Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Tadeusz Gaydamowicz, O KSIĘDZU JANUSZU POPŁAWSKIM WSPOMNIENIA KOLEGI SZKOLNEGO

9 sierpnia 2002 r. odszedł od nas na zawsze ksiądz Janusz Poplawski, kapłan Archidiecezji Lwowskiej, kapelan Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, prezes Oddziału Warszawskiego TMLiKPW, a przede wszystkim gorliwy, tryskający energią i patriotyzmem duszpasterz, obdarzony wielką charyzmą w obcowaniu z ludźmi, zwłaszcza z młodzieżą i harcerzami, bez reszty oddany sprawom ukochanych Kresów i wszystkich kresowiaków – tych, którzy pozostali na Ziemi Ojców, i tych, którzy byli zmuszeni je opuścić.

Nie zamierzam w tym krótkim wspomnieniu opisywać szczegółowo drogi życiowej śp. Księdza Janusza, gdyż jest ona powszechnie znana, zwłaszcza lwowiakom i kresowiakom, pamiętającym Jego liczne wystąpienia na uroczystościach kościelnych i narodowych, ubogaconych wspaniałymi kazaniami, krzepiącymi serca i umysły słuchaczy, a także liczne publikacje oraz kontakty osobiste, które Ksiądz Janusz bardzo sobie cenił i pielęgnował. Jako Jego kolega szkolny, chcę uzupełnić życiorys o stosunkowo mniej znany okres Jego życia, a mianowicie lata młodzieńcze spędzone we Lwowie.

Z Januszem poznałem się we wrześniu 1934 r. we Lwowie w Zakładzie im. Abrahamowiczów dla chłopców pochodzących przeważnie z kresowych rodzin ziemiańskich, pragnących kształcić swoje dzieci w elitarnych szkołach lwowskich.

Janusz urodził się 29 stycznia 1922 r. w rodzinnym majątku ziemskim w Juśkowcach na pograniczu Podola i Wołynia, niedaleko rzeki Zbrucz, stanowiącej granicę z Rosją Sowiecką, jako syn Michała i Felicji z Kańskich. Po ukończeniu 10. roku życia rodzice umieścili Go na dalszą naukę we Lwowie.

Ja przyjechałem tam w końcu sierpnia 1934 r. z moją Matką z rodzinnej Besarabii (wówczas Rumunii), gdzie po ukończeniu 4-klasowej Szkoły Polskiej w Kiszyniowie z woli Rodziców miałem dalszą naukę kontynuować w Polsce. Zatrzymaliśmy się na kilka dni u znajomych we Lwowie, gdyż miejscem docelowym dla mnie miało być Liceum im. T. Czackiego w Krzemieńcu. Ze względu jednak na panującą tam epidemię czerwonki początek roku szkolnego miał być opóźniony. W tej sytuacji Matka zalatwiła mi przyjęcie do Zakładu Abrahamowiczów. I tak pozostałem we Lwowie.

Pamiętam, że pierwsze dni w nowym środowisku nie byly dla mnie latwe. Na szczęście od dziecka byłem w miarę samodzielny i mówiłem dobrze po polsku, choć z typowym wschodnim akcentem, więc dość szybko aklimatyzowałem się.

Z Januszem od samego początku połączyło mnie bliskie koleżeństwo, które z czasem przerodziło się w przyjaźń. Razem uczęszczaliśmy do Szkoły Powszechnej (wtedy nr 8) im. Marii Magdaleny przy ul. Potockiego, z tym że Janusz, jako starszy o rok, był o klasę wyżej. Dyrektorem Szkoły był Mieczysław Opałek, a katechetą ks. Gola, innych nazwisk nauczycieli nie pamiętam. Z kolegów szkolnych zapamiętałem Janusza Ingardena, który potem był uczniem XI Gimnazjum przy ul. Batorego, a już po wojnie spotkaliśmy się na Wydziale Architektury na Wawelu w Krakowie. Po ukończeniu szkoły powszechnej, obaj z Januszem Popławskim zostaliśmy uczniami IV Gimnazjum im. Jana Długosza przy ul. Nikorowicza (obok gmachu Politechniki).

Budynek Zakładu, w ktorym mieszkaliśmy, został wybudowany na Wzgórzach Wuleckich (naprzeciw II Domu Techników) przez braci Abrahamowiczów z końcem lat dwudziestych. Fundatorzy budynku, jako bezpotomni, chcieli w ten sposób umożliwić wychowanie i wykształcenie synom ziemian kresowych. Swoje motto umieścili na marmurowej tablicy w holu wejściowym do Zakładu. Brzmiało ono:

Kto bezpotomnie schodzi z tego świata winien ojczyźnie wychować wielu światlych synów

Jestem przekonany, że wymienione hasło było z powodzeniem realizowane przez wychowawców, początkowo świeckich, a od 1935 r. przez Księży Salezjanów. Regulamin zakładowy dla wychowanków przewidywal czas na naukę i zajęcia samokształceniowe w rożnych organizacjach i kółkach zainteresowań.

Każdego dnia przed śniadaniem uczestniczyliśmy we mszy św. w kaplicy zakładowej. Potem rozchodziliśmy się do różnych szkół na mieście. Po powrocie i po obiedzie był czas wolny wykorzystywany przeważnie na gry sportowe i zabawy. Potem było odrabianie lekcji w salach pod okiem i z ewentualną pomocą asystentów. Po kolacji, obowiązkowym czyszczeniu obuwia i zabiegach sanitarnych udawaliśmy się do pokoi sypialnych. Cisza nocna była surowo przestrzegana.

Z Januszem łączyła nas działalność w organizacjach na terenie Zakładu, jak Krucjata Eucharystyczna i Sodalicja Mariańska, a przede wszystkim w życiu XVI Lwowskiej Drużyny Harcerskiej im. Jerzego Grodyńskiego. Na ile pamiętam, nasza drużyna – lwowska „Szesnastka”, uchodziła za jedną z lepszych w Chorągwi ZHP we Lwowie. Być może dlatego, że wszystkie zuchy, a następnie druhowie, mieszkaliśmy pod jednym dachem, znaliśmy się na co dzień i byliśmy przesiąknięci ideałami harcerskimi. Do dziś pamiętam doskonale dzień 14 czerwca 1936 r., kiedy to wraz z grupą druhów na obozie w lesie koło Zubrzy otrzymywaliśmy Krzyże Harcerskie i składaliśmy Przyrzeczenie na ręce hm. Bolesława Lewickiego. Z jakim przejęciem powtarzaliśmy słowa: Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce, nieść chętną pomoc bliźnim i być posłusznym prawu harcerskiemu. A potem do późnej nocy, przy blasku ogniska i szumie lasu, śpiewaliśmy pieśni harcerskie i słuchaliśmy gawędy starszych druhów. Janusz był już wtedy zastępowym „Rysiów” w stopniu wywiadowcy. Ja należałem do zastępu „Wilków”.

Działalność harcerska pochłaniała nas bez reszty w wolnych od nauki chwilach. Wiosną i jesienią organizowano biegi harcerskie połączone ze zdobywaniem różnych sprawności lub jeździliśmy na krótkie obozy w okolice Lwowa – do Brzuchowic, Zimnej Wody, Zubrzy. Braliśmy udział w różnych kursach szkoleniowych i ćwiczeniach, organizowanych przez Ligę Ochrony Powietrznej i Przeciwgazowej, Ligę Ochrony Przyrody, Komitet Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego, Związek Strzelecki itp. Na boisku przyzakładowym urządzaliśmy zawody sportowe: lekkoatletyczne, mecze w siatkówkę, piłkę nożną lub szczypiórniaka. Czasami chodziliśmy na boiska Towarzystwa Zabaw Ruchowych (TZR), położonych obok boiska LKS „Pogoń” przy ul. Stryjskiej. W sali gimnastycznej trwały turnieje ping-pongowe, a w świetlicy dominowały szachy. Raz w tygodniu chodziliśmy na krytą pływalnię przy ul. Jabłonowskich, gdzie pod okiem instruktora uczyliśmy się pływać. Zimą, gdy tylko były warunki śniegowe, przypinaliśmy narty do butów (zwykłych!) i wędrowaliśmy wzdłuż ulicy Abrahamowiczów i Kadeckiej do Parku Stryjskiego lub szliśmy dalej, na Pohulankę, gdzie były doskonałe tereny narciarskie i saneczkowe.

Tak mijały niespostrzeżenie kolejne lata, my dorastaliśmy fizycznie i umysłowo. W 1938 r. Janusz wraz z grupą starszych kolegów stworzył zespół redakcyjny miesięcznika zakładowego „Start”. W tym czasie był już drużynowym naszej XVI LDH, a ja zastępowym „Wilków”.

W takich układach zastał nas koniec roku szkolnego 1938/39. Zbliżały się wakacje letnie. Rozjeżdżaliśmy się do naszych domów rodzinnych, pełni planów na lipiec i sierpień, choć w nie najlepszych nastrojach. Powszechnie odczuwało się niepokój spowodowany sytuacją polityczną i możliwością wybuchu wojny. Nie przypuszczaliśmy jednak, że już nie wrócimy do Lwowa, do Zakładu, że być może nigdy więcej się nie spotkamy.

Ja spędziłem okres wojny na uchodźstwie w Rumunii, Janusz – w kraju, na tułaczce i walce o przetrwanie. W tym czasie otrzymał powołanie do kapłaństwa, które realizował pod opieką Salezjanów w Czerwińsku i Krakowie, w Seminarium Duchownym oraz na studiach polonistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim.

4 lipca 1948 r. Janusz otrzymał święcenia kapłańskie z rąk arcybiskupa Eugeniusza Baziaka i odprawił swoją mszę prymicyjną w Kolegiacie św. Anny. W następnych latach pracował w różnych placówkach szkolno-wychowawczych, prowadzonych przez Salezjanów, m.in. w Oświęcimiu, w Ostrzeszowie (gdzie był również komendantem hufca harcerskiego), w Częstochowie. W r. 1955 został skierowany do Piły, do parafii Świętej Rodziny, gdzie przebywał przez osiem lat, zaskarbiając sobie wdzięczność i trwałą pamięć licznych parafian, uczniów i przyjaciół. Był tam m.in. prefektem w Liceum Ogólnokształcącym, zorganizował parafialny chór „Pilskie Wróbelki”, z młodzieżą przygotowywał inscenizacje sztuk teatralnych.

W r. 1963 powrócił na skrawek Archidiecezji Lwowskiej z siedzibą w Lubaczowie, gdzie pracował jako wikariusz w Oleszycach i Cieszanowie. Zorganizował od podstaw nową parafię w Dachnowie (ok. 3 km od Lubaczowa), a następnie przez krótki, półtoraroczny okres przebywał w Baszni Dolnej. W 1985 r. z uwagi na pogarszający się stan zdrowia przeszedł na emeryturę. Krótki pobyt w Gnieźnie, a następnie aż do śmierci w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach k. Warszawy.

Moje kontakty z Januszem Popławskim, przerwane ze zrozumiałych względów w czasie wojny, zostały nawiązane wiele lat po wojnie. Wiedziałem już od Księży Salezjanów, że Janusz jest kapłanem, ale do serdecznego i wzruszającego spotkania doszło w Krakowie, w latach 80. Ksiądz Janusz był jak zwykle pełen energii i zapału do pracy, zwłaszcza na Kresach, dokąd stale jeździł pomagając w odbudowie zniszczonych świątyń i organizując tam początki odradzającego się życia religijnego.

Bardzo lubił przyjeżdżać do Krakowa, gdzie miał grono swoich przyjaciół i z którymi łączyły go wspomnienia ze studiów seminaryjnych i uniwersyteckich. Początkowo zatrzymywał się u pp. Hollanków na Krowodrzy, a potem w moim mieszkaniu, gdzie – jak mawiał – miał „swój” pokój. W trakcie tych krótkich pobytów chodziliśmy rano do mojego kościoła parafialnego pw. św. Wojciecha na Osiedlu Bronowickim, gdzie ks. Janusz odprawiał mszę św. Ja podczas każdego pobytu w Warszawie odwiedzałem Janusza w lokalu TMLiKPW w budynku „Wspólnoty Polskiej” przy Krakowskim Przedmieściu albo czasami w Laskach.

4 lipca 1998 r. brałem udział w jubileuszu 50-lecia kapłaństwa i uroczystej mszy św. odprawianej przez dostojnego Jubilata w kościele św. Marcina przy ul. Piwnej w Warszawie, przy obecności bardzo wielu przyjaciół-kresowiaków. 28 stycznia 2002 r. uczestniczyłem w 80. rocznicy urodzin Księdza Janusza i spotkaniu przyjacielskim w lokalu TMLiKPW w Warszawie. Nikt z obecnych nie spodziewał się wtedy, że to już nadchodzą ostatnie miesiące życia ks. Janusza. Jeszcze w maju i na początku czerwca odwiedzał nas w Krakowie. Pamiętam, że umawialiśmy się na następne spotkanie w lipcu w Warszawie. Niestety już do niego nie doszło.

13 sierpnia 2002 r. uczestniczyłem w mszy św. żałobnej w kaplicy ss. Franciszkanek Służebniczek Krzyża Świętego w Laskach, którą celebrował ks. biskup Marcjan Trofimiak z Łucka w asyście licznych księży i sióstr zakonnych, z udziałem wielu delegacji i pocztów sztandarowych, harcerzy, kresowiaków i przyjaciół z całej Polski. Pożegnalną homilię wygłosił ks. prof. dr Jerzy Misiurek z KUL. Pożegnalne przemówienia wygłosili m.in. dr Andrzej Kamiński w imieniu Zarządu Głównego TMLiKPW, Stanisław Leszczyński w imieniu Oddziału Warszawskiego Towarzystwa i min. Andrzej Przewoźnik z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

Ksiądz Janusz został pochowany na skromnym cmentarzu przy Zakładzie w Laskach. Wszystkim obecnym na tej smutnej uroczystości dziękował Jego bratanek, ks. Jarosław Popławski z Lublina.

 

W opracowaniu życiorysu Księdza Janusza korzystałem z wypowiedzi i listu otrzymanego od ks. Jarosława Popławskiego.