskim, układał się z nim o warunki okupacji miasta.

Gubernatorem Lwowa był zrazu hr. Szeremetiew, człowiek wysoce kulturalny, liczą­cy się w miarę możności z życzeniami Rutowskiego, który ujął go swoim taktem i powagą. Pod koniec września jednak gubernatorem został hr. Bobrinskij, który w odpowiedzi na „powitalne” przemówienie Rutowskiego, podkreślające, iż występuje jako przedstawiciel prastarego słowiańskiego i polskiego grodu, jasno i brutalnie przedstawił jako swój cel rusyfikację całej wschodniej Galicji.

Jedną z głównych trosk Rutowskiego była sprawa aprowizacji miasta i byt ludności zagrożonej głodem i nędzą, zwłaszcza że miasto odcięte było od centrów handlowych, urzędnicy i nauczyciele pozbawieni byli pensji, robotnicy i rzemieślnicy pozostali bez zajęcia, kupcy nie mieli możności zarobkowania. Rutowski opiekował się gorliwie wszystkimi mieszkańcami Lwowa, bez różnicy narodowości czy religii. Tworzył tanie kuchnie, herbaciarnie, instytucje dobroczynne wydające obiady; czynił starania o zaopatrzenie magazynów miejskich, o zapobieżenie brakowi wody, jaki groził w czasie toczących się blisko Lwowa walk; w wyniku interwencji Rutowskiego, gubernator Szeremetiew przyrzekł dołożyć starań, by wodociągi w czasie walk były ocalone.

Prezydent rozdawał jałmużny, tworzył ochronki i schroniska dla dzieci, stworzył Dom Matek, Dom Pracy Kobiet. Zorganizował na wielką skalę akcję zapomogową, uzyskał od władz okupacyjnych zgodę na wypłacanie urzędnikom zaliczek.

Inicjatywa i energia Rutowskiego ocaliła byt kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Gdy Bobrinskij zarządził zamknięcie wszystkich szkół ludowych polskich, Rutowski zwrócił się do niego w tej sprawie osobnym memoriałem i uzyskał zasadniczą zgodę na stworzenie dziesięciu takich szkół. Inna sprawa, że obietnicy tej nie dotrzymano, zasłaniając się brakiem lokali i podręczników. Udało się natomiast Rutowskiemu uzyskać częściowe wznowienie agend uniwersyteckich.

Wiele trudu włożył prezydent w opiekę nad młodzieżą szkolną niemogącą skupić się w szkole i w uchronienie tej młodzieży od demoralizacji ulicy i od nędzy. M.in. urządził za zezwoleniem władz rosyjskich warsztaty szkolne dla młodzieży przy dawnych szkołach.

W czasie mrozów zimowych Rosjanie zaczęli transportować w głąb Rosji inwalidów austriackich, ciężko nieraz rannych albo zaledwie podleczonych. Ci, którzy pozostali na miejscu, bywali po parę dni pozbawieni jedzenia, brakowało im najprymitywniejszej opieki. I nimi wszystkimi zaopiekował się Rutowski. Niemal cudem uzyskał u Bobrinskiego zgodę na „odstąpienie” mu stu ciężko rannych i niezdolnych już do walki żołnierzy austriackich. Tak powstał „Protektorat nad inwalidami austriackimi” i „Dom inwalidów” nazwany słusznie imieniem Tadeusza Rutowskiego. Instytucje te pomieściły setki inwalidów. Wielu też jeńców przeznaczonych do transportu do Rosji, nieraz zmarzniętych i wygłodniałych, uwolniło wstawiennictwo Rutowskiego. Uwolniło ono również wielu niewinnie aresztowanych obywateli lwowskich i pozalwowskich, a nawet niektórych przeznaczonych do transportu do Rosji oficerów i wojskowych austriackich, nieraz ludzi starych i chorych. Rutowski zdołał uchronić zamknięty od chwili inwazji teatr miejski od zainstalowania się w nim kijowskiej trupy operowej i doprowadzić do jego ponownego otwarcia w maju 1915 r. – wyłącznie dla przedstawień odbywających się w języku polskim.

Miał wielkie zasługi około ratowania zabytków i opieki nad sztuką. On to zapobiegł wywiezieniu Matejkowskiej Unii lubelskiej i wspaniałych portretów marszałków przez władze rosyjskie, które uzasadniały konieczność wywozu rzekomymi zapędami niszczycielskimi Austriaków i Niemców. Rutowski zaręczył, że obrazy te dobrze ukryje, i wziął je pod miejską opiekę.

Zasługą Rutowskiego i dra Czołowskiego było uratowanie zbiorów w Muzeum Sobieskiego oraz nabytych przez miasto zbiorów Władysława Łozińskiego. Udało się im też uratować różne cenne zbiory z prowincji, przewiezione do Lwowa, oraz archiwum Namiestnictwa Galicyjskiego.

Rutowski, który jak wspomniano, znał się na sztuce, sam też kupował obrazy wielu malarzy lub ułatwiał malarzom zbyt ich obrazów. Niezależnie od pomocy materialnej okazywał też wielką pomoc moralną mieszkańcom Lwowa, pogrążonym w depresji tym większej, że gromadzić się nie było wolno, a wszelka liczniejsza pogawędka ściągnąć mogła na siebie oko szpiegów rosyjskich i w konsekwencji spowodować represje władz.

On sam przyjmował u siebie ludzi mających pewne wpływy w różnych kołach społeczeństwa, aby ci z kolei oddziaływali na te koła.

Gdy władze okupacyjne zawiesiły Radę Miejską w czynnościach, Rutowski spraszał radnych co pewien czas do siebie, by w przyjacielskiej rozmowie zdawać im sprawę z czynności Prezydium.

W czerwcu roku 1915 władze rosyjskie zaczęły opuszczać Lwów. Miasto wydane było na łup cofających się chmar sołdatów i kozactwa. I tu znów zaczęła się ratownicza akcja Rutowskiego. Jego zabiegi, czynione u Szeremetiewa, który pod koniec okupacji został ponownie wojennym gubernatorem Lwowa, ocaliły Lwów od zniszczenia. Nie obyło się co prawda bez napadów i pohulanek. Interwencja Rutowskiego uchroniła też wielu ludzi od wywiezienia i od prześladowań. Rutowski zreorganizował i powiększył straż pożarną, by uchronić Lwów przed pożogą, wzniecaną w różnych miejscach przez uciekającego wroga, przywrócił też dawną Straż Obywatelską, by jej powierzyć czuwanie nad miastem.

Sam też czuwał nad nienaruszalnością niezbędnych instytucji miejskich, takich jak zakład wodociągowy, gazownia i elektrownia.

W niedzielę 20 czerwca 1915 r. spadła na miasto tragiczna wiadomość, że Rutowskiego wywożą. Nie chciano wręcz wierzyć. Zapłakane twarze urzędników magistratu oraz tłum ludzi wpatrzonych z lękiem w okna mieszkania prezydenta, gdy ten gotował się do odjazdu, a po tym w orszak, w którym go eskortowano, były wyrazem ogólnego smutku z powodu utraty wielkiego opiekuna miasta.

Wkroczyły wojska austriackie, Lwów uwolniony był od najeźdźcy moskiewskiego. Ale boleśnie ciążyła wszystkim świadomość, że nie ma tego, który był prawdziwym ojcem miasta, jego obrońcą, a także żywicielem i pocieszycielem ludności. (…)

Gdy 2 lutego 1917 roku, ku radości lwowian, wrócił z niewoli, objął natychmiast obowiązki prezydenta miasta. Czynił co mógł dla zagojenia ran, jakie miastu zadała wojna. Ciężkie warunki życia w więzieniu rosyjskim podkopały jednak zdrowie Rutowskiego. Miał parę ataków, z których jeden zaskoczył go w roku 1917 w czasie pobytu w Wiedniu.

Było mu danym sprawować prezydenturę Lwowa – po powrocie z niewoli, niewiele więcej niż rok.

Na święta wielkanocne 1918 postanowił wybrać się z żoną Jadwigą z Bogdańskich oraz z córką Marią w odwiedziny do drugiej swej córki Zofii i jej męża, tj. do pp. Stanków, właści­cieli majątku Krechów w powiecie żółkiewskim. Zaznaczyć należy, że prócz dwóch córek mieli Rutowscy syna Andrzeja, który w czasie I wojny światowej walczył w Legionach (w czasie drugiej wojny światowej zginął w Katyniu).

Wyjazd Rutowskich do Krechowa nastąpił w piątek 29 marca. Jeszcze wieczorem tego dnia czuł się Rutowski doskonale w gronie rodziny. Położył się spać, po północy jednak się obudził. Czuł się chory i wkrótce stracił przytomność.

Nie było wszelako żadnych wstrząśnień organizmu wskazujących na atak mózgu czy serca. Po półtorej godzinie zasnął spokojnie snem wiecznym. Zwłoki jego, po nabożeństwie w Krechowie, przewieziono 31 marca do Lwowa.

Wiadomość o jego zgonie wywarła we Lwowie wstrząsające wrażenie, tym bardziej że jeszcze w ciągu poprzedniego tygodnia widywano go w powozie w mieście, jak i na ratuszu, i w biurach prezydialnych, a wygląd jego i humor niczym nie zdradzały zbliżającej się katastrofy.