Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

POEZJA

Karolina Grodziska

Co palić? Czym palić?

Henryk Greb o problemach z zaopatrzeniem we Lwowie zimą 1943 roku

 

 

W poprzednim numerze „Cracovia–Leopolis” przypomnieliśmy prawnika i poetę Henryka Greba (1916–1956) publikującego w „Gazecie Lwowskiej” w rubryce „Na dzień dobry” w latach 1942–1943, a równocześnie udzielającego się w konspiracyjnej literackiej grupie „Żagiew”. Jego wiersze – te publikowane oficjalnie – to również obraz lwowskiej wojennej rzeczywistości, satyra – ale też zabawa z cenzurą, często puszczenie oka do czytelnika. Humor gorzki, ale i krzepiący, podtrzymujący w najtrudniejszych czasach na duchu.

Tytułowe pytanie: „Co palić?” dotyczyło zarówno miłośników tytoniu, jak i – szerzej – ogrzewania. A zima 1942/1943 roku była bardzo surowa. Zatem przypomnijmy raz jeszcze niezwyciężony lwowski humor, obecny w wierszach Henryka Greba.

 

NA ULICY KOPERNIKA

 

Na ulicy Kopernika

Stała panna bez bucika,

Gdy ujrzeli to ludziska,

Podchodzili do niej z bliska

I szeptali w zgodne chóry:

„Ta ma jeszcze but ze skóry!”

 

Na ulicy Nabielaka

Siedział chłopak bez drewniaka,

Wtem nadchodzi jego krewniak,

Pyta: „Chłopcze! Gdzie twój drewniak!?”

Chłopak jęknął pośród chrypki:

„Mama z niego robi szczypki!”

 

„Gazeta Lwowska” 1943, nr 1 (31 XII 1942 i 1–2 I 1943)

 

ROZSTRZYGNIĘTY SPÓR

 

Para butów skórzanych i para drewniaków

Spierały się na temat swych zalet i braków.

Jedna była zaś kwestia ciągle roztrząsana:

Które z nich więcej ciepła dają nogom pana.

Raz, w styczniu, w mróz siarczysty, wrócił pan do domu

Zdjął buciki w kąt rzucił, aż pękły od sromu

I klnąc niby dorożkarz, na kość zmarzły cały

Grzejąc stopy, w piec cisnął – drewniane sandały.

 

I szepnął chłonąc ciepło płonących chodaków”

„Nic tak ogrzać nie zdoła, jak… para drewniaków!”

„Gazeta Lwowska” 1943, nr 8 (10–11 I)

 

CIEPŁA NOC

 

Gdy w środę mróz się wzmagał, zimno rosło, krzepło,

Rzekłem sobie: „Tej nocy musi mi być ciepło!”

 

Napaliwszy w piecyku szczątkami choinki,

Zbędną nogą od stołu, „Historią” Kalinki,

Rozpocząłem z zapałem przysposabiać łóżko.

Dwie cegły rozpalone znikły pod poduszką.

Potem ległem wygodnie z wiernym psem Cyklopem,

Wzdłuż ciała umieszczając butelki z ukropem.

Do piersi przygarnąłem kociaka sąsiadki,

Narzuciłem trzy płaszcze na kołderkę w kratki

I wypiwszy wódeczki dużych szklanic parę,

Wnet usnąłem czytając: „Podróż przez Saharę”.

 

Nad ranem… nie pytajcie, sam wszystko opowiem –

Zbudziłem się wśród jęków, z tępym bólem w głowie.

Leżałem bez okrycia dygocząc od chłodu,

Rozlana woda ścisła mnie pancerzem z lodu.

Rozgniecione butelki poraniły ciało,

Miłe kocię sąsiadki twarz mi podrapało,

Cyklop znikł razem z kołdrą, wpierw okno wybiwszy,

A przez otwór w twarz sypał śnieżek najprawdziwszy.

Gdy usiadłem, by spisać swój nieszczęsny lament,

Stwierdziłem, że i mózg mój zamarzł mi na amen!

 

„Gazeta Lwowska” 1943, nr 20 (4 II)

 

CO PALIĆ

 

Co palić, gdy forsą pęka portfel gruby?

Kluby… Kluby… Kluby…

Przy bridżu i winach najprzedniejszej sorty?

Sporty… Sporty… Sporty…

Po sutej kolacji dziesięciodaniowej?

Machorkowe… Machorkowe… Machorkowe…

Co wreszcie otrzeźwi, gdy człek w sztok urżnięty?

Lewenty… Lewenty… Lewenty…

Co palisz w istocie, człeku, w każdy ranek?

Rumianek… Rumianek…

Co wciągasz, gdyś goły, jak turecki święty?

Liść mięty… Liść mięty…

Co krzepi, gdy jeść chce najmłodsza pociecha?

Liść orzecha… Liść orzecha… Liść orzecha…

Jakie ćmisz najchętniej? (Kończę bo cię znudzę)

Cudze… Cudze… Cudze…

„Gazeta Lwowska” 1943, nr 31 (6 II)