Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Maria Mazur-Prokopiuk, WSPOMNIENIE O WILHELMIE FELDMANIE

Za rok minie 100 lat od śmierci Wilhelma Feldmana – pisarza, historyka i krytyka literatury, polityka, któremu Kraków po śmierci oddał cześć, nazywając ulicę jego imieniem. Za życia jednak traktował go, delikatnie rzecz ujmując, po macoszemu. Takie chyba jednak było „szczęście” i taka karma Feldmana – idealisty, który nie umiał płynąć z prądem. Zawsze wspak, zawsze konsekwentny, angażując się emocjonalnie i totalnie we wszystko, co robił – nieustannie narażał się w wielu środowiskach. Jego nazwisko zaciera się już stopniowo na kartach historii, a szkoda, bo to niesłychanie barwna postać – o życiorysie, na podstawie którego mógłby powstać doskonały film.

 

Wilhelm Feldman ok. 1905 r. Zdjęcie z archiwum rodzinnego
 

 

Zbaraż – Lwów – Berlin

Urodził się w 1868 roku w Zbarażu w ubogiej rodzinie chasydów. Przeznaczony do stanu duchownego, pierwsze lata życia spędził w chederze zbaraskim. Jako piętnastoletni chłopak, zafascynowany polską literaturą i kulturą, podczas uroczystości dwusetnej rocznicy bitwy pod Wiedniem, wystąpił w synagodze zbaraskiej z przemówieniem na cześć Sobieskiego, polskiego bohaterstwa, i obowiązków Żydów wobec Polski jako przybranej ojczyzny. Bardzo odważne wystąpienie mogło się dla Feldmana skończyć tragicznie: tłum chasydów, wzburzony profanacją świątyni, solidnie poturbował młodego mówcę. Kilka lat po tym wydarzeniu wyjechał do Lwowa. Uciekał z małego galicyjskiego miasteczka, z zacofania i biedy – do jeszcze większej biedy. Zdobywał wiedzę za cenę nieludzkich wyrzeczeń – nie tylko dla siebie, ale również po to, aby prowadzić działalność oświatową wśród biedoty żydowskiej.

We Lwowie działał w tajnych organizacjach, prowadził kółka samokształceniowe wśród robotników i młodzieży szkolnej, pomagał w kolportażu nielegalnej literatury z Królestwa i do Królestwa, kilkakrotnie był aresztowany. Następnie w Krakowie, gdzie przyjechał z myślą o podjęciu studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim – związał się z radykalnym, socjalizującym ruchem młodzieży akademickiej, współtworzył pismo „Ognisko”, naraził się na represje policyjne, jako „socjalista – dekadent” (mimo że nigdy do ruchu socjalistycznego oficjalnie się nie włączył). Musiał ukrywać się na Bukowinie przed grożącym mu aresztowaniem, zasiadł na ławie oskarżonych, został jednak uwolniony. Z kolei w Berlinie, gdzie wyjechał w 1894 roku, aby studiować filozofię, zaangażował się w życie Polonii berlińskiej. Został usunięty przez władze jako „uciążliwy cudzoziemiec”.

 

 

Zespół redakcji „Dziennika Krakowskiego”, w środku W. Feldman, ok. 1896 r. Zdjęcie z archiwum rodzinnego

 

Kraków – Lwów – Kraków

Po wyjeździe z Berlina Feldman przyjechał do Krakowa. Tutaj rozpoczął się najbardziej płodny okres w jego życiu. Wydawał i redagował kilka czasopism, wśród nich radykalny „Dziennik Krakowski” (1896–1897), o którym mówiono, że od razu stanął na poziomie europejskim, zdobywając sobie jednakowoż więcej wrogów – szczególnie wśród konserwatystów – niż prenumeratorów. Pismo objęło prawie wszystkie dzielnice Polski i było wydawane przez niemal dwa lata. Niemniej uciążliwość ciągłych utarczek z biedą, cenzurą, niechęcią krytyków była tak przytłaczająca, że ostatecznie Feldman zrezygnował z wydawania „Dziennika”. Wyjechał do Lwowa, gdzie utrzymywał się jedynie z pióra, jako korespondent i… znów przymierał głodem.

W tym okresie, podczas podróży do Przemyśla, poznał swoją przyszłą żonę, Marię z Kleinmanów, tłumaczkę literatury niemiecko- i anglojęzycznej. Wzięli ślub w roku 1898, rok później urodził się ich syn – Józef. W roku 1901 przyjechali już razem do Krakowa, gdzie Wilhelm objął posadę w redakcji „Słowa Polskiego”, a następnie przejął na własność redakcję miesięcznika „Krytyka”.

Czasopismo wychodziło w latach 1901–
–1914 i było uważane za wspólne dzieło obydwojga małżonków. „Krytyka” odznaczała się nowatorstwem formy i postępowymi poglądami, stała na stanowisku niepodległości politycznej, powszechnej równości i bezwzględnej sprawiedliwości. Zakazana poza granicami Galicji, jako niebezpieczna dla rządów Prus i Rosji, kolportowana była do Królestwa i Poznańskiego, ciesząc się tam taką samą popularnością jak w Krakowie i okolicach. Pomysłowy Feldman wprowadził do gazety wiele nowości, jak ankiety, konkursy, dyskusje zbiorowe, polemiki. Śmiało można powiedzieć, że „Krytyka” kształtowała historyczną świadomość i gust literacki Polaków pod zaborami. Była krokiem milowym w rozwoju polskiej publicystyki i literatury periodycznej. Jak pisał o niej Andrzej Jazowski: Budziła społeczeństwo z obojętności narodowej i społecznej, walczyła z zacofaniem na wszystkich odcinkach życia i głosiła chwałę wolnej myśli ludzkiej (…) Redaktor „Krytyki” ściągał do siebie młode, najbardziej żywotne i uzdolnione jednostki. I tak na przykład pod koniec pierwszego dziesięciolecia bieżącego wieku otworzył on szeroko łamy swojego pisma dla młodego pokolenia pisarzy, które święciło triumfy dopiero w okresie międzywojennym (M. Dąbrowska, Z. Nałkowska, Kaden-Bandrowski i inni)1.

 

 

Maria Feldmanowa ok. 1910 r. Zdjęcie z archiwum rodzinnego

 

Dzieła

Twórczość Feldmana – publicysty, dramatopisarza, krytyka literatury, zawsze była surowo oceniana – jako pełna patosu, zbyt emocjonalna, obfita, lecz pozbawiona większych wartości artystycznych, posiadająca niemal wyłącznie walory dokumentalne2. Dzieło życia Feldmana: Współczesna literatura polska (pierwotny tytuł: Piśmiennictwo polskie ostatnich lat dwudziestu, 1902) została uznana za wyraz sympatii ideowo-artystycznych autora i stała się powodem licznych polemik. Nie były one pozbawione osobistego stosunku piszących do Feldmana jako samouka, Żyda i nuworysza, który – pomimo braku tytułów naukowych i polskich korzeni – ośmielił się oceniać polską literaturę. Zarzucano mu brak metody i przesadny entuzjazm. Krytyka przybrała niezbyt przyjemną formę, łącznie z napaściami osobistymi, insynuacjami i niesmacznymi żartami w formie np. pamfletów. Autor dzieła odpowiedział na ataki broszurą Pro domo et pro arte (1909).

Tematowi asymilacji Żydów oraz walki z syjonizmem i zacofaniem ortodoksów poświęcił Feldman wiele prac, m.in.: Asymilatorzy, syjoniści i Polacy (1893); Stosunek A. Mickiewicza do Żydów (1890); Żydzi w powieściach Orzeszkowej (1896); dramat Cudotwórca (1900); powieść Żydziak (1889). Asymilacja, jakiej był orędownikiem, miała być totalna – łącznie z chrztem. Głosił, że kwestia żydowska jest integralna wobec kwestii polskiej, żądał od społeczeństwa polskiego, aby pozwoliło Żydom rozpłynąć się w organizmie polskim a od Żydów, aby nie stali poza nim, łącząc się w jeden naród. Jego podejście było w tamtych czasach na tyle kontrowersyjne, że wywołało protesty zarówno ortodoksyjnych środowisk żydowskich, jak i polskich antysemitów.

W okresie poprzedzającym I wojnę światową, jako zwolennik polskich dążeń niepodległościowych, pisał również Feldman prace historyczne: Stronnictwa i programy polityczne w Galicji 1846–1906, t. 1–2, 1907; Dzieje polskiej myśli politycznej w okresie porozbiorowym, t. 1–3, 1914–1920).

 

„Szmatławy Pfefeldman”

Postać Wilhelma Feldmana została uwieczniona w literaturze pięknej, o czym można przeczytać w książce Adama Grzymały-Siedleckiego zatytułowanej Niepospolici ludzie w dniu swoim powszednim. Mianowicie Kazimierz Przerwa-Tetmajer w utworze Romans panny Opolskiej stworzył postać Pfe-Feldmana. Jak pisał Grzymała-Siedlecki: Szmatławy Pfefeldman miał być odwetem za jego – drętwą zresztą – ocenę twórczości Tetmajera3.

Nazwisko bohatera zostało później w utworze zmienione na: Weschman. Zarówno Tetmajer, jak i Grzymała-Siedlecki pisali o Feldmanie protekcjonalnie, z przymrużeniem oka. Z lekką pogardą nawet. Jak widać, krytyka jego autorstwa musiała być dla Przerwy-Tetmajera bardzo bolesna.

Z kolei Tadeusz Boy-Żeleński w swojej książce O Krakowie przytacza anegdotę: Będzie temu lat około dwudziestu w Krakowie, w epoce bardzo już czynnego kultu Słowackiego, dwaj kawalerze (znam ich nazwiska) wpadli na koncept, aby do jednego z tygodników posłać parę strof wyjętych ze środka znanego wiersza Słowackiego Do Laury.

W liście, zeszpeconym błędami ortograficznymi, młody debiutant prosił, na zasadzie tej próbki, o ocenę, czy ma ‚talęt’ i czy ma dalej uprawiać niwę poezji. Jakaż była radość autorów listu, kiedy wyczytali taką Odpowiedź od redakcji: „Zapytuje pan, czy ma ‚talęt’. Otóż musimy panu powiedzieć, że nie mamy jeszcze łokcia do mierzenia talętu, posiadamy natomiast kosz redakcyjny, w którym spoczął pański wiersz, mimo tak obiecującego początku” (…) Tylko tyle! Przytoczono te strofy jako wzorek grafomanii. Gdybyż bodaj zachęcono młodego poetę do dalszej pracy, gdyby mu przyznano bodaj zadatki ‚talętu’! Młodym kpiarzom udało się dojść, kto był autorem Odpowiedzi od redakcji: był nim W.F, jeden z najbardziej ruchliwych krytyków i historyków literatury (już nie żyje). Było z tego sporo śmiechu, a nawet zgorszenia, bo sprawa się rozeszła; krytyk tłumaczył się przemęczeniem, a przyjaciele usprawiedliwiali go, że w istocie w owym czasie był bardzo zajęty organizowaniem wieców w sprawie przeniesienia zwłok Słowackiego na Wawel…4

Dla wielu osób w tamtym czasie był Feldman celem żartów, nie tylko bowiem osobowość miał interesującą (drażniącą wszakże ogromnie jego przeciwników), ale także charakterystyczną fizjonomię, którą wdzięcznie potrafili odtworzyć karykaturzyści. Pojawił się również w Szopce Zielonego Balonika, gdzie na nutę Żydzie, Żydzie! rozprawiał z Feliksem „Manghą” Jasieńskim5. Obydwaj panowie byli pochodzenia żydowskiego. Dziś może oburzać fakt, że sto lat temu z okładem dozwolone były żarty, które dziś odczytane byłyby za politycznie niepoprawne, ale taki właśnie wtedy był Kraków. Z drugiej strony ten sam Boy-Żeleński nazwał go kilkadziesiąt stron dalej „apostołem Młodej Polski”6 – zasługi Feldmana dla twórczości tego okresu były bowiem naprawdę olbrzymie.

 

Wyspiański: mistrz i przyjaciel

Myślę, że należy zatrzymać się na chwilę, wspominając przyjaźń naszego bohatera z Wyspiańskim, opartą na wzajemnym szacunku i serdeczności. Oczywiście poszukiwacze dziury w całym uznali, iż w artykułach swoich, jak również we Współczesnej literaturze polskiej Feldman wyraźnie faworyzował Wyspiańskiego i Żeromskiego, z którymi łączyły go przyjazne stosunki. Rzeczywiście autor Wesela uznawał jego komentarze, co należało odczytać jako dowód wielkiego zaufania, ponieważ z reguły nie przyjmował głosów krytyki: Przyjaźń Feldmana, która zacieśniła się w roku 1904, była bezinteresowna i pełna oddania. Pomagał Wyspiańskiemu w wielu życiowych sprawach, starał się znaleźć kupców na jego obrazy, a także wspierał artystę w ostatnich latach życia7. W roku 1905 to Feldman właśnie wysunął kandydaturę Wyspiańskiego na dyrektora Teatru Miejskiego (obecnie: Teatru Słowackiego). Starania te zakończyły się jednak fiaskiem. Również dzięki niemu doszło do spotkania Wyspiańskiego i Żeromskiego – 16 stycznia 1905 roku w mieszkaniu na Krowoderskiej, należącym do Wyspiańskiego. Dwa lata później spotkali się znowu, a Stefan Żeromski tak opisał to w swoich Wspomnieniach: Chory pisał tylko rozmaite pytania i zadawał je, rzucał Wilhelmowi Feldmanowi. Dopytywał się o mnóstwo rzeczy nie znanych mi, żądał ostro rozmaitych wyjaśnień spraw literackich i artystycznych, wiadomości i nowin, o coś wypytywał pośpiesznie i wydawał zlecenia. Wszystko to Feldman notował w pamięci i na piśmie8. To Feldman wraz z Adamem Chmielem najczęściej czuwali przy Wyspiańskim, kiedy był już bardzo chory. Na łożu śmierci podziękował im za przyjaźń i powierzył opiekę nad swoją spuścizną literacką. Obydwaj sumiennie wywiązali się z powierzonego zadania; już w roku 1908 ukazała się pierwsza publikacja przygotowanych przez nich utworów ich mistrza i przyjaciela.

Podczas poszukiwań śladów przyjaźni Feldmana i Wyspiańskiego znalazłam ich kilka. Po pierwsze: portrety Wilhelma i jego syna Józia. Obecnie są własnością Muzeum Narodowego, do którego zostały przekazane przez rodzinę Feldmanów w 1954 roku. Po drugie: wiersze. Jeden z nich, zatytułowany Do Wilhelma Feldmana, był odpowiedzią na pytanie Feldmana, czy Wyspiański chciałby, aby ten przywiózł mu z Litwy jakiś upominek:

Dnia 17 marca 1905, Kraków

Kochany Panie Redaktorze!

Nienawidzę – więc daru przyjąć nie mogę, jako daru.

W zamian gdyby choć parę gałązek

znad brzegu Wilii lub z brzegów Wilejki,

gdyby choć jaki strzęp, z głowy zawiązek,

jaki Litwinki noszą lub Rutejki,

gdyby choć kostur ledwo ociosany,

na wzór kostura owego Lizdejki,

gdyby kamyczek ze ścian owej wieży,

gdyby garść piasku, lecz byle z tej ziemi,

gdzieśmy przysięgli w jedności żyć z niemi.

Lecz z dalsza nic9

 

I drugi wiersz – jeden z najpiękniejszych utworów Wyspiańskiego: Kocham Kraków, również załączony do listu, adresowanego do Wilhelma Feldmana:

 

O, kocham Kraków – bo nie od kamieni

przykrości-m doznał – lecz od żywych ludzi,

nie zachwieje się we mnie duch ani nie                                                                                         zmieni,

ani się zapał we mnie nie ostudzi,

to bowiem z Wiary jest, co mi rumieni

różanym świtem myśl i co mnie budzi.

Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,

sami złożycie stos – stanę na szczycie10

Zaskakujące, że te same słowa mógłby wypowiedzieć Feldman. Nie od kamieni wszakże doznał przykrości, lecz od żywych ludzi. Nie tylko w Krakowie.

 

 

Działalność polityczna w czasie I wojny światowej

Wilhelm Feldman był inicjatorem powstania Komisji Tymczasowej Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych, współorganizatorem Strzelca i Drużyn Strzeleckich, żołnierzem Legionów Polskich. Ze względu na stan zdrowia nie został wysłany na front, ale i tak aktywnie działał na rzecz odbudowy niepodległego państwa polskiego: w latach 1914–1918 pracował jako naczelnik biura prasowego Naczelnego Komitetu Narodowego w Berlinie. Pokój brzeski ogromnie go rozczarował. Zareagował, pisząc list otwarty do deputowanego niemieckiego, Neumanna, nie kryjąc ostrych słów pod adresem Niemiec. Zarzucił im wiarołomstwo. Władze zareagowały natychmiast groźbą aresztowania autora listu. W maju 1918 Feldman opuścił Berlin bez prawa powrotu. Towarzystwo Polskiej Partii Socjalistycznej wystosowało wtedy do niego pismo:

 

Wielce Szanowny Panie Feldman!

Powodowani zamiarem opuszczenia przez Wielce Szanownego Pana tutejszej placówki szerokiej i sprężystej Jego działalności na polu politycznem i literackiem w poświęconej dobru budującego się państwa polskiego, odczuwamy obowiązek wyrazić niniejszem nasze najszczersze uznanie i podziękowanie. Do obowiązku tego poczuwamy się tem więcej, że Wielce Szanowny Pan to powierzone sobie, aczkolwiek nadzwyczaj trudne zadanie, z niebywałą energią i wytrwałością [wykonał], nie bacząc na brak jakiegokolwiek poparcia ze strony miejscowych kół polskich, ale nawet wbrew ich wyraźnej niechęci, wywołanej złem zrozumieniem potrzeb narodowych. W przekonaniu, iż w historii odrodzenia państwa polskiego mrówcza praca Wielce Szanownego Pana znajdzie należytą cenę, kreślą z poważaniem: Stanisław Rybicki, W. Ziółkiewicz, Stefan Thiel, W. Nowacki w imieniu Towarzystwa PPS w Berlinie11.

Cztery lata ciężkiej pracy fatalnie odbiły się na wątłym zdrowiu Feldmana. Co gorsze, po powrocie do kraju spotkała go przykrość, która okazała się być przysłowiową ostatnią kroplą w czarze goryczy. Otóż miał pracować dla ministerstwa spraw zagranicznych. Spotkał się tu jednak z wrogością i zarzutami germanofilstwa. Ponieważ był osobą nastawioną sceptycznie zarówno do Rosji, jak i do demokracji zachodnioeuropejskich, przestrzegano przed nim ministerstwo jako przed osobą niegodną zaufania. Podobno wiele wysoko postawionych osób widziało krzyczącą niesprawiedliwość w traktowaniu Feldmana, nikt jednak otwarcie nie udzielił mu wsparcia.

 

„Pamięci Wilhelma Feldmana”

Zgorzkniały i zrozpaczony, postanowił wrócić do Krakowa, gdzie zaczął pisać swoje ostatnie dzieło Niemcy w latach 1914–1918, którego już nie dokończył. Pobyt na wsi miał pomóc mu wrócić do zdrowia i ukoić nerwy, wraz z rodziną wyjechał więc do Rabki. Tam jednak zarazili się czerwonką, chorował najpierw siostrzeniec, potem syn Józio, na końcu sam Feldman. Dzieci wyzdrowiały, ale jego serce niestety nie poradziło sobie z chorobą. Do końca konsekwentny, na łożu śmierci zmienił wyznanie, przyjmując chrzest. Zmarł 25 października 1919 roku.

Trzy lata po jego śmierci rodzina i przyjaciele wydali książkę pt. Pamięci Wilhelma Feldmana (Kraków 1922, Czcionkami Drukarni Narodowej w Krakowie). Celem, jaki im przyświecał, było oczyszczenie imienia zmarłego. Koszt wydawnictwa poniosła jego żona, a wspomnienia spi­sali m.in.: Jan Baudouin de Courtenay, Filip Eisenberg, Jan Kasprowicz, Stanisław Przybyszewski, Władysław Sikorski, Leo­pold Staff, Wacław Szymanowski, Stefan Żeromski. Książka jest wspaniałym dokumentem pod względem biograficznym i historycznym. Każdy artykuł tam zamieszczony jest niesłychanie cenny, a zdarzają się również takie perełki jak historia z czasów organizacji Legionów Polskich w 1914 roku, którą opisał generał Władysław Sikorski (wówczas generał broni Wojska Polskiego): Nadszedł sierpień, wybuch wojny, wymarsz, gorączkowa praca organizacyjna. Zauważono, że Feldman znikł; z początku nie wiedziano, co się z nim stało; a tam ktoś z poszukujących go przez kilka dni daremnie odkrył go w koszarach. Pomimo wręcz fatalnego zdrowia i braku sił fizycznych odbywał z zapałem wszystkie ćwiczenia żołnierskie. Nie widział niedowierzających jego kwalifikacjom militarnym spojrzeń komendanta oddziału, nie słyszał żartów młodych rześkich chłopców dokuczających tak różniącemu się od nich wiekiem i zwinnością współszeregowcowi, z zapałem oddawał się całodziennym męczącym ćwiczeniom, posłusznie wypełniał rozkazy 17- i 18-letnich oficerów – żadne uwagi ani namowy nie mogły go skłonić do opuszczenia szeregów. Opuścił je dopiero na wyraźny rozkaz dowódcy, patrzącego na wyczerpujące się z każdym dniem jego wątłe siły fizyczne12. Myślę, że ten właśnie fragment świetnie opisuje sylwetkę Wilhelma Feldmana – bojownika, człowieka nie tylko idei, ale przede wszystkim czynu.

 

 Pismo do W. Feldmana z Towarzystwa PPS w Berlinie

 

Znikające litery

Można się zastanawiać, skąd w Feldmanie brała się nadludzka siła, dzięki której był w stanie udźwignąć ciężar nieustannego bycia persona non grata – gdziekolwiek się pojawił. Doktor Filip Eisenberg, wspominając zmarłego, wskazywał, że to żona Wilhelma, Maria, była jej źródłem: Związek z tą kobietą, obdarzoną niezwykłemi zaletami umysłu, a zarazem charakterem prawym i dzielnym, z męskim hartem umiejącym czoło stawiać przeciwnościom losu, był jednym z nielicznych jasnych punktów w tem życiu skołatanem i przepojonem goryczą. Jej wysoka inteligencja i wnikliwość pozwoliły jej odczuwać, rozumieć i wspierać wszystkie jego prace literackie i publicystyczne, jej bystry i głęboki sąd o ludziach i stosunkach często był mu pomocny, nade wszystko zaś jej ofiarne oddanie się sprawom jego życia, bez szemrania dzielące jego ciężką dolę, zdolne do poświęceń i samozaparcia się, było dlań źródłem siły i pociechy w chwilach prób życiowych, których los mu nie szczędził. (…) Małżeństwo Feldmana było w najszczytniejszem tego słowa znaczeniu wzorowem – oparte na bezgranicznej miłości, wzajemnem poświęceniu i zrozumieniu, na najpiękniejszej harmonji duchowej, jak można wymarzyć. Jako mąż i jako ojciec Feldman nie znał granic w swych uczuciach, był tkliwy, serdeczny, szczery – a jak dzielił całe swe życie duchowe z żoną, tak był najtroskliwszym opiekunem dla rozwijającego się życia umysłowego swego syna13.

Jeżeli chodzi o biografię Marii Feldmanowej, niestety wiadomo niewiele. Była niebywale płodną tłumaczką; przetłumaczyła na język polski dzieła Oscara Wilde’a, Multatulego, Hall Caine’a, Jakoba Wassermanna, Rudyarda Kiplinga, Ralpha Waldo Emersona, Henrika Ibsena, Johna Ruskina, G. de Maupassanta, Daniela Defoe, Jacoba Burckardta, Thomasa Hardy’ego, Marka Twaina i Charlesa Dickensa. Używała pseudonimów: Maria Kreczowska lub Eliza Warzycka. Nieoficjalnie pomagała również mężowi w jego pracy publicystycznej, prowadziła np. sekretariat czasopisma „Krytyka”.

Maria i Józef Feldmanowie prze­żyli II wojnę światową. Józef, jeszcze przed okupacją, został profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, kierował katedrą Historii Nowożytnej. W czasie wojny ukrywał się w klasztorze franciszkanów w Hanaczowie koło Lwowa. Długo chorował na serce, w 1946 roku zmarł. Maria Feldmanowa przeżyła Wilhelma o 28 lat, zmarła w 1953 roku.

Wszyscy troje pochowani są w grobowcu rodzinnym na cmentarzu Rakowickim w kwaterze 33 II. Na płycie piaskowca umieszczono ich imiona, nazwiska, daty urodzin i śmierci w formie liter i cyfr – każdy znak osobno. Niestety, na Rakowicach metalowe elementy są łakomym kąskiem dla okolicznych zbieraczy złomu. „Wilhelm Feldman”, największy napis na grobowcu, skradziony został w całości. Gdyby nie odbity na płycie zarys liter, nikt nie wiedziałby, że tam jest pochowany.

 


 

Przypisy:

 1 A. Jazowski, Wilhelm Feldman w: Literatura okresu Młodej Polski, Kraków 1977, Wydawnictwo Literackie, ss. 275–308

 2 Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny. Tom I A–M. Warszawa 1984, PWN, s. 254

 3 A. Grzymała-Siedlecki, Niepospolici ludzie w dniu swoim powszednim, Kraków 1974, Wydawnictwo Literackie, s. 136

 4 T. Boy-Żeleński, O Krakowie, Kraków 1968, Wydawnictwo Literackie, s. 168

 5 Tamże, s. 391

 6 Tamże, s. 491

 7 M. Tomczyk-Maryon, Wyspiański, Warszawa 2009, Państwowy Instytut Wydawniczy, s. 238

 8 S. Żeromski, Wspomnienie, w: Pamięci Wilhelma Feldmana, praca zbiorowa, Kraków 1922, Drukarnia Narodowa, s. 167

 9 Listy Stanisława Wyspiańskiego różne do wielu adresatów, Kraków 1998, Wydawnictwo Literackie s. 282

10 Tamże, s. 281

11 List przedstawicieli TPPS do W. Feldmana, z archiwum rodzinnego

12 W. Sikorski, Feldman – legjonista, w: Pamięci Wilhelma Feldmana, praca zbiorowa, Kraków 1922, Drukarnia Narodowa, s. 158

13           F. Eisenberg, Wilhelm Feldman. Szkic biograficzny, w: Pamięci Wilhelma Feldmana, praca zbiorowa, Kraków 1922, Drukarnia Narodowa, ss. 19–20