Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Piotr Boroń, CRACOVIA-LEOPOLIS WG ADAMA HR. STADNICKIEGO

Adam Stadnicki to jakże symboliczna postać. Żyjący na pograniczu dzisiejszej Polski i ziem utraconych w wyniku II wojny światowej, był żywym świadectwem naszej polskiej tożsamości, łączył swoją osobą Lwów z Krakowem, a po skonfiskowaniu jego dóbr przez państwo w wyniku tzw. reformy rolnej (6 IX 1944 r.) dokonał życia na tzw. ziemiach odzyskanych, a dokładniej na Dolnym Śląsku.

Podporządkowując się w niniejszej publikacji zasadzie, że polskie kresy przesuwały się wraz ze zmianami politycznymi całej Rzeczpospolitej na Zachód, czyli że do rozbiorów nasze kresy zaczynały się na Wschód od Kamieńca Podolskiego (którego nie mieliśmy już po pokoju ryskim 1921), a w okresie międzywojennym uznając, że nazwą tą można objąć ziemie utracone w 1945 roku, aż wreszcie, że dziś niektórzy uznają „na siłę”, że kresami można nazywać ziemie przyległe do granicy ukraińskiej, uznajmy, że Polska jakiekolwiek kresy musi mieć… Polska bez kresów – czyli bez misji wobec Wschodu – istnieć nie może!

 

 

Adam Stadnicki z małżonką Stefanią. Fot. z archiwum autora

 

Stadniccy żyli od wieków na dzisiejszym pograniczu ruskim, czyli ukrainnym. Poważne rzeczy państwowe i narodowe załatwiali we Lwowie i w Krakowie. Właśnie ten aspekt życia Adama Stadnickiego jest treścią niniejszego artykułu, który powstał na podstawie jego własnych wspomnień oraz życiorysu opracowanego przez prof. Józefa Długosza (publikowany w „Roczniku Sądeckim”). Dziś Lwów od Krakowa oddziela granica państwowa, a postać Adama hr. Stadnickiego łączy te dwa miasta jak w nazwie czasopisma „Cracovia–Leopolis”.

Adam Stadnicki (1882–1982) urodził się 10 kwietnia we Lwowie w pałacu dziadków ze strony matki Heleny (zm. 1947 w Krakowie), czyli Sapiehów. Jego ojciec Edward Adam był absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jako student był krakowianinem, a przyjaźnił się szczególnie z przyszłym arcybiskupem metropolitą greckokatolickim lwowskim Andrzejem Szeptyckim.

Od samych początków swego życia, a nawet już z racji pochodzenia Adam „skazany był” na łączenie krakowskich i lwowskich wątków. Wcześnie osierocony przez ojca, dorastał ku odpowiedzialnemu gospodarowaniu licznymi dobrami z Nawojową na czele. Uczył się najpierw prywatnie w domu, a następnie we Lwowie i sławnym zakładzie jezuickim w Chyrowie, któremu pod względem wyposażenia, profesorów, ale i absolwentów mógłby pozazdrościć niejeden uniwersytet. Jako młody chłopak mocno przeżywał uroczystości stulecia Konstytucji 3 Maja, na które pojechał do Lwowa, oraz – trzy lata później – uroczystości kościuszkowskie, gdzie obejrzał przedstawienie Ludwika Anczyca Kościuszko pod Racławicami i panoramę Jana Styki. W tym samym 1894 roku podziwiał we Lwowie wystawę krajową (której honorowym komisarzem był jego dziadek Adam Sapieha) i przy tej okazji przyglądał się uroczystemu rautowi w domu bliskich krewnych – Sapiehów w ich pałacu przy ul. Kopernika 40, na który przybył cesarz Franciszek Józef I i ofiarował jego dziadkowi Adamowi order Złotego Runa. W roku 1892 uczestniczył w uroczystościach jubileuszowych bł. Kingi w Starym Sączu, na które Edward Stadnicki ufundował srebrną trumienkę z herbami obu ojczyzn Błogosławionej królewny oraz herbem rodzinnym Śreniawa. Trumienka powstała w warsztacie Glixellich w Krakowie. Z Krakowem połączyła go również postać wujka, czyli ks. Adama Stefana Sapiehy, który odwiedzał Nawojową, a potem został biskupem i metropolitą krakowskim. W dziwnych okolicznościach poznał w dzieciństwie późniejszego gen. Bolesława Roję, kierującego odsieczą dla Lwowa, która wyruszyła z Krakowa w 1918 roku. Mianowicie Roja, jeszcze jako kadet, przechadzając się po parku w Krasiczynie został zaatakowany przez samca łabędzia, którego zabił swoim bagnecikiem. O sprawie było głośno, a szczególnie kobiety i dzieci opłakiwały łabędzia, o którym Roja nie wiedział, że jest ulubieńcem gospodarzy.

 

 

Pałac w Nawojowej w okresie międzywojennym. Fot. z archiwum autora

 

Po studiach leśniczych (Monachium) i ekonomicznych (Hei­del­berg) Adam Stadnicki zabrał się ochoczo do pracy w swoich dobrach. Liczne jego archiwalia, w tym dokumenty nauki w szkołach i dotyczące studiów przepadły, gdyż w 1953 roku władze komunistyczne dokonały rewizji Kurii Krakowskiej, gdzie zostały przez niego „na wszelki wypadek” zdeponowane u „Wujka Metropolity”. To kolejny związek Adama Stadnickiego z Krakowem.

W 1902 roku złożył akces do Krakowskiego Towarzystwa Rolniczego. W 1909 roku zakupił ponadto od Akademii Umiejętności z siedzibą w Krakowie dobra szczawnickie wraz z zakładem uzdrowiskowym (za 490 tys. koron), który poważnie dofinansował. W związku z tym cztery lata później rozpoczął działalność w Krajowym Związku Zdrojowisk i Uzdrowisk we Lwowie.

Jedną z inwestycji, którą cenił sobie najwyżej, były dobra leśne wokół Rytra. Cierpiał, że ulegają dewastacji, dzierżawione przez ludzi, którzy – chcąc się szybko wzbogacić, a nie dbając o nie – karczowali całe połacie i nie sadzili w ich miejsce młodniaków. Do końca życia wspominał ten zakup jako dzieło patriotyczne, z którego był dumny, bo ocalił wiele zieleni od bezdusznego zniszczenia. W 1916 roku, znów przedziwnym zrządzeniem losu, gdy wreszcie udało mu się nabyć dobra ryterskie, transakcja miała miejsce w Krakowie, a z braku odpowiedniej ilości gotówki przejął zobowiązania sprzedającego względem Banku Hipotecznego we Lwowie. Przy okazji podpisywania aktów notarialnych wziął udział w uroczystej mszy św. na Wawelu z okazji utworzenia rządu Jana Kucharzewskiego z ramienia Rady Regencyjnej Królestwa Polskiego. Spotkał tam Józefa Piłsudskiego i był zdegustowany, że jego entuzjaści urządzili mu prywatną fetę zamiast cieszyć się w pierwszym rzędzie z oswabadzania się Polski.

Do pełnej niepodległości było jeszcze daleko, bo polskie walki o granice trwały poza 1921 rok, a Adam Stadnicki utracił kilku krewnych, w tym Stanisława Sapiehę, który zginął w obronie Lwowa. Podczas bitwy warszawskiej Adam Stadnicki przebywał w Krakowie jako działacz Związku Ziemian, gdzie z wielkim zaangażowaniem organizował dostawy na front.

 

 

Wesele Adama i Stefanii (rok 1910). Fot. z archiwum autora

 

Z Krakowem połączyła Adama Stadnickiego także osoba lekarza, który udzielał mu pomocy w – jak to wówczas wydawało się – beznadziejnym stanie gorączki powyżej 40 stopni. Stadnicki zachorował bowiem w 1918 roku (prawdopodobnie w radziwiłłowskich, podkrakowskich Balicach) na rodzaj grypy, zwanej „hiszpanką”, która zbierała podczas I wojny światowej ogromne ludzkie żniwo. Prof. Latkowski przybył do Nawojowej z Krakowa i orzekł, że nie daje większych szans. Jak wspominał te dni sam Stadnicki, uratowała go tylko modlitwa skupionej przy nim całej rodziny, a kompres z wody z Lourdes sprawił, że na rano temperatura spadła do 36,6 stopni Celsjusza i ustąpiły wszelkie symptomy chorobowe. Powrócił do żywych i znów cieszył się ukochaną żoną, licznym potomstwem, wolną Polską i sukcesami w gospodarowaniu licznymi zasobami leśnymi, szacowanymi na kilka tysięcy hektarów.

W 1922 roku został wybrany do Kuratorium Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie, którą to funkcję pełnił do 1937 roku. Działając w Stronnictwie Zachowawczym, po jego połączeniu ze Stronnictwem Chrześcijańsko-Narodowym w 1926 r. został wybrany do Rady Naczelnej jego Oddziału Krakowskiego. W 1928 r. wszedł do sekcji drzewnej Związku Przemysłowców w Krakowie. Był działaczem Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego we Lwowie i Związku Kółek Rolniczych w Krakowie.

Jego działalność polityczną przerwała II wojna światowa i okupacje, a własności został pozbawiony – ku jej upadkowi – przez powojenne władze w Polsce.