Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

HOMILIA KS. TADEUSZA ISAKOWICZA- -ZALESKIEGO, 22.11.2019 R.

Czcigodny Księże Archiprezbiterze, czcigodny Ojcze Kapelanie, szanowne Poczty Sztandarowe, szanowni Przedstawiciele organizacji kresowych, patriotycznych, młodzieżowych, szczególnie wy, drodzy Kresowianie, potomkowie Kresowian, drodzy Swojacy.

 

Szczęście i spokój daj tej ziemi, Pani,

Co krwią spłynęła wśród wojen, pożogi,

Do Cię swe modły zanosim, ułani,

Odwróć, ach odwróć, o odwróć los srogi.

I by radosną była jako uśmiech dziecka,

Spraw to, Najświętsza Panno Jazłowiecka.

 

Jest to fragment pieśni 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich, który przez cały okres międzywojenny stacjonował we Lwowie, na Łyczakowie. Specjalnie zacytowałem ten fragment, albowiem dzisiaj w 101. rocznicę wyzwolenia Lwowa, zawieszenia polskiej flagi na ratuszu lwowskim, pragniemy wspólnie modlić się za tych naszych pradziadów, praojców, którzy sto lat temu doprowadzili do odzyskania niepodległości.

W roku 1918, gdy jeszcze trwała I wojna światowa, tutaj w Krakowie, zaledwie parę kroków od Bazyliki, na dawnym odwachu, czyli posterunku policji austriackiej, przy wieży ratuszowej polscy patrioci zawiesili biało-czerwony sztandar. W podobny sposób przejęto władzę w Tarnowie i Cieszynie. Również następnego dnia miało się to odbyć we Lwowie, który był stolicą dawnego zaboru austriackiego. Niestety w noc z 31 października na 1 listopada 1918 roku oddziały ukraińskie zajęły miasto, najważniejsze punkty – dworzec, koszary, ratusz i wiele innych obiektów. I kiedy 1 listopada w dzień Wszystkich Świętych mieszkańcy Lwowa szli zgodnie z tradycją na cmentarze, zobaczyli, że w mieście wiszą obce flagi. I spontanicznie wybuchło powstanie, nazywane zrywem Orląt Lwowskich. Przeciwko przeważającym siłom wroga wystąpiły dwa zaledwie oddziały, które się zabarykadowały w szkole im. Sienkiewicza i w Domu Techników. Jednak chęć odbicia miasta była tak silna, że z godziny na godzinę, z dnia na dzień przybywało obrońców. Powstawały samorzutnie oddziały. Trwała jeszcze wojna, więc wielu mężczyzn było jeszcze na froncie na Bałkanach czy w wysokich Alpach, w wojsku austriackim oczywiście. Dlatego do oddziałów powstańczych zgłosili się przede wszystkim młodzi ludzie – harcerze, rzemieślnicy, uczniowie szkół średnich, studenci, ale także uczniowie szkół podstawowych. I właśnie od ich młodego wieku ci, którzy walczyli o wolność Lwowa, otrzymali to piękne miano „Orlęta Lwowskie”.

Jak wiemy walki były zacięte, przede wszystkim brakowało broni, ale zapał polskiej młodzieży był tak silny, że stopniowo odbijano poszczególne ulice, budynki, budowano barykady, a nawet przechodzono kanałami z jednej części miasta do drugiej, tak jak się to 25 lat później powtórzyło w Warszawie. Od samego początku była organizowana odsiecz dla Lwowa. To właśnie tutaj w Krakowie, też niedaleko stąd, w Bibliotece Wojewódzkiej obecnie, która dawniej była koszarami przy ulicy Rajskiej obok kościoła Karmelitów, tam sformowały się pierwsze oddziały polskie i drogą kolejową przez Tarnów i Przemyśl wyruszyły na odsiecz Lwowowi. Również w Przemyślu toczyły się zawzięte walki między Polakami a Ukraińcami. Jednak strona ukraińska zaniedbała połączenie kolejowe, nie wysadziła mostów ani w Przemyślu, ani w innej części ówczesnego zaboru austriackiego. I dlatego drogą kolejową sformowane oddziały odsieczy mogły wkroczyć do miasta. Było to ogromne zaskoczenie i dlatego przeciwnik w nocy z 21 na 22 listopada wycofał się bojąc się okrążenia. I nad ranem żołnierze z oddziału późniejszego generała Romana Abrahama zawiesili biało-czerwoną flagę na Ratuszu. Ale walki trwały przez następne miesiące. Dopiero przybycie słynnej Błękitnej Armii generała Józefa Hallera przypieczętowało polskie zwycięstwo. Przeciwnik musiał się wycofać aż za Zbrucz. Wspomniany przeze mnie pułk ułanów nosił nazwę Jazłowieckich, albowiem pod Jazłowcem dokonał bohaterskiej szarży ratując miasto, w tym także klasztor sióstr Niepokalanek i tamtejszą szkołę żeńską. Wdzięczne siostry wyhaftowały dwadzieścia lat później sztandar tego pułku z Matką Bożą. Nawiasem mówiąc, w lipcu 1939 roku na miesiąc przed wybuchem wojny figura cudowna w Jazłowcu została koronowana. Znajduje się obecnie pod Warszawą w Szymanowie.

Walki o Lwów i Kresy Południowo-Wschodnie, o Stanisławów i Tarnopol oraz dziesiątki innych miast i miejscowości trwały także w roku 1920. Nawała bolszewicka, słynna bitwa pod Zadwórzem, gdzie Orlęta Lwowskie – 318 ochotników, tak jak pod Termopilami 300 Spartan, stanęły do nierównej walki, zagradzając drogę słynnej konnej armii Budionnego. Prawie wszyscy ochotnicy ze Lwowa zginęli. Uratowało się tylko kilkunastu, ale Budionny nie zdobył Lwowa, co więcej spóźnił się na bitwę pod Warszawą, dzięki czemu (stulecie tego wydarzenia będziemy wspominać za rok), polskie oddziały odniosły zwycięstwo. Była to bitwa pod Zadwórzem nazywana słusznie polskimi Termopilami.

I kiedy w roku 1925 zapadła decyzja o budowie grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie – w arkadach chyba nieistniejącego obecnie pałacu Saskiego – to w wyniku wspólnej decyzji wielu dowódców wytypowano 18 miejsc-pobojowisk, z których zostanie podniesione ciało owego nieznanego żołnierza. W wyniku losowania wybrano Zadwórze i wykopano kilka trumien, które leżały pod krzyżem NN – nieznany. Następnie matka jednego z żołnierzy, który tam zginął i którego ciała nigdy nie odnaleziono, pani Jadwiga Zarugiewiczowa, Ormianka z Kut nad Czeremoszem, wytypowała – tak jak to wskazywało to jej serce – jedną z tych trumien. Kiedy trumnę otwarto, znaleziono ciało nieznanego żołnierza ze Lwowa w wieku około 20 lat, szeregowca, miał tylko czapkę maciejówkę, co oznaczało, że był ochotnikiem. I to ciało przywieziono w uroczysty sposób na plac obecnie Piłsudskiego i złożono w grobie Nieznanego Żołnierza.

I myślę, że wielu przywódców państw, którzy składają tam wieńce – królowie, prezydenci i inni nie zdają sobie sprawy, że właśnie w tym grobie, przy którym jest wieczna warta i pali się znicz, leży ciało nieznanego Orlęcia Lwowskiego. Wieniec złożył tutaj, jak pamiętamy, czterdzieści lat temu także Ojciec Święty Jan Paweł II. On jednak na pewno to wiedział, bo był Polakiem. Dzisiaj modlimy się za nich wszystkich, bo to jest nasza powinność, powinność chrześcijan. Czwarte przykazanie „Czcij ojca i matkę swoją” mówi nie tylko o miłości do naszych najbliższych, ale o tej wielkiej miłości do Ojczyzny, która jest także naszą wspólną rodziną.

100 lat temu wielu młodych ludzi, chłopcy i dziewczęta, oddali swoje życie tylko dlatego, że chcieli być Polakami i żyć w wolnym kraju. Dlatego ta piękna tradycja, by w Bazylice Mariackiej, która jest symbolem Krakowa, odprawiać mszę św. zawsze 22 listopada. Ta tradycja daje nam poczucie łączności z dziejami, z tymi, którzy odeszli, ale którzy są dla nas wzorem do naśladowania. Nie byłoby wolnej Polski, nie byłoby polskiego języka w szkołach, nie byłoby polskiej armii, nie byłoby niepodległości, gdyby nie tysiące młodych ludzi walczących na różnych frontach, w różnych formacjach, często przeciwko przeważającym siłom, słabo uzbrojeni, ale bohaterscy. Oni właśnie doprowadzili do niepodległości. I za to wszystko jesteśmy im bardzo wdzięczni.

Pozwolę sobie wspomnieć jeszcze jedną postać, która jest symbolem Orląt Lwowskich. To Antoś Petrykiewicz, młody ochotnik, niespełna czternaście lat, gimnazjalista. Walcząc na Górze Straceń, tak się nazywała ta część Lwowa, został ciężko ranny, a wykazał się niesamowitym bohaterstwem. Kiedy leżał w szpitalu już po wyzwoleniu Lwowa, odwiedziło go dwóch ludzi. Pierwszym był ówczesny arcybiskup Lwowa, święty Kościoła katolickiego, Józef Bilczewski, pochodzący zresztą z diecezji krakowskiej, były rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, który został później arcybiskupem Lwowa. Wręczył mu mały obrazek Matki Najświętszej, pocieszając go, bo zdawał sobie sprawę, że ten chłopiec ma niewielkie szanse na przeżycie. A później odwiedził go Józef Piłsudski, który wręczył mu order Virtuti Militari. Chłopiec zmarł z ran w kilka dni po ceremonii. Do dziś jest najmłodszym w historii Polski kawalerem Orderu Virtuti Militari. Niespełna 14 lat.

Wielu takich nieznanych nam z imienia i nazwiska chłopców i dziewcząt również zginęło. Oni są dla nas nie tylko bohaterami, ale również pokazują nam w tym dzisiejszym świecie, bardzo zmaterializowanym, gdzie liczy się przede wszystkim kariera, wartości materialne, że w tym świecie są także inne wartości – wartości duchowe. Miłość do Pana Boga, miłość do Ojczyzny, odwaga, poświęcenie. I tego się właśnie będziemy od nich przez następne lata uczyć. Pozwolę sobie zakończyć kolejnymi dwoma zwrotkami pieśni, hymnu Ułanów Jazłowieckich. To jest modlitwa do Matki Najświętszej:

 

Spraw, by zasiadła sławna i potężna,

Między narody królując wspaniale,

By się rozeszła sława jej oręża,

Spraw to, o Pani, spraw to ku Swej chwale.

By zło jak nawała rozprysła się turecka

Spraw to, Najświętsza Panno Jazłowiecka.

 

By pod jej rządów wspaniałym ramieniem,

Zakwitły miłość i spokój jak w niebie.

Daj, by ułana ostatnim westchnieniem,

Było móc polec, polec w Jej potrzebie!

Aby jej strzała nie tknęła zdradziecka,

Spraw to, Najświętsza Panno Jazłowiecka!

 

 

Najświętsza Mario Panno, królująca we Lwowie, w Ostrej Bramie, w Stanisławowie i tutaj w Krakowie, miej nas wszystkich w opiece swojej, a dusze poległych, zmarłych i pomordowanych przyjmij do królestwa w niebie. Amen