Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

NOWE KSIĄŻKI

— W ostatnim czasie ukazała się cała seria ksiąg pokaźnych rozmiarów, omawiających różne tematy historii Kościoła na naszych wschodnich ziemiach. W CL 4/03 omawialiśmy dwie takie książki, wydane przez ks. dra J. Wołczańskiego, teraz mamy przed sobą Dzieje kościoła i klasztoru Ojców Bernardynów w Zbarażu (1628––1946), napisaną przez o. Józefa Kachela OFM (Wydawnictwo Calvarianum, Kalwaria Zebrzydowska 2001).

Wielu naszych Czytelników zna zapewne wspaniałą świątynię zbaraską, zdewastowaną przez barbarzyńców XX wieku, dziś przywracaną do stanu używalności (co nie oznacza, że do dawnej świetności). Sprawa nie jest łatwa, bo potężna budowla doznała pęknięć, powodujących rozchodzenie się struktury bryły kościelnej.

Księga ks. Kachela obejmuje 7 rozdziałów, z których I, IV, V i VI dotyczą historii prowincji bernardyńskiej od XVII w., spraw organizacyjno-zakonnych i duszpasterskich. Rozdział II mówi o historii Zbaraża, poczynając od położenia geograficznego. Warto tu dodać, iż Zbaraż leży w obrębie Miodoborów (zob. CL 3/98, Słownik), pasma wzgórz, które właśnie w tym rejonie przybierają charakter niemal górski. Położenie to nie mogło nie mieć wpływu na najdawniejsze dzieje osiedleńcze.

Ciekawy i dający dużo do myślenia jest przytoczony w książce wywód nazwy miasta: pochodzi od słowa zboręż (miejsce błotniste, bagienne), a pierwotna osada nazywała się do ok. X w. – wg badacza ukraińskiego J. Rudnickiego – Sbaręż*, potem przekształcona na brzmiący z ruska Sbarjaż**, a od przełomu XIV/XV w. brzmi Zbaraż***. Warto byłoby przy okazji zasięgnąć opinii prof. J. Nalepy co do narzucającego się l ę d z i a ń s k i e g o pochodzenia tego toponimu****.

Rozdział III to opis klasztoru i kościoła. Fundatorami w trzech fazach byli książęta Zbarascy i Wiśniowieccy, a w końcu Potoccy.

Rozdział VII omawia ostatnie (?) czasy polskiego Zbaraża, obie okupacje i exodus. Ojcu Autorowi należy się nasze uznanie, bo całe dzieło, a zwłaszcza ostatni rozdział napisane są z ducha – po polsku.


* Zapewne przed najazdem księcia kijowskiego Włodzimierza „na Lachów” (981 r.).

** Gdy było tu księstwo ruskie i trwał napływ ludności ruskiej, uchodzącej z Ukrainy przed Tatarami.

*** Gdy za Kazimierza Wielkiego ziemie te wróciły do Polski.

**** Patrz artykuły prof. J. Nalepy w CL 1 i 2/03.


— Wydanie książki, o której tu mówimy, zbiegło się z przywróceniem lwowskiej Katedry Ormiańskiej dla kultu (choć nie katolickiego) oraz do zwiedzania, jako jednego z najważniejszych i najbardziej niezwykłych zabytków naszego Miasta. Książka nosi tytuł: Katedra Ormiańska we Lwowie. Dzieje archidiecezji ormiańskiej lwowskiej, a jej autorem jest Jurij Smirnow, którego zainteresowanie dla polskiej historii i kultury obserwujemy od szeregu lat. Książka ukazała się w Wydawnictwie „San Set”, Przemyśl–Lwów 2002.

W książce omówiono na początku pierwociny Kościoła ormiańskiego we Lwowie. Pierwszy kościółek drewniany wzniesiono zapewne w XII wieku, wyprzedzając znacznie powstanie tu biskupstwa ormiańskiego, co nastąpiło ok. połowy XIV w., za czasów Kazimierza Wielkiego. Kościół katedralny budowano w jego najstarszej postaci (dzisiejsze prezbiterium) od lat 60. XIV w. Jego budowniczym był architekt włoski, wywodzący się z Krymu*, Dorchi (Dore, Dorc, przez Niemców lwowskich nazywany Döring**). Niewielki kościół katedralny był budowlą o formie charakterystycznej dla świątyń kaukaskich (Armenia i Gruzja), przeniesionej następnie na Krym i inne rejony wokół Morza Czarnego i Anatolii (dzisiejsza Turcja).

W 1630 r. biskup ormiański we Lwowie Mikołaj Torosowicz zerwał z ortodoksyjnym kościołem w Armenii (ze stolicą w Eczmiadzinie) i przeprowadził unię swojej polskiej diecezji z Rzymem, tworząc tym samym Kościół ormiańsko­katolicki. Od czasu unii do II wojny światowej Kościołem tym rządziło kolejno 12 arcybiskupów.

W XVII w. nastąpiła rozbudowa katedry. Przed frontem dotychczasowego kościółka dobudowano obszerną, prostokątną nawę, dochodzącą niemal do ulicy Krakowskiej.

Druga część książki omawia XX-wieczne rządy abpa Józefa Teodorowicza (1902–
–38), podjętą przezeń dalszą rozbudowę katedry oraz powstanie w latach międzywojennych niezwykłej polichromii malarza Jana Rosena.

Na koniec opowiada autor o losach polskiego Kościoła ormiańskokatolickiego i jego lwowskiej katedry w czasie II wojny i po niej.


* Na Krymie były liczne kolonie włoskie, związane z handlem ze wschodem, przede wszystkim genueńskie.

** Przypomnijmy, że Niemcy byli zawsze obecni w nowo powstających i rozwijających się miastach polskich w średniowieczu i później (szczególnie w Krakowie) i zajmowali w nich najwyższe stanowiska. W handlu międzynarodowym i rzemiośle artystycznym przodo­wali Ormianie. Polacy w tym czasie parali się pługiem i mieczem.


— W księgarni natrafiliśmy na broszurkę pt. Kronika klasztoru OO. Kapucynów w Drohobyczu 1934–1946, którą na podstawie oryginału – przechowywanego dziś w Archiwum oo. Kapucynów w Krakowie – opracował o. Józef Marecki OFMCap. (wyd. Oficyna Wydawnicza „W Misji”, Wrocław 1996). Trzeba jednak zaznaczyć, że autorami Kroniki byli kolejno o. Czesław Szuber i o. Anastazy Barć.

Z Kroniki dowiadujemy się, że klasztor kapucyński w Drohobyczu został erygowany w 1934 r., a zakon otrzymał niewykończony jeszcze kościół na Wójtowskiej Górze, budowany od 1914 r. Kapucyni go wykończyli i rozpoczęli budowę klasztoru. Zamierzenia przerwała II wojna, a w 1946 r. zakonnicy musieli opuścić swoją drohobycką placówkę.


— Tytuł książki może nam się na pierwszy rzut oka wydać zabawny: Lwów utrapiony in anno 1704. Ale przekładając z polskiego na nasze, zrozumiemy że chodzi o wielkie strapienie, które dotknęło Lwów dokładnie przed 300 laty: zajęcie miasta przez Szwedów, co zresztą wyjaśnia dopełnienie tytułu: ... albo Dyjarjusz wziętego Lwowa przez króla szwedzkiego Karola XII die 6 mensis Septembris anno 1704. Spisał to Jan Tomasz Józefowicz, ksiądz kanonik lwowski, doktor filozofii i autor paru dzieł historycznych. Żył w latach 1662–1728, a był synem lwowskiego kupca Stanisława i Krystyny z Szymonowiców.

Zdobycie Lwowa przez Szwedów i krótki ich tam pobyt był klęską, z której miasto nie podniosło się właściwie do końca swojej wolności, tzn. do I rozbioru (1772). Nigdy wcześniej nie był zdobyty. Historycy piszą, że to, czego nie mogły dokazać krociowe zastępy tatarskie, wołoskie, kozackie, moskiewskie i tureckie, dokazało kilkuset szwedzkich dragonów. Dokonała się wtedy ostateczna ruina Lwowa, a z nią upadek jego sztuk i rękodzieł. Gród niegdyś tak ludny i bogaty, w wieku XVIII przedstawiał obraz nędzy i strasznego zaniedbania. Te właśnie tragiczne dni opisał Józefowicz. Nie pominął grabieży dokonanej przez szwedzkich okupantów.


Tekst opracował Piotr Borek z krakowskiej AP, wydało Collegium Columbinum (Kraków 2003).


— We wstępie do omawianej tu książki – wydanej po raz pierwszy w 1925 r. – poinformowano, że wznowienie tego studium było pragnieniem Pani Karoliny Lanckorońskiej i ona ten reprint sfinansowała. Książka nosi tytuł: Polityka ruska Kazimierza Wielkiego, a jej autorem był wybitny mediewista Henryk Paszkiewicz* (wyd. Towarzystwo Naukowe „Societas Vistulana”, Kraków 2002).

Studium H. Paszkiewicza omawia dzieje i problemy Króla, związane z opanowywaniem na nowo tzw. Rusi Halickiej. Przedstawia liczne i długotrwałe utarczki z częścią bojarstwa ruskiego (inna część poparła króla polskiego niezwłocznie – o tym już pisaliśmy), z Litwą, Węgrami, a nawet... Mazowszem, które wtedy jeszcze nie wchodziło w skład królestwa polskiego.

Przypominamy, że Ziemia Czerwieńska została zaanektowana w 981 r. przez księcia kijowskiego Włodzimierza Wielkiego i zaludniona przez Rusinów. Ci bowiem uchodzili ku zachodowi z rdzennych ziem ruskich przed Tatarami, którzy – sprawy te dobrze znamy – podporządkowali sobie całkowicie Ruś Kijowską, lecz ich panowanie w mniejszym stopniu dotykało Rusi Halickiej. Skutkiem napływu elementu ruskiego dotychczasowi mieszkańcy tej ziemi – Lędzianie – albo wyginęli albo ulegli asymilacji z coraz liczniejszym żywiołem ruskim.

Wywody autora, co ciekawe, w dużej mierze stanowią polemikę z czołowym (jedynym poważniejszym?) historykiem ukraińskim przełomu XIX/XX w. Mychajłem Hruszewskim (Gruszewskim) i prostują jego liczne, a nie znajdujące podstaw źródłowych ustalenia i poglądy, które zmierzały do dezawuowania faktów niekorzystnych dla racji ukraińskich.

* Niestety w nowej edycji książki ani słowem nie wyjaśniono, kim był autor i gdzie ją po raz pierwszy wydano.


— Miłośników starej poezji polskiej – szczególnie Franciszka Karpińskiego – oraz pieśni kościelnych opartych na utworach tego poety zainteresuje zapewne opracowanie ks. Antoniego Reginka pt. Wybór pieśni nabożnych Franciszka Karpińskiego oraz psalmów w jego tłumaczeniu, wydane w Katowicach (2002) dla uczczenia 175. rocznicy śmierci i 260. rocznicy urodzenia poety z Pokucia (1741–1825). Słowo wstępne napisała prof. Maria Pawłowiczowa, od której książkę w prezencie otrzymaliśmy. Bardzo dziękujemy.

W tomie znalazło się prawie 40 utworów wraz z nutami. Ciekawe, że autorzy nut w większości nie są znani. Karpiński wykorzystywał podobno używane w jego czasach melodie albo były one później dokomponowywane np. przez organistów (zdarzają się po dwie wersje melodyczne, prawdopodobnie różnych niewiedzących o sobie autorów) i w takiej formie trafiały do śpiewników kościelnych. Melodia słynnej kolędy Bóg się rodzi została oparta podobno na dawnym polonezie koronacyjnym królów polskich, znanym od czasów Stefana Batorego.

Pieśni Karpińskiego miały wiele wydań, a pierwsze ukazało się w 1792 roku. Warto je polecić polskim chórom działającym w Mało­polsce Wschodniej (ale nie tylko!). Apelujemy więc do Wydawców i Księdza-Autora: wyślijcie parę egzemplarzy do Kołomyi, Stanisławowa, Lwowa, Sambora...

— Oddział Buczacz Towarzystwa Miłośników Lwowa i KPW wydał książkę autorstwa Zbigniewa Żyromskiego pt. Miasto kresowe. Monasterzyska wczoraj i dziś (Wrocław 2003, dofinansowana przez Radę Ochrony Pamięci WiM). Książka ta, bogato ilustrowana, jest nie tylko albumem, posiada bowiem ciekawy opis historii miasta autorstwa Z. Żyromskiego i Janiny Maskulania (z d. Chaszczewicz). Znajdujemy tu historię Podola do lutego 1945 r., kiedy to w następstwie układu jałtańskiego nastąpiła zmiana granic i ekspatriacja ludności polskiej z ziemi ojczystej. Kalendarium miasta Monasterzyska zawiera daty od 1366 r., gdy Kazimierz Wielki przyłączył Podole do Polski. Są tam wydarzenia zarówno lokalne, związane z bujnym życiem tego niewielkiego miasta, jak też zdarzenia o znaczeniu ogólnokrajowym. Wśród wiadomości podanych w zwięzłym stylu są fakty wstrząsające, jak pamiętny 17 września 1939 r. czy informacja z datą 4 lipca 1941 r. – Niemcy wkraczają do Monasterzysk, i 6 lipca 1941: Metropolita Lwowski obrządku greckokatolickiego Andrzej Szeptycki zarządził modlitwy dziękczynne za wyzwolenie Ukrainy. Z 1940 i 1941 r. relacje o kolejnych czterech zsyłkach na Sybir, w 1942 informacja o łapankach Żydów. Rok 1943 przynosi wiadomości o przerażającej działalności UPA. Rok 1945 to ekspatriacja ludności Monasterzysk wraz z księdzem i zamknięcie kościoła.

Liczne reprodukcje pocztówek i zdjęcia ilustrują bogate życie gospodarcze i kulturalne miasta. Był tu kościół, cerkiew grekokatolicka, synagoga, kilka szkół i żydowski cheder, budynek „Sokoła” i „Proświta”. Fabryka tytoniu dawała zatrudnienie wielu mieszkańcom miasta. Funkcjonowały różne organizacje społeczne, jak Oddziały Strzeleckie, Przysposobienie Wojskowe Dziewcząt i Chłopców, Harcerstwo, teatr amatorski, orkiestra dęta.


Kościół pw. Wniebowzięcia NMP – późno­barokowy, na zewnątrz nieciekawy, miał bardzo piękne i bezcenne wnętrze. Były w nim dwa cudowne obrazy: Matki Boskiej i św. Rozalii. Najcenniejsze były rzeźby Jerzego Pinsla i Antoniego Sztyla, o wielkiej wartości artystycznej. Główny ołtarz zdobiły figury Archanioła Michała i Anioła Stróża, w bocznych ołtarzach figury św. Anny i św. Joachima oraz proroków Dawida i Abrahama. Bardzo bogato zdobione były ambona i chrzcielnica. Większość tych rzeźb została zniszczona, co jest ogromną stratą dla naszej kultury. Na elewacji kościoła zachowały się tablice pamiątkowe poświęcone Trzem Wieszczom.

W 1939 r. miasto liczyło 7800 mieszkańców. Polacy stanowili tu 69%, Żydzi 20%, Rusini 11%. Obecnie miasto ma 10 tys. mieszkańców, przy czym ok. 70% stanowią Łemkowie, przesiedleni tu po akcji „Wisła”. Dawni, ekspatriowani mieszkańcy Monasterzysk pielgrzymują do Bogdanowic (k. Głubczyc na Opolszczyźnie), gdzie od 1953 r. znajduje się cudowny obraz Matki Boskiej Bolesnej z Monasterzysk. Obraz św. Rozalii zaginął. (MW)


— Profesor Jerzy Kowalczuk zadziwia nas coraz bardziej. Nie dość, że – nie licząc swoich zainteresowań zawodowo-naukowych, czyli geofizyki – wydaje kolejne książki o szkołach lwowskich XIX/XX wieku, że redaguje własne czasopismo „Informacje / Ulica na Bajkach” (omawiane w CL 4/96 i 4/03), a jeszcze wydał obszerny tom poświęcony lwowskiej rodzinie d e B a r b a r o. Miał do tego powód szczególny: to rodzina jego matki (Jadwigi z de Barbaro Kowalczukowej), ale rodowód ten – z uwzględnieniem wielu rodzin spokrewnionych, spowinowaconych czy skoligaconych – jest doskonałym przyczynkiem do panoramy lwowskiej
(i nie tylko lwowskiej) społeczności. Opracowanie trafia więc w zainteresowania naszej redakcji, bo mozolnie konstruujemy Indeks Wschodnich Małopolan, o czym już parokrotnie Czytelników informowaliśmy, apelując o nadsyłanie informacji o ich własnych rodzinach.

Dodajmy do tego, że rodzina de Barbaro ma korzenie włoskie – weneckie, co w opracowaniu znalazło staranne wyprowadzenie od wieku XII! To też nam się podoba, bo jak Czytelnicy zauważyli, od czasu do czasu prezentujemy rodziny o obcych korzeniach, ale w Polsce – a ściślej w Małopolsce Wschodniej – osiadłe i szybko spolonizowane. Pisaliśmy o rodzinach Tyzenhauzów, Hausnerów, Riccich, Wallischów, Paparów i paru innych, niebawem przedstawimy Krusensternów.

Opracowanie Jerzego Kowalczuka nosi tytuł Rodzina de Barbaro. Rodowód rodzinny (Kraków 2003. Prawie 250 stron dużego formatu, odbitka kserograficzna wydruku komputerowego). Nie jest to jednak monografia rodu, a jedynie zbiór dokumentów (w tym licznych fotografii). Tu zauważamy więc pewną lukę informacyjną: niewiele – poza podstawowymi personaliami – dowiadujemy się o l u d z i a c h, ich pracy, dokonaniach, ważniejszych wydarzeniach życia itp. Szkoda, a może dałoby się uzupełnić, póki żyją ludzie, którzy pamiętają?

Autor kieruje następujący apel:

Wszystkich, którzy mogliby udzielić informacji o rodzinie de Barbaro, zamieszkałej we Lwowie i w Małopolsce Wschodniej do (i w czasie) II wojny światowej, proszę o kontakt listowny, telefoniczny wzgl. elektroniczny:
prof. dr hab. inż. Jerzy Kowalczuk, ul. Lublańska 24/2, 31-476 Kraków, tel. (48-12) 411-36-41; e-mail: kajot@uci.agh.edu.pl