Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Marta Walczewska, MIASTO DZIECIŃSTWA MOJEJ MATKI

Mam wielki sentyment do Tarnopola – miasta, z którym moja rodzina była przez wiele lat związana. Matka wspominała ze wzruszeniem swoje dzieciństwo tam spędzone. Jej ojciec Ludwik Jedliński, ożeniony z Eugenią z Majewskich, miał dziesięcioro dzieci. Najmłodszą była moja matka, Zofia. Mieszkali we Lwowie przy ul. Szeptyckich. Ludwik Jedliński był urzędnikiem „Florianki” – Szlacheckiego Towarzystwa Asekuracyjnego. W 1917 r. objął kierownictwo oddziału „Florianki” w Tarnopolu i przeniósł się tam z rodziną. Zamieszkali w dużym domu w centrum miasta przy ul. A. Mickiewicza 5. Oprócz „Florianki” mieściło się tam kasyno. Przed wjazdem był duży klomb, w tyle ogród z zabudowaniami gospodarczymi.

Gmach sądu w Tarnopolu (pocztówka przedwojenna)

Wiadomości o losach rodziny Jedlińskich w tych latach znalazłam we wspomnieniach, spisanych przez ich syna dr. Jacka Jedlińskiego i w książce Stanisława Wiszniewskiego pt. Brzeżany i Kresy Płd.-Wsch. Rzeczypospolitej Polskiej 1918–1919 (Lwów 1935, nakładem Biblioteki Kresowej).

Stanisław Wiszniewski został aresztowany przez Ukraińców w Brzeźanach w noc sylwestrową 1918 roku – jako jeden z wielu aresztowanych Polaków. Byli wśród nich podoficerowie legionowi, inteligencja, księża, młodzież. W święto Trzech Króli przewieziono ich z Brzeżan do Tarnopola i zakwaterowano w budynku gimnazjum przy ul. 3. Maja. Wiszniewski pisze w swojej książce: Na szczęście już po kilku dniach zjawiły się dobre duchy opiekuńcze i co dnia młodziusie panienki tarnopołanki, bez względu na mróz, śnieg, zadymkę, ciągnęły z całych sił wielkie baniaki z doskonałą zupą z różnemi dodatkami i wraz ze starszemi paniami rozdawały jadło pomiędzy więźniów cywilnych i wojskowych, których z każdym dniem przybywało coraz więcej.

 

Więźniowie do wykarmienia byli też w więzieniu sądowym i na „Pułkownikówce”. Wielu było chorych. Zaczął grasować tyfus. Wiszniewski pisze: Nic to, że jedną i drugą zmogła ta straszna choroba, w ich miejsce zawsze znalazła się i stanęła do roboty następna. Gdy dwie młodziutkie panny Jedlińskie zostały zakażone tyfusem, w ich miejsce najmłodsza siostrzyczka dwunastoletnia (Zofia) wprzęgnęła się do sanek i ciągnęła wielki baniak dla więźniów, aż sama również śladem swoich sióstr musiała na tyfus położyć się do łóżka.

 

Wielu jeńców zmarło w obozach w Tarnopolu, Mikulińcach i Strusowie, a także wielu ludzi dobrej woli, którzy nieśli pomoc jeńcom z ramienia Czerwonego Krzyża czy Polskiej Narodowej Organizacji. W tych dniach terroru ukraińskiego i szerzącej się zarazy polskie spo­łeczeństwo Tarnopola zdało egzamin z patriotyzmu i poświęcenia dla sprawy narodowej. Cały ciężar pracy spadł na ­kobiety tarnopolskie, które odważnie spełniały swój obowiązek, szcze­gól­nie gdy w marcu 1919 r. ­prawie wszystkich mężczyzn z Polskiego Komitetu uwięziono. Komitet wydawał 1500 obiadów dziennie, rozdzielał odzież i bieliznę. Panie tarnopolskie prowadziły szwalnię. Był też szpitalik dla Polaków. Tamopolanie dzielili się z potrzebującymi ostatnią kromką chleba. Opiekowali się tymi, którzy chorzy na tyfus umierali z daleka od swoich. Dla pamięci potomnych S. Wiszniewski podaje spis pań pełniących ofiarną służbę narodową; wśród nich wymienia Olgę i Zofię (moją matkę) Jedlińskie. Do Tarnopola spędzono jeńców wojskowych i cywilnych z Borysławia, Brzeżan, Jarosławia, Kamionki, Przemyślan, Sambora, Sokala, Stryja i innych miast. W polskich domach przebywali goście wydobyci z więzienia, którzy nie mogli wyjechać z Tarnopola, gdyż byli pod nadzorem wojskowej policji ukraińskiej.

Pan Wiszniewski w lutym 1919 r. uzyskał glejt władz ukraińskich, zwalniający z obozu internowania z prawem zamieszkania w Tarnopolu, z obowiązkiem meldowania się dwa razy dziennie w komendzie żandarmerii. Pisze on: W nocy przybyliśmy do Tarnopola, gdzie serdecznie, jakby dawno oczekiwany członek rodziny, przyjęty zostałem w gościnne progi śp. Jedlińskiego, naczelnika Oddz. Krakowskiego Towarzystwa Wzajemnych Ubezpieczeń, któremu trzy młode córki prowadziły gospodarstwo, zajmując się także opieką nad więźniami w mieście. Żona śp. Jedlińskiego przebywała poza terytorium walk ukraińskich, odcięta niespodziewanym wybuchem nowej wojny i już nie mogła dostać się do męża i dzieci. S. Wiszniewski zamieszkał u Jedlińskich, wreszcie w marcu 1919 roku, na podstawie świadectw lekarskich, wystawionych przez lekarza wojskowego (Żyda), został oddany pod nadzór wojskowej policji w Brzeżanach i mógł powrócić do swego domu. Tam doczekał się odwrotu wojsk ukraińskich.

Armia ukraińska 15 lipca 1919 r. przeszła przez Zbrucz na Wielką Ukrainę. Po długiej nocy niewoli ziemia tamopolska zjednoczyła się wreszcie z Ojczyzną.