Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Piotr Boroń, ŚLUBY LWOWSKIE.

JAKO FINAŁ CIĄGU ZDARZEŃ ZACZĘTYCH W KRAKOWIE, HEROICZNYCH NA JASNEJ GÓRZE I PODSUMOWANYCH WE LWOWIE, ERGO: CRACOVIA – MONS CLARUS – LEOPOLIS I MATEJKOWSKIE NIMI ZAINTERESOWANIE

 

Epoka baroku, z której jakże ważne epizody dane mi jest przytoczyć, lubowała się w długich a wyczerpujących tytułach książek, a więc proszę Szanownych Czytelników o specjalną permisję na właśnie takie – jak wyżej – nazwanie artykułu, nie stroniącego od makaronizmów.

 

 Jan Matejko, Śluby Lwowskie Jana Kazimierza

 

CRACOVIA

Stare włoskie powiedzenie Se non e vero, e ben trovato (Jeśli to nie jest prawdą, to dobrze prawdę oddaje) znakomicie pasuje do podania z czasów szwedzkiego potopu o zwiedzaniu katedry wawelskiej przez króla szwedzkiego Karola X Gustawa, gdy ten po dwutygodniowym oblężeniu miasta i honorowej kapitulacji załogi pod dowództwem Stefana Czarnieckiego zajął nominalną stolicę Rzeczpospolitej. Oprowadzany 19 października 1655 roku przez kanonika wawelskiego Szymona Starowolskiego, przechadzał się dumny po katedrze pomiędzy pomnikami naszej historii. Tu należy dodać, że Szymon Starowolski był już w podeszłych latach, a jego doświadczenie życiowe, bogate w kontakty z wybitnymi osobistościami, jak choćby hetman Jan Zamoyski czy hetman Jan Karol Chodkiewicz, któremu towarzyszył w sławnej bitwie pod Chocimiem, pozwalały mu mieć odpowiedni dystans do rzeczywistości. Gdy podeszli do pięknego nagrobka Władysława Łokietka, który stał się wzorem dla kolejnych wawelskich nagrobków tumbowych, Szymon Starowolski opowiedział historię króla, który z wyjątkowym uporem dążył do zjednoczenia Polski i zakończenia osłabiającego rozbicia dzielnicowego. Podkreślił, że Władysław zajmował kilkakrotnie Kraków, a przeganiany ze stolicy znów tu powracał, aż dane mu było od Boskiej Opatrzności zwyciężyć i koronowawszy się tutaj, dożyć na tronie starości. Król szwedzki, świętujący definitywne – jak mu się wydawało – zwycięstwo nad Janem Kazimierzem, który został zmuszony do ucieczki na Śląsk, wypalił spontanicznie:

– Wasz Jan Kazimierz, raz wygnany, więcej nie powróci!

Na to Szymon Starowolski, jakby natchniony wizją przyszłych wypadków, odparł z największym spokojem:

Deus mirabilis, fortuna variabilis… (co się tłumaczy jako: Bóg miłosierny, a los zmienny…)

Wersja ta pochodzi ze sławnego Herbarza Kaspra Niesieckiego. Dialog ten opisał także zasłużony kronikarz Wespazjan Kochowski, współczesny wypadkom, w czwartym tomie tzw. Klimakteriów, cytując Deus potens (Bóg potężny). Niektóre przekazy mówiły, że Szymon Starowolski miał powiedzieć Deus admirabilis (Bóg zadziwiający). Zatem, z małymi różnicami co do wielu przymiotów Boga Wszechmogącego, sentencja wyrażała zawsze jeden sens, że potrafi On odmienić każde niepowodzenie w pomyślność. Tak się też stało wkrótce.

 

MONS CLARUS

Najazd Szwedów na Rzeczpospolitą w 1655 ujawnił jej decentralizację. Seria nieszczęść, jakie spadły na nas od 1648 – włącznie z powstaniem Chmielnickiego i najazdem tatarskim, upadkiem Sejmu w 1652 roku poprzez użycie liberum veto, zdradzieckim układem perejasławskim i najazdem rosyjskim w 1654 roku – przybiły Rzeczpospolitą. Napad Karola X Gustawa w 1655 roku został przez większość środowisk szlacheckich przyjętych wręcz życzliwie. Nawet wojska królewskie opuściły w nieszczęściu prawowitego monarchę Jana Kazimierza, a on uchodził na południe, ścigany przez Szwedów. W podróży towarzyszył mu niezmiennie tylko nuncjusz papieski bp Pietro Vidoni i garstka dworzan, z którymi dotarł na zagraniczny Śląsk do Głogówka (nota bene, dwa razy nuncjusze papiescy jako jedyni dyplomaci pozostali przy polskich władzach w najcięższych chwilach dziejowych: Pietro Vidoni podczas potopu i Achille Ratti podczas wojny z bolszewikami w 1920 roku.)

Rzeczpospolita była już prawie cała w rękach Karola X Gustawa i czuł się on tak pewnie, że jego żołdacy rabowali miasta i wsie, a zdobycze posyłali barkami Wisłą do Gdańska, a dalej do Szwecji. W tej sytuacji Szwedzi postanowili opanować klasztor jasnogórski, który był zarazem twierdzą, jak i słynącym z bogactw sanktuarium maryjnym. Paulini byli depozytariuszami słynącego z cudów wizerunku Matki Boskiej, o którym mawiano, że został namalowany przez samego św. Łukasza. Tę tradycję podtrzymuje bohaterski w dobie potopu przeor Augustyn Kordecki w swoim Pamiętniku. Cytuję: … obraz Najśw. Maryi Panny, przez św. Łukasza na stole cyprysowym odmalowany, przy którym Jezus Syn Boży, ze swą najmilszą Matką i św. Józefem, opiekunem, w domu Nazareńskim zwykł był pokarm przyjmować. Obraz ten z Jeruzalem dostał się do Konstantynopola, a stamtąd na Ruś, gdzie go Lew, książę Ruski, w zamku Bełskim złożył, a w pięćset prawie lat Władysław, książę Opolski, w r. 1382 tu go umieścił, wielki i dosyć okazały kościół, oraz klasztor wybudowawszy, który zakonnikom reguły św. Pawła, pierwszego pustelnika, z Węgier sprowadzonym oddał. Obraz trafił na Jasną Górę dokładnie 31 sierpnia 1384 roku. Bardzo charakterystyczne na twarzy Matki Boskiej są rysy, pochodzące z 1430 roku, gdy obraz słynął już cudami, a na sanktuarium napadli husyci i umyślnie święty wizerunek uszkodzili. Renowację fundował w Krakowie Władysław Jagiełło i obraz powrócił po czterech latach do sanktuarium. W XVI wieku różnowiercy atakowali ze szczególną zawziętością kult maryjny, a tym samym Jasna Góra stała się symbolem twierdzy wiary katolickiej, a kult Czarnej Madonny odróżniał Polaków-katolików od heretyków.

Porwanie się przez protestanckich Szwedów na taką świętość skupiło uwagę wszystkich, a skuteczna obrona obrosła legendą, podtrzymywaną później nawet przez samych Szwedów, którzy nieskuteczność oblężenia woleli tłumaczyć raczej cudami maryjnymi niż swoją nieporadnością. Należały do nich takie zjawiska jak trafienie w brzuch zabłąkaną kulą armatnią z twierdzy siostrzeńca szwedzkiego dowódcy (generała Burcharda Müllera von der Lühnen), który zdrożony położył się w łóżku swego wuja na kwaterze. Innym było opadnięcie mgły, którą „wyczarowali” lapońscy czarownicy i pod osłoną której podeszli Szwedzi aż pod same mury, a ogłupiałych na polu strzelby obrońców mocno przetrzebiły. Wreszcie wszyscy opowiadali, że potężna niewiasta osłaniała twierdzę swym niebieskim płaszczem, a gdy ją pewien Polak wysługujący się Szwedom wziął na cel, to żelazny muszkiet przykleił mu się na mrozie do policzka i trzeba było odciąć mu cały płat skóry. Jeśli nawet człowiek XXI wieku patrzy na te wiadomości z przymrużeniem oka, to jako historyk musi przyznać, że właśnie jako cuda postrzegali to wszystko zarówno obrońcy, jak i oblegający Jasną Górę. Ponad wszystkie fakty stwierdzić trzeba, że cudem samym w sobie była powszechna zmiana nastawienia Polaków do Karola X Gustawa, gdy zamachnął się na sanktuarium. Zwolennicy zaczęli go odstępować, a dotychczas obojętni porwali za broń. Zaangażowali się również w znaczącej sile chłopi. W św. Szczepana Szwedzi stracili zupełnie ducha i zwinęli oblężenie. Następnego dnia, 27 grudnia 1655 roku – co zbiega się bardzo symbolicznie – król Jan Kazimierz stanął w Lubowli na Spiszu, ­czyli na swojej ziemi. Stąd ruszył przez Biecz i Nowy Żmigród do Dukli, 3 stycznia 1656 roku zaś zatrzymał się na dłużej w Krośnie, gdzie odwiedzili go konfederaci, którzy 31 grudnia powołali związek zbrojny z hetmanami Stanisławem Rewerą Potockim i Stanisławem Lanckorońskim oraz Stefanem Czarnieckim i Jerzym Lubomirskim na czele. Przybyli też inni senatorowie, więc król mógł odbyć Radę Senatu. W połowie stycznia był w Łańcucie na zamku Lubomirskich, gdzie 22 stycznia przekształcono konfederację tyszowiecką w generalną. W swoim triumfalnym powrocie dotarł 10 lutego do Lwowa, gdzie ściągało coraz więcej przychylnego mu wojska, a on sam zaczął sprawować rządy królewskie po dawnemu.

 

LEOPOLIS

Jan Kazimierz Waza pozostawał pod wielkim wrażeniem ogólnonarodowego powstania, jakie rozprzestrzeniało się przeciw szwedzkiej okupacji i postanowił dać temu wyraz poprzez szczególne podziękowanie Matce Boskiej za opiekę i poddanym – w tym prostemu ludowi – za poparcie. Inicjatywę ślubów lwowskich przypisują dziś historycy najczęściej małżonce króla Ludwice Marii Gonzadze oraz abp gnieźnieńskiemu Andrzejowi Leszczyńskiemu, a autorstwo zaprzysiężonego tekstu św. Andrzejowi Boboli, który miał w następnym roku (16 maja 1657) zostać najokrutniej zamęczony przez kozaków za wiarę. Obojgu znane były doskonale trzy wizje, jakich doświadczył włoski jezuita Giulio Mancinelli na początku XVII wieku, w których Matka Boska domagała się, aby traktowano ją jako królową Polski. Ojciec Mancinelli był tak dalece pod ich wrażeniem, że w 1610 roku odbył specjalną pielgrzymkę do Polski, podczas której został przyjęty na uroczystej audiencji przez króla Zygmunta III Wazę. Podkreślić zatem należy, że obranie Matki Boskiej za królową Polski nie było jedynie aktem wdzięczności Jana Kazimierza za pomoc w dobie potopu. Kolejność wypadków wskazuje wyraźnie, że śluby lwowskie były ukoronowaniem półwiecznego procesu dojrzewania do tego aktu, a obrona Jasnej Góry mogła jedynie oficjalne stwierdzenia przyspieszyć. Już w roku 1642 ojciec Dionizy Łobżyński stwierdził, że Maryja jest Królową Polski, Patronką bitnego narodu, Patronką naszą, Królową Jasnogórską, Królową niebieską, Panią naszą dziedziczną!.

 

 

 January Suchodolski, Obrona Jasnej Góry

 

Ignoranci zastanawiają się często nad polskim fenomenem obrania sobie Matki Boskiej za władczynię, ale w dobie baroku było to zjawisko zwyczajne. W wieku XVII Matka Boska została obdarowana tytułem królewskim Bawarii (1620), Francji (1638), Austrii (1647) i Portugalii (1648). W Polsce Jan Długosz w XV wieku nazywa ją najdostojniejszą Królową świata i naszą. Król Zygmunt August ofiarowuje jej swoje berło królewskie, Władysław IV dwie złote korony dla Dzieciątka i Maryi, a także królowa Eleonora przekazuje koronę Matce Bożej, pamiętając Jasną Górę jako miejsce swojego ślubu i wesela z Michałem Korybutem Wiśniowieckim. Wreszcie August II Sas zwieńcza całą ikonę złotą koroną z diamentami (1717).

1 kwietnia 1656 roku przed wizerunkiem Matki Bożej Łaskawej w katedrze Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny we Lwowie odbyły się wielkie uroczystości. Po mszy św., celebrowanej przez nuncjusza papieskiego Piotra Vidoniego, król w całym swym majestacie nazwał ją Królową Korony Polskiej i obiecał, że poprawi sytuację chłopów i mieszczan. Dała temu wyraz także druga deklaracja obioru, wygłoszona przez podkanclerzego koronnego, bp. przemyskiego Andrzeja Trzebickiego, w imieniu rządców, dostojników i wszystkich ludów królestwa tego. Również tego dnia na nieszporach nuncjusz papieski do litanii loretańskiej zaintonował po raz pierwszy wezwanie: Regina Regni Poloniae – Ora pro nobis!

Godzi się przytoczyć tekst, który Jan Kazimierz wygłosił we Lwowie, a który uwieczniony jest na specjalnej tablicy jasnogórskiej: Wielka człowieczeństwa Boskiego Matko i Panno! Ja, Jan Kazimierz, Twego Syna, Króla królów i Pana mojego, i Twoim zmiłowaniem się król, do Twych Najświętszych stóp przychodząc, tę oto konfederacyję czynię: Ciebie za Patronkę moją i państwa mego Królową dzisiaj obieram. Mnie, Królestwo moje Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie, Ruskie, Pruskie, Mazowieckie, Żmudzkie, Inflanckie i Czernihowskie, wojsko obojga narodów i pospólstwo wszystko Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twojej pomocy i miłosierdzia w teraźniejszym utrapieniu królestwa mego przeciwko nieprzyjaciołom pokornie żebrzę…

A że wielkimi Twymi dobrodziejstwy zniewolony przymuszony jestem z narodem polskim do nowego i gorącego Tobie służenia obowiązku, obiecuję Tobie, moim, ministrów, senatorów, szlachty i pospólstwa imieniem, Synowi Twemu Jezusowi Chrystusowi, Zbawicielowi naszemu, cześć i chwałę przez wszystkie krainy Królestwa Polskiego rozszerzać, czynić wolą, że gdy za zlitowaniem Syna Twego otrzymam wiktoryę nad Szwedem, będę się starał, aby rocznica w państwie mym odprawiała się solennie do skończenia świata rozpamiętywaniem łaski Boskiej i Twojej, Panno Przeczysta!

A że z wielkim żalem serca mego uznaję, dla jęczenia w presji ubogiego pospólstwa oraczów, przez żołnierstwo uciemiężonego, od Boga mego sprawiedliwą karę przez siedem lat w królestwie moim różnymi plagami trapiąca nad wszystkich ponoszę, obowiązuje się, iż po uczynionym pokoju starać się będę ze stanami Rzeczypospolitej usilnie, ażeby odtąd utrapione pospólstwo wolne było od wszelkiego okrucieństwa, w czym, Matko Miłosierdzia, Królowo i Pani moja, jakoś mnie natchnęła do uczynienia tego wotum, abyś łaską miłosierdzia u Syna Twego uprosiła mi pomoc do wypełniania tego, co obiecuję.

Ważną częścią roty Jana Kazimierza była obietnica ulżenia niedoli chłopów, co  nie zostało nigdy przez niego dotrzymane, m.in. dlatego że znękany przeciwnościami abdykował w 1668 roku. Powoli i z trudem dokonywało się też przełożenie aktu uznania Matki Boskiej za królową Polski na codzienne praktyki i powszechną świadomość. W 1717 roku wizerunek jasnogórski został ukoronowany przez nuncjusza Grimaldiego koronami papieskimi, a August II Sas obdarował go swoimi. W 1904 r. na zakończenie Kongresu Mariańskiego we Lwowie abp Bilczewski dodał do tekstu królewskiego zobowiązanie do walki o sprawiedliwość społeczną i jedność narodową: aby wszystkim stanom, a zwłaszcza ludowi i robotnikom, stała się sprawiedliwość. W 1923 roku Stolica Apostolska ustanowiła 3 maja święto Matki Boskiej Królowej Polski, łącząc go z tradycją Konstytucji i dając temu wyraz poprzez umieszczenie wezwania w litanii loretańskiej. W 1956 r. u stóp Matki Boskiej Częstochowskiej śluby odnowił prymas Wyszyński z komunistycznego uwięzienia w Komańczy. Tekst ślubów odczytał abp Kominek, a pod murami jasnogórskimi zgromadziło się około miliona wiernych. Ze szczególnego oddania Matce Bożej zasłynął Jan Paweł II, który złożył przy Obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej złotą różę papieską.

 

ILUSTRACJE

Jan Matejko, jako nasz wybitny ma­larz-
-pe­dagog historii ojczystej, nie mógł pominąć okazji, aby Polakom przypomnieć ten epizod, i namalował w 1857 roku obraz, który był jego pracą dyplomową na zakończenie studiów krakowskich. Reprodukujemy go powyżej, korzystając z portalu polona.pl (Matejko, Jan (1838–1893) adres wydawniczy: Kraków, Wydawnictwo Salonu Malarzy Polskich, [1927–1936] Kraków: „Akropol”). Szczegółowe losy tego obrazu zasługują na osobne opracowanie, a warto choćby zasygnalizować, że w 1894 roku znalazł się na wielkiej Wystawie Krajowej we Lwowie, gdzie Matejko miał osobny pawilon, a w nim także wspaniałe dzieło użyczone przez książąt Lubomirskich. W 1940 roku władze radzieckie włączyły obraz do zbiorów Lwowskiej Galerii Obrazów. Nadal znajduje się we Lwowie, a instytucja go posiadająca nazywa się dokładnie Lwowską Narodową Galerią Sztuki im. B.G. Woźnickiego.

Galeria nabyła także podczas wspomnianej wystawy w 1894 roku ostatni, niedokończony obraz Jana Matejki pt. Śluby Lwowskie Jana Kazimierza (dużych rozmiarów: 5 ´ 3 m), przechowywane wcześniej w ratuszu. Matejko pracował nad obrazem od marca do października 1893 roku, ale śmierć udaremniła dokończenie dzieła. Na szczęście jest ono na tyle zaawansowane, że oglądający mogą mieć prawie pełne wyobrażenie o tym akcie historycznym. Po kilkudziesięciu latach spędzonych przez obraz we Lwowie został on wydany Polakom i w 1946 roku trafił do Wrocławia, do Muzeum Narodowego, gdzie możemy go oglądać także dziś. Na Jasnej Górze znajduje się natomiast współczesna kopia obrazu (z 1956 r., namalowana przez Józefa Weylanda), która od 2006 roku słusznie zdobi przedsionek kaplicy Cudownego Obrazu Matki Boskiej.

Dziwnym zrządzeniem losu opisywane w artykule dwa dzieła Jana Matejki dotyczące ważnych epizodów najazdu szwedzkiego zostały namalowane w Krakowie, a na bardzo długo związały się ze Lwowem. Równie ciekawe jest i to, że obraz Karol Gustaw i Starowolski przed grobowcem Władysława Łokietka był de facto pierwszym jego oficjalnym dziełem, a Śluby Lwowskie Jana Kazimierza ostatnim…

Najokrutniej obszedł się los z wielkim (360 ´ 800 cm) obrazem Matejki, ilustrującym obronę Jasnej Góry pt. Kordecki na murach Częstochowy, błagający o pomoc Bożą, namalowanym w 1884 roku. Zaginął on, a wyobrażenie o jego wspaniałości daje jedynie drzeworyt wykonany przez Józefa Holewińskiego.

 


Wybrana literatura [dostęp 11 VI 2019]:

https://twojahistoria.pl/2018/01/10/jan-kazimierz-uciekl-z-kraju-ale-polacy-nie-tracili-hartu-ducha-jak-krakow-powital-karola-gustawa-podczas-potopu-szwedzkiego/#2

http://www.lwow.home.pl/galeria/matejko/matejko.html

http://rcin.org.pl/Content/64689/WA248_83415_P-I-30_nowaszczuk-przyczynek_o.pdf

http://jasnagora360.zdjecialotnicze.pl/obraz-sluby-lwowskie-jana-kazimierza/

http://www.jasnagora.com/wydarzenie-1623

http://blogmedia24.pl/node/65637

https://sites.google.com/site/potopszwedzki16551660r/przyczyny-i-przebieg-wojny/powrot-jana-kazimierza

http://www.kultmaryjny.pl/trzy-objawienia-marii-krolowej-polski-ktore-otrzymal-sluga-bozy-juliusz-mancinelli/