Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017

Jan Sas Zubrzycki, Z DZIEJÓW PIERWOTNYCH LWOWA

Od ponad roku prezentujemy Czytel-nikom nowe wyniki badań naszych archeologów, historyków, językoznawców i naukowców paru innych jeszcze dyscyplin w sprawie prapolskości obszaru zwanego w jego dziejach różnie – Ziemią Czerwieńską, Rusią Czerwoną, ale najsłuszniej: Małopolską Wschodnią. Wypowiedzi  i publikacje na ten temat zagęszczają się w latach dziewięćdziesiątych. Wiemy już, że we wczesnym średniowieczu, obok współtworzących nasz naród Polan, Wiślan, Ślęzan, Mazowszan i paru innych plemion prapolskich, byli także Lędzianie – to brakujące ogniwo po południowo-wschodniej stronie ziem polskich. Plemię zapomniane, bo rozpłynęło się w żywiole ruskim, który – uchodząc na zachód przed Mongołami – zasiedlił te ziemie poczynając od X wieku.

Przedstawiane w naszym kwartalniku prace polskich badaczy powstają od lat ­kilkunastu. Wypada jednak zwrócić uwagę, że już o wiele wcześniej kwestionowano w Polsce zakorzenione opinie, narzucane przez ruskich historyków (głównie Hruszewskiego), o praruskości tego obszaru. O bezpodstawności takich poglądów świadczyło wiele faktów, jednak polscy uczeni długo nie podejmowali starań o naukowe zanegowanie ruskiej mitologii w tej dziedzinie.
A jednak tacy śmiałkowie byli. Poniżej przedstawiamy artykuł napisany w latach 1920. przez znanego lwowsko-krakowskiego architekta i teoretyka-historyka architektury Jana Sas Zubrzyckiego. Jego wiedza nie dysponowała jeszcze tymi wiadomościami, jakie my mamy od lat 90., wykazał się jednak znakomitą intuicją i umiejętnością logicznego rozumowania. Nie zawsze traktowano poważnie jego poglądy, dziś jednak możemy z satysfakcją uznać, że nie były to pomysły pozbawione sensu. 
 
W tekście Jana Zubrzyckiego, zaczerpniętego z „Pamiątkowego przewodnika po Lwowie” (Lwów 1927), uwspółcześniliśmy pisownię i stylistykę, a także miejscami słownictwo – tam, gdzie mogłyby one utrudniać odbiór wywodu. Naszą intencją jest bowiem pełna zrozumiałość myśli Jana Sas Zubrzyckiego, który pierwszy odważył się głośno zakwestionować mało ambitną w tej materii postawę współczesnych sobie historyków polskich.

 

W książce HistorIa Miasta Lwowa dr. Fryderyka Papee’go [...] czytamy zdanie następujące: Król ruski Daniło, gdy pomyślał o po­łączeniu Chełma z Haliczem, zauważył właśnie u źródeł Pełtwi najwyższą na tej przestrzeni górę ... tu więc zbudował Daniło gród i oddał go swemu synowi, któ­remu na imię było Lew [...]. Dodaje ten uczony, iż Daniło postanowił pomyśleć o osadzie nowej i tak Gród Lwi się urodził.

Pomyślmy sobie, iż to jest cały dowód jedyny, którym nauka dzisiejsza rozporządza, aby rozpowsze­chnić i ustalić przekonanie, że Lwowa nie było przed wiekiem XIII oraz że powstanie nagłe grodu tego daje prawo wyłącznie Rusinom. Kiedy przed dwoma laty ukazał się przewodnik na Targach Wschod­nich, pouczono świat cały, jakoby we Lwowie na po­czątku byli Rusini, Ormianie, Żydzi, Wołosi, Szkoci, Niemcy, Holendrzy, a nawet Tatarzy, lecz o Po­lakach we Lwowie wcale mowy nie było! – Tak głoszą do dziś dnia przeważnie wszystkie przewodniki, wszystkie podręczniki, opisy i dzieła aż naukowe!

Dlaczegoż to tak się dzieje?... bo całym źródłem dla takich przypuszczeń jest twierdzenie zgoła ogólni­kowe, niepoparte żadnymi dowodami, jakoby król ruski Daniło nagle pomyślał o założeniu grodu i darował go wnet swojemu synowi.

Jeżeli chodzi o ścisłość, to przede wszystkim powinnibyśmy na tej podstawie głosić, że Lwów założył Daniel, a nie Lew, bo ten ostatni otrzymał gród już osadzony z ręki ojca.

Tak to powaga nauki zadowala się pozorami wprost urojonymi, byle dogodzić zachciankom. Dla zmyślenia zaś tego nie potrzeba dowodów żadnych, a zatem wystarczy rzucić ogłoszenie i już jest gród założony.

O! jakaż tu zachodzi krótkowzroczność! Raz się mówi, że Lwów założył Daniło, a potem na ślepo się powtarza, iż książę Lew gród nasz nad Pełtwią stworzył. Już ta chwiejność wystarczy dla obalenia orze­czeń niejasnych! – Lecz... wobec rozgłosu głęboko zaszczepionego nie wolno myśleć inaczej.

Tu nie chodzi o żadne walki narodowościowe, tu rozgrywać się powinna jasność prawdy i to bezwzględnej, prawdy takiej, jakaby była w zgodzie z całymi dziejami ziemi naszej.

Otóż właśnie wzgląd na owe pierwiastki najda­wniejsze każe przypominać całkiem dobitnie, że sam dr Papee we wspomnianej książce powołuje się na zapiskę Nestora: W r. 981 po nar. Chr. Pana wyprawił się Włodzimierz na Lachów i zajął grody ich: Przemyśl, Czerwień i inne grody, które są aż do tego dnia pod Rusią. – A zatem czyjeż to były ziemie, te Czerwieńskie? Nestor powiada dobitnie: Lachów! Prze­myśl, Czerwień i inne grody były już przed rokiem 981. Uczeni polscy twierdzą, jakoby Lwowa wtedy nie było dlatego, ponieważ nie ma o nim nigdzie wzmianki w rocznikach. Są atoli świadectwa o tyle ważniejsze, jak zapiski w papierach i pergaminach, iż żyją po dziś dzień w ustach narodu l przykute są do ziemi, do łona przyrody.

Podniesiemy kilka tylko znaków. Oto istnieje do dziś nazwa Łysogóry, odnosząca się do góry Wysokiego Zamku, a wiemy dobrze, iż Łysogóry zwią­zane były z naszymi grodami najstarszymi. Jest Łysogóra koło Krakowa, jest Łysogóra w Wilnie, zwana także górą zamkową, czyli Turzą (od Tura pogań­skiego), jest Łysogóra pod Kijowem, jest Łysogóra koło Kowna! Wiemy na pewno, że Łysogóry to Jasnogóry, a takie znamy po całej ziemi polskiej: Jasnogóra w Kieleckiem, na Polesiu, na Śląsku, no i Jasna Góra Częstochowska. Wszystkie Łysogóry i Jasnogóry w Polsce odnoszą się do wiary Światowida, przeto sięgają czasów bardzo odległych. Jeżeli jest tu, u źródeł Pełtwi, góra najwyższa na całą okolicę, w ta­kim razie niepodobna przypuścić, iżby nie uczcili jej nasamprzód ci Lachowie, którzy tu – wedle Nestora – mieszkali przed rokiem 981, podobnie jak święcili Polanie pod Kijowem Łysogórę, czyli Jasnogórę. Tak, jak w czasach pogańskich czczono Łysogórę najgłośniejszą koło Nowo-Słupi w Sandomierskiem. Jest to w ogóle kult najstarszy na świecie, odnoszący się do uwiel­bienia Boga z wyniosłości najwyższej na danej ziemi.

Tuż obok Łysogóry jest góra Lwia, znana pod tą nazwą w ustach narodu, jakkolwiek piaskarze lwowscy przezwali ją piaskową podczas rozbudowy Lwowa za rządów austriackich. Jak musi być staro­dawna ta nazwa Góry Lwiej, skoro wiemy wedle Dłu­gosza, że morze Czarne w zamierzchłej starożytności nazywano morzem Lwim (Mare Leoninum). A zatem góra Lwia w takiej nazwie istniała dawno przed księ­ciem Danielem!

Ostatecznie nazwa grodu jako Lwów nie jest wyjątkowa. Jest Lwów, Lwówek koło Gostynia, Lwów na Śląsku, Lwówek koło Szczerca, Lwowo koło Płocka itd. Mógł być Lwów pod górą Lwią nad Pełtwią, zwłaszcza, iż nazwa Czer­wień u Nestora właśnie do tego grodu Lwiego od­nosić się musiała w pierwszej linii.

Za starodawnością osady, choćby pośród bo­rów i lasów, mówi wyraziście nazwa pola Światowidzkiego, przezwanego tuż obok góry Lwiej Kajzerwaldem za cesarza austriackiego. Jakie to wołanie rozczulające, gdy lwowiak zapomniał o polu Świato­wida, a pamięta cesarza – Kajzera!... Rażą nas napisy łacińskie z czasów Austrii na budowlach, a nie sta­ramy się wykorzenić Kajzerwaldu.

Skoro więc była Jasnogóra nad Peltwią, tuż niedaleko Czarnogóra (koło Brzuchowic), skoro była góra Lwia i Pole Światowidowe, musieli tu być lu­dzie, którzy nazwania owe przykuli do ziemi. Byli to Polanie, czyli Lachowie, którzy w taki sam sposób nazywali wszystkie wyniosłości po całej Polsce.

Wywód ten zmierza do celu, aby wykazać, że Lwów musiał istnieć na wiele wieków przed księciem Danielem i księciem Lwem!

Sam kronikarz Dionizy Zubrzycki na samym początku swojego dzieła wyraźnie orzeka, że książę Daniło i Lew odbudowali Lwów po spaleniu i znisz­czeniu, a nie założyli. Dlaczego tego nie chce uznać nauka polska?... To bardzo dziwne.

Na przedmieściu Żółkiewskim Lwowa stoi cerkiew pod nazwą Piątnicy, chociaż architektura jej zgoła cerkwi nie przypomina, tylko kościół staroromański. Nazwa Piątnicy wiąże się z budowlą pierwotną tu stojącą, którą odnieść musimy do cza­sów przed wiekiem XIII. Tu musiał być Czerwień jako Lwów najstarszy. Na Krakowskiem zaś duma zabytek sędziwy, kościółek św. Jana Chrzciciela, pamiętający czasy św. Jacka Odrowąża. We wnętrzu tego kościółka ponad tęczą wisiał obraz Matki Boskiej Często­chowskiej, tu z Kijowa przywieziony. (Patrz dzieło K. Widmanna: Kościół św. Jana Chrzciciela), Ks. Łobeski przytoczył ustęp z aktów ka­pitulnych, wedle którego kościół św. Jana Chrzciciela, jako najstarszy, widocznie musiał być zbudowany za św. Jacka Odrowąża, skoro już w r. 1250 objęli go w posiadanie Bazylianie i wówczas to obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, pochodzący wprost ze skarbca kijowskiego, starszego o wiele od książąt ruskich, prawdopodobnie przywieziony tutaj za powrotem św. Jacka z Kijowa i tu złożony, dostał się chwilowo w ręce Bazylianów. Wszystko to świadczy o istnieniu miasta Lwowa przed księciem Lwem.

Jest jeszcze jeden dowód starożytności, także bardzo doniosły. Oto kościół Matki Boskiej Śnieżnej, który po wielorakich przeróbkach właściwie nie ma żadnej wartości, ale za to w rzucie poziomym, niewzruszalnym, objawiają się znamiona, należące wy­łącznie do architektury polskiej. Niepodobna przypuścić żadnym sposobem, aby kościół ten budować mieli jacyś przybysze Niemcy, jak to głosi nauka polska, gdyż długość nawy równa długości części kapłańskiej, tęcza pomiędzy nimi, cztery okna po każdej stronie nawy głównej i wieża na przedzie to właściwości ko­ściołów duninowskich z wieku XII, związane z kościołami granitowymi Polski i Łuźyc.

Rozważmy teraz sposobem wypadkowym, co to oznacza wszystko razem? Że gród Czerwień, jaki przytacza sam Nestor, to pewnie gród pod górą Lwią z czasów pogańskich, a zatem z okresu sztuki i oświaty sarmackiej, o której nic mówić nie wolno, bo Sar­matów poczytują dziś za barbarzyńców najdzikszych. Jeżeli wzmianki stare wspominają piątnicę św. Bar­bary, to bynajmniej nie oznacza ta nazwa stylu cer­kiewnego lub bizantyńskiego, albowiem piątnica, z pięciu kopuł złożona, stała się właściwością sztuki nie ruskiej, lecz sztuki wschodniej, a potem i całej zachodniej. Kościół św. Piotra w Rzymie Bramantego, a później Michała Anioła ma pięć kopuł, jest oparty o piątnicę sarmacką!...

 

Mapka wzniesień po płn. stronie Lwowa. Od lewej: Łysa Góra i góra zamkowa, dawniej rozdzielone, dziś tworzą jedną górę – Wysoki Zamek (po zasypaniu dzielącej ich dolinki). Dalej na prawo Góra Lwia, znana nam jako Góra Piaskowa. Mapka opracowana przez A. Czołowskiego, 1890 (wg O. Czerner, Lwów na dawnej rycinie i planie, 1997). Tytuł mapki należy dziś uznać za nieprecyzyjny, ponieważ pokazuje ona stan z czasów dawniejszych niż ruskie

 

A zatem – zebrawszy to razem, okazuje się nam najwidoczniej, że gród Lwi, czyli Lwów pod górą Lwią, to miasto o wiele starsze jak książęta ruscy. Nic za­prawdę nowego nie powiadamy, tylko powołujemy się na twierdzenie kronikarza Dionizego Zubrzyckiego, który w r. 1844, z początku samego dzieła, mówi stanowczo, że Lwów należy do miast, których początek i nazwa nikną w niedostępnej sta­rożytności w czasach przedchrześcijaństwa.

Jakkolwiek nie możemy tu szeroko nad tą rze­czą się rozwodzić, jednak niepodobieństwem jest nie dodać uwagi ostatniej, że Długosz na sa­mym początku Dziejów Polski tak powiada:

Lwów, trzecia stolica Polski, którą za Włady­sława III, Króla Polskiego z Halicza, do miasta tego przeniesiono. Znakomita jest dwoma zamkami, zamożna w towary, które morzem Czarnym spławiane tu latem przywożą.

Zadziwiać to nas może, dlaczego nikt o tym nie chce wspomnieć, a jednak dowód to jeden z naj­ważniejszych dla wykazania, iż Lwów jako gród nie tylko istniał przed wiekiem XIII, lecz nawet był już wtedy tak wielki i tak potężny, że posiadał aż dwa zamki, ściśle wedle praw i zwyczajów czysto polskich; prócz tego był zamożny wskutek ogniska na wielkiej drodze handlowej – od morza Czarnego, czyli Lwiego, przez gród Lwi, aż do Gdańska. Ta droga kupiecka istnieć musiała jeszcze nawet w czasach przeddziejowych, albowiem tędy głównie szedł bursztyn z Pomorza nad morzem Sarmackim, czyli Białym, aż do .Egiptu i na starożytny Wschód, przez morze Czarne. Już Homer opisuje z lubością naszyjniki bursztynowe u trojanek, już za faraonów egipskich używany był bursztyn do wykła­dania nim obelisków i do rzeźb skarabeusza. Już wtedy drogą przez Lwów szedł ten wątek kosztowny aż do Persji i Babilonii. Dlatego jest to prawdą całkiem pewną, iż już za Władysława III Laskonogiego, panującego od 1202 do 1228 r., przeniesiono na ziemi ruskiej stolicę z Halicza do Lwowa. Niektórzy usiłują pogląd ten obalić naciągniętym twierdzeniem, jakoby to przeniesienie miało nastąpić dopiero za króla Władysława Warneńczyka, od 1434 do 1444 r. berłem władającego. Jest to nieprawda, albowiem Kazimierz Wielki zdobywał Lwów, a nie Halicz, a królowa Jadwiga odbywała wjazd uroczysly do Lwowa, a nie do Halicza, gdzie – tu, we Lwowie, witano ją najserdeczniej. Ostatecznie wiemy na pewno, że już w r. 1350 starostą polskim najpierwszym we Lwowie był „pan” Otto Pilecki z Pilczy, a w r. 1368 Jan Kmita. O żadnym Rusinie staroście lwowskim riie słychać. Przeciwnie, dzieje mówią o Spytkach, Odrowążach itd. Odnośnie do dwóch zamków lwowskich: rządzili we Lwowie już w stułeciu XIV dwaj starostowie, co upewnia nas w przekonaniu, że Lwów był przed Władysławem Warneńczykiem stolicą (zapewne od r. 1202 do 1206) catej ziemi ruskiej, czyli województwa ruskiego.

Na taki Lwów przebogaty i wspaniały przypadły wojny z Tatarami około r. 1241, toteż w połowie wieku XIII znikł i spustoszał Lwów czysto polski, zaś około r. 1250, władzę swoją usadowił tu książę Daniło, a potem książę Lew.

Nie jest to rzecz nieznana, którą tu poruszamy, wszak Celariusz w r. 1659 w dziele: Nova descriptione regni Poloniae podał niezawodnie wedle dawnych wiadomości, iż Leon Książę Lew (na żądanie Tatarów pod wodzą Borundaia) kazał zburzyć warownie Lwowa i Chełma, zatem istniejące od niepamięci. Wówczas to odbudowanie Lwowa nazwano założeniem, które pokutuje do dziś dnia jako złowróźba nieszczęsna a niezgodna z prawdą.

Karamzin mówi wyraźnie, iż w r. 1257 pożar miasta Chełma widać było ze Lwowa. Musiały być te grody obydwa w nazwach swoich dobrze znane, jako już od niepamięci zbudowane i osiadłe dobrze, skoro zapisek taki nic nie wspomina o nowym zdarzeniu, jakoby ten Lwów miał być nagle zamieszkały. Powstanie nagłe Lwowa byłoby zdarzeniem o wiele głośniejszem niż zwyczajny pożar i ten kro­nikarz niechybnie byłby tu uwydatnił taki wypadek bardzo osobliwy – a jednak nie uczynił tego. Bo pożar Chełma w r. 1257 było widać ze Lwowa już wielkiego i dawnego!


 

Ustępliwość nasza na każdym kroku sprawia to, że prawda oczywista schodzi na miejsce ostatnie, a naprzód występują urojenia, przede wszystkim po­trzebne dla polityki!...

Książę Lew nie założył, ale zniszczył Lwów, jak Dionizy Zubrzycki twierdzi, spalił, zburzył i opanował, a dopiero potem Lwów za książąt ruskich się odbudo­wywał.

Kazimierz Wielki nie zdobywał, ale odbierał Lwów i odbierał wszystkie grody Czerwieńskie.

O znaczeniu wybitnym Lwowa głosi ta oko­liczność, że arcybiskup lwowski w Senacie Polski zasiadał tuż zaraz po arcybiskupie gnieźnieńskim, gdy ten ostatni zajmował prawicę – tamten lewicę króla.