Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Anna Grychowska, HISTORIA PEWNEJ RODZINNEJ KOLEKCJI

Ponura grudniowa noc 1896 r. Pociągiem jadącym do Rożniatowa podróżuje młode małżeństwo, Jan i Amalia Leskowiczowie, właściciele majątku ziemskiego położonego w powiecie Dolina na Kresach Wschodnich. Trudy podróży, stan napięcia nerwowego powodują u młodej kobiety wcześniejszy poród. Na świat przychodzi mały Aleksander. Przypadkowe współpasażerki stają się akuszerkami. Nagle dziecko słabnie, robi się sine. Z pewnością umrze! Zapada decyzja: czym prędzej trzeba je ochrzcić! Najbliżej jest do cerkwi prawosławnej. Tam pop poświęca dziecko Bogu. I cóż się dzieje? Mały brzdąc chwilę później odzyskuje siły, głośno oznajmiając całemu światu: Oto jestem z wami!

 

  Aleksander Leskowicz

 

Jakiś czas później odbywają się drugie chrzciny, tym razem w obrządku łacińskim, w wierze ojców. Młodość dziecka, które przyszło na świat w tak nietypowych okolicznościach, upływa dość zwyczajnie: szkoła, dom rodzinny, koledzy. Na studia architektoniczne wyjeżdża do Pragi. Tam poznaje i zaprzyjaźnia się ze znanym później malarzem Wlastimilem Hofmanem. Dowodem ich zażyłości są malowane przez artystę portrety rodziców Aleksandra. Po ukończeniu studiów lokuje się wpierw w Stanisławowie, potem Kosowie, gdzie wraz z pierwszą żoną prowadzą pensjonat Jadwiga. Bywają u nich ludzie ze świata nauki, polityki, bohema artystyczna.

Po śmierci żony, jako miejski budowniczy przenosi się do Lwowa. Jego mieszkanie gęsto zapełniają regały zawierające tomy oprawne w skórę, obiekty piękne i cenne, o niesłychanej wręcz wartości historycznej. Nie wiadomo, ile z nich pochodziło z domu rodzinnego, ale wiadomo na pewno, że kolekcja gromadzona z taką pieczołowitością wzbudzała zachwyt i zainteresowanie lwowskich, i nie tylko, bibliofilów. Między nimi znalazł się Rudolf Mękicki; historyk, medalier, twórca i kolekcjoner ekslibrisów. To on stał się autorem trzech znaków własnościowych, z których dwa ozdobiły zbiory Aleksandra, a trzeci niedawno został odkryty przez syna. Jak historia uczy, nic nie trwa wiecznie. Nadeszły ponure czasy II wojny światowej. Po śmierci jednego z synów, 22-letniego Jerzego, żołnierza AK, zabitego 21 lutego 1944 r. we Lwowie przez ukraińskich nacjonalistów, rodzina przenosi się do Krakowa. Ze zbioru liczącego parę tysięcy zabierają ze sobą skromną jego część. Udało się ewakuować niecałe 600 woluminów. Reszta księgozbioru uległa rozproszeniu.

 

 

Rodzina Leskowiczów przed pensjonatem w Kosowie (1929)

 

Dzięki pomocy kardynała Sapiehy zajmują mieszkanie z widokiem na Uniwersytet Jagielloński. W trzecią rocznicę urodzin zamordowanego Jerzego, Aleksandrowi i jego drugiej żonie rodzi się syn. Jest 23 kwietnia, dzień któremu patronuje św. Jerzy. Dziecko zostaje ochrzczone jego i nieżyjącego brata imieniem. Rodzina przeprowadza się do Wadowic, a Aleksander dostaje awans na dyrektora Zarządu Dróg i Mostów w Krakowie. Względna stabilizacja znów nie trwa długo. Rodzina z powodów politycznych zostaje przeniesiona do Wrocławia, potem tuła się po różnych miasteczkach na Ziemiach Odzyskanych. Zbiory coraz to bardziej się wykruszają. Giną, są sprzedawane. W chwili śmierci Aleksandra w 1963 r. pozostaje dosłownie parę ksiąg, w tym spis katalogowy skreślony ręką właściciela. Kolejne lata to szara codzienność, walka o byt. Dzieci wychowywane przez matkę usamodzielniają się.

Jerzy szuka swego miejsca na ziemi. Aktywny, rzutki, energiczny, wszędzie go pełno, nigdzie miejsca nie zagrzeje. W końcu wraz z rodziną osiada w Paryżu. Tam też osiąga sukces. Związki rodzinne z Polską, z Warszawą i Wrocławiem nie pozwalają zapomnieć o przeszłości. Na swoje imieniny dostaje od matki i siostry niewielkich rozmiarów książeczkę, oprawną w mocno zniszczoną skórę. Tak, jest to ów katalog ze spisem 537 ksiąg, które zainicjowały słynną lwowską kolekcję jego ojca. We wrocławskim mieszkaniu odnajdują się ostatnie egzemplarze ksiąg. Czy to możliwe? Jako młody chłopak nie interesował się przeszłością, kolekcją, nie pojmował jej wartości i znaczenia. Wtedy ważniejsze były piłka, ryby i rower, a nie historia którą ojciec starał mu się przekazać. Ale teraz… Coś się zmieniło… Może warto byłoby wrócić do tematu? Choćby z ciekawości.

Uruchomieni zostają antykwariusze, rodzina i znajomi. Czy ktoś widział, czy ktoś zna…? Szukamy starych ksiąg! Jakich? A takich ze spisu z katalogu. Znaki charakterystyczne: ekslibrisy Mękickiego. I stało się coś dziwnego i zarazem wspaniałego. Z różnych stron Polski, potem i Europy zaczęły napływać sygnały – jest, odnalazło się. Kolekcja powoli, z wielkim trudem zaczęła się odradzać. Większość ksiąg wróciła na swoje miejsce, niemniej wiele z nich czeka gdzieś jeszcze na powrót do domu. Historia zatoczyła koło, ale się nie zamknęła. Ma swój ciąg dalszy.

 

 

Ekslibris Aleksandra Leskowicza autorstwa Rudolfa Mękickiego.

 

Kolekcjonerska pasja, która zrodziła się pod wpływem impulsu, jakim było odnalezienie lwowskiego spisu ksiąg należących do Aleksandra Leskowicza, doprowadziła w krótkim czasie do zgromadzenia przez jego syna Jerzego zbioru obejmującego ponad 1500 woluminów starodruków i wydawnictw późniejszych. W zbiorze tym znajdują się również dwa rękopisy. Są to modlitewniki zawierające suplikacje do wszystkich świętych na każdy dzień roku. Starodruki stanowią zbiór tematycznie bardzo różnorodny. Zgromadzono wiele znamienitych dzieł, wśród których wymienić należy m.in. drugie wydanie De revolutionibus orbium coelestium Mikołaja Kopernika, Biblię Jakuba Wujka z 1599 r., Kronikę Polski Wincentego Kadłubka wydaną w 1612 r., Torquato Tasso Goffred, albo Jeruzalem wyzwolona tłumaczone przez Piotra Kochanowskiego – I wydanie z 1618 r., Jana Długosza Historia Polonica – wydanie z 1615 r. i wiele innych białych kruków. Zbiór obejmuje publikacje o tematyce religijnej, zbiory przepisów prawnych, księgi medyczne, bogato ilustrowane zielniki, atlasy gromadzące zarówno mapy, jak i opisy miast, dzieła z zakresu astronomii, zoologii, przyrody, w tym kompletną serię słynnych wydań Johna Goulda The Birds of Europe, Asia, Australia, New Guinea i pozostałe, zawierające ręcznie kolorowane litografie.

Osobną grupę stanowią dzieła traktujące o historii, historii sztuki, modzie, etnografii i architekturze. W tym miejscu należy wymienić przede wszystkim kodeks autorstwa Witrowiusza O architekturze ksiąg dziesięć pochodzący z 1552 r. Bogato reprezentowana jest tematyka wojskowości, plany bitew i kampanii wojskowych, biografie władców i wielkich wodzów oraz rodzaje żołnierskiego umundurowania. Wiele ksiąg zostało zarchiwizowanych ze względu na ich oprawy wyróżniające się wyjątkowymi walorami artystycznymi. Nie sposób opisać w tym miejscu, choćby pobieżnie, całą zawartość tej niezwykłej kolekcji.

Obudzona pasja kolekcjonerska Jerzego Leskowicza ewoluowała jednak dalej. Kolejny przypadek w jego życiu dał asumpt do zainteresowania się japońskim drzeworytem z przełomu XVIII i XIX w. W XV Dzielnicy Paryża, nieopodal Pól Marsowych i wieży Eiffla mieści się biuro Jerzego, dewelopera i przedsiębiorcy branży architektoniczno-budowlanej. Na wprost niego znajduje się niewielki antykwariat sztuki azjatyckiej, niepodzielne królestwo pana Hionam Choi. Są to dwa diametralnie różne światy. Z jednej strony zaawansowane technologie budowlane, nowoczesne projekty, innowacyjność, dynamika i wszystko z czym kojarzy się XXI wiek, z drugiej świat papieru, porcelany, starych rzeczy, miejsce wydawałoby się zapomniane przez Boga i ludzi.

Przez wiele lat bohater naszej opowieści codziennie w drodze do pracy obojętnie mijał witrynę sklepiku. Pewnego dnia, przy okazji sprzeczki o miejsce postojowe, poznał jego właściciela. Wtedy też po raz pierwszy zwrócił uwagę na starannie wystawione księgi i grafiki. Pojawiła się myśl, że może tam, w czeluściach tego składu różności, można znaleźć coś, co będzie miało choć daleki związek z rodzinną kolekcją starodruków. Wizyty u jakże sympatycznego sąsiada stały się częste, a każda następna powodowała rosnącą ciekawość. Wstępne rozczarowanie spowodowane było zawiedzionymi nadziejami: tu nie znajdę dla siebie nic związanego z rodzinną kolekcją, natomiast ciekawość wzbudziły bogato ilustrowane książki o sztuce Dalekiego Wschodu.

Pan Hionam Choi był prawdziwym znawcą tematu. Ze swadą rozprawiał o zachwycającym świecie kultury japońskiej. Z biegiem czasu owe spotkania stały się codziennym rytuałem dwóch równorzędnych partnerów dyskutujących o wspólnej fascynacji drzeworytami mistrzów ukiyo-e. Fantastyczne pejzaże, widoki miast, niespotykany w Europie sposób traktowania perspektywy stały się motywem przewodnim ich niekończących się dysput. Tylko kwestią czasu było uzależnienie Jerzego od następnego zbierackiego nałogu. Powoli rodziła się nowa kolekcja, kolekcja do szpiku kości własna, niezwiązana z dziełem ojca.

 

 

 Fragment księgozbioru Jerzego Leskowicza.

 

Pierwsza wizyta w Japonii w 2006 r. i kolejne podróże przyniosły kontakty z tamtejszymi ekspertami, pozwoliły mu poszerzyć i ugruntować wiedzę na temat japońskiej sztuki drzeworytniczej. Obecnie kolekcja drzeworytów Jerzego Leskowicza stanowi jeden z najwybitniejszych prywatnych zbiorów w Europie. Składają się na nią między innymi dzieła takich twórców jak: Utagawa Hiroshige, Utamarō Kitagawa, Katsukawa Shunshō, Keisai Eisen, Tōshūsai Sharaku, Katsushiki Hokusai. Na szczególną uwagę zasługują kompletne cykle serii Sześćdziesiąt dziewięć stacji na drodze do Kisokaidō, Słynne widoki Kioto i Sto słynnych widoków Edo, Trzydzieści sześć widoków Fuji Hukusaja oraz kilka unikatów, jedynych znanych na świecie egzemplarzy drzeworytów m. in. autorstwa Kabukidō Enkyō. Część tych wspaniałych zbiorów zaprezentowana została na wystawie pt. „Podróż do Edo”, która miała miejsce w Muzeum Narodowym w Warszawie w lutym–maju 2017 r., a wydawnictwo Taschen wydało w tym samym roku ekskluzywną, limitowaną edycję albumu prezentującego zbiory.

Tym akcentem kończy się opowieść o niezwykłej rodzinie, ich losach i pasjach dziedziczonych z pokolenia na pokolenie, ludziach, którzy zgromadzili imponujące zbiory zawierające skarby dziedzictwa kulturowego. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że to nie koniec. Wszak Jerzy ma syna…

 


Materiały tekstowe pochodzą z archiwum rodzinnego Jerzego Leskowicza.