Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Daniel Stós, WSPOMNIENIA Z KRESÓW POŁUDNIOWO-WSCHODNICH

Temat jest mi bliski od dzieciństwa, z opowieści dziadków, jako że moja rodzina od strony mamy pochodziła ze Lwowa.

Po raz pierwszy spędziłem tydzień we Lwowie w roku 2003 odkrywając brukowane uliczki, kamienice, kościoły, cmentarz Łyczakowski i Orląt Lwowskich oraz inne zabytki. Już wtedy największe wrażenie z budowli sakralnych, które były mi zawsze bliskie, sprawiły katedra pw. Wniebowzięcia NMP, kościół Bernardynów wraz
z zabytkowymi obwarowaniami oraz katedra ormiańska. Odwiedziłem również słynną Operę Lwowską, cerkiew Przemienienia Pańskiego, plac Mickiewicza i oczywiście pociągnąłem na szczęście za nos pomnik Nikifora. Od tego czasu do Lwowa i na kresy wracałem wielokrotnie. Zauważyłem, jak miasto zmienia się na lepsze za każdym kolejnym pobytem: coraz bardziej kolorowe kamienice, zadbane ulice oraz podświetlane zabytki.

 

 

 Kombatant AK – bohater Kresowiaków

 

W końcu zdecydowałem się na dłuższy wyjazd do Lwowa, tym razem naukowy, na zaproszenie profesora Dorozhynskyyego z Politechniki Lwowskiej. Wówczas zwiedziłem dogłębniej zarówno cmentarz Łyczakowski, jak i piękne centrum starego Lwowa. Operę i wybrane kamienice fotografowaliśmy metodami fotogrametrycznymi. Pozwoliło to na zbadanie stopnia osiadania na gruncie oraz szczegółowego przedstawienia architektonicznego opery na mapie. Profesor zabrał nas też do wnętrza Politechniki Lwowskiej i zaprezentował salę z instrumentami geodezyjnymi. Wrażenie zrobiła na nas bogato wyposażona pracownia komputerowa. Takim nowoczesnym wyposażeniem nie dysponowała wówczas nasza polska uczelnia techniczna.

 

 

 Bohater drogi krzyżowej w Białym Kamieniu – obwodzie lwowskim

 

Ponownie odwiedziłem Lwów przy okazji podróży na Podole w połączeniu ze zwiedzaniem zamku w Chocimiu. Była to wycieczka zorganizowana przez PTTK Rzeszów. Już wówczas zauważyłem, że miejsca te przyciągają niezwykłe osoby. Ich cechy charakteru określiłbym jako otwartość, bezpośredniość, szczerość i uśmiech. Gdy udaliśmy się do lokalnego browaru, słynącego smakiem z regionalnych piw, zorientowałem się, że wspólnym tematom nie ma końca. Dzięki dodatkowo poznanemu środowisku rdzennych lwowiaków polskiego pochodzenia mogłem już przyjeżdżać do nich w odwiedziny, nie zdając się na biura podróży. Wówczas przekonałem się o ich nadzwyczajnej gościnności, chęci do rozmów z innymi osobami oraz miłości do Polski.

W 2007 roku Kresy przyciągnęły mnie na misje chrześcijańskie organizowane przez Legion Christi. Chociaż mieszkaliśmy w surowych warunkach i odżywialiśmy się ubogo, czas ten pozostał dla mnie niezapomniany z uwagi na charakter i głęboką wiarę zaprzyjaźnionych osób. Wystarczy wspomnieć, że gdy chodziliśmy w odwiedziny do domów polskich rodzin kresowych, podobnie jak to ma miejsce w Polsce podczas tzw. kolędy duszpasterskiej, zdarzało się wiele razy, że proponowano nam ofiary pieniężne, których nie przyjmowaliśmy, a były to ofiary od serca ludzi naprawdę biednych. Mimo ich sytuacji materialnej często byliśmy goszczeni herbatą i pysznym ciastem. Takiej gościny nie mogliśmy odmówić. Religijność Polaków podziwiałem podczas nabożeństw, w czasie drogi krzyżowej, nieszporów, ale i w zwykłym codziennym zachowaniu. Były to nie tylko ofiarność, pracowitość, gościnność, ale także cierpliwość, uprzejmość, wysoka kultura osobista oraz gospodarność. Wtedy też wpadłem na pomysł prowadzenia dokumentacji fotograficznej. Utrwalałem portrety ludzi, z którymi się spotykałem, foto­grafowałem krajobraz i architekturę. Po kilku latach dojrzałem do tego, iż nie chcę mieć tych zdjęć jedynie dla siebie, lecz temat Kresów przybliżyć szerszemu ogółowi społeczeństwa.

W kolejnych podróżach dotarłem do wybrzeża Morza Czarnego, nie omijając takich miast jak Winnica, Tarnopol i obowiązkowo Kijów. Zawsze odnajdywałem tam polskość w kościołach, sklepach czy na ulicy.

 


 

W restauracjach zasmakowałem lokalnych potraw, m.in. dobrze znanych wszystkim pierogów ruskich oraz barszczu ukraińskiego, a także placków ziemniaczanych szeroko wykorzystywanych też do przyrządzania derunów. Ponadto warto podkreślić, iż gdzie tylko zorientowano się, że jestem Polakiem, czy to po akcencie czy wypowiadanych słowach, byłem przyjmowany ze szczerą życzliwością i gościnnością nie tylko przez osoby polskiego pochodzenia, ale równie życzliwie przez Ukraińców i Rosjan.

Chciałbym jeszcze dodać, że obecnie podróżując do wymienionych wyżej miejsc, łatwo wybieram rodzaj transportu, gdyż polepszyła się jakość i ilość połączeń w porównaniu jeszcze z przełomem XX i XXI w., a można też spotkać liczne promocje, np. samolotowe.

Myślę, że powyższy moja opowieść zachęci czytelnika do odwiedzenia Kresów Południowo-Wschodnich i dodatkowo do odbycia podróży sentymentalnej bez wychodzenia z domu.