Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Antoni Wilgusiewicz, BAŁAK SEMPER FIDELIS

p. Annie Woś, jednej z osób, dzięki którym bałak wciąż żyje, poświęcam
 
 

Z czasem wykształciła się lwowska wspólnota przedmiejsko-plebejska i jej mowa. Pod koniec XIX w. gwara miejska Lwowa była już w rozkwicie. Lwów wtedy stał się europejską aglomeracją miejską ze swoim miejskim folklorem i ulicznymi piosenkami. Po II wojnie światowej gwara ta zniknęła z miasta w wyniku drastycznego spadku liczby ludności mówiącej po polsku na tych terenach.

 

WIKIPEDIA:

A

Ajnbruch – włamanie

Aliwo – ale skąd

Amant – kochanek

Akademik – student uczelni wyższej

Andruty – wafle

Ancug – garnitur

Aus – koniec

Tak do niedawna mówiono… gdzie? W Bytomiu, Gliwicach, we Wrocławiu. Teraz co najwyżej w rezerwacie dla kresowian pod nazwą Lwowska Fala. Radio Katowice… O lekcje bałaku dla dzieci i młodzieży – w odróżnieniu od śląskiej godki – nikt nie zabiega, choć czasem organizuje się jakiś przegląd czy festiwal piosenki kresowej, gdzie się on pojawia w wykonaniu młodych ludzi. Nie oszukujmy się, bałak jest już zabytkiem językowo-historycznym, podobnie jak gwara warszawska utrwalona przez Wiecha czy Grzesiuka – i nie jest to tylko wina nieszczęsnej Jałty. Komu tym bardziej przyszłoby do głowy szukać go tam, gdzie się narodził i skąd został przepędzony, jak stwierdza cytowana na wstępie Wikipedia? Na miejsce ekspatriowanych ze Lwowa Polaków napłynęła ludność ze wschodu, o często niesprecyzowanej świadomości narodowej – tak zwani ludzie sowieccy (opisał to w swojej znakomitej książce Anatomia strachu młody historyk Damian Markowski). Z tradycją miejską Lwowa mieli oni tyle wspólnego co z kulturą prekolumbijską; dotyczy to oczywiście także gwary, czyli bałaku lwowskiego. Tak to ogólnie rzecz wygląda, ale… no właśnie, pojawia się „ale”. Przy okazji jednego z pobytów we Lwowie nabyłem niewielką książeczkę, której tytuł w tłumaczeniu na język polski brzmi: Pamiątka ze Lwowa. Przyjechałeś do Lwowa – naucz się kilku lwowskich słów. Autorka Lubow Panczyszyn, wydawnictwo Centrum Europy. Dla wszystkich umiejących odczytać współczesny alfabet ukraiński – nie ten sam co rosyjski! – książeczka stanowi sporą niespodziankę. W formie bogato ilustrowanej pogadanki zapoznaje przybyłych do Lwowa Ukraińców z językiem lwowskim (?), a przynajmniej jego słownictwem. I co się okazuje? Język ten brzmi dziwnie znajomo nie tylko dla starych lwowiaków, ale i dla wszystkich Polaków. W tekście ukraińskim słowa „lwowskie” są podane wytłuszczonym drukiem; wygląda to mniej więcej tak (w przekładzie tekstu ukraińskiego na polski): Starszy pan czy pani w pantoflach i paradnym szlafroku będzie siedzieć w wygodnym fotelu stojącym niedaleko od pieca. Tatko na pewno będzie w kamizelce czy marynarce, mamcia w sukience i mesztach na obcasach…

Tekstowi towarzyszy słowniczek, gdzie znajdujemy wyjaśnienie słów użytych w tekście, na przykład:

koc: przeważnie wełniany wyrób do przykrywania się podczas snu;

tapczan: dywan (co po rosyjsku i ukraińsku oznacza oczywiście tapczan!) lub bardziej swojsko: kanapa;

pokój: kimnata;

przedpokój: korytarz;

nakaslik (zapomniany już w polszczyźnie nabytek z niemieckiego) – tumboczka.

Swojsko brzmi dziadzio, ciocia, wujko i stryjko – przy czym te dwie kategorie rozróżnia się, o czym we współczesnej polszczyźnie praktycznie zapomniano – wujek to wujek!

Lody to moroziwo, prezenty – podarunki, zabawki – igraszki, a od bidy – w gorszym przypadku, jak nie ma innego wyjścia.

Od razu nasuwa się pytanie: czy jest to język używany we współczesnym Lwowie – nie przez miejscowych Polaków, oczywiście? Wygląda na to, że tak, bo autorka zapewnia nas, że dzieciska bawiące się na tapczanie są ubrane w wyszywanki z niebiesko-żółtymi kutasikami!

Książeczka nie jest jednorazowym wytworem fantazji autorki, jak ktoś mógłby sądzić. Tego rodzaju słowniki lwowsko-ukraińskie są publikowane w Internecie; jest to związane szczególnie z tzw. Świętem Batiara, co opisuje Jacek Jan Pawlik w artykule Lwowskie „Święto Batiara” – nowa kultura miejska na kanwie tradycji [w:] Journal of Urban Ethnology, nr 14/2016.

Artykuł jest próbą odpowiedzi na pytanie, na ile Święto Batiara jest przywróceniem starej tradycji, a na ile wytworem całkiem nowym. Figura batiara, w historii międzywojennego trzydziestolecia ściśle związana ze Lwowem, miała wydźwięk narodowy. Dziś, kiedy Lwów należy do Ukrainy, fakt ten jest siłą rzeczy przemilczany. Batiar przybiera charakter ponadnarodowy, a Święto Batiara daje okazję do zabawy i promocji miasta. Zastąpienie obchodów 1 Maja przez Święto Batiara oznacza również przesunięcie akcentu z pochwały klasy robotniczej na wspólnotę rozrywki.

Bałak, język używany przede wszystkim przez batiarów, znakomicie wpisuje się w tę konwencję. We Lwowie, po odrzuceniu sowieckości, przy niemożliwym do wprowadzenia na szerszą skalę odwołaniu się do ukraińskiej tradycji ludowej, pozostaje polska tradycja miasta, ukryta za „galicyjskością”, a także batiarem i jego bałakiem, oderwanymi od swoich polskich korzeni. Dla nas Polaków jest to jednak dowód, że Bałak Semper Fidelis, bo Leopolis Semper Fidelis! A ja osobiście, ubierając w niedzielę przed wyjściem do kościoła meszty, jak czynił to mój śp. Ojciec, odczuwam małą, prywatną satysfakcję…