Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Franciszek Haber, MOJA ULICA

Ulica Batorego, magiczny świat antykwariuszy, których serca, zapewne oprawne w atłas i safian, kryły wrażliwość w stosach ksiąg epok różnych. Znany krytyk literacki, teatrolog Tymon Terlecki, wyznał kiedyś, że „zostawił na Batorego swoje serce”. Niedługa ta miejska arteria, kiedyś zwana Garbarską, potem Przedmieścia Halickiego, a od 1885 ulicą Batorego, biegnie z Halickiego placu do zbiegu dawnych ulic Łozińskiego, Piłsudskiego i Kochanowskiego.

 

 

Ulica Batorego (z kolekcji Janusza Wasylkowskiego)

 

Ulica z dziecinnej bajki, droga do niej odległa po cegłach czasu zmurszałych, feralnego, bo straconego miasta urodzin poety. Szukam śladów z rodzinnych opowieści o ulicy – wręcz bibliotece, być może stąd moja miłość do książek.

Nieparzyste numery zamyka jedenastka, natomiast parzyste kończy numer trzydzieści osiem. Przy numerach parzystych, na rogu placu Halickiego, w dwupiętrowej kamieniczce pod dwójką, z fasadą zdobioną rzeźbą dziecka w opiekuńczych skrzydłach anioła stróża, mieściła się księgarnia, antykwariat, wypożyczalnia książek, a nawet wydawnictwo Stanisława Malinowskiego, zięcia znanego bukinisty Stanisława Koeh­lera. Dzisiaj zajął to miejsce sklepik reklamujący kosmiczne szybkości internetu. Obok, pod czwórką i szóstką, stały kamieniczki niepozorne, ale w nich zaszczepiali miłość do czytania zacni Rubinowie i Iglowie. Nota­bene starszy brat Zygmunt Igel urzędował na Batorego 34 i tam wydawał swój „Kwartalnik Antykwarski”. Był to katalog tego, co posiadał w przepastnych regałach, ukrywających w swoich zakamarkach księgozbiory niebywałe. Kamieniczki zburzono, aby mógł stanąć w tym miejscu, pod szóstką, dom zbudowany w latach 1912–1914, jakby oksydowany, wysoki i przyciężki, wczesną moderną i neogotykiem dotknięty. Z fasadą ozdobioną parami rycerzy dłuta Stanisława Plichala podpierającymi wykusze górnych pięter, a nad trójarkadowym portykiem trzymającymi straż herbowymi lwami miasta.

W marmurowych salach mieściła się kawiarnia Ziemiańska słynąca ze świetnej kawy i łaskoczących podniebienie łakoci. Po bankructwie, w 1930 r., w kamienicy rozpoczęła działalność lwowska rozgłośnia, z grupą niesamowitych radiowców. Bo nie gdzie indziej, ale właśnie tutaj zatętniło w 1935 roku serce Wesołej Lwowskiej Fali. Tutaj wyśpiewano wiele przebojów, chociażby słynne Capri chóru Eryana prowadzonego przez kompozytora i pianistę (pseudo Er­yan), łatwo więc zgadnąć, skąd nazwa chóru lwowskiego belfra geografii Jana Ernsta, po latach profesora Uniwersytetu Lubelskiego. Wesołą Lwowską Falę wyczarował Wiktor Budzyński, a magii dodawały nazwiska, że palce lizać, bohaterowie dialogów Tońka i Szczepka (Henryk Vogelfänger i Kazimierz Wajda), mistrzowie skeczy Aprikosenkrantz i Untenbaum (Monderer i Fleischer), radca Strońcio (Wilhelm Korabiowski), rozśpiewane Włada Majewska i Ewa Stojowska, a spikerkę prowadzili m.in.: Czesław Halski, Celina Nahlik i Jerzy Tepa.

Kiedyś ulicą Batorego jeździł tramwaj, zwany po lwowsku „trambalem” lub „balonem” (fot. 1). Ulica zmieniła nazwę kolejny raz podczas wojny, w 1944 r., na Watutina, a od 1991 roku na Kniazia Romana. Mówiło się o niej, że była ulicą sądów i antykwariatów. Numery nieparzyste rozpoczynały budynki sądowe wiedeńskiego neorenesansu. Pod jedynką Sąd Apelacyjny, w czasach austriackich Pałac Sprawiedliwości, pod trójką Sąd Okręgowy i oficyna klasztoru Karmelitów Trzewiczkowych, zamieniona przez Austriaków na areszt zwany karmelickim. Więziono w nim lwowskich powstańców Wiosny Ludów, a w 1941 roku Sowieci w pokazowym procesie sądzili tutaj członków żydowskiej organizacji podziemnej Haszomer Hacair, pomagającej Żydom w nielegalnej emigracji do Palestyny. W kościele karmelitów 24 października 1630 roku zawarto unię między kościołami rzymskim i ormiańskim, na mocy której powstało arcybiskupstwo ormiańskie we Lwowie, z prawem odprawiania nabożeństw w starożytnym języku liturgii grabar. Dzisiaj przechodząc ulicą Mikołowską w Gliwicach mijam kościółek ormiański pod wezwaniem Świętej Trójcy, jedyny własny kościół Ormian w Polsce. Na trójkątnym frontonie Sądu Okręgowego, dźwiganym przez przyścienne kolumny, Leonard Marconi wyrzeźbił piękną kompozycję Sprawiedliwość z posągiem Temidy. Westybul gmachu ozdabiają alabastrowe lwy dłuta Antoniego Popiela, tego od kolumny wieszcza Adama Mickiewicza na placu Mariackim.

 

 

III Państwowe Liceum i Gimnazjum im. Króla Stefana Batorego we Lwowie. Fot. Franciszek Haber

 

Po sąsiedzku, pod piątką, na miejscu kościoła Karmelitów pod wezwaniem św. Leonarda, stanął budynek gimnazjum im. Franciszka Józefa, przemianowany na III Państwowe Liceum i Gimnazjum im. Króla Stefana Batorego (dziś wydział Politechniki Lwowskiej), zbudowany z kasy miasta wg projektu Hochbergera w 1876 roku, który pozostał na zawsze we Lwowie w kwaterze 86 Cmentarza Łyczakowskiego. Fasadę budynku, między oknami drugiego piętra, upiększają posągi Tadeusza Czackiego, Jana Długosza, Mikołaja Kopernika, Adama Mickiewicza, Józefa Maksymiliana Ossolińskiego i Jędrzeja Śniadeckiego, dłuta lwowskiego rzeźbiarza Tadeusza Barącza (fot. 2), twórcy pomnika Jana III Sobieskiego z Wałów Hetmańskich, który na całe szczęście niewzruszenie dzisiaj stoi na jednym z historycznych targów Gdańska, a właściwie na rondzie u zbiegu kilku ulic, na miejscu dawnego Targu Drzewnego.

W słynnym liceum, nazywanym przez uczniów potocznie batorówką, uczyli się zasłużeni dla polskiej historii: Adam Hanuszkiewicz, Karol Irzykowski, Eugeniusz Kwiatkowski, Władysław Sikorski, Stanisław Skrowaczewski, Władysław Witwicki, żeby tylko wymienić kilka nazwisk. Nie mówiąc o nauczycielach uniwersyteckich. Wspomnę tutaj tylko jednego, matematyka dr. Juliusza Pawła Schaudera, docenta Uniwersytetu Jana Kazimierza, ucznia Hugona Steinhausa i przyjaciela Stefana Banacha, uczestnika burzliwych konwentykli matematycznego kosmosu w kawiarni Szkockiej, zastrzelonego przez okupanta w 1943 roku.

Na rogu Batorego i Kubali (Ludwik Kubala 1838–1913, genialny historyk lwowski, który z całą pewnością zainspirował Sienkiewicza do pisania powieści historycznych, a z całą pewnością Trylogii) mieściła się kwiaciarnia Maksymiliana Kmicińskiego oraz sklep fabryczny Zygfryda Krebsa z napojami alkoholowymi, gdzie mama kupowała super spirytus bongu (bon gout), (fot. 3), produkowany przez Krebsa bądź Baczewskiego, tego od fabryki wódek i likierów pod znanym adresem w dzielnicy Zniesienie na Żółkiewskiej 100; a tenże spirytus, oczywiście w niewielkiej ilości, był nieodzownym składnikiem piszingera. Dla niewiedzących: piszinger to czekoladowo-orzechowy torcik z wafli, wymyślony przez wiedeńskiego cukiernika Oscara Pischingera, który można błyskawicznie zrobić na wypadek niespodziewanych gości. Była tutaj także knajpa Pod Rakiem, wszak po niemiecku Krebs znaczy Rak. Tłumnie ten przybytek napojów wyskokowych odwiedzał lwowski światek artystyczny.

Następny budynek, pod numerem dziewiątym, budowano już w późniejszych czasach, mieszkał tutaj znajomy doktor ginekolog położnik, opiekujący się po wyjściu ze szpitala pisarką Ewą Szelburg-Zarembiną, która uciekając z płonącej Warszawy poroniła w podróży i chwilowo mieszkała w naszej kamienicy na drugim piętrze, a mama miała ją pod opieką. Na pamiątkę otrzymała od niej własnoręcznie zrobioną makatę i siatkowe zabezpieczenie na łóżeczko mojego starszego brata Józefa, ażeby z niego za szybko nie pomaszerował w wielki świat ekonomii i banków.

W czasie wojny mieściła się w naszej kamienicy darmowa kuchnia Polskiego Komitetu Opiekuńczego, w której mama z naszą ciotką grały pierwsze role, a stołowali się ludzie różnych profesji, między innymi naukowcy Stanisławowie Fryze i Ochęduszko, współtwórcy Politechniki Śląskiej w Gliwicach, których przyjaźń z naszą rodziną trwała niezachwianie do ostatnich dni. Idąc od strony radia (dzisiaj urzędują tutaj radiowcy ukraińscy) w kierunku naszej chawiry, mijamy pierwszą wąziutką przecznicę z prawej, kiedyś Świętego Szymona, którą można dojść do ulicy Akademickiej, dzisiaj Prospekt Szewczenki, gdzie często dreptałem z rodzicami topolowym deptakiem aż do kawiarni Szkockiej.

W domu pod szóstym mieściła się księgarnia i antykwarnia Mól Książkowy rodziny Rubinów. Właściciele wydawali broszurę informacyjną o swoich księgozbiorach. Batorego to absolutny ewenement, jeśli chodzi o lwowskich bukinistów. Właściwie w każdej kamienicy z numerami parzystymi mieściły się małe świątynie książek – antykwariaty, księgarnie, wypożyczalnie książek, sklepy z nutami, czasem w jednej kamienicy po sąsiedzku było ich kilka. Batorego można z powodzeniem nazwać największą ulicą bibliofili na Kresach.

Od kamienicy numer 12–14, zbudowanej w latach 1900–1901 w stylu neobarokowym z elementami secesji, zdobnej obramieniami okien, pilastrami o kunsztownych głowicach oraz puttami w girlandach nad balkonem drugiego piętra, gdzie przyjmował gości hotel Austria, aż do domu numer 20, urzędowała rodzina Bodeków. Tutaj był antykwariat Maksymiliana Bodeka, na zawsze uwieczniony w wierszu Zbigniewa Herberta Moje miasto. Była też Księgarnia Nauczycielska (1914–1928) prowadzona przez Stanisława Rogalę Lewickiego. Pod szesnastką, obok Zygmunta Bodeka, był skład nut Pawła Brand­lera, pod osiemnastką Józef Bodek, a pod dwudziestką urzędował w latach 1905–1928 Samuel Bodek oraz przyjmował gości hotel Saski. Dzisiaj tu zaprasza w swoje podwoje czterogwiazdkowy hotel Szwajcarski. A tak pisze o ulicy Batorego Zbigniew Herbert w wierszu Moje miasto (ze zbioru Hermes, pies i gwiazda):

 

… po lewej sklep Paszandy

trzecie gimnazjum księgarnie

widać nawet przez szybę

głowę starego Bodeka…

 

W kamienicy numer 24, ozdobionej empirowymi płaskorzeźbami w kamieniu wykonanymi przez spolonizowanego austriackiego rzeźbiarza Jana Schimsera, którego wiele rzeźb ozdabia Cmentarz Łyczakowski, mieścił się antykwariat naukowy Iglów. Wielu znanych przedstawicieli świata nauki i sztuki oraz literatów utrzymywało stały kontakt z tym antykwariatem. Aż do czasów wojny mieściła się również pod tym numerem Księgarnia Literacka.

Kamienica pod 26, z fasadą zdobioną rzeźbami postaci mitologicznych i fantastycznych stworów, gościła wymienionych już antykwariuszy Rubinów oraz Józefa Tuleję, inżyniera chemika (gorzelnika), którego Antykwariat Naukowy był jednym z bardziej znanych. Tuleja miał doświadczenie księgarskie i prowadził antykwariat według uznanych standardów zachodnich, katalogował księgozbiory i wydawał różne periodyki propagujące książkę. Także tutaj zapraszała w swoje podwoje Małopolska Księgarnia Ernesta Fleckera oraz księgarnia Rudolfa Schweizera, a w latach 1932–1937 Księgarnia Pedagogiczna spółki Henryka Łopieńskiego i Romualda Spinetera. Dzisiaj jest lombard, sklepik centrum Apple’a i bistro Intryga.

Pod 28 działała najstarsza księgarnia – z XIX w. – założona przez Stanisława Koehlera, która zajmowała się głównie skupem i sprzedażą podręczników szkolnych oraz posiadała duży asortyment nut. Sklep prowadził także wypożyczalnię. Cieszyła się ona wielką popularnością wśród młodzieży szkolnej. Pod numerem 30 swoją księgarnię i antykwariat prowadził Wilhelm Leon Klapper. W okresie II RP była tutaj Księgarnia Tow. Szkoły Ludowej.

Pomiędzy kamienicami o numerach 30 i 32 biegła uliczka Wiktora Bourlarda, lwowskiego filantropa, fundatora przytułku dla biednych, zmieniająca po drodze nazwę na Krzywą. Pod nią płynęła Młynówka, odnoga rzeki Pełtwi. Na końcu łączyła się z ulicą Świętego Szymona. Patrząc z Batorego w Bourlarda widać fasadę dawnej Akademii Handlu Zagranicznego, dzisiaj Lwowskiej Narodowej Akademii Muzycznej im. Mykoły Łysenki. Obok – pod trójką – mieściła się Drukarnia Centralna we Lwowie.

W wielkiej kamienicy numer 32 zbudowanej w stylu modernistycznym, na rogu Batorego i Bourlarda, dziś Ostapa Nyżankiwskiego, był sklep z książkami Koehlera oraz Jakuba Hölzla. To jego Księgarnia Powszechna wydawała uznany katalog „Antykwariat Polski”. Tutaj na trzecim piętrze miała swe studio fotograficzne Janina Mierzecka, pospołu z Henrykiem Mikolaschem, znani lwowscy fotograficy. U pani Janiny mama robiła swoje artystyczne zdjęcia. Po wojnie Janina Mierzecka (1896–1987) wydała książkę biograficzną Całe życie z fotografią.

Nieopodal ulicy Fredry, zapadającej w topolowe corso Akademickiej przy kawiarniach Roma i Szkocka, w secesyjnej kamienicy numer 34, w latach 1907–1939 królował guru bukinistów Zygmunt Igel. Był znawcą księgozbiorów i jednym z najwybitniejszych antykwariuszy Lwowa. Także Maksymilian Bodek człowiek wykształcony, znający kilka języków, cieszył się wielkim poważaniem w światku lwowskich bukinistów. On również prowadził księgarnię do wojny. Kamienica ta została postawiona na miejscu chylącego się domu, w którym mieszkał i zmarł w 1876 roku poeta Seweryn Goszczyński. Na ścianie obecnego domu fakt ten upamiętnia brązowa plakieta z wyrzeźbioną głową poety znajdująca się przy wejściu na klatkę schodową ozdobioną wspaniałymi oknami witrażowymi i supraportami. Był tutaj pensjonat Polonia. Antykwariat Igla należał do najstarszych, założony przez Dawida Igla, działał przez 144 lata, a Mieczysław Opałek napisał o rodzie Iglów monografię Sto trzydzieści lat wśród książek. Lwowscy antykwarze Iglowie 1795–1928 (Lwów 1928). Współpracowali oni z Zakładem Narodowym im. Ossolińskich i dostarczali słynnej instytucji rzadkie i wielokrotnie bezcenne rękopisy, ryciny, druki oraz inne cymelia. Jeden z synów, Dawid, wraz z ojcem zginęli w obozie janowskim w 1944 roku, natomiast drugi syn – Henryk – przeżył wojnę w Warszawie jako K. Wiśniewski i założył w Łodzi (1945) Księgarnię Naukową z działem antykwarycznym. W 1949 roku został zmuszony do wyjazdu do Izraela, gdzie zmarł w 1956 roku. Julian Tuwim napisał wtedy o nim, że był ostatnim potomkiem rodu wychowanego w aromacie i w szeleście zżółkłych pagin, który po dziadach i pradziadach odziedziczył miłość do drukowanej starzyzny; i tutaj dodam, że z pewnością także do ulicy Batorego. Dzisiaj, żeby tradycji stało się zadość, przynajmniej w minimalnym zakresie, w tym domu także znajduje się księgarnia.

Po sąsiedzku, niemal naprzeciwko naszego pomieszkania, w domu pod 38, urzędował Związek Pań Domu. Mieszkał tam również profesor stomatolog Antoni Cieszyński, kierownik Katedry Dentystyki na Uniwersytecie Jana Kazimierza, obrońca Lwowa z 1918 roku, który w noc lipcową 1941 roku został zabrany z domu, wywieziony na Wzgórza Wuleckie i tam zamordowany. Żona Cieszyńskiego cudem uratowała syna, był już po maturze, podając że jest niepełnoletni. Zbiorowy mord na polskich profesorach przeprowadziło Einsatzkommando zur besonderen Vervendung, które było specjalną jednostką policyjną Sicherheitsdienst – policji bezpieczeństwa III Rzeszy. Listę profesorów przygotowała prawdopodobnie grupa studentów ukraińskich z Krakowa związana z OUN. Dzisiaj w tym domu mieści się Muzeum Meteorologii.

We Lwowie nie brakowało antykwariatów. Istniały na wielu ulicach, co podkreślało duże zainteresowanie mieszkańców miasta i okolic książką. Tamten świat wielkich antykwariuszy, Bodeków, Grundów, Hölzów, Iglów, Menkesów czy Rubinów, dzisiaj już nie istnieje. Przeszłość mogłaby zacytować jeszcze wiele nazwisk związanych z profesją księgarza w tym magicznym mieście. Ulica Batorego, wielka witryna antykwariatów i księgarń, w których uczniowie i studenci zaopatrywali się w podręczniki i lektury szkolne, rozwijali wrażliwość na słowo pisane, a także poszukiwacze tzw. białych kruków, gdzie, nieraz bibliofilski rarytas trafiał do kolekcjonerskich zbiorów wprost z przytułku książki na Batorego. Andrzej Skrzypczak w swoim pięknym eseju Z dziejów księgarstwa lwowskiego – Ulica Batorego, zamieszczonym w Roczniku Lwowskim 1992, s.131–148, zawarł niemal całą historię nieprawdopodobnego świata antykwariatów ulicy Batorego we Lwowie. Tamten kosmos, niezwykłe nabożeństwo w obcowaniu z księgozbiorem, pozostał we mnie i jest w moim mieszkaniu na wyciągnięcie ręki. Świat słyszalny w domowych opowieściach czy wyczytany w wielu lwowskich wspominkowych książkach wciąż powraca i niepokoi w przedziwny sposób, gdy piszę wiersze kresowe czy chodzę ulicami dzisiejszego Lwowa.

Wojna i rok 1942 oznaczają moją mandalę narodzin w królewskim mieście i zesłanie po wojnie do śląskiego miasta Gliwice. Tamten czas zatruty ludzką nikczemnością i wojennym odium niejednego uczynił duchowym banitą na całe życie. Dom na rogu Piłsudskiego, dom pod 11 (fot. 4). Jeszcze kilka lat temu były na jego ścianie z prawej strony bramy wjazdowej cyfry kute w brązie, znikły w ostatnich latach. Dzisiaj w zamian – uboga blaszka. Fasada pokryta czyrakami czasu, boniowania z namacalnym śladem secesyjnej fasady wciąż opierają się destrukcji zapomnienia. Bronią się przed upadkiem zdobienia muszlowe nad oknami drugiego piętra, kasety nad- i podokienne z festonami i kartuszem na pierwszym piętrze. Pod okapem gutty i zdobienia belkowań wciąż widoczne.

Na narożu ktoś „dolepił” schody i koszmarną budę na secesyjnym balkonie, nie zważając na architektoniczny porządek. Teraz tamtędy wchodzi się do sklepu z tkaninami, do dawnego naszego pięknego pomieszkania po lwowsku chawirą zwanym. Także po obu stronach bramy wjazdowej wybito w murach wejścia do butików psując tym samym całość założenia budowli. Na drugim piętrze, jak głosi reklama firmy Arkadija, znajduje się pod numerem 15 apartament hotelowy do wynajęcia (dwie sypialnie, dwie łazienki i kuchnia z pełnym wyposażeniem) z oknami wychodzącymi na ulicę Piłsudskiego (Iwana Franki). Jak słychać, turyści narzekają na tramwajowy hałas i klatkę schodową.

Naprzeciwko wejścia do posesji pod 11 jest skwerek z barkiem pod parasolami Schronik. Kiedyś pod nim był cmentarz, skąd ekshumowano około 200 tureckich pochówków w czasie modernizacji ulicy. Szalety nieczynne wrastają w trawę, a życie tętni w arteriach miasta jak dawniej i bruki wciąż mocne i trwałe w swojej zwartości bazaltowej. Moja ulica otwiera się jak stara księga w obwolucie z inną nazwą, poszarpana wiekiem zniewolenia i obojętności na wartości, które nigdy nie przeminą dokąd pamięć w nas. Do dzisiaj trwają secesyjne kute poręcze na wielu balkonach i podkreślają artyzm przynależny temu miastu. A płaskorzeźby na podstarzałych murach wciąż przypominają, że architektoniczny detal był bezcennym kruszcem podkreślającym urodę lwowskich zaułków i ulic.

Skręcam w ulicę Fredry i wiem na pewno, że na rogu Akademickiej stoi piękna kawiarnia Szkocka i jej ściany bogate w ryciny polskiej szkoły matematycznej, a gdy idę stroną parzystą Batorego w kierunku „radia” pod szóstką, mijam dom nr 32, gdzie wciąż snują się w eterze spalin ślady stóp mojej matki, chociaż fotki zrobione u Janiny Mierzeckiej przepadły w ogniu wojny. Także strych naszego domu ma wciąż wojenne sekrety zamaskowane w swoich zakamarkach. Znękana wiekiem brama wjazdowa i balkony podwórza wciąż czekają na poranną jaskółkę święta wiosny. Chociaż czas przechera wciąż liczy srebrniki, a ja, mimo wszystko, mam tutaj swój nienaruszalny kamień poczęcia.

 


 

PS

Współwłaścicielem kamienicy Batorego pod 11 był aptekarz Józef Pineles, który miał swoją aptekę na Rynku pod numerem 18, z numerem telefonu 17 86, zapisanym w przedwojennym notatniku naszego domu.

Michał Kroch miał na Batorego 11 Przedsiębiorstwo Budowlane.

Także w URANJI – czasopiśmie Polskiego Tow. Przyjaciół Astronomii, które miało oddziały warszawski, częstochowski i lwowski, potem jeszcze oddział poznański, można znaleźć informację, że prezesem lwowskiego oddziału przez jakiś czas był. gen. A. Jasiński z adresem Batorego 11.

 


 

Franciszek Haber

Idąc ulicą Batorego

 

Dotknąć jak wyspę na mapie

to jakbyś dotknął dachów

lecących z tobą wokół globu

skąd taka chwila w myślach

ogromniejąca w miasto

podstarzałe wieże katedr

 

na szynach rozdzwonione

echa Zielonej Piekarskiej

w akompaniamencie bałaku

tremolo zapóźnionej dorożki

wciąż te same ptaki

 

więc idziesz krawężnikiem

wyświechtanej historii

szukając antykwariatów

nienapisanych książek

śmiercią sygnowanych

zagubionych bibliotek

z archiwami ognia

stemplami wojny

 

aż do fasady domu

tu okna wciąż mają

markizy z błękitu

obłoków lambrekiny

i rdzawe ślady czasu

dzwoniącego rynną

 

wiesz jaka to ulica

z linią papilarną

rodowodu

 

wywróżona snami

przeznaczona żalom

kataklizmom

bez nazwy

 

jak starożytna amfora

wracająca czerepem

do ziemi gniazda

 

wiersz ze zbioru
„Kresowy Raptularz” 2019