Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021

Michał Piekarski, ZAKOŃCZONY ROK NIEPODLEGŁOŚCI, ROZPOCZĘTY ROK MONIUSZKI

Rok 2018 miał niemało akcentów muzycznych. Należała do nich premiera opery Manru Ignacego Jana Paderewskiego w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie. Opera ta wprost kieruje nas do Lwowa, gdzie w Teatrze Miejskim w czerwcu 1901 r. odbyła się jej polska prapremiera (zaledwie miesiąc wcześniej Manru wystawiono w języku niemieckim na scenie Opery Drezdeńskiej). Podczas lwowskiej prapremiery obecni byli m.in. Ignacy Jan Paderewski (odwiedzający Lwów wielokrotnie) i Helena Modrzejewska. W 1901 r. Manru jako kolejna polska opera weszła do zestawu dzieł zaprezentowanych po raz pierwszy polskiej publiczności właśnie we Lwowie. Publiczność krakowska miała okazję zapoznać się z Manru już w lipcu 1901 r. za sprawą letnich (corocznych) występów opery lwowskiej. W Warszawie Manru zaprezentowano w 1902 r. Dzieło to widniało w repertuarze teatrów operowych w Polsce międzywojennej oraz po II wojnie światowej. Jednak do czasu premiery w 2018 r. przez dłuższy czas nie było szansy się z nim zapoznać.

Obchody Roku Niepodległości stały się dogodną okazją do przypomnienia Manru, którą w Warszawie wystawiono w reżyserii Marka Weissa i pod kierownictwem muzycznym Grzegorza Nowaka. Nie będę tu pisał o wadach i zaletach warszawskiej inscenizacji. Spektakl na pewno warto obejrzeć. Podczas premiery Manru z jednej strony zaznajamiałem się z jej muzyczną warstwą, z drugiej nieraz myślałem o jej odbiorze przez lwowską publiczność w 1901 r. Jeżeli chodzi o samo dzieło (a nie aspekty wykonawcze), recenzenci zarówno w 1901, jak i w 2018 r. chwalili muzykę (choć w różnym stopniu) i nie zostawiali suchej nitki na mankamentach libretta Alfreda Nossiga. Z tego powodu czytając ich uwagi tym bardziej zatracić można było poczucie, w którym się jest stuleciu. Publiczność warszawska odebrała dzieło entuzjastycznie (ale bez euforii). Podczas premiery warszawskiej 12 października 2018 r. na widowni nie zabrakło też reprezentantów Lwowa w osobach dziennikarki i pisarki Beaty Kost, doktor Anny Pacan oraz piszącego te słowa. Wystawieniu Manru w salach Teatru Wielkiego towarzyszyła wystawa poświęcona Ignacemu Janowi Paderewskiemu. Część ekspozycji dotycząca lwowskiej prapremiery w 1901 r. była jednak trudna do odnalezienia (ostatnia sala, w jednym narożniku), próżno było także szukać informacji o większych związkach kompozytora ze Lwowem, w którym choćby w 1910 r. wygłosił swoją płomienną mowę o geniuszu Fryderyka Chopina…

 

 Willa Manru w Brzuchowicach (Biblioteka Narodowa)

 

W listopadzie 2018 r. Rok Niepodległości uczciła Opera Krakowska premierą Manru w reżyserii Laco Adamika, muzyczną stroną spektaklu kierował Tomasz Tokarczyk. W grudniu spektakl wystawiony w Warszawie został także kilkakrotnie zaprezentowany na scenie Teatru Wielkiego w Poznaniu pod kierownictwem Tadeusza Kozłowskiego. Z kolei we Lwowie również w grudniu 2018 r. odbyła się premiera Manru w reżyserii Wasyla Wowkuna pod kierownictwem Muzycznym Jerzego Maksymiuka (znanego m.in. jako wieloletniego pierwszego dyrygenta Narodowej Orkiestry Polskiego Radia oraz BBC Scottish Symphony Orchestra). W ten sposób także publiczność polska we Lwowie mogła dołączyć do obchodów 100-lecia niepodległości Polski w podobny sposób jak mieszkańcy Warszawy, Krakowa i Poznania.

Rok Niepodległości to także lista „Sto na sto” opublikowana w listopadowym numerze „Ruchu Muzycznego”. Lista ta prezentuje po jednym najważniejszym, zdaniem Redakcji, dziele muzycznym powstałym w ciągu stu lat od 1918 do 2018 r. Listę otwierają Pieśni muezina szalonego Karola Szymanowskiego, zamyka zaś Fanfara Krzysztofa Pendereckiego. Znając dzieje muzyczne Lwowa, gdy patrzy się na tę listę, od razu daje się zauważyć niemal zupełny brak kompozytorów reprezentujących to miasto. Znalazł się na niej jedynie Józef Koffler z jego Koncertem fortepianowym (1932). Co prawda widnieją na liście dzieła kompozytorów urodzonych lub wykształconych we Lwowie, jednak w swoim życiu zawodowym reprezentujących już Kraków, Wilno, Poznań czy Katowice jak: Bolesław Wallek-Walewski, Tadeusz Szeligowski, Tadeusz Kassern, Tadeusz Machl i Wojciech Kilar.

Zastanawiające jest, z jakiej przyczyny poza wspomnianym Koncertem Kofflera brak na liście dzieł skomponowanych w ośrodku lwowskim, w okresie kiedy miasto to pełne było polskich muzyków i kompozytorów? Nie twierdzę, że wszystkie utwory lwowian są najwybitniejsze, jednak czy rzeczywiście dobrze jest dziś znana twórczość okresu międzywojennego, składająca się na obraz „najmuzykalniejszego z polskich miast”? Po zapoznaniu się z listą jestem jeszcze bardziej przekonany, że należy wreszcie przywrócić do repertuaru koncertowego twórczość choćby takich kompozytorów jak: Mieczysław i Adam Sołtysowie, Witold Friemann (jego okres lwowski to lata 1921–1929 pełne licznych nowych kompozycji), Tadeusz Majerski i in. W tym celu wraz z Beatą Kost wystosowaliśmy w grudniu 2018 r. pismo do redakcji „Ruchu Muzycznego” z załączoną listą będącą propozycją 30 utworów środowiska lwowskiego skomponowanych w latach 1918–1948. W żadnym wypadku nie było naszą intencją podważanie (czy próba zmiany) listy „Ruchu Muzycznego”, a jedynie zwrócenie (nie bez humoru) uwagi na muzykę we Lwowie. Ponieważ list ten już przez ponad miesiąc pozostaje bez odpowiedzi, w stosownym czasie „lwowska lista” ukaże się na łamach „Kuriera Galicyjskiego”.

 

 

 Tadeusz Szeligowski (ze zbiorów Bogumiły Szeligowskiej-Wojteckiej)

 

Mamy rok 2019, czyli Rok Stanisława Moniuszki, stwarzający dobrą możliwość kontynuacji założeń (także niezrealizowanych) Roku Niepodległości. Chociaż Moniuszko związany był z Wilnem i Warszawą, jego obecność we Lwowie też nie była bez znaczenia (o czym jeszcze będzie mowa w kolejnym numerze „Cracovia–Leopolis”). W związku z twórcą polskiej opery narodowej warto zastanowić się nad tym, że do tej pory nie ma (poza Białorusią!) muzeum Stanisława Moniuszki. W Warszawie mieszkał pod paroma adresami, w Wilnie przez 18 lat w jednym mieszkaniu, w zachowanej do dziś kamienicy przy ul. Niemieckiej (obecnie znajdują się tam pomieszczenia biurowe!). Nie jest powszechnie znany fakt, że w mieszkaniu Moniuszków kilkanaście lat po ich wyprowadzce przez ponad pół wieku mieszkała również oddana muzyce rodzina Węsławskich. Należał do niej Stanisław Węsławski – adwokat i kompozytor w jednej osobie, zaprzyjaźniony z Tadeuszem Szeligowskim, który w okresie międzywojennym był wykładowcą w Wileńskim Konserwatorium Muzycznym im. Mieczysława Karłowicza. W ten sposób lwowski akcent odnaleźć można także w Wilnie w mieszkaniu Moniuszków i Węsławskich, gdzie niejednokrotnie bywał i grał na fortepianie Tadeusz Szeligowski – z urodzenia lwowianin, znany nad Wilią m.in. jako autor skomponowanej dokładnie 90 lat temu suity na orkiestrę Kaziuki, która szczęśliwie uchowała się na omawianej liście.