Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Janusz M. Paluch, IDĄ ŚWIĘTA!

Boże Narodzenie! Pięknie ustrojone drzewko, świętujemy! Intensywne stukanie do drzwi… Albo głośny dzwonek. Otwieramy, a to szopkarze! Można zakolędować?! – pytają. Czemu nie! Zapraszamy! Przecież to święta Bożego Narodzenia! I wchodzą z szopką i śpiewają Wśród nocnej ciszy, odgrywają opowieść bożonarodzeniową… Dzieciaki słuchają z wypiekami na twarzy, maluchy trochę przestraszone z ciekawością spoglądają na przebierańców… Pewnie już nie ma takich kolędników, szopek, emocji… Ten nasz świat jest już inny i chyba nie mamy ani takich oczekiwań, ani nawet o tym nie myślimy; trochę żal… Przecież szopka istnieje w Polsce przynajmniej od II połowy XVII wieku.

Marek Waszkiel, w tekście zatytułowanym Szopka pisze, że Związek Teatrów i Chórów Ludowych we Lwowie, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, zorganizował specjalny zespół szopkowy, który – od 1926 roku aż do wybuchu II wojny światowej – w czas kolędowania objeżdżał Wołyń i Polesie, prezentując tradycyjną szopkę w układzie Tadeusza i Stanisława Estreicherów. W tym zespole debiutował słynny później lalkarz – lwowianin – Stanisław Iłowski (zmarł w 1978 r.).

Zanim jednak kolędnicy dotarli z szopką, tak jak i dzisiaj, zapalano światła na choince, łamano się opłatkiem, spożywano tradycyjną wieczerzę wigilijną, śpiewano kolędy i wędrowano na pasterkę do świątyni… Do Bernardynów, katedry, a może Jezuitów… Bóg się rodzi, moc truchleje – grzmiało radośnie we Lwowie. Lulajże Jezuniu – śpiewano nostalgicznie na Kresach. Cicha noc, święta noc pełna tajemniczości trwała dawniej znacznie dłużej… Nawet zwierzęta mówiły wtedy ludzkim głosem, a może to my przez chwilę chcieliśmy zrozumieć, co mówią nasi czworonożni przyjaciele?

Kto mi to opowiadał?... 24 grudnia 1974 roku: z kawiarni Europejskiej w Krakowie pan Stanisław, nieco wstawiony, wytoczył się wprost pod koła taksówki. Była wolna. Wsiadł. Kierowca spojrzał na niego, w oczekiwaniu dyspozycji. Na Łyczakowską 56, proszę… ­Adaśku czeka. Wybełkotał. Kierowca się roześmiał: – Ta panie, ta my w Krakowie, nie we Lwowi Moi z wilią na Batorego czekaliby… rzekł nostalgicznie. – To gdzie mam pana zawieźć? – zapytał już ze smutkiem w głosie. – Na Azory jedź pan… – rzekł zrezygnowany pan Stanisław.

Łamiąc się z Państwem opłatkiem, życzę wszelkiej pomyślności, błogosławieństwa Bożej Dzieciny, samych radosnych i dostatnich dni upływających w zdrowiu i szczęściu! Kolędujcie, odwiedzajcie się wzajem w świąteczny czas i czytajcie kwartalnik Cracovia–Leopolis.

Gdy kolędnicy otrzymali zapłatę od gospodarzy, wychodząc z domu czy mieszkania, śpiewali:

 

Za kolędę dziękujemy!

Zdrowia, szczęścia winszujemy

Na ten Nowy Rok;

Bądźcież Państwo szczęśliwemi,

Oraz błogosławionemi

Na ten Nowy Rok!

 

Janusz M. Paluch