Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Tadeusz Kukiz, Kazimierz Selda, NOWE KSIĄŻKI

Nowe książki


— Muzeum Słowackiego w Krzemieńcu otwarte! W tym numerze zamieszczamy opis tej szczególnej uroczystości. Ucieszmy się też pięknym albumikiem-przewodnikiem, wydanym z tej okazji (wydał Bogdan Rodziewicz przy wsparciu Senatu RP, Fundacji PPnW i PKO Banku Polskiego). Kolorowa broszurka nosi tytuł: Muzeum Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu, a kolejne artykuły mają kilku autorów: J. Pol pisze o historii Krzemieńca i rodzinie Wieszcza; S. Makowski o rodzinnym domu Januszewskich (dziadków Juliusza), Słowackich i Becu oraz o innych obiektach i instytucjach związanych ze Słowackim; B. Riss omawia kolejne sale nowego muzeum. W wydawnictwie jest sporo pięknych ilustracji archiwalnych i współczesnych – z tych najważniejsze w tym wypadku to zdjęcia sal muzealnych, urządzonych pięknie, jakby „pod epokę”, ale wedle założonego scenariusza.

Na końcu D. Janiszewska-Jakubek zestawia nazwiska i instytucje zaangażowane w powstanie muzeum. Trzeba wszak pamiętać, że zorganizowanie w tamtejszych warunkach czegokolwiek – graniczy
z bohaterstwem. Spotykamy się z tym na każdym kroku (patrz niżej).

— W wydawnictwie „Bosz” (2004) ukazał się album pt. Jacek Malczewski. Dzieła ze zbiorów Lwowskiej Galerii Sztuki. Okazuje się, że w magazynach dawnej Galerii Orzechowicza przy ul. Ossolińskich znajduje się 80 obrazów, głównie portretów pędzla Malczewskiego. Tytuł albumu brzmi dumnie: Ze zbiorów Lwowskiej Galerii Sztuki, a przecież to nie oni je zbierali, lecz po prostu zawłaszczyli, i nawet nie eksponują (po co im to?), nie konserwują, nie czyszczą. Autorka notatki w „Gazecie Wyborczej” z 9 VIII 04, K. Bik, pisze: ...Porządne reprodukcje ukazują też rozpaczliwy stan zachowania tych dzieł. Pal licho, gdyby tylko chodziło o rozpadające się, poobijane, krzywe ramy. Ale już podczas trwania wystawy w Arsenale [w Krakowie, z pocz. 2003 r.] widzowie zwracali uwagę na kilka rzeczy – brud i kurz na obrazach, spękaną i osypującą się warstwę malarską, miejscowe uszkodzenia niektórych płócien. Reprodukcje dowodzą, że nic się nie zmieniło. Nie jest tajemnicą, że ukraińskie muzea nie mają pieniędzy na pędzle i wodę destylowaną, a co dopiero, by zatrudnić konserwatorów czy zakupić odpowiedni sprzęt. Nieoficjalnie wiadomo, że w pierwszej kolejności starają się ratować „swoje” [!?]. A Malczewski nie jest „ich”, jest obcy [!].Trzeba więc znaleźć jakiś sposób, by pomóc Ukraińcom. Po to, by wspaniałe obrazy Malczewskiego i innych polskich artystów (też w kiepskim stanie, co pokazała niedawno wystawa „Arcydzieła malarstwa polskiego w zbiorach Lwowskiej Galerii Sztuki”) mogły kiedyś jeszcze do nas przyjechać.

— Czytelnicy – zwłaszcza w Krakowie – pamiętają zapewne książkę Zofii Stanek, wydaną przed kilkunastu laty: Listy z Syberii. Lata 1951–1957 (Wydawnictwo „Platan”, Kraków 1991). Książka ukazała się przed powstaniem naszego pisma (1995), dlatego – ustępując miejsca nowościom – nie doczekała się dotąd wzmianki na naszych łamach. Winniśmy przeto zadośćuczynienie Autorce, a właśnie teraz nadarza się okazja, bo wyszła druga część: Listy z Syberii. Aneks (to samo wydawnictwo, 2004).


Pani Zofia jest wnuczką wielkiego prezydenta Lwowa, Tadeusza Rutowskiego, lwowianką z urodzenia, wychowania i wykształcenia rolniczego (Dublany!). Za drugich bolszewików (1951) została deportowana – jako element niepożądany – za koło podbiegunowe, do Krasnojarskiego Kraju, i spędziła tam 7 lat. Pracowała w kołchozie i co parę tygodni pisała listy do przyjaciół we Lwowie, a za ich pośrednictwem – do matki, która po wojnie znalazła się po zachodniej stronie jałtańskiej granicy.


Listy Pani Zofii do lwowskich adresatów zbierał p. Adam Głażewski, a kiedy wracała z Syberii via Lwów (1957) – zwrócił jej całą paczkę. Autorka po latach je wydała, ostatnio zaś przygotowała do druku listy do matki.


Po zwolnieniu z posielenia p. Zofia osiadła w Krakowie, tu doktoryzowała się w roku 1966 i do emerytury pracowała na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest członkiem krakowskiego oddziału TMLiKPW, kilkakrotnie występowała na spotkaniach, czytając swoje wiersze (wydała kilka tomików).


Listy z Syberii Zofii Stanek są szczególne. Ujawniają jej niezwykłą postawę, która wynikła z wychowania obowiązującego


w dobrych domach, otwarcia wobec innych, nieużalania się nad własnym losem, pozytywna praca, religijność (wzorem podobnej postawy w tej rodzinie był prezydent Rutowski). Ton listów – w szczególności do matki – miał uspokajać. Są pisane tak, jakby autorka znajdowała się w sytuacji normalnej, a problemy przedstawia z dystansem, pobłażliwością, nawet humorem (to także jej osobiste cechy). Przy tym ogromna ilość ciekawych informacji o tamtym kraju, ludziach, współtowarzyszach losu.

Warto przypomnieć słowa prof. Stefana Świeżawskiego (który p. Zofię znał zapewne z młodych lat, a potem w Krakowie, po 1957 r.), przytoczone w CL 3/04, w rozmowie o J. Horodyskiej (s.15): Wisia, tak jak panie Dąmbskie, Karla Lanckorońska, pani Zofia Stanek – to były wspaniałe osoby.


— Biblioteka Narodowa wydała wspomnienia Zbigniewa Zwarycza pt. W syberyjskiej szkole (Warszawa 2004). Autor urodził się w 1936 r. w Gajach Wyżnych w pow. drohobyckim, ale od 1939 r. do dziś – z kilkuletnią przerwą na Syberię – mieszka w Winnikach pod Lwowem. Pracował w lwowskiej fabryce, jest aktywnym sportowcem-biegaczem, działaczem Federacji Organizacji Polskich nU., pisze wiersze, wielokrotnie publikowane.


Deportowana rodzina Zwaryczów (czworo dzieci!) została osiedlona na Dalekim Wschodzie – nad Angarą (wypływa z Bajkału, wpada do Jeniseju). Lata pobytu tam, widziane oczyma dziecka, zostały opisane niezwykle sugestywnie, sprawnie literacko (konsultantem autora była prof. Barbara Kryda, której działanie na rzecz kultury Polaków na Wschodzie jest nie do przecenienia!). Książka Zwarycza to jedna z najciekawszych relacji literackich z tamtych miejsc i lat.

— Już przed kilkunastu laty dotarły do nas wieści o niezwykłej kałuszance, która po zwolnieniu po odbyciu kilkuletniej deportacji na nieludzką ziemię znalazła się wraz z mężem i dwojgiem dzieci oraz rzeszą innych Polaków – w Anglii, i tam zyskała chwalebną sławę. Wtedy jednak powodów owej chwały nie znaliśmy, ale w 1987 r., w czasie dorocznej, listopadowej Mszy św. za Obrońców Lwowa, w pierwszej, ułożonej wtedy „modlitwie wiernych” w formie litanii (ta tradycja trwa w Krakowie do dziś) wymieniliśmy Walerię Sikorzynę, której droga do nieba wiodła z Kałusza przez Archangielsk, Taszkent i Londyn.


Dopiero teraz wiemy. Nadeszła do nas wreszcie – szkoda, że tylko przelotnie – książka pt. Serce w dłoniach, napisana przez Wacława Korabiewicza (wyd. „Veritas”, Londyn 1984). Jest to biografia Walerii Sikorzyny, która odznaczała się nadprzyrodzonymi zdolnościami do uzdrawiania oraz jasnowidzenia. Przymioty te ujawniły się już przed wojną, a na przełomie lat 1937/38 przepowiedziała wybuch II wojny światowej, o czym zostały poinformowane władze wojskowe.


Urodziła się w Kałuszu w 1901 r., wyszła za mąż w 1922, a w lutym 1940 r. (pierwszy etap wywózek) została deportowana ze swoją rodziną w okolice Archangielska. Pracowała najpierw przy wyrębie drzew, potem z córką w tartaku. W 1943 r. mogli dołączyć do tworzącej się armii Andersa. Po pobycie w Taszkencie, przez Persję (a mąż przez Irak) dostali się do Palestyny, zaś w 1946 r. do Anglii. Osiedli pod Londynem.


Wszędzie tam aż do śmierci słynęła opieką nad chorymi. Nigdy nie uczyła się medycyny, ale umiała stawiać trafne diagnozy i doprowadzać swymi właściwościami magnetycznymi do ozdrowień. Jej jasnowidztwo dotyczyło Waleria Sikorzyna z Prymasem S. Wyszyńskim, 1972nie tylko spraw zdrowotnych, także uczciwości w pracy i interesach. Ludzie zgłaszali się do Niej tłumnie, byli wśród nich nawet wysoko postawieni Anglicy. Jej szczególne zdolności były uznawane przez filozofów hinduskich, ale przypisywała je łasce Boskiej. Nie traktowała ich nigdy interesownie, wszystko, co czyniła, było zgodne z zasadami wiary.Wiele się modliła, szczególne nabożeństwo miała do Matki Boskiej. Pozostawała w kontakcie z księżmi, a w Rzymie spotkała się z kardynałem Wyszyńskim. Była gorącą patriotką polską.


Pracowała niezwykle intensywnie i przeżywała to, co robiła. Wyczerpanie doprowadziło Ją do śmierci w 74 roku życia. Mszę nad trumną odprawił kard. Władysław Rubin z ośmioma księżmi. W polskim kościele św. Andrzeja Boboli w Londynie w r. 1978 umieszczono tablicę Jej pamięci o treści następującej:

WALERIA SIKORZYNA 1901–1975


Wyróżniona Bożym darem jasnowidzenia,


rozpoznawania i leczenia chorób.


Życiem ofiarnym jak płomień jaśniejąc


niosła pomoc i ulgę bliźnim w ich cierpieniach


ciała i duszy, w wiernej służbie Bogu i Polsce.

— Dziwnymi drogami chodzą wydawnictwa. Niedawno książkę J. Smirnowa, żyjącego i piszącego we Lwowie, o Katedrze Ormiańskiej, opublikowano w Przemyślu (omawialiśmy ją w CL 1/04), teraz zbiorowa praca polsko-ukraińska – lecz w języku polskim – o lwowskiej fotografii ukazała się w „Centrum Europy” we Lwowie (2004). Może takie przemieszanie jest dobre i budzące nadzieję na sensowną integrację w dziedzinie kultury?


Tytuł książki brzmi: Dawna fotografia lwowska 1839–1939. Jej redaktorem naukowym jest Aleksander Żakowicz (RP), a redaktorem techniczno-artystycznym Jurij Biriulow, doskonale nam znany historyk sztuki, działający we Lwowie. Książka gruba – prawie 370 stron oraz 440 fotografii z omawianego stulecia.


W pierwszej części książki opisano pierwociny fotografii, której żywot zaczął się we Lwowie akurat w 1839 roku. Pokazano najważniejsze dagerotypy pierwszych zawodowych fotografów – dagerotypistów, a wśród nich pojawiają się nazwiska, które z innych też powodów weszły do historii lwowskiego społeczeństwa: Nahlik, Stahl...


Dalsze dzieje podzielono na epoki przed i po II wojnie światowej. W tej ostatniej przedstawiono działalność mniej i bardziej nam znanych fotografów: J. Jaworskiego, H. Mikolascha, J. Świtkowskiego, W. Romera


i in. Omówiono też zbiory fotografii lwowskiej w Muzeum Narodowym we Wrocławiu.

Przypomnijmy, że o lwowskich fotografikach i ich twórczości pisała też Janina Mierzecka – Całe życie z fotografią (Kraków 1981) oraz Ignacy Płażewski – Spojrzenie w przeszłość polskiej fotografii (Warszawa 1982).

— Zasłużona działaczka TML-owska, wieloletnia prezeska Towarzystwa w Jarosławiu, pani Jadwiga Sibiga (dziś na zasłużonej emeryturze), wydała książkę – własne wspomnienia. Niewielka książeczka nosi tytuł Tam i tu (Jarosław 2004), bo – jak nam wszystkim – życie podzieliło się na dwie nierówne połowy. Pokolenie, które większą część albo przynajmniej połowę życia spędziło w swojej Małej Ojczyźnie – już odeszło. My inaczej, w dodatku jest wśród nas wielu takich, którzy urodzili się już po ekspatriacji, a mimo to – zawdzięczając właściwej atmosferze rodzinnego domu z dobrą kresową tradycją – czują się ludźmi stamtąd.

Pani Jadwiga miała 20 lat, gdy opuściła Lwów, dziś ma lat 80. Parędziesiąt lat spędziła w Przeworsku, a od 20 lat mieszka w Jarosławiu. Z tych dwudziestu – piętnaście to wirtualny powrót do Lwowa. Praca w Towarzystwie, pogłębianie wiedzy o ojczystej ziemi i – pisanie. Jej artykuły i wiersze ukazują się od lat w kilku kresowych pismach, także w CL.

Zawartość książeczki składa się z kilku części. Otwierają ją wspomnienia lwowskie, poczynając od wybuchu II wojny aż do wyjazdu w 1944 r. Wiele tam ciekawych relacji, nawet godnych wykorzystania w filmie (opowiadanie o szpiegu niemieckim w mundurze polskiego oficera)! Druga część to kronika TMLiKP w Jarosławiu: praca w oddziale, wyjazdy do Lwowa, imprezy, zjazdy, spotkania; osobna relacja o działalności Makroregionu południowo-wschodniego. Trzecia część to różne wspomnienia oraz zbiór artykułów, które pani Jadwiga pisała. Tematy różne – lwowskie, lwowsko-jarosławskie, wspomnienia o tych, co odeszli, lecz są pamiętani (W. Szolginia, A. Lewicki, J. Masior).


Ostatnia część to wiersze. I co ważne: są to dobre wiersze, świadczące o autentycznym rozumieniu istoty poezji i sprawnym warsztacie. Nie ma natrętnych rymów, charakterystycznych dla wielu amatorów, myśl prowadzona jest zawsze ciekawie,


z trafnymi odniesieniami, a przecież Autorka nie jest profesjonalistką. Wiersze są liryczne, pełne nostalgii. Oto jeden z nich: Gdybym mogła...

Gdybym mogła z kluczem żurawi


wzbić się pod niebo wysoko,


poleciałabym do Lwowa


na miasto popatrzeć z obłoków,


by zobaczyć jak w słońcu się złocą


lwowskie ulice i domy


i usłyszeć jak wszystkie dzwony


w przedwieczornym grają koncercie.

Najczulszym ogarnąć wzrokiem


miejsca bliskie i drogie,


potem polecieć nad Łyczaków


z wiązanką kwiatów na Orląt groby.

Chwilę zatrzymać się nad domem,


gdzie beztrosko mijały lata,


bo tylko widok ten znajomy


uciszyć może moją tęsknotę.

Ale ptakiem wędrownym nie jestem,


tylko myśli me uskrzydlone


i jak żurawie szlakiem niebieskim


do miejsc rodzinnych lecą jak one.

Wiosną powrócą żurawie,


by gniazda budować na nowo,


moje myśli zostaną we Lwowie,


bo ja także powrócę do Lwowa.

Z końcem października odbyła się w Krakowie promocja książki Jadwigi P. Jadwiga Sibiga podpisuje swoje książki Sibigi, zorganizowana przez OK TMLiKPW. W programie artystycznym wzięli udział aktorka Maria Przybylska, wokalistka Jadzia Wrońska, pianista Jerzy Bożyk, prowadziła Dzidka Stopczyńska. W spotkaniu wzięła udział Autorka i jej rodzina. A książka szła jak woda...

— Od Redakcji: w CL 3/04 zamieściliśmy wzmiankę o książkach prof. Bolesława Hadaczka (lub jemu dedykowanych), poświęconych Kresom. Profesor nadesłał nam za to wszystkie pięć książek (!) – serdecznie dziękujemy! Poniżej ich omówienie, nadesłane nam przez dr. Tadeusza Kukiza, dzięki któremu o książkach tych niedawno się dowiedzieliśmy.


Autor książek pisze: Kresy to temat wielki i bolesny, wciąż inspirujący, domagający się nowych dzieł literackich, filmowych i naukowych. Ich dziedzictwo w naszej kulturze jest ogromne i wielowymiarowe. Nie należy tego dziedzictwa pomniejszać, [...] spisywać na straty, a wprost przeciwnie, trzeba je utrwalać i pomnażać.


Nie ma wątpliwości, że temu celowi służą też jego prace. W pierwszej – Kresy


w literaturze polskiej XX wieku (wyd. Ottonianum, Szczecin 1993) – zamieszczone zostały m.in. szkice o prozie i poezji kresowej okresu międzywojennego, o powieści ziemiańskiej oraz szkice biograficzne, poświęcone wybranym pisarzom, jak np. Andrzej Chciuk, Stanisław Vincenz, Andrzej Stojowski. Szczególnie poruszający jest tekst o literaturze podejmującej tematykę ekspatriacji i nostalgii za stronami ojczystymi.


W drugiej publikacji – Kresy w literaturze polskiej. Studia i szkice (wyd. Wojew. Ośrodek Metodyczny, Gorzów Wkp. 1999) – B. Hadaczek omawia m.in. literaturę kresową po 1939 r. zarówno krajową, jak i powstałą na obczyźnie; bolesny dramat kainowych nocy i dni na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej oraz zamieszcza zarys historycznoliteracki o depolonizacji Kresów. Szczególnie interesujące są szkice o małych ojczyznach w twórczości poszczególnych, wybranych pisarzy: Juliana Wołoszynowskiego o Podolu, Jarosława Iwaszkiewicza czy Józefa Łobodowskiego o Ukrainie, Mariana Hemara o Lwowie i in.


Trzecia publikacja – Małe ojczyzny kresowe. Szkice (Wydawnictwo „PoNaD”, Szczecin 2003) – ułożona została z przedruków z dwu poprzednich i uzupełniona dwoma nowymi tekstami: Ukrainofilski winokrąg* Jerzego Stempowskiego oraz Polityczna saga rodu Horynieckich (autorem tej dwuczęściowej sagi jest Józef Stryjski)**.


Niejako dopełnieniem wymienionych książek B. Hadaczka jest ułożona przez niego Antologia polskiej literatury kresowej XX wieku (wyd. Ottonianum, Szczecin 1995). Poprzedził ją dość obszernym wstępem, w którym omówił m.in. zmienność znaczeniową nazwy Kresy (pisanej dużą literą!) w różnych okresach historycznych.


W antologii pomieścił wybrane utwory 54 autorów, wśród nich 32 z Kresów południowych. Jest ona pierwszą próbą zestawienia tekstów o Kresach, napisanych w XX stuleciu; zawiera różne rodzaje prozatorskie


i poetyckie. W doborze tekstów kierował się Hadaczek też własnymi upodobaniami.

Jego celem było stworzenie literackiej panoramy Kresów minionego stulecia, utrwalenie ich w świadomości współczenych Polaków, zwłaszcza młodego pokolenia. Prezentowane w Antologii utwory zostały ułożone w dwóch podstawowych blokach tematycznych, odnoszących się do Kresów północnych oraz do południowych. Gdy chodzi o tę drugą część, z natury rzeczy nam bliższą, autorami utworów – obok tych najwybitniejszych, jak A. Kuśniewicz, W. Odojewski czy J. Stempowski i inni – są pisarze prawie nieznani (ja przynajmniej dotąd ich nie znałem), jak Stefan Pomer, Hanna Korzeniewska czy Stefan Borsukiewicz, co świadczy, iż prof. Hadaczek przedstawił w swej Antologii utwory szerokiego kręgu twórców. Wybór tekstów każdego autora poprzedzony jest krótką notą biograficzną.


Największą wartością książek B. Hadaczka jest ogromny zasób informacji o życiu na Kresach i różnych zjawiskach kulturowych w I i II Rzeczypospolitej. Dla przeciętnego czytelnika pewną niedogodnością – w niektórych partiach tekstu – są naukowe terminy, typowe dla rozpraw krytycznoliterackich. Dołączone mapy są niestety mało czytelne.


Z okazji 70-lecia urodzin prof. Hadaczka Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego opublikowało w 2000 r. obszerny tom, zatytułowany Literackie Kresy i bezkresy, zawierający poświęcone mu prace, których autorami są zgrupowani wokół Profesora badacze literatury kresowej z macierzystej uczelni, jak również naukowcy z innych ośrodków akademickich. Książka składa się z dwóch części: w pierwszej, obszerniejszej, zamieszczono prace mniej lub bardziej związane tematycznie z Kresami, w drugiej – o innej, różnorodnej tematyce. Ich przystępność dla „zwykłego” czytelnika jest różna, ale na pewno każdy znajdzie tam coś dla siebie.


Tadeusz Kukiz

* Tekst J. Stempowskiego wymagałby zapewne komentarza, ale przerasta to moją wiedzę w tym zakresie (przyp. T.K.)


** Z dziełem J. Stryjskiego rozprawiła się bardzo ostro prof. Zofia Kurzowa na łamach czasopisma „Zdanie” 10/1985 (przyp. red.).

— Wydawnictwo „Nortom” (Wrocław 2001) opublikowało przekład książki (Moskwa 1999) Witalija Masłowśkiego pt. Z kim i przeciw komu walczyli nacjonaliści ukraińscy w latach II wojny światowej? Przepisujemy notkę, zawartą w polskim wydaniu:

[...] to fundamentalna praca Witalija Masłowśkiego, wybitnego historyka i publicysty ukraińskiego, ukazująca w szerokim kontekście historycznym działalność ukraińskich nacjonalistów w okresie II wojny światowej na południowo-wschodnich Kresach Rzeczypospolitej [...]. Witalij Masłowśkyj to – obok Wiktora Poliszczuka – drugi badacz ukraiński, który bardzo rzetelnie przedstawił działalność ukraińskich organizacji OUN, UPA oraz dywizji SS „Galizien”. Jedyne zastrzeżenie, jakie nasuwa się przy lekturze, to nazwa geograficzna terytorium, o którym pisze Masłowśkyj, ponieważ Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej nazywa „Zachodnią Ukrainą”, podczas gdy w omawianym okresie te tereny należały do państwa polskiego, nie mówiąc już o tym, że wcześniej przez kilkaset lat również należały do Polski. [...] Autor ukazał zbrodniczą ideologię nacjonalistów ukraińskich, którą następnie realizowali w praktyce [...]. Postawił sobie za cel ukazanie pełnej prawdy o tych zbrodniczych organizacjach, których działalność doprowadziła do wymordowania kilkuset tysięcy Polaków i Żydów. Za swe ambitne dążenie do pełnej prawdy autor zapłacił najwyższą cenę. Został zamordowany we Lwowie w niewyjaśnionych okolicznościach.


Dużą wartość tej pracy stanowi również ukazanie działalności nacjonalistów ukraińskich obecnie zarówno na Ukrainie, jak i na emigracji.

— W ramach serii wydawanej od kilku lat przez Ośrodek „Wołanie z Wołynia” (Biały Dunajec–Ostróg) ukazała się w 2004 r. – jako 34. pozycja – książka Marka A. Koprowskiego pt. Wołynia dzień dzisiejszy. Autor odwiedził wiele parafii rzymskokatolickich – od małych, liczących po kilkadziesiąt osób, aż do wielkich, o kilkuset lub więcej wiernych. Jednym z celów było pokazanie gigantycznej pracy wykonanej i nadal wykonywanej przez grupę księży (głównie z RP) oraz wspomagające ich siostry zakonne.

W książce jest 17 rozdziałów. Pierwszy, będący wstępem do następnego, o Równem, pokazuje nastroje oraz publikacje nacjonalistyczne wydawane właśnie w Równem. Mimo to w tym właśnie mieście działa silna parafia w dawnym kościele garnizonowym pod przewodnictwem ks. Władysława Czajki. Kolejne 16 rozdziałów to w zasadzie reportaże z poszczególnych odwiedzanych miejscowości. Są to: Równe, Kostopol, Sarny, Rokitno, Korzec, Ostróg, Nietiszyn, Sławuta, Zasław, Lachowce, Szepetówka, Krzemieniec, Szumsk, Dubno, Zdołbunów, Berdyczów i kilka innych, należących do wymienionych parafii.


Książka spełnia przy okazji rolę przewodnika po znanych i mniej znanych miejscowościach Wołynia. Stanowi cenne źródło wiadomości o zabytkach – głównie sakralnych, o zasłużonych ludziach i współczesnych warunkach życia. Ale obserwując i opisując współczesność nie można uciec od przeszłości, ponieważ na każdym kroku autor napotyka ślady rzezi wołyńskiej, deportacji ludności, przesiedleń i komunistycznej walki z wiarą i Kościołem. Wszędzie praca naszych kapłanów musiała zaczynać się od uczenia podstawowych zasad wiary i odbudowy świątyń. Lektura książki pokazuje, że nie ma jednego wzorca współpracy między Kościołami (np. katolickim i prawosławnym) oraz między społecznościami. Czasem jest dobrze, jak w Berdyczowie, lub źle, jak w Lachowcach (obecnie Biłokiria).

Książka rozprowadzana jest przez Ośrodek „Wołanie z Wołynia” (Poronin, skr. poczt. 9) i jest godna polecenia dla tych w szczególności, którzy znają Wołyń z dawnych lat i chcą sobie przypomnieć, oraz dla tych, którzy byli tam turystycznie bądź wycieczkę dopiero planują.

— Sporo nowych, interesujących nas książek ukazało się w ostatnim czasie. Część z nich na pewno szerzej omówimy, na razie tylko wymieniamy:

Józef Rudnicki, Ziemia Czerwieńska pod okupacją niemiecką (wyd. Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, Pułtusk–Warszawa 2001)


Edyta Czop, Obwód lwowski pod okupacją ZSRR w latach 1939–1941 (seria Galicja i jej dziedzictwo, t.18; Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2004)


Rafał Galuba, Niech nas rozsądzi miecz i krew... Konflikt polsko-ukraiński w Galicji Wschodniej w latach 1918–1919 (Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2004)


Stanisław Jastrzębski, Ludobójstwo ludności polskiej przez OUN-UPA w województwie stanisławowskim w latach 1939–1946 (Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej, Warszawa 2004)


Czesław Skiba, Pomniki Nieznanego Żołnierza (Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2004)


Uwzględniono m.in.: Lwów, Borysław, Brody, Czortków, Dobromil, Drohobycz, Kołomyję, Sambor, Stanisławów, Śniatyn, Tarnopol, Złoczów, Żółkiew oraz (Wołyń): Dubno, Korzec, Łuck, Równe, Włodzimierz.


Mieczysław Orłowicz, Przewodnik po Lwowie (wyd. Książnica Atlas, Lwów–Warszawa 1925, reprint 2004)


Bogdan Loebl, Złota trąbka (Wydawnictwo Ruta, Wałbrzych 2003)


Wspomnienia dorastającego chłopca, syna leśnika na prowincji wschodniomałopolskiej, o tragicznych wydarzeniach czasów wojny – pełnych nienawiści, grozy i okrucieństwa.


Tomasz Cieszyński, Dni silne kochaniem (brak informacji o wydawnictwie)