Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Aleksandra Solarewicz, SPALONE NOTATKI

 

 

Trwała przerwa między wykładami, wszyscy spacerowali po korytarzach. Joanna, młoda lekarz dermatolog, podeszła do okna. – Przepraszam – usłyszała za sobą głos – pani pozwoli, że o coś zapytam. Odwróciła się. Stał za nią mężczyzna, także uczestnik krakowskiej konferencji.
– Usłyszałem pani nazwisko. Czy pani jest może rodziną dra Stanisława Stuchłego?

 

Joanna Stuchły drgnęła. Był rok 1962, nikt jeszcze nie odważyłby się głośno rozmawiać o teściu, tak jednoznacznie związanym ze Związkiem Walki Zbrojnej. Nawet w domu rodzinnym unikano rozmów. Teraz po raz pierwszy usłyszała pytanie „na ulicy”, i to z ust osoby zupełnie sobie obcej. – Tak – potwierdziła ostrożnie – dr Stuchły[1] był moim teściem. Mężczyzna pokiwał głową. Dowiedziała się, że człowiek, z którym rozmawia, to dr Garliński, lekarz, który także działał w Podziemiu[2]. On znał chirurga i dyrektora sądeckiego szpitala.– Kiedy pani teść odszedł, to zmarło wielu rannych młodych partyzantów – opowiadał – bo już nikt nie chciał podejmować się ich operowania.

W domu Joanna opowiedziała o tym spotkaniu mężowi. Janusz[3] natychmiast uciął temat. Ojciec major Wojska Polskiego, sowiecki jeniec w 1939. Oboje z matką uczestnicy obrony Lwowa w 1918, a w czasie II wojny członkowie Armii Krajowej. Kto wie, jakie nieprzyjemności mogłyby rodzinę z tego powodu spotkać?

 

Z Krakowa do Kanady

W latach 70. Stuchlowie wyemigrowali do Kanady. Joannie[4] historia teściów nadal nie dawała spokoju, tym bardziej że sama pochodziła z Sądecczyzny. Dopytywała małomównego męża i szwagra[5] – gawędziarza, starannie notując każdy szczegół. W XXI wieku spisała historię rodziny z myślą o jedynym wnuku, Cameronie (który już nie mówi po polsku). Gromadziła zdjęcia. Chciała zachować pamięć o dwojgu bohaterskich lekarzach i z uporem szukała świadków. Odnowiła kontakt z krewnymi teścia, żyjącymi w Polsce. Korzystając z pomocy tych krewnych oraz swoich znajomych, uczyniła wszystko, by kresowianin – bohater Sądecczyzny został upamiętniony, tam, gdzie pracował i przeżył swoje ostatnie chwile.

 

Ordynator na Kresach, dyrektor w Nowym Sączu

Stanisław Jakub Stuchly urodził się 5 maja 1888 roku w kresowym Stryju jako najstarszy syn Michała, maszynisty kolejowego, i Julii z Kolasów. Dorastał we Lwowie. Tu skończył IV Gimnazjum Męskie im. Jana Długosza typu staroklasycznego, a potem medycynę na uniwersytecie. W momencie wybuchu wojny pracował już jako asystent prof. Ludwika Rydygiera, bo wybrał specjalizację z chirurgii[6]. Pracę tę przerwała mobilizacja. Stanisław Stuchły, jako poddany austriacki, przeszedł szlak bojowy przez Kresy, tereny późniejszej Jugosławii, Austrię i Włochy. W 1918 roku wziął udział w obronie Lwowa przed Ukraińcami razem ze swoją przyszłą żoną. Piękna Żydówka Helena Miszel (1897–1955), studentka medycyny (uczennica prof. Adolfa Becka) i gorąca polska patriotka, była ochotniczką w szpitalu wojennym na Politechnice[7].

Po wojnie Stanisław odszedł z wojska w stopniu majora. Obejmował posady w szpitalach kolejno: w Przemyślu, Stryju, Lwowie i Żółkwi, a były to głównie stanowiska kierownicze. Z Heleną pobrali się w 1924 roku we Lwowie. Cztery lata później przenieśli do Nowego Sącza, gdzie Stanisław objął stanowisko dyrektora Szpitala Powszechnego, a Helena tamże posadę lekarza okulisty.

 

Wzorowy lekarz

Jak wynika ze wspomnień prof. Jana Słowikowskiego (1915–2010), wybitnego wrocławskiego chirurga, który zaczął swoją pracę zawodową w Nowym Sączu tuż przed wybuchem wojny, pod okiem dra Stuchłego właśnie, szpital był ceniony, a sam „dyrektor Stuchły miał nienaganną opinię jako bardzo dobry człowiek, dbający o chorych, wspaniale ogólnie wykształcony lekarz, a w szczególności wybitnie manualnie uzdolniony chirurg z ogromnym doświadczeniem”[8]. Przed wybuchem wojny Stuchły rozbudował i unowocześnił placówkę. W czasie wojny znalazło w niej ratunek wielu potrzebujących.

 

Sądecki szpital bazą przerzutową

Jesienią 1939 roku Stanisław Stuchły, wojskowy w stopniu majora, walczył na froncie wschodnim, gdzie dostał się do sowieckiej niewoli. Wszelkie informacje z tego okresu pochodzą z listów, pisanych na skrawkach papieru i w tajemniczy sposób szmuglowanych na zewnątrz, do brata Zbigniewa[9] we Lwowie. Doktor był więziony w Tarnopolu, skąd spodziewał się rychło wyruszyć – jak to ironicznie określił – „na wycieczkę krajoznawczą po Syberii”. Jak się później okazało, oficerowie trafili nie na Syberię, ale do katyńskiego lasu… Mjr Stuchły jednak uciekł z niewoli dzięki kontaktom żony i z jej pomocą – prawdopodobnie osobiście udała się ona do Tarnopola.

Wygląda na to, że Stuchłym pomagali miejscowi Żydzi, a całą akcję zorganizował najprawdopodobniej przewodniczący tamtejszego kahału[10] (istnieje ewentualność, że naczelny rabin). Dramatyczna ucieczka na niemiecką stronę odbyła się pod koniec października i wiodła przez wzburzony San w Jarosławiu. Po drugiej stronie już czekali „nasi ludzie”.

 

W Neu Sandez

znaleźli się w komplecie: Stanisław, jego ukochana Helena i dwoje dzieci, Staś i Janusz. Nowy Sącz okupowali Niemcy, ale dr Stuchły, jako wysoko ceniony chirurg, świetnie znający język niemiecki i ze stażem w austriackim wojsku, zachował posadę dyrektora. W cytowanym artykule prof. Słowikowski dodaje: „Wiadomym mi jest, że tak dyrektor szpitala, dr Stuchły, jego żona i dr Stanisław Bogusz byli w konspiracji, co, zrozumiałe, zachowywali w najgłębszej tajemnicy”. Członkowie szpitalnego personelu byli oddani Ojczyźnie. Ponadto Słowikowski informuje, że szpital sądecki w 1939 roku stał się bazą przerzutową polskich oficerów za granicę słowacką i punktem kontaktowym kurierów. Wszystko to w bliskim otoczeniu Niemców, którzy przecież leczyli tutaj swoich ludzi.

Dyrektor Stuchły, który przymusowo pozostawał w służbowych kontaktach z okupantem, kontakty te umiejętnie przekuwał na pomoc dla rodaków. Młodszy brat dr. Stanisława Bogusza (podwładnego dra Stuchłego), doc. Jerzy Bogusz, wykładowca Politechniki Krakowskiej (1921–2016 w Krakowie), przypuszczał, że to wstawiennictwu dyrektora brat zawdzięczał zwolnienie ze stalagu. Nie wykluczał, że również on sam – Jerzy – zawdzięcza mu swoje zwolnienie z KL Auschwitz (dokąd trafił w pierwszym transporcie 14 czerwca 1940[11]). Dyrektor był znany jako społecznik. W kronikach staro­sądeckich klarysek zachowały się zapisy o bezpłatnej pomocy lekarskiej dla sióstr, którą niósł ten – jak go określiły siostry – „bardzo dobry, religijny, miłosierny lekarz”. 

 

Dyrektor, „który nic nie wiedział”

Młodszy syn doktorostwa Stuchłych, Janusz, na podstawie rozmów z matką opowiada, że w szpitalu, w pomieszczeniach zajmowanych przez siostry miłosierdzia – pielęgniarki – oraz na oddziale zakaźnym (dokąd Niemcy panicznie bali się wchodzić), jego ojciec potajemnie operował rannych partyzantów, a chorych leczył także w ich leśnych kryjówkach. W swoim służbowym mieszkaniu przy ul. Młyńskiej 3 (obecnie siedziba dyrekcji) dr Stanisław i Helena Stuchłowie udzielali im pomocy doraźnej, wydawali podstawowe lekarstwa. Maryna Zubkowa, żona mjra AK Juliana Zubka – „Tatara”, a krewna Stuchłego, potwierdza znane sobie przypadki leczenia partyzantów. Jak podkreśla: – Dyrektor oficjalnie „nic nie wiedział”, ale faktycznie wiedział o wszystkim.

Latem 1940 roku z sądeckiego szpitala członkowie ZWZ wyprowadzili rannego kuriera Jana Karskiego (właśc. Jan Romuald Kozielewski), niemieckiego więźnia. Opieką nad Karskim i organizacją ucieczki zajął się na terenie szpitala Jan Słowikowski. Ucieczka się udała, choć jej cena miała okazać się wysoka. 9 miesięcy później dyrektor Stuchły ostrzegł Słowikowskiego przed grożącym aresztowaniem i kazał mu „zniknąć”. Słowikowski zdążył uciec z Nowego Sącza, ale wielu innych uczestników akcji, w tym jego rodzony brat, zapłaciło życiem. Zostali rozstrzelani przez Niemców 21 sierpnia 1941 r. w Biegonicach.

 

Praca 24 h na dobę 

Na początku lat 40. dr Helena Stuchłowa zaczęła się ukrywać, by nie podzielić losu krewnych, którzy zginęli w lwowskim getcie. Wspomagana i przemycana przez jezuitów, niepokalanki i siostry miłosierdzia – przetrwała wojnę u rodziny męża w Warszawie, a po Powstaniu tułała się od kryjówki do kryjówki. Dziś co do tego nie ma ścisłych danych. Można jedynie przypuszczać, że to były klasztory żeńskie w miejscowościach: Nowy Sącz i Szymanów (Niepokalanki) oraz Kalwaria Zebrzydowska (Szarytki, czyli Siostry Miłosierdzia). Mąż dalej prowadził pracę – oficjalną i konspiracyjną, trawiony niepokojem o los żony. W każdej chwili mógł się spodziewać tragicznego finału. Był obserwowany. Janusz Stuchly wspomina, że nawet w nocy do ich domu rodzinnego przyjeżdżało gestapo z poleceniem zoperowania niemieckich żołnierzy. Stanisław Stuchły pracował pod lufą karabinu, dosłownie i w przenośni. 24 godziny na dobę.

 

Dla najwartościowszych

Jak dowiedziałam się podczas mojej wizyty w Nowym Sączu w 2010 roku, notatki chirurgiczne Stanisława Stuchłego zostały zniszczone. – W czasie remontów często wybuchają pożary – wyjaśnił dyrektor. Obecnie jedynym świadectwem tamtych dni są listy Stanisława do brata Zbigniewa i jego żony Ireny (we Lwowie) oraz analogiczne ich siostry Janiny, pisane w Nowym Sączu. Janina po wyjeździe dr Stuchłowej do Warszawy, na prośbę brata, w 1943 roku przyjechała ze Lwowa do Nowego Sącza i poprowadziła dom. Wiosną 1944 dołączył do nich Zbigniew z żoną i dwojgiem dzieci, na zawsze opuszczając Lwów.

Wspomniane listy z oczywistych przyczyn nie zawierają szczegółów, a jednak mówią nazbyt wiele. Wiadomo, że Zbigniew Stuchly (już przed wojną używał nazwiska we właściwym brzmieniu i pisał się przez „l”) był biologiem i kierownikiem działu produkcji szczepionki w Instytucie Badań nad Tyfusem Plamistym prof. Rudolfa Weigla. Za wiedzą profesora pewną ilość szczepionki przekazywał również bratu – lekarzowi. W różnych listach Stanisław dziękuje za dar i zaznacza, że zamierza podawać ją rodzinie oraz „tym spoza rodziny, którzy najbardziej na to zasługują”, tym „najwartościowszym”. Niewątpliwie chodzi o ludzi Podziemia.

Janina w jednym ze swoich pierwszych listów do Lwowa jednoznacznie potwierdza pobyt „bratowej Heleny” u rodziny (Marii i Walerego Nowickich) w Warszawie. Domyśla się, że brat – Stanisław – jest w konspiracji, ale szczegółów nie zna. „Stach milczy, bo mu nie wolno się mnie zwierzać” – podsumowuje. Donosi, między wierszami, o częstych, nocnych wyprawach „Stacha” do chorych partyzantów, w tym o pewnej wyprawie, w czasie której doktor się potłukł, bo pojazd był niesprawny. Poselstwa z prośbą o pomoc w pewnym okresie miały być tak częste, że Janina odmawiała – jak pisze – litanię do św. Judy Tadeusza w intencji uspokojenia się sytuacji. A przecież przez jakiś czas mieszkał z nimi w mieszkaniu przy Jagiellońskiej przymusowo dokwaterowany niemiecki oficer.

Ma się rozumieć, że takie listy ze Lwowa i do Lwowa nie szły pocztą, ale przewozili je zaufani doktora. W listach pojawiają się następujące osoby: dr Wroniewicz, pan radca Fedyna, siostra Aniela (szarytka, pielęgniarka), p. Rzymkowa (Rzemykowa?), pani Koch i pan Drexler (lekarz urolog ze Starego Sącza). Wojenne listy rodzeństwa Stuchłych stanowią zatem ważny dokument z dziejów okupacyjnych Nowego Sącza.

 

Jesienny zmierzch nad Beskidem

W latach 1943–1944 w należącej do Stuchłych kamienicy przy ul. Jagiellońskiej 34 działała skrzynka kontaktowa Armii Krajowej (dokładniej, w zakładzie zegarmistrzowskim Antoniego Barbackiego). Z domowej kuchni przekazywano codziennie żywność dla partyzantów, a odbierał ją zaufany człowiek nazwiskiem Reguła, prawnik. Przekaz rodzinny głosi również, że dr Stuchły był członkiem Delegatury Rządu na Kraj[12]. Jego dom, jak potwierdził po wojnie o. Antoni Kuśmierz, jezuita (i nie tylko on) – członek AK, był „dzień i noc” strzeżony przez żołnierzy podziemia. To oni musieli zastrzelić łotra, który po śmierci doktora (o czym później) przychodził na Jagiellońską i szantażował rodzinę.

W listach Stanisław Stuchły podkreśla wielokrotnie, że przy życiu utrzymuje go wiara w Boże miłosierdzie oraz obecność ukochanych synów, Staszka i Janusza. Fizycznie dopalał się jak świeca. Przez całe lata cierpiał na wrzody żołądka i chorobę serca, ratował się zastrzykami. Praca w dzień i w nocy, wciąż pod nieludzką presją, niepokój o ukrywającą się żonę, troska o licznych krewnych, o szpital – to wszystko przyczyniło się do przedwczesnej śmierci doktora. Pewnego dnia zasłabł w drodze do pracy. Diagnostyka nie była wówczas tak dokładna jak dziś: rodzina przekazała, że doszło do pęknięcia wrzodu żołądka. Dr Stuchły mógł poddać się operacji u swego kolegi w Krakowie, dra Glazera, wybitnego chirurga, ale zrezygnował z zabiegu. Umierał świadomie. – Nie spędzałem płodów ludzkich, nie składałem mego podpisu pod wyrokami śmierci – wyznał w ostatniej spowiedzi. 16 września 1944 roku odszedł na zawsze.

Pogrzeb miał w piękny, słoneczny dzień. Trumnę wyniesiono z budynku szpitala do paradnego karawanu, za którym podążyły na cmentarz tłumy (co potwierdzają zdjęcia). Jeszcze teraz można spotkać starszych sądeczan pamiętającego doktora, który ich leczył w ich dziecięcych latach.

W Nowym Sączu i Calgary

Dr Helena Stuchłowa wróciła po tułaczce do Nowego Sącza wczesną wiosną 1945 roku. W sądeckim szpitalu pracowała jako lekarz radiolog do swojej śmierci 4 września 1955. Wspominana jest jako wielka polska patriotka. Zachował się przekaz pisemny o jej zdecydowanej postawie wobec ubeków, którzy w 1948 roku chcieli zabrać ze szpitala skatowanego przez nich ks. Wojciecha Zygmunta – kapelana partyzantów. Dr Stuchłowa ostro zażądała od nich pozostawienia pacjenta w szpitalu.

Po kilku latach niełatwych starań Janusz Stuchly z żoną Joanną, wnuk Michał i prawnuk Cameron ufundowali tablicę ku czci dr. Stanisława Stuchłego. Wykonał ją uznany sądecki artysta, Józef Stec. Lokalna Grupa Działania Partnerstwo dla Ziemi Sądeckiej, w osobie pana Leszka Konstantego, wsparła rodzinę w kwestii uzyskania zgody na umieszczenie tablicy w starym holu sądeckiego szpitala. Została ona zamontowana 10 września 2013 roku, a symbolicznie odsłonięta w październiku rok później.

Joanna Stuchly zmarła po ciężkiej chorobie w lutym 2017 roku i jest pochowana na cmentarzu St. Mary’s w kanadyjskim Calgary. Na sądeckim cmentarzu komunalnym stoi grobowiec Stanisława i Heleny, z symboliczną tablicą pamięci ich starszego syna Stanisława. Łatwo znaleźć ten grób, idąc prosto aleją od bramy przy ul. Rejtana. W poprzek drogi stoi duży XIX-wieczny, niedawno wyremontowany grobowiec, do którego pleców przylega właśnie grób rodziny Stuchłych z różowawego kamienia. Po drugiej stronie muru zaś, od strony ulicy Młyńskiej, wznosi się biały, rozłożysty budynek. Patrzą na nekropolis okna szpitala, w którym zręczne ręce chirurga przywracały życie tylu ludzkim istnieniom, dzieciom i chłopom z beskidzkich lasów.



[1]    Przed wojną rodzina używała spolszczonej formy „Stuchły”, potem wrócono do oryginalnej pisowni nazwiska.

 

[2]    Joanna nie zapamiętała imienia, niewykluczone też, że zniekształciła nazwisko. Mógł to być prof. Marian Garlicki (1908–2002), lwowski chirurg, w czasie wojny w strukturach AK jako zastępca szefa Służby Zdrowia Okręgu Lwów. Jeśli dobrze pamiętam, to Joanna potem spotkała potem jego syna, który powiedział, że nie może nic dodać do tajemniczej historii, bo ojciec spalił wszystkie swoje wojenne dokumenty. Kim był ten lekarz? Może pomogą Czytelnicy?

 

[3]    Janusz Stuchły, ur. 1932 we Lwowie, młodszy syn doktora, absolwent Politechniki Krakowskiej.

 

[4]    Joanna Stuchly z d. Zarzycka, ur. 16 maja 1933 w Krynicy, zm. 24 lutego w 2017 w Calgary. Absolwentka medycyny na UJ, lekarz dermatolog. Jej dziadkowie i rodzice posiadali przed wojną krynicki pensjonat Soplicowo.

 

[5]    Stanisław Stuchly (1931–2002), starszy syn Stanisława i Heleny, absolwent Politechniki Śląskiej, zm. w Kanadzie.

 

[6]    Wymienia go w tym kontekście S. Laskownicki w książce „Szpada, bagnet, lancet. Moje wspomnienia”, Wrocław 1970

 

[7]    Podobno są razem ze Stanisławem na zdjęciu w jednej z przedwojennych książek poświęconych obronie Lwowa.

 

[8]    J. Słowikowski, „Wspomnienia z pracy w szpitalu nowosądeckim w latach 1935–1941”, „Sądeczanin”, 2008, t. XXXVI

 

[9]    Prof. Zbigniew Stuchly (1907–2005), biolog, asystent prof. Rudolfa Weigla, twórca i kierownik Katedry Biologii wrocławskiej Akademii Medycznej.

 

[10]  To dr Józef Parnas kierował tarnopolskim kahałem 40 lat, wg: http://www.zydzipolscy.pl/photo,id,3870,letter,O,filter,person.html. Nie należy mylić go z lwowskim adwokatem, który zginął z rąk Niemców ani z profesorem weterynarii.

 

[11]  A. Solarewicz, „Człowiek, który uratował Jana Karskiego”, „Rzeczpospolita”, 8.02.2011

 

[12]  Z przekazu brata Zbigniewa (1907–2005) wynika, że latem 1944 roku dr Stuchly – przeczuwając swoją śmierć – wyjawił mu w zaufaniu, iż jest członkiem Delegatury i ma dowodzić planowaną akcją zbrojną w Nowym Sączu, tj. akcją „Burza”.