Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Kazimierz Wierzyński, SPOTKANIE Z INWALIDĄ, WIERSZ DLA ROMANA PALESTRA

Spotkanie z inwalidą

 

Czego tu szukasz, obwisły na kulach

Łachmanie ludzki, drelichu zbutwiały,

Polnych skowronków czy żołn, co przy ulach

W dziecinnych czasach nad głową latały?

 

Sporo lat przeszło. Odpocznij zmęczony.

Siądź nad tą wodą, nad wierną tą rzeką

I spójrz przed siebie. Znajome to strony,

Gdzie kiedyś żaden z nas nie był kaleką.

 

Tam w tej falistej za Sanem równinie

Jest dom nasz. W starość zachodzi powolną,

W jar się zapada. Z tą wodą, co płynie,

Można by dojść tam. Cóż z tego. Nie wolno.

 

Łatwiej jest ptakom. To prawda. I z nimi

Łatwiej z powietrza w ściernisku i łąki

Raz jeszcze poczuć jak w ogniu się dymi

Jałowiec gęstym wspomnieniem rozłąki.

 

Wyprostuj kości. Najłatwiej tam nocą

Ciągnąć pod księżyc i śnić bezboleśnie:

Jar pełen srebra, wikliny łopocą,

Wiatr, stary Bojko, przewraca się we śnie.

 

A za równiną podgórskie pieczary,

A w górach świerki, świerkowi Huculi,

I Stryj i Dniestr tam i młodość i czary –

Ach, więc dobrnęliśmy! Nawet o kuli!

 

Tylko nie wychyl kikuta za parów,

Tam ziemia ciemna, choć wszystko pamięta,

Oddarta od nas, od wiklin, od jarów.

Nie krzycz. Wiadomo, kość boli odcięta.

 

Wiersz dla Romana Palestra

 

Palester ze Śniatyna,

Ja z Drohobycza,

Otwórz okno: ta sama

Wielka prowincja

Galicyjsko-słowicza.

 

Sady i pola,

Arbuzy i śliwy.

Len, kukurydza

(Mickiewicz mówił kukurudza),

Ta sama prowincja,

Ta sama ojczyzna.

Bywało nasza,

Teraz cudza.

 

Dwa kroki stamtąd Karpaty,

Buki czerwienne, gładkoskóre.

Człowiek jak koń się naharuje

I bierze baty,

Ciągnie pod górę.

 

Jesienne jarmarki,

Chleb za pazuchą,

Ukraińskie furmanki,

Pachną kożuchy.

Żydzi targują na rynku,

Wiecznie te same kłopoty,

Wiecznie ta sama ziemizna,

Ojczyzna bez wypoczynku.

 

Ale dla nas jest jeszcze

W niewyczerpanych snach

Nie ukończona nigdy podróż.

Trochę jak słodycz dzieciństwa,

Trochę jak ostateczny strach:

Z nocnego nieba zjeżdża

Na wielką prowincję Wielki Wóz.

Ładuje wszystkich po drodze,

Turkocze w miasteczku

Na kocich łbach.

 

KAZIMIERZ WIERZYŃSKI, ur. 1894 w Drohobyczu (do 1912 jako Wirstlein, z rodziny pochodzenia niemieckiego). Poeta, pisarz, eseista. Szkoły w Drohobyczu, Chyrowie i Stryju, członek Drużyn Sokolich. Studia na uniwersytetach w Krakowie i Wiedniu. 1914 w Legionie Wschodnim, a po jego rozwiązaniu wcielony do armii austriackiej. 1915 pod Kraśnikiem dostał się do niewoli rosyjskiej. 1918 powrót do Polski. 1920 w wojsku, w Biurze Prasowym Naczelnego Dowództwa. Po I wojnie osiadł w Warszawie, pracował w tamt. redakcjach gazet. 1939 ewakuowany do Lwowa, 17 IX wyjechał do Rumunii. Przebywał we Francji, Brazylii, od 1941 w USA. Zmarł 1969 w Londynie.

Debiut literacki w latach szkolnych, pierwsze wydanie wierszy 1919. Jeden z twórców „Skamandra”. 1928 złoty medal na Olimpiadzie w Amsterdamie za tomik Laur olimpijski. W  czasie II wojny wydał kilka zbiorów wierszy, biografię Życie Chopina, eseje. Według krytyków osiągnął rangę czołowego poety polskiego ery między wojnami i II wojny.