Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Paweł Brzegowy, BENEDYKT DYBOWSKI JAKO SPOŁECZNIK

 

Pryncypialnym zadaniem rzetelnego naukowca jest dotarcie do prawdy. I chociaż nie każdemu dane jest ją poznać, trud ten, jakże mozolny, a przecież nie zawsze uwieńczony sukcesem, niezależnie od epoki podejmują na całym świecie nieustannie kolejne pokolenia uczonych. Wyjątkowym poszukiwaczem prawdy w naukach biologicznych był Benedykt Dybowski (1833–1930), jeden z najwybitniejszych zoologów drugiej połowy XIX w. i pierwszych trzech dekad ubiegłego stulecia, wieloletni dyrektor Instytutu zoologicznego w ck Uniwersytecie im. Cesarza Franciszka I we Lwowie. Tak jak namiętnie i konsekwentnie ten naturalista krzewił w kierunkach przyrodniczych darwinizm, tak ochoczo i zawzięcie realizował plan moralnej przemiany ludzkości udręczonej wieloma zgubnymi przypadłościami, wśród których za najbardziej niebezpieczną uznawał chorobę alkoholową. Przekonanie, jakoby napoje alkoholowe z umiarem stosowane wykazywały działanie prozdrowotne lub higieniczne, przyjmował za szkodliwy, lecz mocno jednak w umysłach mieszkańców Galicji zakorzeniony przesąd. Autentycznym wrogiem alkoholu został Dybowski będąc studentem Uniwersytetu w Dorpacie, ale jego niechęć do trunków nazywanych przezeń wyskokowymi zaczęła kształtować się wcześniej. Negatywnie zaopiniowawszy tzw. „picie umiarkowane”, zaczął z końcem lat 50. XIX w. propagować abstynencję całkowitą, zakładając kółko niepijących. Nie brakowało osób pragnących przekonać Dybowskiego, że odrobina wódki, wina czy piwa była nie tyle wskazana, co konieczna w przezwyciężaniu niełatwej codziennej egzystencji. Nakłaniany do picia różnymi sposobami wymawiał się, przykładowo poprzez symulowanie problemów z sercem, stosowanie zaś takiego kłamstwa uważał za usprawiedliwione.

Interesująco prezentuje się studium Dybowskiego z 1902 r. wydane nakładem dziennika informacyjno-politycznego „Kurier Lwowski”. Podzieliwszy nałóg pijaństwa na stały i okolicznościowy, a ten na umiarkowany i nieumiarkowany, stwierdził, że za przyzwoleniem Magistratu lwowskiego z początkiem XX w. w co czwartej kamienicy w śródmieściu sprzedawano napoje alkoholowe, które pod postacią araków, piw, rumu, wina i in. obecne były również w niemal każdej restauracji, sklepie kolonialnym czy jadłodajni. Według przedstawionej statystyki, ze względu na wyznanie, w skali roku najwięcej alkoholu wypijali chrześcijanie, a biorąc pod uwagę płeć wyraźnie dominowali mężczyźni, lubujący się szczególnie w przesiąkniętej dymem papierosowym i potem atmosferze piwiarni i szynków. Dybowski – wyborny obserwator lwowskiej kultury życia codziennego – zauważył, że alkohol był nieodzownym elementem spotkań towarzyskich nie tylko obywateli pospolitych, ale także arystokracji czy środowiska naukowego. Wykazując dbałość o prawidłowy rozwój dzieci – głównie chorowitych, skąpiono im herbaty, przyzwalając na kosztowanie wina i piwa. Na szeroką skalę rozpowszechniło się pijaństwo wśród studentów, kolejarzy, tramwajarzy, dorożkarzy, rzemieślników, robotników, jak również w wojsku, które zamiast hartować prawe i niezłomne charaktery, w opinii autora stanowiło pierwszorzędną szkołę demoralizacji, podobnie jak parafialne i klasztorne piwnice, co stwierdził naocznie goszcząc na jednej z lwowskich plebanii wyposażonej w imponującą kolekcję win. Nawołując do likwidowania piwnic w klasztorach, parafiach i biskupstwach, w monografii zaproponował, aby zgromadzone trunki wyprzedać za granicę, a uzyskanymi środkami finansowymi wesprzeć szkoły ludowe. Wszakże w ówczesnej Europie istniały miasta znacznie bardziej rozpite niż Lwów, jak chociażby Monachium, gdzie rocznie jedna osoba wypijać miała 508 l piwa, czy Norymberga, gdzie ilość ta wynosiła 853 l.

Co prawda słabość do alkoholu wykazywały także niektóre zwierzęta: przedstawiciele pszczołowatych, motyle, muchy, gęsi, słonie, niedźwiedzie, psy i małpy, jednak żadne z tych stworzeń nie mogło równać się z pijanym człowiekiem, zatracającym wówczas resztki elementarnej przyzwoitości, co zauważył Dybowski oglądając studentów uniwersytetów pruskich pożywiających się padliną czy, jeżeli wierzyć ich relacji, konsumujących mięso ludzkie podczas zajęć w prosektorium. Ludy pierwotne, jak znani autorowi wolni od wielu przywar cywilizowanego świata tubylcy syberyjscy, skłonni byli wypracowany w ciągu roku zysk oddać za butelkę spirytusu, pewien kamczacki felczer zaś tylko za umoczenie palca w kieliszku odwdzięczał się płacąc cennymi skórami gronostajów. Nie miał autor najmniejszej wątpliwości (z wykształcenia będąc medykiem), że alkohol pod każdą postacią był trucizną, możliwą do podania tylko przez lekarza specjalistę, przykładowo jako środka uśmierzającego stany bólowe powodowane nieuleczalną chorobą. Uwrażliwiony na ludzką krzywdę występował w obronie ofiar alkoholików, rekrutujących się najczęściej z ich najbliższego otoczenia, podkreślając, że oprócz przemocy prowadziło pijaństwo do rozmaitych form przestępczości, samobójstw oraz zachowań niemoralnych. Społeczeństwo niemające dostępu do alkoholu przedstawiało wyższą klasę rodzaju ludzkiego, o czym przekonał się osobiście przebywając jako zesłaniec-badacz w rozmaitych zakątkach krainy syberyjskiej, których mieszkańcy nie znali złodziejstwa, rozbójnictwa czy chorób psychicznych.

Drugim scharakteryzowanym przez lwowskiego uczonego nieszczęściem ludzkości było towarzyszące pijaństwu karciarstwo, uprawiane w nieskrępowany sposób na dziedzińcu uniwersyteckim, przed kościołem św. Mikołaja, pod ogrodzeniem Zakładu Narodowego im. Ossolińskich lub bardziej zawoalowany – w Kole Literackim. Sprzedawcy rynkowi, dorożkarze, stróże kamienic, przedstawiciele wyższej sfery i wielu innych karcianych amatorów byli, w przekonaniu Dybowskiego, niewolnikami hazardowego nałogu, którego istotę stanowiła atawistyczna żądza do zabierania cudzej własności i „okradania siebie w sposób tak zwany przyzwoity”. W przedstawionym wywodzie podał autor kilka przynajmniej twierdzeń mogących stanowić zaczyn głębszej refleksji. Przykładowo, czy wszystkie społeczeństwa cywilizowane można przyjąć za alkoholizowane? W opinii Dybowskiego osoby pijące alkohol i grające w karty automatycznie należało pozbawiać prawa do sprawowania mandatów publicznych. W recenzowanej książce autor, podając wiele faktów, w tym również pochodzących z autopsji, zachowania niemoralne uwypuklił we wszystkich galicyjskich stanach społecznych, bez względu na pozycję zawodową, orientację religijną czy narodowość.

W wyznawanym światopoglądzie przyrodnik konsekwentnie domagał się uznania wiedzy za jedyną prawdę, porzucenia wiary w zabobony oraz wprowadzenia religii ponadwyznaniowej i języka międzynarodowego ze wskazaniem na esperanto. W artykułach prasowych wielokrotnie podejmował tematy społeczne skupiając się m.in. na zagrożeniach powodowanych przez alkoholizm, uznawany przezeń za największą plagę ludzkości, z którą walczyło powołane z jego inicjatywy Stowarzyszenie Wstrzemięźliwości „Eleuteria”. W przekonaniu wielkiego uczonego upowszechnienie abstynencji w znacznym stopniu warunkowało zdrowie fizyczne i psychiczne człowieka, niszczone dodatkowo przez rozwiązłość seksualną, nienawiść, złodziejstwo, hazard, teatromanię czy fanatyzm religijny i narodowy. Obywateli galicyjskich zachęcał Dybowski do zachowania trzeźwości, moralności i umiłowania wiedzy stanowiącej przewodniczkę istot myślących. Wytworzenie wielkiej rodziny ludzkiej, opartej na miłości i braterstwie, wyzbytej uprzedzeń rasowych i narodowościowych, uczynił życiową misją, którą konsekwentnie, niezrażony atakami wielu środowisk, realizował do śmierci.

Książka napisana jest językiem przystępnym i pomimo upływu czasu w kontekście zasygnalizowanych problemów nie straciła na ważności. Niektóre z postawionych hipotez, np. o dziedzicznym charakterze alkoholizmu, zostały potwierdzone przez późniejsze badania naukowe. Autor, żywiąc nadzieję graniczącą z pewnością, że przyszłe pokolenia rodaków uwolnią się od nałogu pijaństwa, jako wizjoner okazał się prognozerem utopistą. Według raportu Ministerstwa Zdrowia we współczesnej Polsce od 600 do 700 tys. osób dotkniętych jest chorobą alkoholową, a statystyczny Polak rocznie przyjmuje ok. 10 l alkoholu. Takim stanem rzeczy Dybowski byłby zapewne zasmucony. Inną zaletą monografii jest rozprawienie się z mitem Galicji, do którego w 2014 r. nawiązała wystawa krakowskiego Międzynarodowego Centrum Kultury.

Uznawana za utopijną, wyśmiewana i wzbudzająca rozmaite emocje, przywołana w zrecenzowanej monografii idea B. Dybowskiego – człowieka bezinteresownie działającego dla dobra ludzkości, jest nie tylko godna przypomnienia, ale i przez wzgląd na ponadczasowy charakter i aktualność zasługuje na pochwałę.