Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Stanisław Czerny, POŻEGNANIE ADAMA GUYRKOWICHA

Jakże trudno żegnać się na zawsze. Choć od dłuższego już czasu nie zjawiałeś się na naszych spotkaniach w Sokole, to jednak zawsze byłeś obecny. Zawsze mogliśmy liczyć na słowa porady w rozwiązywaniu często niełatwych dla nas problemów. Zawsze można było do ciebie telefonować czy odwiedzić cię w domu. Dzisiaj żegnamy się, ale nasze wspólne dzieło będziemy kontynuować, zawsze o Tobie pamiętając.

Z Adamem Guyrkowichem znamy się od dziecka. Wprawdzie losy rodzinne rozdzieliły nas, to po kilkudziesięciu latach spotkaliśmy się ponownie, tu w Krakowie. A połączył nas – jak zawsze – Lwów.

Adam urodził się 31 stycznia 1926 r. we Lwowie, w znanej kamienicy przy ul. Akademickiej 5 – tam, gdzie mieściła się znana lwowska cukiernia Zalewskich. We Lwowie rozpoczął też naukę w szkole powszechnej. Pochodził z rodziny o patriotycznych korzeniach. Jego ojciec, Ludomił Guyrkovich rodem ze Stanisławowa, był obrońcą Lwowa, architektem – absolwentem Politechniki Lwowskiej. W latach 30. XX wieku został budowniczym COP-u, a konkretnie Azotów w Mościcach. Tuż przed wojną zamieszkał w Sandomierzu. W czasie okupacji niemieckiej aktywnie działał w konspiracji AK.

Ziemia kielecka okazała się drugim domem dla rodziny Guyrkovichów. Adam w Sandomierzu zakończył edukację szkoły podstawowej. W czasie okupacji niemieckiej uczęszczał na tajne komplety. Od 1942 r. działał – podobnie jak jego ojciec – w konspiracji. Najpierw w ZWZ, a potem w AK pod pseudonimem Sęp. Pełnił funkcję łącznika Obwodu Sandomierz z poszczególnymi placówkami na terenie powiatu sandomierskiego. Od 1943 r. był łącznikiem alarmowym Akcji Burza do spraw bezpieczeństwa na terenie Inspektoratu Sandomierz. W 1944 r. został aresztowany. Przeszedł przez więzienia w Sandomierzu, Opatowie, Ostrowcu Świętokrzyskim. Szczęśliwie, po dwóch tygodniach, udało mu się uciec.

Czas powojenny nie był dla Adama łatwy. Z jednej strony zacierał ślady swej konspiracyjnej działalności, z drugiej musiał pracować i rozpoczynać dorosłe życie w nowej rzeczywistości. W 1947 roku zdał maturę i rozpoczął studia na warszawskiej uczelni w Szkole Głównej Planowania i Statystyki, które w 1951 roku musiał przerwać, by zatrzeć za sobą ślady działalności konspiracyjnej. Było małżeństwo zawarte w 1950 r. i praca w różnych przedsiębiorstwach przemysłu spożywczego i chłodniczego oraz spółdzielczości pracy na kierowniczych stanowiskach.

W latach 80., po śmierci żony w 1984 r. i ponownym małżeństwie w 1986 r., w 1987 r. przeniósł się na stałe do Krakowa. Po powstaniu TML, które później przekształciło się w TMLiKPW, pojawił się w naszych szeregach. Od 1996 do 2000 r. był wiceprezesem zarządu oddziału krakowskiego, a od 2000 r. do końca swoich dni – prezesem naszego oddziału.

Wspólnie podejmowaliśmy najprzeróżniejsze akcje począwszy od zbierania książek, lekarstw, pieniędzy i potrzebnych rzeczy, które dostarczaliśmy Polakom żyjącym na Kresach, po podejmowanie współpracy ze Wspólnotą Polską, która przez wiele lat niosła pomoc finansową i socjalną najbiedniejszym Polakom na Kresach. Największą dumą Adama była akcja odnawiania grobów Polaków na Cmentarzu Łyczakowskim. Od wielu lat nie mógł już jeździć do Lwowa, by osobiście koordynować prace na cmentarzu, ponieważ prześladowały go kontuzje narządu ruchu, ale do ostatnich dni pytał, czy byliśmy we Lwowie, co załatwiliśmy. By móc prowadzić ten projekt łyczakowski, trzeba było pozyskiwać pieniądze. To była druga ważna akcja, jaką Adam zajmował się osobiście, organizując i koordynując kwestę w dniach listopadowych świąt na cmentarzach krakowskich. W końcu sam w tych kwestach, dopóki sił starczyło, uczestniczył. Adam był od 2000 r. członkiem Zarządu Głównego TMLiKPW. Podziwialiśmy jego zapał i siłę do pracy. Ileż to razy, schorowany, wspierając się na lasce, wsiadał do autobusu i jechał do Wrocławia, bo przecież na obradach Zarządu Głównego nie mogło nie być przedstawiciela z Krakowa.

Dziwnie brzmią słowa, że Adam był… Trudno się będzie przyzwyczaić do używania czasu przeszłego, gdy będziemy mówić o Adamie.

 

Będzie nam ciebie brakowało. Spoczywaj w pokoju, Adasiu.