Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Jarosław Krasnodębski, ZA LINIĄ CURZONA. STANISŁAWOWIANIE W KRAKOWIE

Wybuch wojny i jej konsekwencje zmieniły całkowicie życie mieszkańców Kresów Wschodnich. Ogromna większość z nich wyjechała do Polski i osiedliła się w jej nowych granicach. Poniższe przykłady pokazują biografie osób związanych ze Stanisławowem, które odcisnęły trwały ślad w historii grodu Potockich. Wypadki wojenne, a w końcu dyktat jałtański zmusiły ich do opuszczenia Kresów i zamieszkania w Krakowie.

Jedną z najbardziej znanych postaci Stanisławowa okresu międzywojennego był Wacław Chowaniec, nazywany niekiedy prezesem grodu Potockich. Urodził się w tym mieście 28 września 1887 roku i ukończył tutaj z odznaczeniem najstarsze gimnazjum na Pokuciu w 1905 roku. Rozpoczął także studia prawnicze we Lwowie i ekonomiczne w Wiedniu, ale śmierć ojca Stanisława w 1910 roku uniemożliwiła mu ich ukończenie. Od tej pory pomagał owdowiałej matce Sabinie z Dankiewiczów zarządzać majątkiem i wychowywać trzech młodszych braci. Rodzina Chowańców należała do najbogatszych w Stanisławowie, posiadała kompleks kamienic w centrum miasta, w tym własną elektrownię blokową i drukarnię.

Trudno jest opisać losy Wacława Chowańca w okresie Wielkiej Wojny i ustalić jego rolę w konflikcie polsko-ukraińskim. Wiadomo, że sporo czasu poświęcał pracy w rodzinnej drukarni i litografii, firmowanej imieniem i nazwiskiem Stanisław Chowaniec, gdzie zajmował się między innymi dostawami druków dla Polskich Kolei Państwowych. Wieloletnie doświadczenie w zakresie finansowym i gospodarczym sprawiły, że w 1924 roku Chowaniec został burmistrzem, a później prezydentem Stanisławowa.

Pierwszym jego sukcesem było zakończenie długotrwałego procesu przyłączenia gmin podmiejskich do Stanisławowa, co formalnie stało się w 1925 roku. Wówczas liczba mieszkańców zwiększyła się z 30 do 53 tys., a terytorium miasta wzrosło z 415,8 ha do 2227,5 ha.

Nowy włodarz, choć nie posiadał większej praktyki samorządowej, z rozmachem rozbudowywał miasto. Przez 11 lat jego rządów magistrat dokonał wielu zmian rzutujących na codzienne życie obywateli. Wśród zrealizowanych wtedy inwestycji, do najważniejszych zaliczyć możemy uruchomienie pierwszej w historii Stanisławowa elektrowni miejskiej, rozbudowanie sieci kanalizacyjnej, położenie nawierzchni asfaltowej w centrum miasta i przebudowanie ratusza. Poza tym na rynku pojawiło się kilkaset nowych mieszkań, wzniesiono budynki szkoły dla dzielnicy Knihinin Kolonia i żłóbka dla niemowląt, magistrat wspierał także finansowo przebudowę teatru i restaurację kościoła ormiańskiego. W trakcie swoich rządów Chowaniec piastował również stanowisko posła RP III kadencji (1930–1935).

Na skutek ciężkiej choroby i konfliktu z wojewodą Zygmuntem Jagodzińskim, Chowaniec zrezygnował z pełnienia funkcji prezydenta miasta i przeniósł się w 1935 roku do Lwowa, gdzie objął funkcję naczelnego dyrektora Banku Hipotecznego. Dzięki własnym cegielniom, jakie posiadał ten urząd, Wacław Chowaniec przyznał milion cegieł na budowę domu Polskiego Towarzystwa Historycznego we Lwowie.

Po kilku latach przyszedł również czas na docenienie jego wkładu w rozwój Stanisławowa. W 1938 roku prezydent Ignacy Mościcki za zasługi położone na polu pracy samorządowej odznaczył Wacława Chowańca Złotym Krzyżem Zasługi.

Okupacja Kresów Wschodnich przez sowietów w dalszej perspektywie groziły aresztowaniem i wywózką całej rodziny. Zdawał sobie z tego sprawę Wacław Chowaniec. W 1940 roku postanowił z żoną i dwójką dzieci przenieść się do Krakowa i zamieszkał tam z rodziną w samym centrum miasta przy ulicy Brackiej 1. Udało mu się wyposażyć mieszkanie w dużej części meblami, które zdobiły wnętrza ich kamienicy w Stanisławowie. Po osiedleniu się w Krakowie Chowaniec kontynuował pracę do 1949 roku jako dyrektor Banku Hipotecznego w Krakowie. Wtedy przeszedł na emeryturę, pracował też jako biegły sądowy w Sądzie Wojewódzkim w Krakowie. Od czasu do czasu spotykał się z dawnymi mieszkańcami Stanisławowa, częstym jego gościem był arcybiskup Eugeniusz Baziak. Zmarł w wieku 98 lat 11 marca 1985 roku. Pochowany został na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

W trakcie prezydentury Wacława Chowańca posługę duszpasterską w Stanisławowie pełnił znany polski kapłan, wspominany wyżej, arcybiskup Eugeniusz Baziak, który oddał ogromne zasługi temu miastu i jego mieszkańcom. Pochodził z równie ważnego miasta w Galicji, Tarnopola, gdzie urodził się 8 marca 1890 roku. Tam skończył szkołę ludową i gimnazjum, po czym wstąpił do seminarium we Lwowie. Wyświęcony w 1912 roku sprawował pierwszą posługę kapłańską w parafii żółkiewskiej. Kiedy opuścił hetmański gród, służył jako kapelan w armii cesarsko-królewskiej. Gdy wybuchła wojna polsko-ukraińska, z ofiarnością niósł pomoc uwięzionym i internowanym Polakom. Lata 20. spędził we Lwowie, w którym zdobył doświadczenie jako katecheta i wicerektor seminarium duchownego. Przed przyjazdem do Stanisławowa obdarzono go wysoką godnością kościelną, został bowiem kanonikiem honorowym kapituły lwowskiej. Oficjalna ceremonia przejęcia przez niego probostwa w najstarszej parafii stanisławowskiej odbyła się w sierpniu 1931 roku.

Nowy duszpasterz Kolegiaty swoją posługę pełnił tylko 2 lata, do października 1933 roku, ale przez ten krótki okres udało mu się wiele dokonać zarówno na polu społecznym, jak i na rzecz restauracji zabytkowej świątyni. Wspierał najbiedniejszych, sieroty, wdowy i starców. Jak podaje poseł stanisławowski, Tadeusz Zagajewski, był członkiem między innymi Domu Sierot Polskich, Towarzystwa Opieki nad Więźniami, Towarzystwa im. św. Wincentego a Paulo, wśród potrzebujących prowadził także działalność oświatową w Towarzystwie Szkoły Ludowej. Poza tym interesował się i okazywał wsparcie organizacjom polskim i bywał obecny na uroczystościach narodowych.

W tym samym czasie ks. Baziak kontynuował również gruntowne prace restauracyjne Kolegiaty, które rozpoczął jeszcze w latach 20. jego poprzednik ks. Józef Piaskiewicz. W trakcie swoich krótkich rządów udało mu się założyć światło elektryczne, odnowić kopułę i prezbiterium oraz obraz w ołtarzu głównym. Nowy proboszcz nie zdążył przeprowadzić całkowitej restauracji nawy głównej. Natomiast na zewnątrz świątynia wraz z przylegającym jej placem została w pełni odrestaurowana. Wybudowano prowizoryczną dzwonnicę, odnowiono zakrystię, uporządkowano chodniki, zainstalowano oświetlenie elektryczne i przywrócono dawny wygląd figurze Matki Boskiej, stojącej przed wejściem do kościoła.

Mianowany na biskupa sufragana lwowskiego, ks. Baziak opuścił Stanisławów i przeniósł się do Lwowa, gdzie w 1944 roku został metropolitą. Pamięć o dawnym proboszczu Kolegiaty była żywa w grodzie Potockich aż do wybuchu wojny. Najpierw w uznaniu za zasługi oddane polskim mieszczanom, w 1937 roku mianowano go członkiem honorowym Towarzystwa Zjednoczenia Mieszczan Polskich. Z kolei rok później specjalna delegacja z magistratu wyjechała do Lwowa, by wręczyć mu godność honorowego obywatela miasta Stanisławowa. W komunikacie podanym w prasie czytamy, że rada miasta zaszczyt ten przyznała w 25-lecie kapłaństwa w podzięce za opiekę duszpasterską i dowód wdzięczności polskiego społeczeństwa m. Stanisławowa, za Jego pracę na polu narodowym i humanitarnym.

Zmiany polityczne na Kresach Wschodnich po II wojnie światowej spowodowały, że metropolita zmuszony został osiedlić się w Polsce pojałtańskiej. Archidiecezja nie przestała jednak istnieć, a jej zwierzchnik ks. Baziak zachował urząd arcybiskupa do końca życia. Początkowo przebywał w Lubaczowie, gdzie znajdowało się centrum administracyjne polskiej części metropolii lwowskiej. W 1951 roku mianowano go na administratora archidiecezji krakowskiej, lecz w wyniku represji władz komunistycznych był przez krótki okres więziony, a następnie nakazano mu wyjechać. Do Krakowa wrócił w 1956 roku, odnowił też wówczas szereg przedwojennych kontaktów, między innymi spotykał się z dawnym prezydentem Stanisławowa, Wacławem Chowańcem. Zmarł 15 czerwca 1962 roku, a cztery dni później odbył się jego pogrzeb w katedrze wawelskiej.

Józef Zieliński nie był początkowo związany ze Stanisławowem. Urodził się we Lwowie 18 marca 1899 roku i tam najpierw w 1917 roku ukończył VII Gimnazjum, a w 1925 roku zdobył tytuł doktora na Uniwersytecie Jana Kazimierza. W pracy naukowej zajął się celibatem w Polsce średniowiecznej na tle dziejów powszechnych, a jej promotorem był znany mediewista Jan Ptaśnik. Jego zainteresowania naukowe skupiły się jednak na wiekach późniejszych. Zapewne dlatego, że miasto, do którego przybył, zostało założone dopiero w XVII wieku. Przygotowując rozprawę doktorską zdążył wcześniej zdobyć doświadczenie jako młodszy asystent u swojego profesora i urzędnik w Bibliotece Uniwersyteckiej. W roku jej obrony Zieliński postanowił przenieść się do Stanisławowa, co z perspektywy dawnej stolicy Galicji nie było z pewnością nobilitujące. W latach 1925–1939 piastował stanowisko profesora w gimnazjach stanisławowskich. Było to pochłaniające zajęcie, na szczęście nie na tyle, by całkowicie zrezygnować z prowadzenia badań naukowych. W 1931 roku, gdy na stałe do Paryża przeniósł się Czesław Chowaniec i rozpoczął tam pracę w Bibliotece Polskiej, Józef Zieliński zajął miejsce historiografa Stanisławowa na najbliższe lata. Systematycznie publikował w „Kurierze Stanisławowskim” i wydawał książki własnego autorstwa, akcentując w nich dzieje stolicy Pokucia. Najczęściej były to krótkie monografie dotyczące zabytków miasta i osób z nim związanych. Godne miejsce w dorobku Zielińskiego zajmuje praca pt. „Księga pamiątkowa mieszczaństwa polskiego w Stanisławowie 1868–1934”, której był redaktorem i autorem kilku tekstów. Koncentrując się na jego pozycji gospodarczej i stanie świadomości narodowej, opisano w książce historię polskiego mieszczaństwa od czasów uzyskania autonomii aż prawie do końca istnienia II Rzeczypospolitej.

Zieliński zasłużył się miastu szczególnie w ostatnich latach wolności. W 1938 r. został wybrany na prezesa tutejszego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, uchodzącego przed wybuchem II wojny światowej za najmłodszą placówkę naukową tego typu w całym kraju. Pod szyldem Towarzystwa wydał „Materiały do bibliografii historii miasta Stanisławowa”, bez której współczesny badacz nie może rozpocząć poważnych studiów nad dziejami grodu Potockich. Wojna pokrzyżowała kolejne jego plany wydawnicze.

W trakcie tego długotrwałego konfliktu przebywał w Krakowie, gdzie włączył się w pracę konspiracyjną i działania propagandowo-polityczne w szeregach Stronnictwa Narodowego. Nowe władze komunistyczne nie tolerowały tych poczynań i w 1946 roku tajne służby zatrzymały go, a sąd skazał na karę śmierci, zamienioną później na 15 lat więzienia. Karę odbywał najpierw w Warszawie, później we Wronkach. Na szczęście po 10 latach został zwolniony i zamieszkał w Krakowie przy alei Słowackiego 56. Starał się odzyskać stracone lata, z trudem wrócił do zawodu historyka. Pracował w Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego, napisał książkę o Romanie Dmowskim, wydaną w Londynie pod pseudonimem Mariusz Kułakowski, przywracał pamięć tragedii mordu na Polakach w Czarnym Lesie pod Stanisławowem. Zmarł w Krakowie 1 września 1976 roku.

Zaledwie o kilka miesięcy młodszy od Zielińskiego był ostatni włodarz Stanisławowa Franciszek Kotlarczuk, urodzony 2 listopada 1899 roku w Łańcucie. Okres młodości spędził w różnych miastach galicyjskich. Do gimnazjum uczęszczał w Kołomyi i Stanisławowie, ale egzamin dojrzałości udało mu się zdać dopiero po Wielkiej Wojnie w Przemyślu. W międzyczasie jako 16 letni uczeń gimnazjum wstępuje do Legionów i w szeregach tej formacji wojskowej bierze udział w walkach do 1917 roku. Po kryzysie przysięgowym został na krótko uwięziony, a po procesie wcielony przez Austriaków do armii. Na skutek doznanych ran na froncie trafił do szpitala we Lwowie. W obliczu zagrożenia zajęcia miasta przez Ukraińców, gdy nie był jeszcze w pełni sił, dołącza do I Załogi Obrony Lwowa, następnie uczestniczy w całej kampanii polsko-ukraińskiej i polsko-bolszewickiej. Za udział w walkach o niepodległość został uhonorowany orderem Virtuti Militari, dwukrotnie Krzyżem Walecznych i innymi odznaczeniami.

W wolnej Polsce zrobił karierę jako urzędnik państwowy. Był do tego świetnie przygotowany, skończył bowiem Wydział Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza z tytułem magistra praw. W 1924 roku rozpoczął pracę w magistracie miasta Stanisławowa. Kotlarczuk najpierw w 1928 roku został mianowany na naczelnika Wydziału Gospodarczego, a w 1934 roku objął funkcję naczelnika Wydziału Ogólnego. W 1935 roku, jak podał „Kurier Stanisławowski”, miała miejsce trafna decyzja – Kotlarczuk został wiceprezydentem. Dwa lata później ta sama gazeta donosiła, że Stanisławów otrzymał obecnie włodarza, który jest nie tylko stanisławowianinem i doskonałym samorządowcem, ale którego na stanowisku prezydenta życzyło sobie widzieć całe tutejsze społeczeństwo, bez różnicy przekonań politycznych i bez różnicy narodowości. Został wybrany głosem 46 radnych, czyli wszystkich obecnych wówczas w magistracie.

W ciągu tych niespełna dwóch lat zarząd miejski pod jego kierownictwem przeprowadził kilka ważnych inwestycji. Zmodernizowano kolejne odcinki dróg, uruchomiono pierwszą linię autobusową w mieście, rozbudowano elektrownię miejską, wzniesiono w końcu awangardowy gmach poczty, który nie wzbudził pozytywnych komentarzy; apelowano, by ukryć go w zieleni. Wybuch wojny przerwał prace samorządu stanisławowskiego, a niezrealizowane dotychczas plany poszły w zapomnienie. Kotlarczuk zaś został zmuszony oddać miasto w ręce Sowietów.

Słabo znane są jego dalsze losy. Wiadomo tylk‑o, że po wojnie zamieszkał przy ulicy Pędzichów 3 w Krakowie, gdzie również pracował w Przedsiębiorstwie Budowy Elektrowni i Przemysłu. Zmarł 15 lipca 1961 roku i został pochowany na cmentarzu Salwatorskim. Na klepsydrze pogrzebowej zabrakło jednak informacji, że był on prezydentem Stanisławowa.