Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Henryk Stroński, MIĘDZY WYNARODOWIENIEM A ODRODZENIEM

O Polakach w Tarnopolu i na Tarnopolszczyźnie dzisiaj

 

Burzliwe wydarzenia dziejowe minionego niedawno XX wieku przyczyniły się do katastrofalnego zmniejszenia się żywiołu polskiego tak na Kresach Wschodnich w ogóle, jak i na Tarnopolszczyźnie. Przykładowo, przed II wojną światową w 40-tysięcznym Tarnopolu było 50,5% ludności polskiej. Także w całym województwie tarnopolskim wśród niemal 1 miliona mieszkańców połowę stano­wili Polacy.
 

Budynek przedwojennej poczty w Tarnopolu – obecnie mieści się tu siedziba Polskiego Towarzystwa Kulturalno-OświatowegoPo wybuchu wojny nastąpił gwałtowny proces odpolszczenia Kresów, w tym i Tarno­polszczy­zny. Zimą i wczesną wiosną 1940 r. transporty z ludnością polską pod eskortą NKWD wędrowały na wschód, żeby już nikt i nigdy nie powrócił do swoich domów i kolonii. Dokładnie 60 lat temu oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii przystąpiły do eliminacji Polaków nie tylko na Wołyniu, ale i w Ga­licji – poprzez zabijanie ludności cywilnej, palenie domów i grabież mienia. Z rąk upowców na Tarnopolszczyźnie, według bardzo niekompletnych ustaleń niestrudzonego dziejopisarza Tarnopola Czesława Blicharskiego, zginęło 14 tys. Polaków. Tragedia podtarnopolskiej wsi Łozowa, gdzie banderowcy w ciągu jednego dnia zamordowali 106 osób, do dnia dzisiejszego pozostaje w świadomości potomków ofiar niegojącą się raną. Po wojnie, na mocy decyzji poczdamskich, Polacy na Kresach znaleźli się już nie w swoim, lecz w obcym państwie. Tzw. repatriacja, trwająca z przerwami do końca lat 50., spowodowała wyjazd na zachód około 800 tysięcy Polaków, w tym niemal połowa z Tarnopolszczyzny. Według oficjalnego spisu ludności z roku 1959 pozostawało tu jeszcze 25 tys. Polaków. Notabene w następnych latach nie było już żadnych migracji ludności polskiej, ale jej liczba z każdym dziesięcioleciem gwałtownie się zmniejszała. Konsekwentnie i nieubłaganie działał sowiecki mechanizm wynaradawiania ludności polskiej, która – pozbawiona możliwości korzystania z polskie­go szkolnictwa, prasy, opieki duszpasterskiej, normalnych więzi z Macierzą – szybko zatracała swoje oblicze narodowe. Nie bez znaczenia były szykany wobec Polaków, utrudnienia w zdobywaniu dobrych zawodów i wykształcenia, co spychało ich na społeczne doły. Pozostałe trzy kościoły rzymskokatolickie: w Krzemieńcu, Hałuszczyńcach oraz Borszczowie, na skutek utrudniania przez władze były odwiedzane przez kapłanów nieregularnie, zabrania­no katechizacji dzieci itd. Około 200 kościołów i kaplic rzymskokato­lickich na Tarnopolszczyźnie zostało w czasach rządów komunistycznych wysadzonych w powietrze lub przekształconych na pomieszczenia gospodarcze czy kulturalne.

Pielęgnowanie polskości zeszło na poziom domowo-rodzinny. Mnie i mego brata, małoletnich chłopców, śp. Dziadek Mikołaj odprowadzał w Kołodziejówce do starszej pani Czubatej, byłej polskiej nauczycielki, na lekcje języka polskiego. Sprawą dla niego zasadniczą było, abyśmy wyrośli na Polaków, jak i życzenie, aby po śmierci na mogile znalazł się napis po polsku. Życie religijne skupiało się wokół figury św. Jana, gdzie Babcia zawsze zabierała nas ze sobą na modlitwy. Ciepłe majowe wieczory, odblask świec oraz modlitwy i śpiewanie pieśni religijnych przez staruszków, a także pokorne oblicze św. Jana do dziś dnia tkwią mi w pamięci. Z perspektywy czasu mogę dzisiaj stwierdzić, że chyba żadne ateistyczne histerie władzy nie były w stanie zupełnie zagłuszyć czy wyeli­minować polskiego i katolickiego wychowania w rodzinie.

Zawsze wielkim wydarzeniem było świętowanie Bożego Narodzenia i Wielkanocy, mimo że oficjalnie, w szkole czy w pracy, ich nie respektowano. Ja, jak i chyba całe moje pokolenie, doskonale nauczyliśmy się sztuki „podwójnego życia” – jednego w domu i drugiego poza nim. Nietrudno się domyślić, gdzie byliśmy sobą.

Jeszcze większy wymiar ta „podwójność” miała w dziedzinie poli­tycznej. Od rodziców dowiedziałem się o pakcie Ribbentropp–Mołotow i tragedii katyńskiej i nauczyłem się poza hałaśliwą propagandą właściwie odczytywać sens sowieckiej polityki. Tym samym upadek komunizmu i ujawnienie koszmarów naszej historii nie było dla mnie szokiem i załamaniem, jak u niektórych moich znajomych.

Nawrót polskości ujawnił się na przełomie lat 80/90. Zaczęło się od odrodzenia życia religijnego. Najpierw zelżenie reżimu podczas gorbaczowowskiej „pierestrojki”, a później upadek ko­muny, pozwoliły Polakom na podjęcie starań się o rejestrację para­fii oraz o zwrot czy budowę świątyń katolickich. Generalnie władze nie ut­rudniały sprawy, choć nie obeszło się bez zadrażnień. W Tarnopolu jedyny ocalały podominikański kościół, gdzie znajdowała się dotąd galeria, został oddany cerkwi grekokatolickiej, a żądania rzymskich kato­lików zostały zignorowane. Dla nas w Tarnopolu przez kilka dobrych lat funkcję kościoła spełniała cmentarna kapliczka. Od 2 lat zaczęto budowę nowej świątyni, a w domu parafialnym już odbywają się nabożeństwa. W województwie tarnopolskim dzisiaj istnieje ok. 70 pa­rafii, obsługiwanych przez 40 księży, w tym misjonarzy z Pol­ski. W większości, jak można wnioskować na podstawie sondaży, msze św. odbywają się w języku polskim, który miejscowym wyznawcom odpowiada jako najbardziej zrozumiały. Próby ukrainizacji też mają miejsce, co spotkało się z niejednakową oceną.

Polskie Towarzystwo Kulturalno-Oświatowe powstało w Tarnopolu wiosną 1990 r. Liczba jego członków ciągle rośnie i w chwili obecnej wynosi ok. 500 osób. Spis ludności z 1989 r. pokazał, że w województwie tarnopolskim zamieszkiwało ok. 8 tys. Polaków, w tym 1,7 tys. w samym Tamopolu. Ostatni spis z 2001 r. wykazał nas tylko 5 tys., co na pewno nie odzwierciedla prawdziwego stanu rzeczy.

Towarzystwo od pierwszej chwili istnienia dążyło do za­sygnalizowania swego istnienia oraz przyciągnięcia do siebie Polaków. Regularnie odbywają się spotkania, odczyty i wieczory poświęcone sprawom narodowym i kulturalnym. Od 1994 r. posiadamy – na zasadzie dzierżawy od władz miasta – pięciopokojowy lokal o powierzchni 60 m kw. w centrum Tarnopola. Przy naszej siedzibie powstała sobotnio-niedzielna szkoła języka polskiego. Obecnie uczy się w niej 92 dzieci, a zajęcia prowadzi nauczycielka z Polski. Wszelka pomoc dydaktyczna, jak podręczniki, tablica, lek­tury, pochodzi z Polski. Do dyspozycji mamy audio- i wideokasety.

Prawdziwą naszą chlubą jest biblioteka, która zajmuje jeden pokój i liczy około 3,5 tys. książek, pochodzących z darów ludzi i instytucji w Polsce. Ciekawe, że wśród czytelników mamy nie tylko Polaków, ale i miejscową inteligencję ukraińską, która żywo interesuje się litera­turą polską. Towarzystwo patronuje placówkom nauczania języka polskiego w pięciu tarnopolskich szkołach ogólnokształcących, gdzie prowadzone jest naucza­nie w trybie fakultatywnym. Język polski wykładany jest również się w Aka­demii Gospodarki Narodowej oraz w nowo powstałym Instytucie Technologii Społecznych i Informacyjnych.

W dwóch tarnopolskich uczelniach – Państwowym Uniwersytecie Pedagogicznym oraz Instytucie Oświaty Pedagogicznej – istnieją polonistycz­ne kierunki studiów. Towarzystwo dostarcza im materiały dydaktyczne, pomaga przy wyjazdach studentów na praktyki do Polski.

Przy Towarzystwie w Tarnopolu działa także Koło Młodzieżowe, które organizuje konkursy poezji polskiej, wieczory muzyczne, kursy komputerowe, wycieczki i obozy krajoznawcze.

W roku bieżącym przy pomocy drużyny harcerskiej z miasta Żary zainicjowano utworzenie grupy harcerskiej w Tarnopolu. W tym celu in­struktorzy z PoIski przeprowadzili kurs zapoznawczy na temat harcerstwa i zajęcia szkoleniowe dla młodzieży tarnopolskiej. Niebawem mają się odbyć wspólne obozy w Polsce i na Ukrainie.

Członkowie Towarzystwa od lat opiekują się mogiłami polskimi na Cmentarzu Mikulinieckim. Pięć lat temu towarzyszyliśmy ekipie z ówczesnej Wyższej Szkoły Pedagogicznej* w Rzeszowie przy pro­wadzeniu inwentaryzacji tego cmentarza. Materiały w formie książkowej oddano do druku i oczekujemy na jej ukazanie się.

Od 1997 roku, zawsze na początku września, Towarzystwo w Tarnopolu gości Rodaków z całej Polski – byłych mieszkańców miasta nad Seretem i oko­lic. Znamienne, że razem z nimi coraz częściej przyjeżdżają dzieci i wnukowie, którzy urodzili się już na nowym miejscu zamieszkania. Współpraca i kontakty międzyludzkie pozwalają nam z jednej strony utrzymywać polskość, poczucie przynależności do narodu polskiego, a z drugiej – ciągle pamiętać o miejscu urodzenia, swoistej Małej Ojczyźnie, jej tradycjach i historii.

Staraniem Towarzystwa telewizja ­w Tarnopolu retransmituje przez 4–6 godzin na dobę programy Polsatu i TV Polonia. Gazeta miejska „Weczirnij Ternopil” raz na dwa miesiące udostępnia swoje łamy dla materiałów o życiu mniejszości polskiej oraz o polskiej kul­turze. O życiu Polaków w Tarnopolu pisaliśmy także w „Dzien­niku Kijowskim”, „Gazecie Lwowskiej”, piśmie kijowskim „Krynica” i in.
 

Poza centrum wojewódzkim towarzystwa polskie istnieją w Krzemień­cu, Czortkowie, Zbarażu, Podwołoczyskach, Skałacie i Starym Skałacie. W Brzeżanach i Trembowli wyłoniły się grupy inicjatywne, które dążą do założenia towarzystw.

W swojej działalności Polskie Towarzystwo w Tarnopolu ma też pewne trudności. Dotyczy to przede wszystkim braku środków. Państwo ukraiń­skie w żaden sposób nie pomaga nam materialnie. Utrzymanie biura i wspieranie przedsięwzięć odbywa się wyłącznie na koszt własny, czyli ze składek naszych członków. Odczuwamy brak mebli w lokalu, faksu, 1–2 komputerów z drukarką...

W ostatnich latach zmniejszyła się liczba miejsc dla dzieci wy­jeżdżających na kolonie do Polski. Szukanie prywatnych dróg do za­łatwienia kolonii na razie nie przyniosło skutków.

Nie ma prawie dnia, żeby chociaż jedna osoba nie odwiedziła sie­dziby Towarzystwa. Wśród interesantów można zauważyć nie tylko naszych człon­ków, ale również miejscowych ludzi narodowości ukraińskiej oraz gości z Polski.


 

* Obecnie Uniwersytet Rzeszowski

 

 


HENRYK STROŃSKI, ur. 1952 w Panasówce k. Skałatu. Studia historyczne i doktorat na Uniw. Lwowskim, habilitacja na Uniw. Warszawskim. Pracuje na Uniwersytecie Technicznym oraz w Instytucie Technologii Socjalnych i Informacyjnych w Tarnopolu. Autor ponad stu publikacji, m.in. Polski rejon narodowościowy na Ukrainie w latach 1925–1935 (1997), Represje stalinizmu wobec ludności polskiej na Ukrainie w latach 1929–1939 (1998), Polacy w Kijowie (2002). Jest działaczem i prezesem Polskiego Towarzystwa Kulturalno-Oświatowego w Tarnopolu.