Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Stanisław Dziedzic, Z KRZEMIEŃCA NA RÓŻAŃCOWĄ GÓRĘ

Wołyń to okolica wielce malownicza, urozmaicona niewysokimi wzniesieniami, na których przed wiekami wznoszono potężne zamczyska, które strzec miały te niespokojne ziemie przed hordami nieprzyjacielskimi, głównie tatarskimi, raz po raz w perzynę obracającymi te ziemie, uwożąc z nich, z ogołoconych zamków, kościołów i klasztorów, a także plądrowanych miast, cenne łupy. Magnateria kresowa oraz miejscowa ludność, zróżnicowana etnicznie i wyznaniowo, fundowała liczne obiekty kultu religijnego: kościoły, klasztory, synagogi, którym często nadawano charakter obronny. Dziś, po burzliwym wieku dwudziestym, w którym najdotkliwsze rany tym obiektom, bo systemową zagładę przyniósł reżim komunistyczny, niewiele ze świetności dawnej pozostało, ale i te pozostałości, często odarte z wszystkiego, co stanowiło o ich randze kulturowej, artystycznej i kultowej, zaświadczają o potencjale kultury Kresów i ich fenomenie wielokulturowości. Władze ukraińskie podejmują w niektórych zabytkowych, historycznych obiektach prace porządkowe i restauracyjne, ale zapewne z powodu niewystarczających środków, którymi dysponują, zabiegi te są nader niewystarczające. W licznych przypadkach obiektów zabytkowych, uznawanych przez nie za dziedzictwo obcej, bo polskiej kultury, zazwyczaj odstępują od prowadzenia prac zabezpieczających i konserwatorskich, licząc na dotacje polskich władz państwowych.

Uczestnicząc od kilku lat w dorocznie od lat prawie dwudziestu organizowanej polsko-ukraińskiej konferencji naukowej „Dialog dwóch kultur”, która tradycyjnie odbywa się w Krzemieńcu, w tamtejszym dworku – muzeum Juliusza Słowackiego, a także w gmachu dawnego Liceum Krzemienieckiego oraz każdorazowo, ze względu na poboczną tematykę obrad, w innych pobliskich miejscowościach związanych historycznie ze znanymi i zasłużonymi dla kultury polskiej i ukraińskiej osobami, śledzę postępy tych prac, a także taktykę centralnych i lokalnych władz państwa ukraińskiego w tym zakresie. A Ukraina boryka się z ogromnymi problemami ekonomiczno-gospodarczymi, ale i nie mniej ciężkimi problemami politycznymi i społecznymi. Młode państwo jest w stanie permanentnego konfliktu zbrojnego z potężną Rosją, a podłoże tych konfliktów się poszerza.

W samym Krzemieńcu, na wysokiej, panującej nad miastem, skalistej Górze Królowej Bony prowadzone są od niedawna prace zabezpieczające i konserwatorskie przy ruinach zamku, ale już w samym mieście trwa w tym względzie zastój. Pięknie położony nad rzeką Ikwą Krzemieniec kiedyś zachwycał malowniczą drewnianą zabudową, wśród której z czasem dominować zaczęły piękne sylwety kościołów i cerkwi, z majestatycznie usytuowanym potężnym, późnobarokowym zespołem kościelno-klasztornym Jezuitów i kolegium Jezuitów, który po likwidacji klasztoru i kolegium jezuickiego, stał się siedzibą założonego przez Tadeusza Czackiego i Hugona Kołlątaja słynnego Liceum Krzemienieckiego. Obecnie rozbudowany gmach pojezuicki jest siedzibą uczelni wyższej, a dawny zakonny kościół, zamieniony w czasach sowieckich na magazyny, przekazany został przez władze ukraińskie w latach 90. ubiegłego wieku Cerkwi prawosławnej. Resztki dawnej świetności zachowały, mimo tylu przeciwności losu, krzemienieckie świątynie i bardzo nieliczne obiekty użyteczności publicznej. A przecież, wśród tej codziennej zgrzebności i potwornego zapuszczenia, widać w ostatnich latach jakąś większą dbałość o niewymagającą dużych finansowych nakładów estetykę w obejściach, na publicznych placach.

Konferencja „Dialog dwóch kultur”, organizowana corocznie przez niezmordowanego Mariusza Olbromskiego, do niedawna dyrektora Muzeum Narodowego w Przemyślu, obecnie dyrektora Muzeum Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku na Mazowszu, przy wsparciu organizacyjnym i finansowym władz i instytucji polskich oraz ukraińskich, zyskuje na znaczeniu, uczestniczą w niej ludzie zajmujący znaczące miejsca w świecie nauki i kultury. Miasto rodzinne Juliusza Słowackiego corocznie w pierwsze wrześniowe dni, podczas konferencji naukowej „Dialog dwóch kultur”, podkreśla swoje związki z wybitnym poetą, a miejscowe Muzeum Juliusza Słowackiego udziela gościny konferencyjnym poczynaniom, bo właśnie w jego pięknych wnętrzach oraz w pobliskich pojezuickich gmachach odbywają się sesje naukowe, koncerty i warsztaty.

Każdorazowo konferencję poprzedza msza św. w miejscowym kościele rzymskokatolickim pw. Świętego Stanisława, w którym znajduje się pięknej artystycznej roboty pomnik Juliusza Słowackiego, dłuta Wacława Szymanowskiego, wzniesiony w setną rocznicę urodziny wieszcza – w 1909 roku. Podobno ze względu na ten monument, po ostatniej wojnie jedyną pamiątkę zaświadczającą o związkach Słowackiego z Krzemieńcem, władze sowieckie nie dopuściły się zamknięcia tej świątyni. Przez kilka dziesięcioleci był to jedyny czynny kościół katolicki na terenie diecezji łuckiej, brutalnie zlikwidowanej przez władze sowieckie.

 

Wejście na teren dawnego klasztoru w Podkamieniu. Wieża zatapia się we mgle.
Fot. Janusz M. Paluch

 

Ze względu na podjęte przez Bibliotekę Kraków zadania związane z organizacją na terenie Krakowa „Narodowego Czytania” w roku 2018 literatury związanej ze 100-leciem odzyskania przez Polskę niepodległości, zmuszeni byliśmy wraz z Januszem Paluchem do wcześniejszego opuszczenia gościnnego Krzemieńca i udania się w drogę powrotną, przez Lwów – do Krakowa.

Wybraliśmy się z Krzemieńca na tyle wcześnie, by przed dotarciem do Lwowa obejrzeć któreś z historycznych miejsc położonych na tej trasie. Zrezygnowaliśmy tym razem z odwiedzenia ławry poczajowskiej, która po dokonanych tam pracach konserwatorskich prezentuje się, na tle powszechnej szarości i zabiedzenia, wyjątkowo okazale. Ten wyrazisty kontrast nabierał tego lata dodatkowego wymiaru, gdy walka w łonie skłóconego organizacyjnie i podzielonego ukraińskiego prawosławia weszła – jak się wydaje – w etap formalnych rozstrzygnięć ze strony patriarchatu ekumenicznego konstantynopolskiego, o przyznaniu Kościołowi prawosławnemu na Ukrainie autokefalii, a tym samym zerwania kanonicznej zależności od prawosławnego patriarchatu moskiewskiego. Choć nietrudno sobie wyobrazić dalszy scenariusz skłócenia pomiędzy trzema strukturami cerkiewnymi – Cerkwi uznającej zwierzchnictwo patriarchy moskiewskiego, wciąż niekanonicznego patriarchatu kijowskiego i tzw. Cerkwi autonomicznej, sytuacja ławry w Poczajowie, uznającej zwierzchnictwo religijne patriarchy Moskwy i postrzeganej jako opoka trwania przy dotychczasowej podległości Moskwie, stała się niełatwa. Scenariusz konfrontacji o wpływy natury religijnej będzie miał charakter polityczny, a rzutować to będzie na relacje pomiędzy Moskwą i Kijowem, od lat bardzo napięte. Wydarzenia te nie mogą więc nie wpływać na obecne nastroje panujące w samej ławrze.

Zrezygnowaliśmy z odwiedzenia Podhorców i Oleska, wybraliśmy Podkamień. W każdej z tych miejscowości byliśmy bowiem w ostatnich latach kilkakrotnie, śledząc tempo i zakres prac przy zamku w Podhorcach i pobliskim kościele zamkowym św. Józefa, a w Olesku – położonego na malowniczym wzniesieniu zamku i dawnego zespołu klasztornego Kapucynów, w którym zgromadzono ogromne zbiory ze zdesakralizowanych bądź ograbionych przez władze sowieckie kościołów i klasztorów. Zarówno Olesko, jak i Podhorce należące w przeszłości do możnych rodzin, w tym także do Sobieskich, czasy świetności już przeżyły i nic nie wskazuje na to, że w przewidywalnej przyszłości je powtórzą. Co najwyżej odnowione zostaną tamtejsze pomniki historii, najlepiej przy współudziale polskich konserwatorów, by zapewnić im przestrzeganie przyzwoitych standardów konserwatorskich.

A Podkamień, do którego dość nieoczekiwanie postanowiliśmy dotrzeć, nie zważając na niedogodności związane z jakością tamtejszych dróg? W ubiegłym roku z tarasu sprzed poczajowskiego klasztornego soboru widać było w oddali panującą nad okolicą wieżę podkamieńskiego kościoła. Teraz dojeżdżając do Podkamienia nie mogliśmy dostrzec tonącej we mgle i nisko posadowionych chmurach monumentalnej sylwety wieży jednego z najsławniejszych kresowych kościołów i na pewno najpiękniejszych.

Miasteczko Podkamień położone jest na styku historycznych granic Rusi Czerwonej, Wołynia i Podola, u stóp wyniosłej Góry Różańcowej, na której szczycie od stuleci panuje nad całą okolicą monumentalny zespół klasztorny Dominikanów. Pełne tajemnic i legend są pradzieje Podkamienia i jego okolic. Miał to być w odległej przeszłości ośrodek kultów pogańskich, stąd wyruszyły grabieżcze wyprawy Połowców budzące postrach wśród okolicznych ludów, wiele legend towarzyszy potężnej samotnej skale nieopodal klasztoru, a zwanej „Diabelskim Kamieniem”, od której położone u podnóża Góry Różańcowej miasteczko zwano Podkamieniem. Prastara klasztorna tradycja głosi, iż już początkiem XIII w. dotarła tu dominikańska misja św. Jacka Odrowąża. Dominikanie mieli już wówczas założyć na tej górze klasztor, ale nie przetrwał on długo, bowiem w myśl tej tradycji – już w 1245 r. – ponieśli oni śmierć męczeńską z rąk Tatarów. Znacznie lepiej udokumentowana jest fundacja klasztoru na 1464 r., choć też nieuchwytna w strukturze architektonicznej obiektu. Wtedy to Piotr Cebrowski, właściciel tamtejszych dóbr, założył u stóp góry miasto, a na samej górze zamek i klasztor z kościołem. Pierwsza historyczna wzmianka podaje, iż 15 sierpnia 1464 r. arcybiskup lwowski Grzegorz z Sanoka poświęcił murowany kościół i klasztor „dla nieustającej chwały Imienia Najświętszej Panny Rodzicielki Syna Bożego”. I tym razem kres istnienia klasztoru Dominikanów położyli Tatarzy, którzy w 1519 r. zniszczyli gmachy klasztorne, mordując część zakonników, a pozostałych przy życiu zabrali do niewoli.

Na przełomie XVI i XVII w. istniała na Górze Różańcowej drewniana (zapewne) kaplica mieszcząca obraz Matki Boskiej, do którego pielgrzymowali przedstawiciele wszystkich stanów, z dalekich nierzadko stron. Pokazywano przybyszom szczególną pamiątkę objawienia Bogarodzicy – ślady stóp NMP odbite na skale, osłonięte z czasem odrębną kaplicą.

Kiedy po rodzinie Kamienieckich przeszedł Podkamień w ręce Cetnerów, na zaproszenie Baltazara Cetnera powrócili dominikanie do Podkamienia (ok. 1607), a w 1612 r. rozpoczęto budowę nowego kościoła i klasztoru.

 

 Podkamień, figura Matki Boskiej na klasztornym dziedzińcu. Fot. Janusz M. Paluch

 

Istnieją różne przekazy dotyczące wieku i pochodzenia słynnego obrazu podkamienieckiego. Jest on bez wątpienia wzorowany na słynnym rzymskim wizerunku Matki Bożej Śnieżnej, nazywanym z czcią przez rzymian Salus Populi Romani – Wybawicielką Ludu Rzymskiego. Już na początku XVII w. podkamieniecki obraz okoliczny lud uznawał za łaskami słynący, pielgrzymowali do niego przedstawiciele najmożniejszych rodów polskich, hetmani, a z czasem także królowie. W 1644 r. specjalna komisja kościelna badała zeznania zaprzysiężonych świadków, w oparciu o które w 1645 r. biskup łucki ogłosił obraz cudownym. Przed zajęciem klasztoru przez wojska Bohdana Chmielnickiego zakonnicy zdołali wywieźć z Podkamienia do Brodów, a następnie do Lwowa obraz Matki Boskiej wraz z licznymi wotami i kosztownościami w złocie, srebrze i drogocennymi kamieniami. Zakonnicy powrócili do klasztoru w 1650 r. i przystąpili do odbudowy obiektów ze zniszczeń wojennych i katastrofy budowlanej. W tych warunkach, mimo sławy sanktuarium ściągającej licznych pielgrzymów oraz bogatych donatorów, budowę kościoła i klasztoru ukończono zasadniczo dopiero w 1695 r. dzięki pomocy finansowej króla Jana III Sobieskiego. Monarcha ów, doceniając rangę miejsca, postęp prac budowlanych przy zespole klasztornym, wreszcie ideę ufortyfikowania go, miał powiedzieć: „Uczynię wam z Podkamienia drugą Częstochowę”. Z fundacji Sobieskiego obok prac budowlanych (m.in. wspaniałe sklepienie w kościele) sprawiono liczne paramenty liturgiczne oraz ornaty i kapy wykonane z bogatych tkanin zdobytych pod Wiedniem.

W 1727 r. odbyła się w Podkamieniu uroczystość koronacji cudownego obrazu szczerozłotymi diademami poświęconymi przez papieża Benedykta XIII. Aktu koronacji dokonano 15 sierpnia, ale uroczystości trwały całą oktawę, z udziałem wielotysięcznych tłumów wiernych. Z polecenia obu hetmanów wielkich: koronnego i litewskiego, uroczystości te uświetniły formacje wojskowe – husaria, pancerni i artyleria. Uczestniczyli w nich przedstawiciele najmożniejszych rodów magnackich z dworami, szlachty, cechów rzemieślniczych,a także mieszczanie i chłopi. Koronacja obrazu dokonana zaledwie w dziesięć lat po koronacji pierwszego wizerunku na ziemiach Rzeczypospolitej – obrazu jasnogórskiego – była uznawana za najwspanialszą tego typu uroczystość w przedrozbiorowej Polsce. Ostateczny kształt świątynia otrzymała dopiero w III ćwierci XVIII w. – kiedy do kościoła sprawiono wspaniałe ołtarze, polichromię wykonał Stanisław Stroiński, obrazy ołtarzowe – Szymon Czechowicz, a piękny hełm wieńczący wyniosłą wieżę zaprojektował, wzorując się zapewne na wieży zegarowej z Wawelu, Paweł Giżycki. Ogromne zasługi w rozbudowie klasztoru i jego murów warownych położył Michał Potocki, który wcześniej pokrył znaczną część kosztów uroczystości koronacyjnych.

Na ostatnie lata przed I rozbiorem Polski przypadł czas największej świetności sanktuarium. 8 sierpnia 1772 roku Podkamień został zajęty przez wojska austriackie. W pobliżu sanktuarium zaborcy wytyczyli austriacko-rosyjską granicę. Na peryferyjnie położone miasteczko spadały liczne epidemie i, zwłaszcza w XIX wieku, pożary, które dziesiątkowały ludność i wyniszczały jego dotychczasową zasobność. W roku 1861 ogień strawił ponad dwieście domów – niemal całą zabudowę mieszkalną miasta. Z tego stanu wyniszczenia Podkamień podnosił się powoli i z trudem. Dzieła zniszczenia dopełniły zacięte walki, które toczyły z sobą w latach 1914–1915 wojska rosyjskie i austriackie. Okupacja wojsk rosyjskich pogłębiła te zniszczenia – miasto zostało spustoszone nieomal doszczętnie.

W okresie zaborów dominikanie pozostali wprawdzie na Górze Różańcowej, ale ranga sanktuarium była mniejsza, klasztor utracił znaczną część sreber, armaty i hakownice, a w 1870 nieznany sprawca skradł złote korony i berło z cudownego obrazu.

W okresie I wojny światowej w wyniku ostrzału artyleryjskiego spłonął dach kościoła oraz znaczna część klasztoru, z cennymi zbiorami, archiwum i biblioteką. Wojska rosyjskie, a następnie sowieckie dopuściły się splądrowania klasztoru i częściowej rozbiórki umocnień. W okresie międzywojennym podjęte zostały intensywne prace remontowe, ale wszystkich zniszczeń nie zdołano naprawić. W 1927 r. odbyły się w Podkamieniu uroczystości rekoronacji cudownego obrazu. Po aneksji Kresów przez ZSRR w 1939 r. dominikanie zmuszeni zostali do opuszczenia klasztoru, w którym urządzono spółdzielnię rzemieślniczą, ale kościół klasztorny pozostał czynny. Na mieszkających w miasteczku Polaków spadły masowe aresztowania i deportacje. Z kolei w okresie okupacji hitlerowskiej Niemcy dopuścili się eksterminacji tamtejszej ludności pochodzenia żydowskiego, wykorzystując do tego celu także antagonizmy narodowościowe, zwłaszcza żydowsko-ukraińskie. Tragiczne były początki 1944 r. dla tamtejszych Polaków. Już wcześniej, w 1943 r., w okolice Podkamienia napłynęli liczni uchodźcy polscy z Wołynia ogarniętego falą terroru ze strony nacjonalistów ukraińskich. W sytuacji zagrożenia wielu Polaków schroniło się w klasztorze, pod osłoną murów obronnych i kilkunastoosobowego oddziału samoobrony podległego Armii Krajowej. W marcu 1944 r. w klasztorze przebywało ok. 500 osób, głównie starszych, kobiet i dzieci. 11 marca niemiecki garnizon opuścił Podkamień, a już następnego dnia duży oddział nacjonalistów ukraińskich, wzmocniony siłami z Ukrainische Hilfpolizei, otoczył klasztor, dokonując masakry ludności polskiej. Wymordowano ok. 250 osób, a poza obrębem klasztoru ok. 600 osób.

Cudowny wizerunek Matki Bożej Podkamieńskiej ocalał z rzezi i zniszczenia, jaki zgotowali warownemu klasztorowi i broniącym się w jego murach Polakom banderowcy. Na niedługo przed tymi tragicznymi wydarzeniami i wkroczeniem tam Armii Czerwonej wywiózł go z klasztoru, wraz z barokową pozłacaną srebrną sukienką ufundowaną na uroczystości koronacyjne w 1727 roku, ojciec Józef Burda, jeden z nielicznych zakonników dominikańskich, którzy przetrwali te tragiczne wydarzenia wojenne. Wizerunek przewieziony został do pobliskiego Krzemieńca, a stamtąd do Lwowa. Gdy i z lwowskiego klasztoru zmuszeni zostali dominikanie do wyprowadzki, zabrali sławny, otoczony kultem obraz do Krakowa, do tamtejszego klasztoru Świętej Trójcy. W 1957 r. obraz Podkamieńskiej Pani przewieziony został do Wrocławia, do tamtejszego dominikańskiego kościoła św. Wojciecha. Cieszy się wciąż żywym kultem, zwłaszcza wśród ludności wywodzącej się z Kresów, ale znacznie mniejszym niż w samym Podkamieniu.

Po wojnie w mocno zniszczonym, splądrowanym klasztorze władze sowieckie urządziły więzienie, a w latach 50. – szpital psychiatryczny. Kościół zamieniono na stajnię, a z czasem na garaż.

Wnętrze świątyni, słynące z najwyższej klasy barokowego wystroju, zostało całkowicie zniszczone już w pierwszych powojennych latach, gdy więźniowie osadzeni w kościele i klasztorze ratując się przed dotkliwym zimnem, spalili w całości drewniane wyposażenie kościoła, z którego ocalał jedynie przerzucony przez więźniów za mur zabytkowy, XVII-wieczny drewniany krzyż.

 

 Podkamień, zniszczony kościół podominikański w nieustannym remoncie. Fot. Janusz M. Paluch

 

W 1997 r. władze ukraińskie przekazały formalnie klasztor greckokatolickiemu zakonowi studytów, ale zdecydowanie większą część zabudowań zajmuje wciąż szpital. Kilkuosobowa grupa zakonników podjęła, w miarę nader ograniczonych możliwości, próby zabezpieczenia kościoła przed dalszym zniszczeniem. A ze świątyni, uchodzącej kiedyś za jedną z najpiękniejszych w Polsce, pozostały jedynie nadwątlone mocno mury, niestwarzające większych nadziei na uratowanie zabytku. Studyci zdołali odnowić oratorium, w którym mieści się dziś cerkiew św. Krzyża. Umieszczony w niej krzyż, uznawany za cudowny, jest jedynym przedmiotem kultu, jaki ocalał z przebogatego kiedyś wyposażenia podkamienieckiej świątyni.

Czy proces zniszczenia da się tu odwrócić?

A z klasztornego ogrodu wciąż częściej wykopywane są ludzkie kości niż kamienie. Tragiczne memento XX wieku.

W pochmurny, zimny dzień ogrom zniszczeń i zapuszczenia tak pięknej kiedyś fortecy Maryi przedstawiał się nam wyjątkowo przygnębiająco… A jednak zrekonstruowany w ostatnich latach hełm wieży kościoła klasztornego (poprzedni został rozebrany, bo groził zawaleniem) wyłaniający się spod niskiego pułapu chmur dawał jakąś nadzieję – mimo wszystko.